Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Darwin by siê u¶mia³

Podobno najlepszym sposobem przewidywania przysz³o¶ci jest… wymy¶lenie jej samemu. Skoro tak, pomy¶leli zapewne rozmówcy Joela Garreau, to trzeba siê wzi±æ za udoskonalanie cz³owieka. Powodów mieli mnóstwo. Jeden do dzi¶ nie mo¿e zapomnieæ okrucieñstwa Holokaustu, inny mocno prze¿y³ problemy zdrowotne, a potem nag³± ¶mieræ ojca. Inspiracj±, jak siê okazuje, mo¿e te¿ byæ córka przykuta do wózka inwalidzkiego wskutek „b³êdu lekarskiego”. Efekt ich pracy ³atwo mo¿na przewidzieæ: granica miêdzy natur± a wytworami cz³owieka zniknie. Fantastyka stanie siê rzeczywisto¶ci±.

Ta ewolucja ju¿ siê zreszt± zaczê³a. Dokonuje siê za spraw± czterech dziedzin: genetyki, robotyki, informatyki i nanotechnologii. Dziêki nim w³a¶nie powolne do tej pory tempo zmian przesz³o w galop. Zapowiada siê prawdziwa rewolucja. Inteligentne autostrady, ¿ycie wyd³u¿one do 120 lat, samochód kierowany przez autopilota, telepraca jako g³ówny sposób zarabiania pieniêdzy. Przysz³o¶æ, która nas czeka, bêdzie zasadniczo ró¿na od ¶wiata, w którym ¿yjemy obecnie.

Cz³owiek mo¿e siê staæ pierwszym gatunkiem, który wytyczy kierunki w³asnego rozwoju biologicznego – sugeruje w ksi±¿ce jeden z pracowników Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych (DARPA). A wie, co mówi. To w³a¶nie tam pracuje siê nad udoskonaleniem cz³owieka. I nie ma w tym ani krzty przesady. Dzi¶ trudno wyobraziæ sobie ¿o³nierza, który by³by siê w stanie przemieszczaæ, porozumiewaæ i dodatkowo podejmowaæ w³a¶ciwe decyzje nawet przez tydzieñ – bez snu. W DARPA takie wyobra¿enia nikogo nie dziwi±. To ju¿ nie tylko teoria, a tym bardziej fikcja. Rubikon zosta³ przekroczony.

Autor, reporter i redaktor opiniotwórczego „Washington Post” – co nawiasem mówi±c pomog³o mu w napisaniu ksi±¿ki zrozumia³ej, pozbawionej „technicznych bajerów” – zastanawia siê jednak, czy aby na pewno potrafimy pomy¶lnie sterowaæ w³asn± ewolucj±? Czy zmiany pójd± w kierunku wykradzenia boskiego ognia nie¶miertelno¶ci, co zaowocuje m.in. szczepionk± przeciw bólowi oraz rozpoznaniem wszystkich chorób i wyeliminowaniem wiêkszo¶ci z nich? Jednym s³owem, czy „zabawa w Boga” nam siê uda? Czy te¿ mo¿e czeka nas piek³o na Ziemi, a wiêc genetycznie zmodyfikowany wirus, który przyniesie zag³adê ca³ego gatunku, wcze¶niej wybuchnie ¶wiatowa wojna klasowa miêdzy lud¼mi ró¿nych rodzajów, a superinteligentne maszyny zbuntuj± siê przeciw nam i zaczn± traktowaæ ludzi jak szkodniki do zniszczenia?

Garreau buduje strukturê swojej ksi±¿ki opieraj±c siê w³a¶nie na wizjach przysz³o¶ci. W¶ród rozmówców znajduje zarówno zwolenników scenariusza rajskiego, w którym cz³owiek zintegruje siê z maszynami, ale zawsze bêdzie o krok przed nimi, jak i piekielnego, gdy jeden nierozwa¿ny krok doprowadzi do zag³ady ludzko¶ci. Ale jest te¿ trzecia mo¿liwo¶æ – triumf cz³owieczeñstwa.

Który scenariusz ma najwiêksz± szansê na spe³nienie? Garreau wyja¶nia, ¿e przysz³o¶æ, gdy siê ju¿ dokona, okazuje siê zazwyczaj kombinacj± scenariuszy, których mo¿na siê by³o spodziewaæ. I odwrotnie – gdy tak siê nie stanie, bêdzie to niechybnie oznaczaæ, ¿e znale¼li¶my siê na zakrêcie historii. Miejmy tego ¶wiadomo¶æ.

Mariusz Karwowski
Joel Garreau, Radykalna ewolucja. Czy cz³owiek udoskonalony przez naukê i technikê bêdzie jeszcze cz³owiekiem?, t³um. Agnieszka Kloch, Aleksander Michalski, Wydawnictwo Prószyñski i S−ka, Warszawa 2007.

Pañstwo w pañstwie

Jest niemal oczywiste, ¿e badania naukowe w du¿ej, mo¿e w przewa¿aj±cej mierze finansuje pañstwo. Prof. Maciej W. Grabski przekonuje, ¿e jest to stosunkowo nowe rozwi±zanie, a wi±¿e siê ono z ogromem prac badawczych prowadzonych w okresie drugiej wojny ¶wiatowej w celu uzyskania przewagi militarnej nad wrogiem. Pionierami systemowych rozwi±zañ w tym zakresie – nie licz±c oczywi¶cie Zwi±zku Radzieckiego – by³y Stany Zjednoczone. Zaskakuj±ce? Chyba tak. Jak przekonuje uczony, pocz±tkowo badania prowadzono wy³±cznie z ciekawo¶ci ¶wiata, dla zaspokojenia w³asnych ambicji i za w³asne pieni±dze.

Prof. Andrzej K. Wróblewski twierdzi, ¿e ciekawo¶æ nadal powinna byæ g³ównym motywem dzia³alno¶ci uczonych. W tle rozwa¿añ na temat relacji pañstwa i nauki nieustannie wyp³ywa problem nauk aplikacyjnych i podstawowych. Prof. Wróblewski jest zdania, ¿e to podstawowe rozró¿nienie w debacie na temat autonomii i samorz±dno¶ci w nauce, za¶ te ostatnie to kwestia, która nieustannie pojawia siê podczas namys³u na temat relacji nauka a pañstwo. Uczeni – i politycy – spieraj± siê, czy pañstwo powinno finansowaæ g³ównie badania podstawowe, czy raczej aplikacyjne. Ta druga opcja zdaje siê przewa¿aæ obecnie w Polsce. Czy s³usznie? Prof. Wróblewski, sk±din±d nie tylko fizyk, ale i historyk nauki, przekonuje, ¿e ka¿de badania na d³u¿sz± metê przynosz± wymierne korzy¶ci.

Bardzo interesuj±cy, jak zwykle, jest wywód prof. Andrzeja Bia³asa. „Jestem fundamentalist±”. „Pomimo starañ nie potrafiê byæ obiektywny”. Ju¿ tylko te zdania zachêcaj± do przeczytania rozwa¿añ prezesa Polskiej Akademii Umiejêtno¶ci. Ale o czym ja tu w³a¶ciwie piszê? Ano, o ksi±¿ce, która jest zapisem spotkania koryfeuszy polskiej nauki podczas konferencji z cyklu „Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dyskusje o nauce” w roku 2006, której temat brzmia³ – podobnie jak tytu³ publikacji – Nauka i pañstwo. Wywód prof. Bia³asa, lekko autoironiczny i pe³en dystansu, radzê przeczytaæ szczególnie uwa¿nie. To jeden z obroñców odrzuconego ostatnio systemu finansowania badañ, które stworzy³ Komitet Badañ Naukowych. Jego spojrzenie na naukê i jej relacje z pañstwem cechuje realizm, a postawê – nonkonformizm.

Je¶li Pañstwo chc± pou¿ywaæ sobie na polskiej nauce, polecam referat prof. Leszka Pacholskiego. Prezentuje on mnóstwo przyk³adów s³abo¶ci polskiego systemu kszta³cenia na poziomie wy¿szym, a tak¿e badañ naukowych. Czasami mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e ironizuje, a to, o czym pisze, to nie rzeczywisto¶æ, tylko kabaret. Ale niestety, to prawda. Prof. Pacholski podaje przyk³ady, choæ nie wymienia nazwisk. ¯eby nie byæ go³os³ownym, oto niektóre z nich. A propos walki o coraz wiêksz± autonomiê szkolnictwa wy¿szego w Polsce: „w porównaniu z reszt± Europy polskie uczelnie maj± bardzo du¿± autonomiê, a polski system szkolnictwa wy¿szego i nauki jest jednym z najbardziej demokratycznych na ¶wiecie”. Ale zaraz uczony dodaje: „demokracja w uczelniach jest inna”. Jaka? Polecam lekturê tekstu. A o autonomii: „konsekwencj± autonomii uczelni jest to, ¿e najwa¿niejsz± (..) ich misj± jest dbanie o dobre samopoczucie pracowników”. Nie wszystkich oczywi¶cie, bowiem „samorz±dno¶æ w nauce to samorz±dno¶æ korporacji profesorów gorliwie strzeg±cych swoich interesów”. Jaka jest konsekwencja takiej sytuacji? „Finansowanie nauki i nauczania ma w du¿ym stopniu charakter socjalny”.

(pik)
Nauka i pañstwo, Fundacja na rzecz nauki Polskiej, wydawnictwo Uniwersytetu wroc³awskiego, Wroc³aw – Warszawa 2007, seria: Fundacji Dyskusje o Nauce.

Dobrowolna ¶mieræ?

Jean Améry (w³a¶c. Hans Mayer) to postaæ tragiczna. Austriak pochodzenia ¿ydowskiego, po anszlusie Austrii znalaz³ siê w Belgii, za dzia³alno¶æ w ruchu oporu w czasie II wojny aresztowany i wiêziony w obozach koncentracyjnych, po wojnie osiad³ we Francji (na znak protestu przeciw niemieckim zbrodniom zmieni³ nazwisko i nie pisa³ po niemiecku). W 1978 pope³ni³ samobójstwo. Recenzowana ksi±¿ka to rzecz o starzeniu siê i samobójstwie w³a¶nie. Nie jest ³atwo pisaæ recenzjê ksi±¿ki tak silnie zwi±zanej z losem jej autora. Ale spróbujmy.

Pierwszy esej O starzeniu siê ma znamienny podtytu³ Bunt i rezygnacja. Jest to pesymistyczne spojrzenie na proces starzenia siê cz³owieka. Améry „bada” ró¿ne wymiary tego procesu. Najpierw docieka natury czasu i jego up³ywu (dysonans miêdzy czasem subiektywnym a obiektywnym czasem nauk przyrodniczych), potem wyznaczniki starzenia siê – tytu³y rozdzia³ów mówi± same za siebie. Obcy samemu sobie opisuje wymiar psychofizyczny, który autor streszcza dwoma s³owami – znu¿enie i udrêka; Spojrzenie innych dotyczy wymiaru spo³ecznego, gdzie wyznacznikiem starzenia siê jest „punkt, w którym cz³owiek odkrywa, ¿e jest tylko tym, czym jest. Nagle stwierdza on, ¿e ¶wiat cofa mu kredyt swojej przysz³o¶ci, nie chce go ju¿ widzieæ tym, kim móg³by on byæ”; rozdzia³ Nie rozumieæ ju¿ tego ¶wiata dotyka nakierowania siê na przesz³o¶æ, które jest charakterystyczne dla cz³owieka starzej±cego siê; a w koñcu ¯yæ z umieraniem, stanowi±cy finis operae – „starzenie siê to okres, w którym spotykamy siê z my¶lami o ¶mierci”. Te wymiary mo¿na traktowaæ te¿ jako kolejne fazy procesu starzenia siê. To pesymistyczne spojrzenie to jakby anatomia procesu, odartego z wolno¶ci i mi³o¶ci. Opiera siê ona na za³o¿eniu ateizmu i swoistego atomizmu (monadyzmu?). Te dwa za³o¿enia prowadz± do redukcji osoby do samotnego „ja”, pozbawionego nie tylko perspektywy eschatologicznej, ale i perspektywy relacji z innymi osobami. Esej o starzeniu mo¿e byæ nazwany zwodniczym – podaje prawdê, ale jest ona oparta na silnych za³o¿eniach metafizycznych.

Egzystencjalistyczny pesymizm podpowiada jedn± odpowied¼ i faktycznie znajdujemy j± w drugim eseju ksi±¿ki. Skoro nie ma Boga, nie ma mi³o¶ci, jest za¶ tylko z wolna postêpuj±cy upadek, jedyn± woln± odpowiedzi± na wyzwanie starzenia siê, która pozwala zachowaæ godno¶æ jest, zdaniem Améry’ego, samobójstwo, czyli „dobrowolna ¶mieræ”. Znowu tytu³y rozdzia³ów s± znamienne: Przed odskokiem, Jak naturalna jest ¶mieræ?, Podnie¶æ na siebie rêkê, Nale¿eæ do siebie, Droga na wolno¶æ. Ukazuj± one drogê my¶low± autora. Améry daje najpierw analizê (oczywi¶cie wysoce zsubiektywizowan±) motywów prowadz±cych ludzi do samobójstwa, potem przechodzi do namys³u nad natur± cz³owieka i ¶mierci± bêd±c± jego kresem. Tu znajdujemy zasadnicz± tezê: „dobrowolna ¶mieræ stanowi przywilej ludzi”, a dwa pojêcia, cz³owieczeñstwo i godno¶æ, s± z ni± istotnie powi±zane.

Ksi±¿ka Améry’ego ma charakter manifestu i wyznania wiary. Nie ma w niej argumentacji, s± mocno wyra¿one przekonania i nieco fenomenologizuj±cych analiz. Akceptuj±c przyjête przez autora za³o¿enia, trudno siê oprzeæ konkluzji, ¿e „dobrowolna ¶mieræ zabiera nas z bytu, zbawia nas od niego, gdy staje siê ciê¿arem i od ex−sistere, które jest ju¿ tylko strachem”. Otwarte pozostaje tylko pytanie, czy za³o¿enia owe s± prawdziwe.

Marek Lechniak
Jean Améry, O starzeniu siê. Bunt i rezygnacja, Podnie¶æ na siebie rêkê. Dyskurs o dobrowolnej ¶mierci, t³um. i przedmowa Bogdan Baran, sw czytelnik, Warszawa 2007, seria: Nowy Sympozjon.

Dystans i ironia

Pisz±c swój Pamiêtnik w czasach ograniczonej swobody twórczej, Pawe³ Jasienica zarysowa³ na wstêpie ramy jego przedmiotu. Nie dotycz± one jednak zagadnieñ gatunku, ale dziejów „pamiêtnikarzy, którzy ponie¶li karê”. To nie lustro, raczej ideograficzny zapis pojêæ w kruszywie pamiêci i dusz generacji. Marszruta zamiast go¶ciñca w czasach „historii skondensowanej jak nigdy”. Zwroty do czytelników nie maj± charakteru kokieterii, nie s± te¿ wyznacznikami struktury pamiêtnikarskiej, wzmacniaj± raczej wiê¼ miêdzy autorem a odbiorc±, pomagaj± czytelnikowi w identyfikacji z narratorem.

Mamy do czynienia z wypowiedzi± osobist±, w szczególny sposób nacechowan± uczuciowo. Nie znajdziemy tu jednak emocjonalnego ekshibicjonizmu, lecz autorski dystans i ironiê. Wypowied¼ dotyczy spraw minionych, relacjonowanych przez pryzmat dzieciêcego czy m³odzieñczego postrzegania ¶wiata, ale przepuszczanych jednocze¶nie przez filtr do¶wiadczeñ i prze¿yæ cz³owieka dojrza³ego, o ukszta³towanej postawie i pogl±dach, maj±cego ¶wiadomo¶æ wa¿ko¶ci ówczesnych wydarzeñ.

Choæ mamy do czynienia z wydarzeniami historycznymi, to porz±dkuj±cym je czynnikiem jest sprawcza ¶wiadomo¶æ narratora. Czytamy wspomnienia z czasów dzieciñstwa spêdzonego w carskiej Rosji, m³odo¶ci lat akademickich w Wilnie, okresu s³u¿by wojskowej, siêgaj±ce po czasy powstania dzie³a. Chronologia zdarzeñ jest jednak prze³amywana dygresjami na zasadzie asocjacji.

Sylwetki takich osób, jak: Henryk Dembiñski, Stefan Jêdrychowski, Czes³aw Mi³osz, Teodor Bujnicki czy genera³ Zarako−Zarakowski to tylko niektóre z przedstawionych w Pamiêtniku w sposób ciekawy i zajmuj±cy. Zwroty do potomnych nie wystêpuj± w roli wyznaczników gatunkowych, Jasienica wie, ¿e ka¿de pokolenie reinterpretuje przesz³o¶æ. Wypowied¼ osobista, oparta na uk³adzie utworu kszta³towanego retrospektywnie, zyskuje rangê konstrukcji dokumentalnej, jednak autor przestrzega przed os³abion± warto¶ci± dowodow± pamiêtnika, jako ¿e nie posi³kowa³ siê ¿adnymi dokumentami. Narracja konstruowana jest poprzez kontaminacjê dwu p³aszczyzn rzeczywisto¶ci, odleg³ej w czasie i obecnej, a struktura biografii wyznacza faktograficzne ramy utworu. Charakterystyczny jest sposób konstruowania obrazów, których nieodzownym komponentem s± opisy prze¿yæ.

Czytaj±c dzie³a Jasienicy dotykamy charakterystycznego stylu jego prozy. Barwne, plastyczne opisy sprawiaj± wra¿enie istnienia przedstawianych zdarzeñ niemal hic et nunc, a nie tylko w retrospektywnej ¶wiadomo¶ci autora. W dzienniku, jak zauwa¿a Micha³ G³owiñski, tera¼niejszo¶æ nachylona jest ku przysz³o¶ci. W pamiêtniku tera¼niejszo¶æ, zdawaæ by siê mog³o, jest obrazkiem, uk³adem zdarzeñ bêd±cych efektem poprzedzaj±cych je ró¿nobarwnych zmian przesypywanych w kalejdoskopie ¿ycia obracanym d³oni± Klio.

Integralnym sk³adnikiem utworu Jasienicy jest aspekt ludzkich dziejów opartych na zale¿no¶ciach przyczynowo−skutkowych. Atawistyczne ujêcie uwypukla wp³yw, jaki na ¿ycie jednostki ma przesz³o¶æ jej przodków. Poprzez autoanalizê psychologiczn± zwraca uwagê na konsekwencje traumatycznych prze¿yæ i rolê pierwiastków czysto ludzkich w procesie dziejowym. Uczuæ najbardziej pierwotnych, które – jak strach – okre¶laj± tor biegu historii.

Aleksandra Wójtowicz
Pawe³ Jasienica, Pamiêtnik, Wydawnictwo Prószyñski i S−ka, Warszawa 2007.

Dok±d zmierzasz, sztuko?

Z ksi±¿ki inkrustowanej wieloma wa¿kimi i b³yskotliwymi frazami, wybra³am jedn±. Zdaje siê ona najlepiej oddawaæ sens rozwa¿añ autora. „Jest ¼le – pisze Rodziñski – je¿eli ludziom sztuka jest niepotrzebna, chyba jeszcze gorzej, gdy arty¶ci zbyt pewni siebie nie my¶l± o obecno¶ci w¶ród ludzi tego, co robi±”. Autor jest osob± znan± i uznan± w ¶rodowisku artystycznym. Absolwent krakowskiej ASP, uczeñ prof. Emila Krchy. Artysta, dydaktyk, organizator. Od lat eksploruje obszar sztuk piêknych jako badacz i twórca. Po lekturze jego najnowszej ksi±¿ki mo¿emy do tej krótkiej notki dodaæ jeszcze jedno okre¶lenie. Prof. Rodziñski to dojrza³y humanista. Z obaw± patrzy na powiêkszaj±cy siê rozziew miêdzy artystami a potencjalnymi odbiorcami ich dzie³. Szuka prawdy o sztuce prawdziwej – nie tej, któr± siê robi dla poklasku, ale powstaj±cej z wewnêtrznej potrzeby. Jego spostrze¿enia bywaj± balsamem dla duszy, zdarza siê jednak, ¿e budz± w±tpliwo¶ci.

Ksi±¿ka ma bardzo osobisty charakter. Mówi±c o ¶wiecie artystów, dotykaj±c aktualnych tematów spo³ecznych, Rodziñski przedstawia swój punkt widzenia. Pisze o w³asnych autorytetach, pasjach, niepokojach, dzieli siê z czytelnikiem osobistymi opiniami na temat malarstwa, literatury, historii czy sztuki sakralnej.

Punktem wyj¶cia do tych rozwa¿añ s± portrety artystów nakre¶lone w pierwszej czê¶ci ksi±¿ki. Z wra¿liwo¶ci± w³a¶ciw± twórcy rysuje autor sylwetki swych nauczycieli, mentorów, przyjació³. Opowiada historie ich ¿ycia, analizuje twórcze drogi. W ten sposób stara siê zg³êbiæ kondycjê prawdziwego artysty. Odrzuca udawanie, ³atwe pozy krojone na miarê niewybrednych oczekiwañ. Jednocze¶nie gani ekstremalne, krzykliwe, granicz±ce z tandet± chwyty twórców, którzy zarzucaj±c warsztat i pracê nad dzie³em poszukuj± taniego rozg³osu. W¶ród nazwisk artystów – ikon, nad którymi pochyla siê profesor, s± m.in.: Józef Czapski, Stanis³aw Frenkiel, Adam Chmielowski, Jerzy Sk±pski czy Jacek Sienicki.

Ka¿da analiza nosi znamiê artysty. Z punktu widzenia malarza profesor opisuje np. czyj¶ warsztat pracy. W czytelniku mo¿e siê tu zrodziæ niepokój. Dla laika zachwyt autora nad ¿mudn± prac± jednego z malarzy, który tworzy formê, by potem zedrzeæ j± szpachl± z p³ótna, mo¿e byæ problematyczny. Apoteoza „warto¶ci malarskiej” zaczyna budziæ w±tpliwo¶ci. Czym bowiem jest owa warto¶æ? Rzeteln± robot±? Tak przedstawia j± autor. Przeciwne do opisanego tu sposobu tworzenia jest „wywo³ywanie obrazu”, wydobywanie laserunkami natê¿enia kolorów, modelowanie formy. Takie dzia³ania s± widoczne dla odbiorcy. Mo¿e zabrzmi to jak blu¼nierstwo, ale czy rozbrat, jaki polska sztuka powojenna wziê³a z owym tradycyjnym „wywo³ywaniem” obrazów, nie zaowocowa³ rosn±cym dzi¶ niezrozumieniem ze strony odbiorców? Czy najnowsze eksperymenty, które trudno zaklasyfikowaæ do jakiejkolwiek dziedziny, nie s± efektem upojenia sztuk± wyalienowan±, niekiedy ponad miarê udziwnion±? Czytaj±c wywody profesora czu³am niedosyt. Brak³o w nich diagnozy dzisiejszej s³abo¶ci naszej sztuki. Czy problem tkwi wy³±cznie w charakterze naszych czasów? Czy kilkaset lat temu okoliczno¶ci by³y mniej szalone? Dzie³a z tamtych wieków przetrwa³y. Czy dzie³a powstaj±ce w naszej epoce zas³uguj± na zachowanie w pamiêci?

Ksi±¿kê Stanis³awa Rodziñskiego czyta siê z zapartym tchem. A ¿e czasem wadzimy siê z autorem? To jej najwiêkszy sukces. Polecam.

Beata Maj

Stanis³aw Rodziñski, Dzie³a – czasy – ludzie, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2007.

Sami o sobie

Ksi±¿kê Kurta Obitza warto poznaæ z kilku powodów. To dziesi±ta pozycja stoj±cej na wysokim poziomie edytorskim serii wydawniczej Moja Biblioteka Mazurska, kierowanej przez Waldemara Mierzwê. Autor ksi±¿ki patronuje ulicy w kortowskim kampusie, przy której znajduj± siê: Wydzia³ Humanistyczny i Wydzia³ Medycyny Weterynaryjnej. S±siedztwo obu jednostek Uniwersytetu Warmiñsko−Mazurskiego w Olsztynie odpowiada dorobkowi ¿yciowemu i zainteresowaniom Obitza. ¯y³ w latach 1907−45. By³ Mazurem z cenzusem naukowym, co zdarza³o siê niezwykle rzadko. Tytu³ doktora otrzyma³ w Wy¿szej Szkole Weterynaryjnej w Berlinie. Dzia³a³ zarazem na niwie humanistycznej: uprawia³ publicystykê, pisa³ wiersze, dzia³a³ w ruchu na rzecz podtrzymywania odrêbno¶ci Mazurów niejako w ³±czno¶ci z Rzeczpospolit± Polsk± i Polakami. Wyznawane pogl±dy przyczyni³y siê do tego, ¿e w Niemczech zosta³ zwolniony z pracy. Jako parazytolog zatrudnienie znalaz³ w Uniwersytecie Warszawskim. Jêzyka polskiego nauczy³ siê od podstaw.

Dzia³alno¶æ naukow± i spo³eczno−polityczn± w latach trzydziestych zakoñczy³o aresztowanie go przez gestapo w 1940 roku. Obitza wiêziono m.in. na zamku w Lublinie i obozie koncentracyjnym w Dachau. Mimo wyzwolenia, chory na gru¼licê i wycieñczony zmar³ 26 sierpnia 1945.

Rozprawkê Dzieje ludu mazurskiego Obitz napisa³ w 1937 roku w sprzeciwie wobec ideologii nazistowskiej. Autor zdecydowanie nie zgadza³ siê z Hitlerem, g³osz±cym, ¿e w Trzeciej Rzeszy prawo do istnienia maj± jedynie Germanie. Charakterystyczne jest to, ¿e nieliczni Mazurzy (np. Micha³ Kajka, Jan Dopatka) potrafili w tamtym czasie opowiedzieæ siê przeciwko Niemcom hitlerowskim. Poparcie dla NSDAP w po³udniowej (mazurskiej) czê¶ci Prus Wschodnich by³o ogromne.

Obitz w swoim historycznym szkicu, wymagaj±cym sprostowañ i uzupe³nieñ, co uczyni³ historyk Mazur – Grzegorz Jasiñski, kre¶li genealogiê Mazurów z przekonaniem, ¿e ludno¶æ ta wywodzi siê z plemion pruskich i osiedleñców przybywaj±cych z Mazowsza od XV w. Nastêpnie wykazuje, ¿e ka¿da w³adza – w okresie trwania pañstwa krzy¿ackiego, Prus Ksi±¿êcych, monarchii pruskiej, Cesarstwa Prusko−Niemieckiego, Republiki Weimarskiej, Trzeciej Rzeszy – by³a obca wzglêdem spo³eczno¶ci mazurskiej i nie dba³a o jej ¿ywotne interesy.

Ideê, któr± pragn±³ urzeczywistniæ, sformu³owa³ Obitz dobitnie w zakoñczeniu swoich rozwa¿añ: „...dzisiaj chc± nas otumaniæ, chc± nas u¿yæ do celów wywrotowych jako „Kanonenfutter”, aby potem móc „germanizowaæ ziemiê” wed³ug s³ów Hitlera, to znaczy wypêdziæ nas ostatecznie z ziemi tej, która by³a, jest i bêdzie nasz± ojcowizn± i ojczyzn±”.

Dole i niedole mazurskie potoczy³y siê tragicznie. ¦mieræ Kurta Obitza symbolizuje koniec idei „separatyzmu mazurskiego”. Jego rozprawka, napisana 70 lat temu, ¶wiadczy o podejmowanych przez Mazurów próbach budowania w³asnej podmiotowo¶ci i niezale¿no¶ci; poza tym dope³nia tradycjê szeroko rozumianej literatury mazurskiej, w której Mazurzy wypowiadali siê sami o sobie. Ksi±¿ka w³±cza siê te¿ w dyskusjê nad przyczynami i skutkami oraz ocenami procesów, które wyniknê³y z totalnej i dos³ownej realizacji nieludzkiej ideologii przez niemieckich nazistów. Oczywi¶cie, kwestia mazurska nie ogranicza siê tylko i wy³±cznie do uwarunkowañ stworzonych przez faszyzm.

Zbigniew Chojnowski
Kurt Obitz, Dzieje ludu mazurskiego, wprow. i opr. Grzegorz Jasiñski, Oficyna RETMAN, D±brówno 2007, seria: Moja Biblioteka Mazurska.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje