Przez „awans naukowy nauczyciela akademickiego” rozumiem tu uzyskanie kolejnych stopni naukowych i tytu³u profesora, natomiast przez „awans naukowy wy¿szej uczelni” uzyskanie uprawnieñ przez dan± jednostkê organizacyjn± uczelni do doktoryzowania, nastêpnie do nadawania stopnia doktora habilitowanego, a przez uczelniê – prawa do u¿ywania nazwy, odpowiednio: akademia – uniwersytet z okre¶lonym przymiotnikiem – uniwersytet.
G³ówn± tez± mojego g³osu w dyskusji nad konieczno¶ci± radykalnej modyfikacji pewnych elementów polskiego systemu nauki w wymiarze akademickim (pomijam tu instytucje czysto badawcze) jest stwierdzenie, ¿e uproszczenie, zw³aszcza skrócenie, ka¿dego merytorycznie uzasadnionego awansu nauczyciela akademickiego oraz wy¿szej uczelni wydatnie utrudniaj± pod wieloma wzglêdami nieracjonalne, niekiedy sprzeczne z logik± czy zdrowym rozs±dkiem kryteria awansowe, mocno osadzone w tradycji PRL. Rozumuj±c precyzyjnie stwierdzimy, ¿e utrudniaj± uczeni – nie twierdzê jednak, ¿e wszyscy lub wiêkszo¶æ (!). Pe³ni±c bowiem uprzywilejowan± rolê cz³onka której¶ z kwalifikacyjnych korporacji uczonych (od rad wydzia³ów po Centraln± Komisjê ds. Stopni i Tytu³ów) wydaj± w tajnych g³osowaniach werdykty godz±ce w prawid³owy rozwój kadr naukowych i wy¿szych uczelni. Mam na my¶li tylko te werdykty, które w rzeczowej dyskusji nie wytrzymaj± krytyki lub s± wrêcz kompromituj±ce. W wielu jednak przypadkach owe rozmyte, niejasne kryteria awansowe, oparte w kwestiach zasadniczych na ocenach uznaniowych, umo¿liwiaj± manipulowanie argumentacj± (niejednokrotnie o werdykcie przes±dza liczna grupa niezdecydowanych, którzy wstrzymuj± siê od g³osu – czêstokroæ zasadnie powiemy: przes±dzaj± g³osy tych, którzy czê¶ciowo ulegli manipulacji innych), a tak¿e zniechêcaj± do podjêcia procedur odwo³awczych. Nic zatem dziwnego, ¿e czê¶æ nauczycieli akademickich artyku³uje wprost zdanie, i¿ ¶wiadomo¶æ tego stanu rzeczy podwa¿a sens kontynuowania trudu rozwoju naukowego i dlatego stawia na inne obszary satysfakcji i podnoszenia jako¶ci ¿ycia. Na ogó³ jednak przemilczaj±, dlaczego odpowiada im kontynuowanie zawodu nauczyciela akademickiego. To jest w³a¶nie drugi aspekt niskiej wydolno¶ci systemu awansowego w polskiej nauce (de facto systemu polskiej nauki) – mo¿liwo¶æ bycia nauczycielem akademickim do wieku emerytalnego bez konieczno¶ci utrzymania optymalnych kompetencji naukowo−dydaktycznych. Ten aspekt jest ¶ci¶le po³±czony z pierwszym (wymienionym wy¿ej) – mo¿liwo¶ci± tworzenia i utrzymywania przez d³ugie okresy korporacji uczonych ró¿nych szczebli o wzglêdnie ustabilizowanym uk³adzie personalnym i wp³ywów.
W pewnym sensie odwracaj±c g³ówn± tezê stwierdzimy, ¿e skutkiem braku przejrzystych kryteriów awansowych jest generowanie dwóch zjawisk negatywnych, miêdzy którymi zachodz± istotne relacje powi±zañ: (1) przeciwskutecznych dzia³añ korporacyjnych pewnych grup uczonych, (2) tolerowania niskich kompetencji naukowo−dydaktycznych znacznej czê¶ci danej wspólnoty akademickiej za cenê poparcia liderów tych wspólnot w ich personalnych d±¿eniach do uzyskania lub utrzymania pozycji „wysokiego wp³ywu” w korporacjach uczonych danego szczebla zarz±dzania nauk±.
Z trzech powodów u¿ywam terminu „przeciwskutecznych”, a nie stwierdzenia „dzia³añ korporacyjnych skutecznie stabilizuj±cych uprzywilejowan± pozycjê „wysokiego wp³ywu”, tak¿e w sprawach awansu naukowego innych”. Po pierwsze, nie wszystkie dzia³ania korporacyjne osób zatrudnionych lub funkcjonuj±cych w instytucjach zarz±dzaj±cych nauk± s± naganne. Po drugie, u podstaw nie wszystkich werdyktów, nawet kompromituj±cych, le¿y intencja deprecjonowania osi±gniêæ naukowych i dydaktycznych kandydata lub instytucji. Przeciwnie, motywy mog± byæ szczytne, ale werdykty oparte na nieracjonalnych kryteriach okazuj± siê przeciwskuteczne, zw³aszcza w d³ugiej perspektywie (np. emigracja uzdolnionych nauczycieli akademickich lub porzucenie zawodu). Po trzecie, nie zak³adam, ¿e w jakiejkolwiek korporacji uczonych przewa¿aj± osoby, których g³ównym celem jest szkodzenie w ogóle lub w sposób wybiórczy. Wyra¼nie jednak podkre¶lê po raz kolejny, ¿e system – niestety – umo¿liwia skuteczne funkcjonowanie tej kategorii uczonych przez wiele lat. Z dzia³aniem skutecznym tej w³a¶nie mniejszo¶ci – z perspektywy interesów lub potrzeb poszczególnych osób – nale¿a³oby ³±czyæ natomiast wiele przeciwskutecznych werdyktów uczonych danej korporacji, którzy paradoksalnie stanowi± wiêkszo¶æ, albowiem nie s± przeciwni (np. 10 g³osów „za”, 6 „przeciw”, ale a¿ 8 „wstrzymuj±cych siê”). Tego rodzaju werdykty s± zarazem przyk³adem kompromitacji przede wszystkim systemu awansowego, ale po czê¶ci uczonych, którzy nieskrêpowani konieczno¶ci± uzasadnienia swojej decyzji zajmuj± stanowiska z pozoru tylko neutralne.
W sensie prakseologicznym dzia³aniem przeciwskutecznym jest takie, kiedy sprawca zamiast zamierzonego celu osi±gn±³ jego negacjê. Jednym z g³ównych celów dzia³alno¶ci statutowej wy¿szej uczelni jest rozwój naukowy kadr. Trudno obroniæ tezê, ¿e jedyn± przyczyn± „ujemnego bilansu” rozpatrywanych wniosków habilitacyjnych lub nawet doktorskich w danej jednostce organizacyjnej uczelni, czy w ogóle poszczególnych procedur awansowych, jest niski poziom kandydatów. W wielu przypadkach przyczyn± jest dzia³anie przeciwskuteczne jednostki organizacyjnej. Paradoksalnie jest to dzia³anie wbrew intencjom wiêkszo¶ci cz³onków danej korporacji uczonych, ale za to w zgodzie z nieracjonalnymi kryteriami awansowymi. Paradoks polega i na tym, ¿e dana jednostka organizacyjna przez takie dzia³anie mo¿e utraciæ zdolno¶æ promowania kadr naukowych na skutek braku kandydatów do wszczêcia postêpowania awansowego w tej w³a¶nie jednostce. Jakich bowiem u¿yæ argumentów, ¿e system awansowy jest bez zarzutu, tylko nieodpowiedni s± kandydaci, skoro dana rada wydzia³u w tajnym g³osowaniu nie dopuszcza kandydata do dalszych etapów przewodu habilitacyjnego przy 4 czy chocia¿by 3 pozytywnych recenzjach?
S± jednak obszary dzia³ania grup interesu wspólnot akademickich czy pewnych korporacji uczonych, gdzie owe grupy dzia³aj± zgodnie. Jednak te zachowania nie tylko kwalifikuj± siê do przeciwskutecznych (z perspektywy odpowiedzialno¶ci za rozwój naukowy kadr czy choæby utrzymanie przyzwoitego poziomu akademickiego), ale nadto prowadz±cych do degradacji nauki i statusu nauczyciela akademickiego. Tak siê dzieje dlatego, ¿e narzêdzia, które powinny s³u¿yæ stymulowaniu rozwoju w sposób systemowy, s± nieadekwatne do celów stawianych wy¿szym uczelniom. Ustawodawca pozostawi³ uczelniom du¿± swobodê dzia³ania w jednych domenach aktywno¶ci, które s± silnie zwi±zane z prawid³owym rozwojem i awansem naukowym nauczycieli akademickich, a ubezw³asnowolni³ w innych. Do pierwszych nale¿y zaliczyæ przede wszystkim – jak siê okazuje – nieuzasadnion± autonomiê w opracowaniu kryteriów ocen okresowych nauczycieli akademickich. Do drugich – brak autonomii w postêpowaniach awansowych na stopieñ doktora i doktora habilitowanego, mimo spe³nienia kryteriów formalnych. To nieuzasadniona zasz³o¶æ PRL. Ustawodawca dzieli de facto samodzielnych pracowników nauki, ze wzglêdu na kompetencje awansowania innych do stopni naukowych, na piêæ kategorii: 1) pozornie samodzielnych (nale¿±cych do wspólnot akademickich jednostek organizacyjnych wy¿szej uczelni, które uprawnieñ awansowych nie posiadaj±); 2) samodzielnych w ograniczonym zakresie (jednostek, które posiadaj± uprawnienia awansowe na stopieñ doktora); 3) samodzielnych w rozszerzonym zakresie (jednostek, które maj± uprawnienia awansowe na stopieñ doktora habilitowanego), 4) samodzielnych w szerokim zakresie (cz³onków Rady G³ównej Szkolnictwa Wy¿szego i cz³onków Pañstwowej Komisji Akredytacyjnej); 5) samodzielnych w pe³nym tego s³owa znaczeniu (cz³onków Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytu³ów). Kompromitacj± systemu w stopniu najwê¿szym, a zarazem potwierdzeniem trafno¶ci dokonanego podzia³u samodzielnych pracowników nauki (de facto ich samodzielno¶ci) s± werdykty Centralnej Komisji oddalaj±ce wnioski rektorów wy¿szych uczelni w imieniu wspólnot akademickich samodzielnych pracowników nauki kategorii pierwszej lub drugiej ubiegaj±cych siê o uprawnienia awansowe, mimo ¿e wcze¶niej rekomendacji udzieli³a Rada G³ówna.
Jaskrawym przyk³adem dzia³añ grup interesu wspólnot akademickich, prowadz±cych do degradacji nauki i statusu nauczyciela akademickiego, jest zatrudnianie w wy¿szych uczelniach magistrów i doktorów nauk (niejednokrotnie o predyspozycjach do dzia³alno¶ci twórczej) z ponaddwudziestoletnim sta¿em, którzy z powodu braku postêpów w rozwoju naukowym zajmuj± stanowiska wyk³adowców lub starszych wyk³adowców, spokojnie oczekuj±c wieku emerytalnego. Ci wyk³adowcy korzystaj± z przywilejów nauczycieli akademickich niejednokrotnie bez obowi±zku dokumentowania choæby osi±gniêæ dydaktycznych, czyli publikowania skryptów, materia³ów metodycznych itd. Co wiêcej, czêstokroæ mog± bardziej liczyæ na nadgodziny ni¿ niejeden kreatywny adiunkt lub profesor. W³adzom nie przeszkadza, ¿e nadgodziny nie s± osi±gniêciem dydaktycznym, lecz sposobem na dorabianie, ale i sposobno¶ci±, by uzasadniæ brak czasu na twórcz± dzia³alno¶æ akademick±. Niejednokrotnie natomiast nawet najbardziej kreatywnym adiunktom i profesorom pomniejsza siê tzw. pensum dydaktyczne (a wiêc ogranicza siê ich udzia³ w kszta³ceniu studentów), gdy¿ w³adzom wystarczy, ¿e zaliczeni s± do minimum kadrowego, by zachowaæ dane uprawnienia akademickie.
Tak komfortowe funkcjonowanie wyk³adowców jest mo¿liwe w danej wspólnocie akademickiej dlatego, ¿e ta grupa interesu stanowi na ogó³ poka¼ny elektorat i ¶wiadomy, ¿e mo¿e liczyæ w przysz³o¶ci na tolerowanie braku osi±gniêæ naukowo−dydaktycznych za cenê poparcia liderów tych wspólnot w ich d±¿eniach do uzyskania lub utrzymania pozycji „wysokiego wp³ywu”, zw³aszcza w korporacji uczonych jednostki organizacyjnej macierzystej uczelni. Liderzy o takiej mentalno¶ci (a tacy rzadko sk³adaj± broñ) osi±gaj± natomiast swoje cele postêpuj±c zgodnie z jedn± z prakseologicznych regu³ sprawnego dzia³ania – „przeszkadzania przez pomaganie” (dla jasno¶ci dodajmy – pomaganie pozorne, deklarowane lub wybiórcze). Celem przeszkadzania jest bowiem prawie zawsze utrzymanie uprzywilejowanych pozycji w systemie nauki. Na niepokornych s± natomiast niezawodne sposoby – jednych zwalnia siê za brak postêpów w rozwoju naukowym, drugim taki rozwój siê utrudnia, by w odpowiednim czasie zastosowaæ sposób pierwszy (na ³amach „Forum Akademickiego” te kwestie by³y niejednokrotnie podnoszone).
Abstrahujê w ca³ym wywodzie od uczonych i wspólnot akademickich kreuj±cych rozwój. Tu obowi±zuje regu³a „pomagania przez przeszkadzanie” (przeszkadzanie oparte na twórczej, pog³êbionej, ale ¿yczliwej krytyce, na konieczno¶ci prowadzenia badañ i publikowania wyników w najlepszych czasopismach naukowych, na konieczno¶ci czynnego udzia³u w kongresach miêdzynarodowych itd.).
Tak najogólniej nakre¶lone zagadnienie awansu naukowego nauczyciela akademickiego i wy¿szej uczelni, po skojarzeniu choæby z potoczn± wiedz± o mechanizmach w³adzy oraz potrzebie dominacji cz³owieka nad lud¼mi i rzeczami, unaocznia, ¿e dotykamy materii bardzo z³o¿onej. Postulaty, które, moim zdaniem, mog± siê istotnie przyczyniæ do uproszczenia procedur awansowych, a w kolejnych latach stopniowo zwiêkszaæ poziom naukowo−dydaktyczny kandydatów i uczelni, poprzedzam skrótowym sformu³owaniem przes³anek dalszego rozumowania. S± to przede wszystkim dane zawarte w Strategii rozwoju nauki w Polsce do 2015 roku.
W Polsce wystêpuje zjawisko wieloetatowo¶ci pracowników sfery badawczo−rozwojowej, w znacznej mierze zwi±zane ze zobowi±zaniami edukacyjnymi (prawie 5−krotny wzrost liczby studentów po 1990 roku) oraz z relatywnie niskimi wynagrodzeniami w sektorze publicznym.
Polska, z liczb± 266 publikacji na 1 milion ludno¶ci, ma jeden ze s³abszych wska¼ników w skali miêdzynarodowej (m.in. wp³yw wzglêdnie niskiej liczby badaczy) – ¶rednia w krajach UE−15 w 2002 roku wynios³a 673 artyku³y.
Stopieñ doktora habilitowanego i tytu³ profesora uzyskiwano w Polsce w stosunkowo pó¼nym wieku (14 proc. naukowców habilituje siê poni¿ej 40. roku ¿ycia, najwiêcej, ok. 55 proc., miêdzy 40. a 50. rokiem ¿ycia; ¶rednio oko³o 24 proc. tytu³ów profesorskich uzyskuj± osoby do 50. roku ¿ycia, a najwiêcej, ok. 52 proc., badacze miêdzy 50. a 60. rokiem ¿ycia).
W 2004 roku w Polsce liczba badaczy na 1000 osób aktywnych zawodowo wynios³a 4,6 (w krajach UE 5,9).
Doktorant z Anglii, zapytany podczas jednej z letnich miêdzynarodowych szkó³ naukowych dla m³odych badaczy, organizowanych w latach 2003−05 przez warszawsk± AWF, o w³asn± karierê naukow±, odpar³: „W maju nastêpnego roku broniê doktorat, a w maju (i wymieni³ rok) bêdê profesorem, je¿eli tylko spe³niê odpowiednie kryteria” (zna³ dok³adnie kryteria formalne, merytoryczne i etyczne kolejnej procedury awansu naukowego i by³ ¶wiadom, ¿e ich spe³nienie nie upowa¿nia nikogo, by ten awans powstrzymaæ).