O ile szko³y powszechne przez wieki przysposabia³y, i ci±gle w istocie przysposabiaj±, nowych cz³onków do funkcjonowania w spo³eczeñstwie, a szko³y ¶rednie kszta³ci³y w zawodach, które do tego funkcjonowania by³y konieczne, to szko³y wy¿sze przygotowywa³y w±skie krêgi osób do dwóch najwa¿niejszych kategorii zadañ: przywództwa i twórczo¶ci. Absolwenci uniwersytetów tworzyli w spo³eczeñstwach industrialnych elity spo³eczne. Jedn± z najwa¿niejszych funkcji owych elit by³o inicjowanie i nadzorowanie okre¶lonych zmian spo³ecznych.
Tê kreatywno¶æ zawdziêcza³y elity przede wszystkim uniwersyteckiemu przygotowaniu do twórczo¶ci. Przygotowanie takie by³o mo¿liwe dziêki temu, ¿e sam uniwersytet by³ twórczy, tzn. by³ przez wieki miejscem twórczo¶ci naukowej oraz artystycznej. Uniwersytety odgrywa³y tak¿e znacz±c± rolê w tworzeniu i pielêgnowaniu warto¶ci, z których najwa¿niejsze by³y prawda i dobro.
Jak wiemy, trzy s± niezbywalne elementy misji uniwersytetu: badania, nauczanie i s³u¿ba publiczna. Wziête razem stanowi± o wyj±tkowym jego charakterze. W uniwersytecie prowadzone s± badania, których wyniki og³asza siê natychmiast dla dobra publicznego. Czêsto pierwszym miejscem owej publikacji jest wyk³ad uniwersytecki, zawsze dla publiczno¶ci otwarty. Profesor przekazuje w nim nie tylko wiedzê istniej±c±, zawart± w podrêcznikach, ale przede wszystkim tê, która jest wynikiem jego w³asnych badañ. Co wiêcej, do badañ profesor zaprasza studentów jako ¶wiadków i wspó³uczestników procesu poznawczego. Wyniki badañ, a tak¿e sam proces badawczy, otwarte s± zawsze na krytykê. Studenci uczestnicz± wiêc, a w ka¿dym razie tradycyjnie uczestniczyli, w samym wytwarzaniu wiedzy, a nie tylko s± (byli) jej konsumentami. Dlatego stosunek mistrz – uczeñ jest osiowym elementem uniwersyteckiego kszta³cenia do twórczo¶ci.
Drugim wa¿nym czynnikiem elitotwórczego oddzia³ywania uniwersytetu na swoich wychowanków jest (by³?) etos akademicki. Jego zasadniczymi sk³adnikami s± trzy uniwersyteckie warto¶ci: prawda, dobro i piêkno. Od czasów Sokratesa przyjê³o siê uwa¿aæ, ¿e zw³aszcza prawda i dobro s± ze sob± ¶ci¶le zespolone, bo poznanie prawdy jest niezbêdnym warunkiem czynienia dobra. Piêkno za¶, zgodnie z ideami staro¿ytnych, mo¿e byæ uznane za estetyczny wyraz dobra.
Swoj± postaw± naukow±, ideow± i moraln± mistrzowie przekazuj± uczniom szacunek i zami³owanie do tych warto¶ci. Bez nich dzia³alno¶æ poznawcza jest spo³ecznie bezu¿yteczna, a nawet niebezpieczna, gdy¿ mo¿e byæ niew³a¶ciwie wykorzystywana. Przestroga przed uprawianiem nauki z innych ni¿ wymienione pobudek jest dobitnie wyra¿ona w rocie tradycyjnej przysiêgi doktorskiej.
Warto jeszcze wymieniæ trzy inne warto¶ci, czy te¿ zasady postêpowania, sk³adaj±ce siê na etos akademicki: szacunek dla innych, wzajemne zaufanie, bezinteresowna wspó³praca. To nieustanne i autentyczne praktykowanie owych zasad tworzy ze zbiorowo¶ci wyk³adowców i studentów prawdziw± wspólnotê. Tak wiêc etos akademicki jest zwi±zany nie tylko z samym d±¿eniem do prawdy, ale tak¿e z naczelnymi warto¶ciami spo³ecznymi, bez których spo³eczeñstwo nie mo¿e poprawnie funkcjonowaæ. Mo¿na zatem powiedzieæ, ¿e uniwersytet jest prawdziwym depozytariuszem, stra¿nikiem tych warto¶ci.
Trzecim wreszcie sk³adnikiem elitotwórczej roli uniwersytetu jest jego ¶rodowisko spo³eczne. Trzeba zacz±æ od stwierdzenia, ¿e poznanie ma charakter spo³eczny, a nie – jak s±dzi³o i s±dzi wielu – indywidualny. Oznacza to, ¿e wiedzê o ¶wiecie zdobywamy, a w ka¿dym razie utwierdzamy siê w niej, poprzez okre¶lone relacje z innymi lud¼mi, z którymi kontaktujemy siê na co dzieñ, mamy wspólne prze¿ycia, wymieniamy do¶wiadczenia i obserwacje. W ten sposób, poprzez intersubiektywizacjê prze¿ycia czy do¶wiadczenia, dokonuje siê obiektywizacja poznania, która prowadzi do kszta³towania siê ¶wiatopogl±du wspólnego okre¶lonej grupie ludzi. Zbiorowo¶æ, w której ów proces siê dokonuje, nazywamy ¶rodowiskiem spo³ecznym.
Istnienie uczelnianego ¶rodowiska spo³ecznego jest warunkiem koniecznym utrwalania siê nie tylko i nie tyle zdobywanej w uniwersytecie wiedzy, ile warto¶ci i postaw nale¿±cych do etosu akademickiego, a tak¿e wzorów zachowañ powi±zanych z ow± wiedz±, warto¶ciami i postawami. Jednym s³owem, zwarte ¶rodowisko uczelniane niezbêdne jest do kszta³towania przez uniwersytet przysz³ych wzorotwórczych elit spo³ecznych. Pierwszym warunkiem dobrego funkcjonowania ¶rodowiska uczelnianego jest jego w³a¶ciwa integracja, spójno¶æ. Uczestnicy wspólnoty akademickiej nie powinni byæ anonimow± zbiorowo¶ci± interesariuszy (grup nastawionych na interes w³asny), ale raczej stanowiæ wspólnotê nastawion± na jak naj¶ci¶lejsz± wspó³pracê w d±¿eniu do wspólnego celu, okre¶lonego nie interesami, ale warto¶ciami spo³ecznymi. Z kolei dobre, zintegrowane, oparte na wiêziach solidarno¶ci i wspó³pracy ¶rodowisko uczelniane nie mo¿e byæ zbiorowo¶ci± zbyt liczn±. Je¿eli nie ca³y uniwersytet, to wydzia³ czy instytut nie powinny przekraczaæ liczebnie granicy, poza któr± wzajemna wspó³praca i identyfikacja uczestników nie jest ju¿ mo¿liwa.
Kolejnym warunkiem istnienia prawdziwego ¶rodowiska uczelnianego jest wystêpowanie w nim dostatecznie czêstych kontaktów spo³ecznych pomiêdzy wszystkimi uczestnikami. Z wychowawczego punktu widzenia wa¿ne jest te¿, aby do kontaktów pomiêdzy uczestnikami ¶rodowiska dochodzi³o w rozmaitych, mo¿liwie zró¿nicowanych sytuacjach spo³ecznych. Dlatego uczelnia nie powinna byæ tylko miejscem pobierania nauki, ale tak¿e wspólnego ¿ycia. Stare nazwy uniwersyteckie, takie jak sympozjum czy convivium, mówi± nie tylko o wspólnym uczeniu siê, ale tak¿e o wspólnym biesiadowaniu. Kluby, sto³ówki, domy studenckie s± bardzo wa¿nymi elementami infrastruktury ¶rodowiska uczelnianego. Spo³eczne ¿ycie uniwersyteckie najpe³niej jest dzisiaj rozwiniête w colleges starych brytyjskich uniwersytetów oraz w amerykañskich kampusach.
To wspólne ¿ycie ludzi uniwersytetu dotyczy, rzecz jasna, tak¿e kadry profesorskiej, której czêsta obecno¶æ w ¶rodowisku uczelnianym – nie tylko w czasie zajêæ dydaktycznych – jest nie do przecenienia, poniewa¿ to profesorowie s± w uniwersytecie grup± wzorotwórcz±.
W Europie, star±, siêgaj±c± ¶redniowiecza tradycjê wspólnego zamieszkiwania profesorów i studentów najlepiej utrzyma³y uniwersytety angielskie. W Oksfordzie, w poszczególnych college’ach, których jest 40 (¶rednia liczba studentów – 300), mieszkaj± razem profesorowie i studenci. Ka¿dy profesor ma swój pokój, w którym spêdza wiêksz± czê¶æ dnia: tam na ogó³ pracuje, prowadzi konsultacje, odpoczywa. W college’u spo¿ywa posi³ki przy jednym stole ze studentami (wyj±tkiem s± tylko tzw. high table diners, podczas których profesorowie siedz± osobno przy stole wy¿szym od pozosta³ych o trzy cale). Posi³ki, a zw³aszcza dobre trunki (g³ównie wino), spo¿ywa siê niekiedy, w niewielkich ilo¶ciach, tak¿e w czasie zajêæ (zw³aszcza seminariów).
Stare uniwersytety angielskie, g³ównie Oksford i Cambridge, od setek lat kszta³c± brytyjskie elity. W znacznym stopniu dziêki odebranej tam edukacji np. brytyjscy civil servants s± uwa¿ani za najlepsz± administracjê publiczn± na ¶wiecie. To bardziej oni ni¿ genera³owie brytyjskiej armii potrafili zbudowaæ i przez 200 przesz³o lat utrzymaæ najwiêksze imperium ¶wiata. Na ten temat wybitny wspó³czesny historyk powiedzia³ ostatnio: „Jedn± z najbardziej fascynuj±cych rzeczy w imperium brytyjskim by³o to, ¿e dowodzi³a nim tak ma³a grupa ludzi. Mniej ni¿ tysi±c urzêdników brytyjskich by³o w stanie rz±dziæ ca³ymi brytyjskimi Indiami. Mieli pod sob± 350 mln obywateli – rekord nie do pobicia. Indyjska s³u¿ba cywilna to fenomen. Sk³ada³a siê g³ównie z m³odych, wykszta³conych w Oksfordzie ludzi, ca³kowicie odpornych na korupcjê.”
Co ciekawe, pomimo g³êbokich przemian, jakie zasz³y w drugiej po³owie zesz³ego stulecia w wy¿szym szkolnictwie europejskim, tak¿e brytyjskim, struktura i funkcjonowanie uniwersytetów Oksford i Cambridge pozosta³y w³a¶ciwie bez zmian.
Wydaje siê, ¿e polskie uniwersytety, i nie tylko polskie, trac± swoj± elitotwórcz± funkcjê. Dlaczego tak siê dzieje? W ¶wietle tego, co napisa³em dotychczas, pytanie to ma w³a¶ciwie charakter retoryczny. Nie mo¿na bowiem w±tpiæ, ¿e g³ówn± przyczyn± kryzysu elitotwórczej roli uniwersytetów jest w pierwszym rzêdzie masowo¶æ kszta³cenia na poziomie wy¿szym. Polskie uniwersytety da³y sobie narzuciæ ów „wy¶cig szczurów” po ministerialne fundusze, który zgodnie z tzw. algorytmem finansowania szkolnictwa wy¿szego premiowa³ uczelnie przyjmuj±ce w swoje mury najwiêksze rzesze m³odzie¿y. Ministerialne wska¼niki edukacyjne posz³y ostro w górê, podczas gdy dramatycznie spad³o finansowanie edukacji liczone na jednego studenta. S³uszne postulaty prof. J. Wo¼nickiego i KRASP, aby finansowanie szkó³ oprzeæ na jednostkowo liczonych kosztach kszta³cenia, do dzi¶ nie doczeka³y siê uwzglêdnienia. Nie chodzi zreszt± tylko o pieni±dze. Sama liczba studentów i niekorzystny stosunek liczbowy kadry nauczaj±cej do studentów obni¿a drastycznie jako¶æ kszta³cenia. Ale s± te¿ i inne przyczyny spadku jako¶ci kszta³cenia, w¶ród których os³abienie, by nie powiedzieæ zanik, wspólnotowo¶ci polskich ¶rodowisk akademickich wydaje siê przyczyn± najwa¿niejsz±. Pisa³em o nich szerzej gdzie indziej, tutaj pragnê tylko zwróciæ uwagê na skutki tego zjawiska dla zdolno¶ci elitotwórczej polskich szkó³ wy¿szych.
Mo¿emy postawiæ nastêpuj±c± hipotezê, która graniczy z oczywisto¶ci±: im wiêksza liczba studentów, tym s³absze s± ich zwi±zki z uczelni±, czyli z kadr± nauczaj±c±. We wspó³czesnych polskich szko³ach wy¿szych stosunek osobowy mistrz – uczeñ zosta³ praktycznie wyparty przez urzeczowione, by nie powiedzieæ skomercjalizowane, stosunki formalne. Student na ogó³ nie ma pojêcia, kim jest wyk³adowca, co reprezentuje sob± jako uczony, a czasem nawet nie pamiêta jego nazwiska. Coraz czê¶ciej interesuje go nie studiowanie, poznanie czego¶, ale jedynie wpis, zaliczenie, ocena. I nie jest to tylko wina studenta, ale tak¿e systemu studiowania, który w³a¶ciwie nie zostawia miejsca na zindywidualizowane stosunki miêdzy wyk³adowc± a studentem. Masowe wyk³ady i æwiczenia nie sprzyjaj± tak¿e, rzecz jasna, g³êbszemu zainteresowaniu siê studenta tre¶ci± zajêæ. Szko³y wy¿sze, zw³aszcza na kierunkach skomercjalizowanych, staj± siê instytucjami us³ugowymi sprzedaj±cymi swoje „produkty” klientom. Studenci zainteresowani s± przede wszystkim u¿ytkow± przydatno¶ci± owych produktów do przysz³ych karier zawodowych, a nie ich jako¶ci± naukow±. Warto¶æ poznawcza, intelektualna nabywanego „towaru” coraz czê¶ciej ich nie interesuje. To wszystko nie mo¿e sprzyjaæ wysokiemu merytorycznemu poziomowi nauczania.
Ale jest jeszcze inny, byæ mo¿e najwa¿niejszy, aspekt tej sprawy. Wyra¿ê tê my¶l brutalnie, ale jasno: tego, czego mo¿na by³o oczekiwaæ i wymagaæ od, powiedzmy, 10 proc. najzdolniejszej m³odzie¿y z rocznika, nie mo¿na wymagaæ od 50 proc. Nie chcê powiedzieæ, ¿e tej po³owie m³odzie¿y nie nale¿y umo¿liwiæ studiowania, chodzi tylko o to, ¿e nie da siê tak wielkiej rzeszy m³odzie¿y nauczaæ na tak samo wysokim poziomie jak owe 10 proc. Stoi temu niestety na przeszkodzie nadto zró¿nicowany w¶ród ludzi poziom inteligencji, talentu, wyobra¼ni, a tak¿e pracowito¶ci. Sytuacjê pogarsza fakt, ¿e stopieñ przygotowania przez szko³y m³odzie¿y do studiów w ci±gu ostatnich kilkunastu lat bardzo siê obni¿y³. Nie jest to zreszt± tylko problem polski. Ostatnio okaza³o siê, ¿e jedna trzecia dwudziestolatków belgijskich uwa¿a, i¿ S³oñce krêci siê wokó³ Ziemi. I pomy¶leæ, ¿e wszystko to dzieje siê w XXI stuleciu w powstaj±cym w³a¶nie spo³eczeñstwie wiedzy.
Masowo¶æ kszta³cenia na poziomie wy¿szym nie jest problemem czysto polskim, chocia¿ tutaj wyst±pi³a, w ci±gu ostatnich kilkunastu lat, na najwiêksz± skalê. Wiêkszo¶ci krajów Zachodu uda³o siê jednak, przy zbli¿onych do polskiego wska¼nikach edukacyjnych na poziomie wy¿szym, ochroniæ i utrzymaæ elitarne uniwersytety, stawiaj±ce na jako¶æ, a nie ilo¶æ swoich studentów. Mo¿na wymieniæ Oksford i Cambridge w Anglii czy École normale superiéure lub École polytechnique we Francji. Uczelnie te, mo¿e zw³aszcza angielskie, utrzyma³y swoj± tradycyjn± strukturê, zwyczaje i formy nauczania. Jak wykazuj± badania, ponad 90 proc. osób zajmuj±cych w Wielkiej Brytanii najwy¿sze stanowiska w polityce, administracji i biznesie, to absolwenci jednej z dwóch wymienionych uczelni angielskich. I tak ju¿ jest od kilku stuleci.
W Polsce musimy oczywi¶cie szukaæ innych rozwi±zañ, ale do kszta³cenia elit trudno znale¼æ jakie¶ inne rozwi±zanie ni¿ elitarny uniwersytet. Problem polega tylko na tym, aby zbudowaæ taki system, który zabezpieczy dostêp do elitarnych uczelni osobom najzdolniejszym, a reszcie chêtnych umo¿liwi ukoñczenie studiów na wzglêdnie przyzwoitym poziomie (dzisiaj szereg szkó³ wy¿szych – g³ównie prywatnych, ale i pañstwowych – prezentuje ¿enuj±co niski poziom). Jedn± z dróg osi±gniêcia tego celu jest tworzenie federacji, ³±cz±cych szko³y silne i s³absze, pañstwowe i prywatne. Zamiast ogólnego opisu takiego systemu pozwalam sobie przedstawiæ z³o¿on± przed kilku laty w³adzom Uniwersytetu Jagielloñskiego ideê utworzenia Jagielloñskiej Federacji Uniwersyteckiej. Jest to idea otwarta, mo¿liwa do rozwa¿enia i wdro¿enia przez ka¿d± renomowan± i odpowiednio du¿± uczelniê.
Propozycja
(Fragment)
Przedstawiana idea reformy ma na celu wzmocnienie funkcji Uniwersytetu Jagielloñskiego jako ku¼ni polskich elit, przy równoczesnym utrzymaniu przez uniwersytet mo¿liwo¶ci kontroli masowego kszta³cenia najzdolniejszej polskiej m³odzie¿y. Autorowi propozycji przy¶wieca³a tak¿e my¶l, i¿ najbli¿sze lata, wobec drastycznego spadku liczebno¶ci nowych roczników oraz szybkiego wype³niania siê luki edukacyjnej na poziomie wy¿szym, przynios± ostr± rywalizacjê pomiêdzy nadmiernie rozbudowanymi (g³ównie, ale nie tylko prywatnymi) instytucjami edukacyjnymi o kandydatów na studia. Utworzenie Jagielloñskiej Federacji Uniwersyteckiej (nazwa ca³kowicie umowna, prowizoryczna) zapewni³oby, jak mo¿na s±dziæ, d³ugofalowy masowy nap³yw najzdolniejszej i najambitniejszej m³odzie¿y do wrót krakowskiej wszechnicy. Jest te¿ prawdopodobne, ¿e utworzenie JFU sta³oby siê wzorem dla innych uniwersytetów i szkó³ pañstwowych rozwi±zywania ich problemów edukacyjnych; po³o¿y³oby tym samym tamê niekontrolowanemu, czêsto wrêcz nieodpowiedzialnemu tworzeniu (niekiedy przez przypadkowe osoby) licznych szkó³ prywatnych.
Tre¶æ propozycji
Rdzeñ systemu stanowi integralny, elitarny uniwersytet (UJ), kszta³c±cy ograniczon± liczbê studentów wy³±cznie w trybie studiów dziennych na najwy¿szym – formalnie i merytorycznie – poziomie akademickim (studia magisterskie i doktorskie).
Uniwersytet pracuje w ¶rodowisku sfederowanych z nim wy¿szych szkó³ prywatnych, nad którymi sprawuje opiekê. Szko³y s± samodzielne finansowo i organizacyjnie, ale merytorycznie podporz±dkowane, na mocy stosownych umów, uniwersytetowi.
Naboru do uniwersytetu, posiadaj±cego ¶ci¶le okre¶lone limity przyjêæ, dokonuje siê w drodze egzaminu konkursowego. Kandydaci, którzy zdali egzamin, a nie zostali przyjêci z braku miejsc, maj± pierwszeñstwo w przyjêciu do szkó³ prywatnych nale¿±cych do Jagielloñskiej Federacji Uniwersyteckiej.
Sfederowane szko³y prywatne kszta³c± na poziomie licencjackim lub licencjackim i magisterskim, w trybie dziennym, wieczorowym i zaocznym. 20 proc. ogó³u absolwentów studiów licencjackich (najlepsi) ma prawo wstêpu na studia magisterskie do UJ. Przyjêcie takiej zasady „uchylonych drzwi do uniwersytetu” zdecydowanie podniesie atrakcyjno¶æ szkó³ nale¿±cych do systemu JFU.
Szko³y tworz±ce federacjê powstaj± z wydzielenia z UJ studiów wieczorowych i zaocznych i przekazania ich nowym, utworzonym pod egid± uniwersytetu szko³om prywatnym. Szkó³ by³oby wiêc mniej wiêcej tyle, ile UJ ma wydzia³ów prowadz±cych studia wieczorowe i/lub zaoczne. Uniwersytet wydzier¿awia na warunkach komercyjnych nowym uczelniom bazê lokalow± (w ca³o¶ci lub w czê¶ci). Szko³y sfederowane maj± prawo u¿ywania w dokumentach i na dyplomach nazwy federacji.
W szko³ach nale¿±cych do JFU wyk³adaj± profesorowie i inni pracownicy naukowo−dydaktyczni UJ na podstawie odrêbnych umów o pracê. Tym samym proponowany system korzystnie dla obu stron (tj. uniwersytetu i pracowników) rozwi±zuje problem dwuetatowo¶ci.
Op³aty wnoszone w ró¿nych formach do uniwersytetu przez sfederowane szko³y prywatne równowa¿± lub przewy¿szaj± straty poniesione przez uniwersytet w zwi±zku ze zmniejszeniem liczby studentów samego UJ (przy mo¿liwym wzro¶cie liczby studentów JFU).