Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Nie ma osób czysto rozumowych i czysto emocjonalnych. Wiem natomiast, ¿e emocje s± w stanie ukoiæ rozum, jak równie¿, ¿e si³a rozumu mo¿e ukoiæ wzburzone emocje.

Mi³o¶æ nie potrzebuje logiki

Rozmowa z prof. dr. hab. Janem Woleñskim,

filozofem i logikiem z Uniwersytetu Jagielloñskiego

Piêkna studentka patrzy na Pana z uwielbieniem i proponuje wspólne wypicie kawy. Da siê Pan skusiæ?

– Trzydzie¶ci lat temu mog³oby tak byæ, a nawet bywa³o, teraz, jak s±dzê, by³oby to ¶mieszne.

Podziw, atencja, czu³e spojrzenia s± si³± napêdow± naszego ¿ycia. Dlaczego okre¶la Pan te uczucia jako „¶mieszne”?

– To nie uczucia s± ¶mieszne, tylko moje ewentualne przekonanie, ¿e w moim wieku mogê stanowiæ dla m³odych kobiet obiekt godny zainteresowania. Oczywi¶cie zdarza siê, ¿e na wyk³adzie czujê spojrzenia pe³ne podziwu, ale mam ¶wiadomo¶æ, ¿e ten podziw odnosi siê do sposobu prowadzenia wyk³adu czy te¿ do zasobów mojej wiedzy. Ot, dziewczêta lubi± adorowaæ kogo¶ m±drzejszego, nie tylko zreszt± one.

Jan Woleñski−logik w ¿yciu prywatnym równie¿ pos³uguje siê tak jasnymi regu³ami postêpowania? Umie Pan tak kategorycznie oddzieliæ mi³o¶æ od autorytetu, namiêtno¶æ od kaprysu?

– To, ¿e jestem logikiem, wcale nie oznacza, ¿e lepiej widzê ¶wiat.

Czyli nie ma ró¿nicy w jako¶ciowym ¿yciu miêdzy byciem kucharzem a logikiem?

– Jest ró¿nica, ale wcale z niej nie wynika, ¿e kucharz ma gorzej albo lepiej. Wiem natomiast, ¿e logika nie przeszkadza mi w ¿yciu.

Czy specjalista od koniunkcji, alternatyw, implikacji sprzecza siê z ¿on± tak samo jak elektryk?

– Nie wiem, jak siê k³óci elektryk, ale staram siê podchodziæ rozumnie i ograniczam sprzeczki przez ch³odny stosunek do nich. Czy to jest rezultat bycia logikiem? Mam taki charakter, ¿e staram siê sztucznie nie podgrzewaæ emocjonalnie temperatury k³ótni. Czy to wynika z faktu bycia logikiem? Mo¿e jest tak, ¿e jestem logikiem, bo mam taki charakter?

Czyli jednak rozum zwyciê¿a?

– Tak, bo k³ótnia nie jest tylko prostym wyra¿aniem emocji: to pewna taktyka, która ma doprowadziæ do zwyciêstwa jednej strony. Ludzie siê k³óc±, by temperatur± k³ótni podkre¶laæ swoje racje.

Pascal twierdzi³, ¿e serce ma swoje racje, których rozum nie pojmie. Mo¿e Pan, jako ikona my¶lenia logicznego, nie jest w stanie poj±æ my¶lenia swojej ¿ony?

– Nie ma takich sytuacji, nie ma osób czysto rozumowych i czysto emocjonalnych. Wiem natomiast, ¿e emocje s± w stanie ukoiæ rozum, jak równie¿, ¿e si³a rozumu mo¿e ukoiæ wzburzone emocje.

Nie poda mi Pan wzoru na doskona³± mi³o¶æ?

– Nie ma takiego.

A maksyma ¶w. Augustyna – „kochaj i rób co chcesz” czy biblijne credo o mi³o¶ci samego siebie?

– To wszystko s± zachowania standardowe. S±dzê, ¿e nasze stany uczuciowe, zwane emocj±, s± nadbudowane nad biologi±, a to oznacza, ¿e wiêkszo¶æ ludzi prze¿ywa je w bardzo podobny sposób.

Skoro uczucia zwane mi³o¶ci± s± typowym zjawiskiem, dlaczego nie ma tutaj typowych regu³?

– Typowe regu³y mog± dotyczyæ jedynie ¶wiata zwierzêcego, który jest przewidywalny. Natomiast dla nas, ludzi, mi³o¶æ jest nie tylko ¶ci¶le zwi±zana z funkcj± prokreacyjn±, ale równie¿ nasza biologia jest w istotny sposób modyfikowana zdolno¶ci± do zachowañ symbolicznych. Mamy pewne ¶rodki kulturowe, biologiczne, które ró¿nicuj± informacje p³yn±ce z naszej pow³oki biologicznej. Zachowania s± generowane przez rozmaite filtry sublimacyjne i do tej biologicznej funkcji, i zwi±zku mê¿czyzny i kobiety, do³±cza siê strona symboliczna, która jest istotnym elementem mi³o¶ci. I w³a¶nie te wyobra¿enia nie koresponduj± ca³kowicie z naszym podk³adem biologicznym. Zwierzêta s± ubo¿sze o ca³± tê sferê, bo nie s± wyposa¿one w instrumenty umo¿liwiaj±ce im opowiadanie, zapamiêtywanie, kreacjê. I dlatego ka¿dy kocha tak samo, ale inaczej.

Skoro t³em mojej indywidualno¶ci jest biologia, dlaczego ludzie wyra¿aj± swoje uczucia w sposób standardowy? Taka jest wielka si³a biologii czy te¿ konformizmu?

– Dlaczego uwa¿a pani typowo¶æ za nieszczê¶cie? Przecie¿ ca³a rado¶æ ¿ycia wyp³ywa z faktu, ¿e jestem podobny do innych. Przeciêtno¶æ jest jednym z najwiêkszych dóbr, jakie posiada spo³eczeñstwo, bo typowo¶æ w³a¶nie decyduje o regularno¶ci ¿ycia i o przewidywalno¶ci pewnych zjawisk spo³ecznych. Gdyby ka¿dy by³ nadzwyczajny, to spo³eczeñstwo nie mog³oby istnieæ. Natomiast wszystkie zachowania indywidualne, których wcale nie jest tak du¿o, s± ju¿ w socjologii dawno opisane i sklasyfikowane.

Nasze porywy serca i namiêtno¶ci te¿ s± wpisane w te typowe zachowania?

– Przeciêtnie rzecz bior±c, ludzie reaguj± podobnie i na tym tle mo¿na budowaæ wzajemne zaufanie. Pewna przewidywalno¶æ ludzkich zachowañ wynika z prawid³owo¶ci statystycznych.

Moje indywidualne rozterki i dramaty nie maj± ¿adnego znaczenia dla ¿ycia spo³ecznego?

– Mo¿e i maj± jakie¶ znaczenie, bo cz³owiek nigdy nie mo¿e byæ pewny efektu dzia³ania, ale statystycznie rzecz bior±c, moje cierpienia wewnêtrzne nie wp³ynê³y ani na jako¶æ wyk³adu logiki, ani na sposób zachowania siê dziekana czy premiera.

Skoro przeciêtno¶æ jest regu³±, czemu ludzie maj± tyle niezaspokojonych têsknot?

– Nie wiem. Mo¿e dziêki temu, ¿e mamy zdolno¶æ symbolicznego kochania, to w dobie kultury masowej, np. dziêki Internetowi, bardziej widoczne staje siê zjawisko wyra¿ania niezrealizowanych marzeñ? A mo¿e dlatego, ¿e wci±¿ musimy o czym¶ marzyæ? Gdy widzê ludzi przeciêtnych, bardzo w sobie zakochanych, my¶lê sobie, ¿e – gdyby mieli tak± mo¿liwo¶æ – nie pogardziliby lepszym partnerem, ale skoro s± skazani na tego partnera, to go wybieraj±. I maj± ¶wiadomo¶æ swego wyboru, jak równie¿ i tego, ¿e nawet je¶li zmieni± partnera, ten nowy niekoniecznie bêdzie lepszy.

Logika nie pomaga w dokonywaniu lepszych wyborów? Skoro raz i drugi podjê³am nietrafn± decyzjê, trzeci raz za przystojnego, bogatego nie wyjdê...

– Nic tu po logice. Ludzie do¶æ szybko zapominaj± ból rozstania. S± oczywi¶cie wyj±tki, jak np. mi³o¶æ opisana w Wichrowych Wzgórzach, ale w normalnych sytuacjach wszystkie nasze prze¿ycia, rozczarowania i bóle trac± „pazur istnienia” i wszystko powoli siê stabilizuje. Mi³o¶æ nie potrzebuje logiki, bo ludzie wiedz±, maj± statystyczn± intuicjê, z kim nale¿y siê zwi±zaæ, a od kogo uciekaæ.

Czy w zwi±zku z tym, ¿e kochamy i cierpimy w sposób typowy, mo¿e Pan podaæ wzór, w jakie zwi±zki nie wchodziæ?

– W dawnych czasach ludzie mawiali, ¿e nie nale¿y siê wi±zaæ z partnerem, z którym nie bêdzie mo¿na porozmawiaæ. Mi³o¶æ mo¿e i góry przenosi, ale nie potrafi zape³niæ pustki bycia. O konsekwencjach mezaliansu dowiedzieæ siê mo¿na zarówno z Trêdowatej, jak i z Lalki.

S³uchaj±c Pana mam poczucie, ¿e mi³o¶æ to taka „wolna amerykanka”. Czy naprawdê nie ma imperatywów w mi³o¶ci?

– S± pewne milcz±co przestrzegane regu³y. Na przyk³ad zdrada powszechnie jest traktowana jako z³o. Niewierni czuj±, ¿e postêpuj± ¼le. Wa¿na w mi³o¶ci jest równie¿ trwa³o¶æ zwi±zku i to, ¿e nie mo¿na go sprowadziæ wy³±cznie do erotyki. I jeszcze jedno: wspólne bycie powinno byæ przyjemno¶ci±. Gdy codzienne obcowanie staje siê przykro¶ci±, jest to znak, ¿e co¶ siê wypali³o, co¶ siê skoñczy³o.

A nie ma imperatywu: kochaj te¶ciow± swoj±?

– Warto¶ci± mi³o¶ci jest to, ¿e stabilizuje ¿ycie ludzkie, a te¶ciowe s± do¶æ konfliktogenne i wprowadzaj± czasami rozk³ad rodziny. Ale nie przesadza³bym z negatywn± rol±, jak± odgrywaj± w ¿yciu spo³ecznym. Zreszt±, ludzie i tak nie powiedz± prawdy, czy lubi± te¶ciow±, czy swoj± ¿onê, bo nasze ¿ycie emocjonalno−duchowe oparte jest nie na realnym do¶wiadczeniu, lecz na wyobra¿eniach. Nie mówimy o zjawiskach, rzeczach wedle tego, jakie s±, ale wed³ug tego, jakie mamy o nich wyobra¿enie. Przyk³adem takiej wyobra¿eniowej mi³o¶ci s± wszystkie liryki Mickiewicza...

Mi³o¶æ przemienia sposób widzenia cz³owieka...?

– Zapewne tak jest, ale nie wiemy, za pomoc± jakich mechanizmów siê to dzieje. Wiem jedno, ¿e nie ma pe³nej mi³o¶ci bez podk³adu erotycznego. Cech± cz³owieka jest to, ¿e potrafi powi±zaæ erotykê z duchowo¶ci±. Pod±¿aj±c za my¶l± Platona zawart± w Uczcie, powiedzia³bym, ¿e nie ma mo¿liwo¶ci spe³nienia prawdziwej mi³o¶ci duchowej bez erotyki.

Czy wed³ug Pana istnieje bezpo¶rednia relacja miêdzy mi³o¶ci± samego siebie a kochaniem drugiego cz³owieka?

– Nie lubiê tego okre¶lenia ani ludzi, którzy mi³uj± siebie. Wydaje mi siê, ¿e siebie nale¿y szanowaæ i lubiæ, je¿eli jest za co, a mi³o¶æ samego siebie jest rodzajem narcyzmu, którego nale¿y unikaæ.

A co z odpowiedzialno¶ci± za samego siebie, za swoje czyny?

– Za Camusem powiem, ¿e nigdy nie mo¿emy siê uchyliæ od odpowiedzialno¶ci i ¿e nie ma wolno¶ci bez odpowiedzialno¶ci, czyli bez godzenia siê na konsekwencje, które wynikaj± z czynu. Oczywi¶cie, nie musimy godziæ siê bez walki, ale nie mo¿emy siê uchylaæ, gdy inni chc± nas do tej odpowiedzialno¶ci poci±gn±æ.

Rozmawia³a Jola Workowska
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje