Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





By³ to dom otwarty dla wielu przyjació³ spo¶ród galicyjskiej elity umys³owej. Pan profesor wie z opowiadañ, ¿e czêsto zasypia³ na kolanach Kazimierza Bartla, wybitnego matematyka, by³ego premiera.

Mossakowscy Ekstrakt

Magdalena Bajer

O Mossakowskich pisa³am ju¿ na tych ³amach. Bohaterami g³ównymi byli wtedy pañstwo profesorowie medycyny Bibianna i Miros³aw. Rozga³êziona szeroko rodzina ma tak¿e ga³±¼ humanistyczn±, której wybitnym przedstawicielem jest prof. Stanis³aw Mossakowski, historyk sztuki, cz³onek rzeczywisty PAN i przewodnicz±cy Wydzia³u I Nauk Spo³ecznych, cz³onek korespondent PAU, cz³onek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego oraz innych polskich i zagranicznych stowarzyszeñ naukowych. Trzeba te przynale¿no¶ci wymieniæ, gdy¿ wspó³okre¶laj± stosunek pana profesora do inteligenckich powinno¶ci, o które pyta³am wys³uchawszy opowie¶ci rodzinnej na bogatym tle genealogicznym.

Z czterech gniazd

Rodzice matki i rodzice ojca to cztery linie, które dzieci kontynuuj±, niezale¿nie od tego, w jakim stopniu uto¿samiaj± siê z poszczególnymi w±tkami swego dziedzictwa.

Mój rozmówca rodziców nie pamiêta – urodzi³ siê miesi±c po nag³ej ¶mierci ojca, w r. 1937. Matka umar³a nied³ugo po przyj¶ciu na ¶wiat pierworodnego. Szczê¶liwie, Stanis³aw Mossakowski wychowa³ siê w rodzinie licznej, kochaj±cej siê, o której mo¿na powiedzieæ, ¿e by³a ekstraktem tradycji inteligenckich aktywnie wcielanych w ¿ycie i przekazywanych m³odemu pokoleniu. Zrozumia³e, ¿e chcia³ poznaæ w³asny rodowód, zw³aszcza wobec zainteresowañ historycznych, jakie ma od dzieciñstwa. Kilka lat temu opublikowa³ pracê Mossakowscy. U pocz±tków rodziny i nazwiska.

U pocz±tków, siêgaj±cych XIV wieku, by³a to rodzina mazowiecka pochodzenia drobnorycerskiego, która zasili³a pó¼niej i warstwê bogatego ziemiañstwa, ale te¿ za¶ciankowej szlachty. Ga³±¼, z której pochodzi pan profesor, trafi³a w XVII wieku do ziemi przemyskiej. Pradziadek by³ poborc± podatkowym, dziadek, pod koniec ¿ycia, wicedyrektorem Banku Kredytowego Ziemskiego we Lwowie. Ojciec, po studiach rolniczych, pracowa³ w lwowskim Urzêdzie Wojewódzkim.

– Nie ma znaczniejszego wydarzenia w historii Polski – poczynaj±c od bitwy pod Grunwaldem po „Solidarno¶æ”, w którym nie uczestniczy³by jaki¶ Mossakowski. Naturalne, ¿e pielêgnowano pamiêæ tradycji szlacheckich, ale i... pamiêæ pochodzenia z Mazowsza. W¶ród tych, co pozostali, g³ównie w Warszawie, s± liczni lekarze, in¿ynierowie, profesorowie uczelni.

Jeden z bogatszych Mossakowskich, Ignacy, w³a¶ciciel maj±tków na Podolu, graj±c na gie³dzie dorobi³ siê znacznej fortuny i zapisa³ j±... asystentom oraz studentom UJ, którym jeszcze w okresie miêdzywojennym wyp³acano stypendia jego imienia.

O Krasuckich, rodzinie babki po mieczu, pan profesor wie mniej. Byli urzêdnikami ró¿nego szczebla z typowymi cechami to¿samo¶ci szlacheckiej. Jeden z przodków walczy³ w powstaniu listopadowym. Pradziadek w tej linii by³ dyrektorem Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Florianka” we Lwowie.

Matka, z domu Sroczyñska, wnios³a w wianie tradycjê ziemiañsk±, datowan± od schy³ku XVII stulecia, w województwie sieradzkim, modyfikowan± pó¼niej zaanga¿owaniem w przedsiêbiorstwa naftowe, dzisiaj kontynuowan± w dzia³alno¶ci gospodarczej czê¶ci kuzynów.

Komarniccy, sk±d babka macierzysta, to tak¿e ziemianie, tak¿e powstañcy. Pan profesor pokaza³ mi sztambuch swojej babki ciotecznej z wpisami id±cych walczyæ m³odzieñców, w rodzaju: „Smutno jest zaiste z osobami nam przychylnymi ¿egnaæ siê. ¯egnaæ siê mo¿e raz ostatni...” W³a¶cicielka sztambucha prowadzi³a pó¼niej wypo¿yczalniê ksi±¿ek w Krakowie, dok±d przychodzi³a „ca³a ówczesna inteligencja”.

Powinowactwa i koligacje pana profesora s±, oczywi¶cie, znacznie rozleglejsze. Id±c ich tropami, mo¿na spotkaæ postaci znane z polityki, literatury, muzyki, uniwersyteckich seminariów.

Esencja

On sam wychowa³ siê w domu znanego lwowskiego lekarza−spo³ecznika, doktora Józefa Soko³owskiego, mê¿a ciotki. Wujostwu zawdziêcza nie tylko dach nad sieroc± g³ow±, ale formacjê duchow± oraz intelektualn±, któr± z perspektywy dotychczasowego ¿ycia ogromnie sobie ceni.

By³ to dom otwarty dla wielu przyjació³ spo¶ród galicyjskiej elity umys³owej. Pan profesor wie z opowiadañ, ¿e czêsto zasypia³ na kolanach Kazimierza Bartla, wybitnego matematyka, by³ego premiera, zamordowanego przez Niemców w 1941 r. Wdowa po nim pozosta³a najbli¿sz± przyjació³k± domu na d³ugie lata, prze¿ywane po wojnie w Krakowie. Czêstymi go¶æmi byli: in¿ynier Eugeniusz Kwiatkowski, budowniczy Gdyni, Eugeniusz Romer, wielki geograf, twórca nowoczesnej kartografii, ks. infu³at Ferdynand Machay, proboszcz ko¶cio³a mariackiego, senator RP, prof. Wac³aw Fajans, przedwojenny wiceminister skarbu.

Rozmawiano o sprawach wa¿nych dla ogó³u Polaków. Przedmiotem troski tych wszystkich ¶wiat³ych ludzi by³a „sprawa polska”, za któr± czuli siê odpowiedzialni. Inaczej rozumiana ni¿ pojmowali j± przodkowie powstañcy i ¿o³nierze wojny bolszewickiej, ale równie g³êboko prze¿ywana.

– Wynios³em z tego domu takie rzeczy, jak zainteresowanie histori±, wysok± ocenê wszystkiego, co jest dorobkiem umys³owym, i tolerancjê. To grono przyjació³ by³o zró¿nicowane politycznie: Kwiatkowski i pani Bartlowa – pi³sudczycy, ks. Machay – ludowiec, prof. Fajans – intelektualista ¿ydowski... Okre¶laj±c ludzi, nie przyk³ada³o siê etykietek politycznych. Komuni¶ci w tym domu nie bywali. S³uchaj±c tego, przypomina³am sobie mój dom krótkiego lwowskiego dzieciñstwa. Z niani± Rusink±, z piosenk± o „p±kach bia³ych ró¿”, z przyjació³k±, która nagle zniknê³a, bo musiano j± ukryæ jako ¯ydówkê.

Od dzieci – w czasie wojny w domu pañstwa Soko³owskich chowa³y siê dzieci krewnych i przyjació³ – wymagano szacunku dla innych, szczególnie ludzi „ni¿szego stanu”. Uczono, by nie mówi³y o nikim ¼le; je¶li nie da siê dobrze – nie trzeba mówiæ wcale. Nie rozmawiano o pieni±dzach, jakkolwiek ciê¿ko by³o utrzymaæ licznych mieszkañców, a doktor niejednego ubogiego pacjenta leczy³ za darmo, jego ¿ona za¶ wysy³a³a paczki wywiezionym na Sybir rodakom.

Esencj± klimatu, w jakim dorasta³ przysz³y prof. Mossakowski, by³ ów specyficzny kresowy patriotyzm nacechowany gor±c± ofiarno¶ci± dla tego, co siê uznaje za nadrzêdne, tj. wszelkich potrzeb ojczyzny, zarazem codzienn± gotowo¶ci± s³u¿enia konkretnie i dora¼nie wszystkim potrzebuj±cym, bez my¶lenia o zap³acie. Inteligenci doro¶li w niepodleg³ej Polsce znajdowali w tej s³u¿bie satysfakcjê, umieli siê ni± cieszyæ. Co¶ jeszcze by³o sk³adnikiem klimatu lwowskich domów inteligenckich – niewypowiadane wprost, ale wyra¼ne poczucie, ¿e z ca³ym dorobkiem nauki, sztuki, z tradycj± rodzinn± i narodow± jeste¶my czê¶ci± szerszej wspólnoty europejskiej, a co za tym idzie – najzupe³niej naturalne na ni± otwarcie.

Sztuka we wspólnej historii

Dwa ¼ród³a mia³o przekonanie, ¿e Polski nic dobrego nie mo¿e spotkaæ, skoro znalaz³a siê pod sowieckimi wp³ywami. Do¶wiadczenie rewolucji 1917 r., któr± czê¶æ rodziny prze¿y³a na Kresach trac±c maj±tki i pozycjê spo³eczn± oraz wkroczenie Sowietów do Lwowa we wrze¶niu 1939. Nie prze¿ywa³ wiêc mój rozmówca rewizjonizmu jak czê¶æ jego rówie¶ników, zafascynowanych pocz±tkowo has³ami sprawiedliwo¶ci spo³ecznej. Pa¼dziernik ‘56 i wszystkie nastêpne symptomy za³amywania siê komunizmu by³y dlañ pozytywnym zaskoczeniem.

Chcia³ poznawaæ historiê, któr± to chêæ wzmaga³o „faszerowanie” patriotycznymi opowie¶ciami przez babkê, obawiaj±c± siê, ¿e jako sierota mo¿e trafiæ do bolszewickiego domu dziecka, gdzie bêdzie wynarodawiany. Do studiów historycznych zniechêca³a pó¼niej obawa przed marksizmem, który wydzia³em historii sztuki jeszcze nie zaw³adn±³.

– Sztukê traktujê jak ¶wiadectwo czasu [taki tytu³ nosi jedna z ksi±¿ek profesora, z dodatkiem: Studia z pogranicza historii sztuki i historii idei – M.B.] bardziej ni¿ sferê zjawisk estetycznych. Interesujê siê sztuk± dawn± – do rewolucji francuskiej. Moje badania dotycz± epoki renesansu i baroku, tj. g³ównie XVI i XVII wieków.

Po magisterium uzyskanym w 1958 Stanis³aw Mossakowski pracowa³ 9 lat w Dziale Grafiki Biblioteki Jagielloñskiej, godz±c codzienny trud bibliotekarza z badaniami g³ównie nad dzie³em niderlandzkiego architekta, rze¼biarza i malarza Tylmana z Gameren, któremu pó¼niej po¶wiêci³ wiele publikacji. W 1963 obroni³ doktorat na podstawie pracy o pa³acu Krasiñskich w Warszawie (projektu Tylmana z Gameren), a po prawie rocznym pobycie na stypendium w Bolonii, wróci³ z gotow± prac± habilitacyjn± o... Tylmanie z Gameren. Od habilitacji w 1971 do profesury up³ynê³o sporo czasu, gdy¿ w³adze nie ho³ubi³y uparcie bezpartyjnego historyka sztuki, który mia³ coraz wiêksze uznanie w swoim ¶rodowisku i pe³ni³ funkcjê wicedyrektora, a od 1978 dyrektora Instytutu Sztuki PAN. W III Rzeczypospolitej wybierany by³ do tej s³u¿by (tak traktuje stanowiska administracyjne) przez kolegów.

W dorobku, którego niepodobna tu przedstawiæ, prof. Mossakowski ma m.in. pracê o prywatnej pieczêci Miko³aja Kopernika, któr± by³ odcisk antycznej gemmy przedstawiaj±cej Apollina z lir±, szereg studiów dotycz±cych kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu, z t³umaczon± w³a¶nie na angielski monografi± tej budowli, zawieraj±c± nowe interpretacje jej rozwi±zañ architektonicznych, ale tak¿e programu ideowego, studia nad swoisto¶ci± polskiego baroku, nad ko¶cio³ami obronnymi na dawnych kresach...

Autor tych wszystkich badañ uwieñczonych istotnymi odkryciami oraz wielu cenionych publikacji, wci±¿ powtarza pytanie: Czy mo¿na mówiæ o sztuce zwi±zanej z jakim¶ narodem? I sk³ania siê ku odpowiedzi przecz±cej. Odmienno¶æ geograficzna, zdaniem prof. Mossakowskiego, determinuje ró¿norodne zwi±zki ³±cz±ce wytwory artystyczne narodów ¿yj±cych zawsze w przestrzeni kulturowej wiêkszej ni¿ tereny, jakie te narody zamieszkuj±. Melan¿ owych ró¿nych powi±zañ stanowi o swoisto¶ci sztuki tworzonej przez jaki¶ naród. W salach rokokowego pa³acu, zbudowanego wedle wzorów francuskich w Polsce, le¿a³y wschodnie kobierce i chodzili po nich ludzie w kontuszach...

W badaniu sztuki pojêcia ogólne, np. pojêcie stylu, s³u¿± porz±dkowaniu, ale nie pomagaj± w zrozumieniu poszczególnych zjawisk. – Jestem nominalist± filozoficznym – nie uznajê realno¶ci bytów ogólnych – konkluduje stanowczo pan profesor, opisuj±c podej¶cie do przedmiotu swoich badañ, które prowadzi od „pierwszego rozpoznania” z pomoc± kryteriów ogólnych, porz±dkuj±cych (barok, manieryzm etc.), do konkretnego artysty, konkretnego dzie³a. – Prawda jednostkowa jest niepowtarzalna.

Pamiêæ historyczna przechowuje siê w genealogii. Pan profesor przytacza na poparcie tej my¶li przypadek znajomych... potomków arian, ¿yj±cych od dawna we W³oszech, którzy po 300 latach odkryli swój polski rodowód i zdali sobie sprawê, co z Polski wnios³y do kultury europejskiej pokolenia ich przodków. Jego ¿ona, tak¿e historyk sztuki, pochodzi z litewskiej rodziny Zabie³³ów, ale nie czuje siê Litwink±. W ogólniejszym planie (mój rozmówca godzi siê na tak± kolejno¶æ) depozyt tradycji przechowuj± elity kulturalne. W przestrzeni kszta³tuj±cej siê na nowo wspólnoty europejskiej maj± one istotne zadanie podejmowania debat o celach, jakie trzeba osi±gn±æ i o rolach, jakie przypadaj± narodom.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje