Gdybym chcia³ byæ psychologiem, móg³bym co najwy¿ej obserwowaæ siebie i najbli¿szych. Niektórzy twierdz±, ¿e to wystarcza, ale obserwacja taka jest jednak obarczona powa¿nym b³êdem metodologicznym, przede wszystkim statystycznym, a wnioski z niej s± bezwarto¶ciowe. By³oby to trochê wyra¿anie opinii takich, jakie wypowiada pani Go¼dzikowa, która w reklamach zaleca pewien preparat przeciwbólowy. Copywriterzy wykorzystuj± tu znany mechanizm ulegania iluzjom dyktowanym przez pojedyncze zdarzenia: „mnie pomog³o, to pomo¿e i tobie”. Ludzie w to wierz±, bo ludzie chc± w to wierzyæ albo nie maj± innego wyj¶cia. Nie wierz± bowiem w iluzje.
Iluzjom ulegamy bardzo ³atwo, a socjotechnika korzysta z tego zjawiska pe³nymi gar¶ciami. Iluzj± jest cena na produkcie. Sprzedawca pisze na etykietce „99,99 z³” i ju¿ wszyscy ulegamy z³udzeniu, ¿e chodzi o dziewiêædziesi±t, a nie sto. Ba, wiemy, ¿e ten chwyt jest stosowany nagminnie, mówimy to sobie po wej¶ciu do sklepu, powtarzamy jak pacierz, ¿e 99,99 to 100 bez jednej setnej i mimo to bez chwili wahania odczytujemy 90. P³acimy i te¿ sobie to powtarzamy, ale ostatecznie jeste¶my zadowoleni, ¿e zap³acili¶my o dziesiêæ z³otych mniej. Psycholodzy – ci, którzy s± nimi na pewno, zawodowo – zapewne doskonale wiedz±, jaki tu mechanizm dzia³a, ale jak dot±d w literaturze nie znalaz³em rady, jak z nim walczyæ skutecznie. Sama walka, jak widaæ, nie wystarcza.
Zjawisko to zaliczam do prywatnej kategorii odruchów biedaka. Jest ich wiêcej. Nale¿y tu na przyk³ad mania zbierania umytych i odartych ze sreberek plastykowych pojemników po serkach homogenizowanych. O ile jestem w stanie zrozumieæ, ¿e pojemniki te zbiera kto¶, kto ich naprawdê potrzebuje, nawet je¶li robi to w zach³annym nadmiarze, o tyle nie pojmujê, sk±d siê to bierze u gospodyñ domowych i ich pomocników. Osobi¶cie walczy³em z tym nawykiem do¶æ d³ugo i musia³em dobrze dorosn±æ, ¿eby go zlikwidowaæ.
Stara³em siê te¿, ¿eby nie zamieni³ siê w inny odruch biedaka. W³a¶nie – dlaczego biedaka? Poniewa¿ ten zwyczaj u wielu ludzi zachowa³ siê z czasów, w których w sklepach nic nie by³o, a plastyk wydawa³ siê materia³em nadzwyczaj nowoczesnym, pojemniki za¶ by³y co chwila potrzebne. Epoka sprzed 1989 roku charakteryzowa³a siê tym, ¿e cz³owiek musia³ liczyæ tylko na siebie i w co drugim domu by³ jaki¶ z³ota r±czka, który gromadzi³ nie tylko pojemniki, ale i rozmaite bzdurne narzêdzia, na przyk³ad przyrz±d do ¶ci±gania ³o¿ysk albo gwintowania rur, druty, przewody, blachy i blaszki. W³a¶ciciele samochodów kupowali niezliczone czê¶ci na zapas. Tworzy³y siê z tego góry ¶mieci. Na wsi mówiono, ¿e „¿elazo zawsze wraca” i nie wyrzucano z³omu, bo pewnego piêknego dnia mog³a siê z niego przydaæ jaka¶ ¶rubka. Odruch biedaka jest wiêc realizacj± postulatu „nie wyrzucaæ tego, co mo¿e siê przydaæ”.
Odruchem pokrewnym, ale wy¿szego rzêdu, nie tak prymitywnym, jest choroba trzeciego roku. Otó¿ ka¿dy by³y student medycyny potwierdzi, ¿e na trzecim roku studiów chorowa³ na wszystkie choroby, o których by³a mowa na zajêciach. Pó³ biedy, je¶li student by³ mê¿czyzn±, a wyk³ad z ginekologii. Gorzej z chorob± wieñcow±, niejeden zaczyna³ odczuwaæ klasyczne bóle za mostkiem w czasie wysi³ku. Albo ze schizofreni± i depresj±. Mo¿na by³o dostaæ sza³u – w przeno¶ni i trochê, nie ukrywam, dos³ownie. A kiedy sytuacja zaczyna³a siê stabilizowaæ i iluzje przestawa³y byæ tak dokuczliwe? Wtedy, gdy liczba mo¿liwych do przechorowania chorób zwiêkszy³a siê tak bardzo, ¿e organizm nie by³ ju¿ w stanie znie¶æ ich wszystkich jednocze¶nie. Innymi s³owy wtedy, gdy dostatecznie du¿a wiedza umo¿liwia³a rozpoznawanie, co jest fikcj±, a co rzeczywisto¶ci±. Odruch znany jako choroba trzeciego roku wynika wiêc z ubóstwa umys³owego, a nie materialnego, jak w zwyk³ym odruchu biedaka. Dlatego jest nieco szlachetniejszy.
To jednak nie koniec k³opotów z odruchami. Co chwila, co minuta pozwalamy jakiej¶ iluzji, ¿eby nam narzuca³a co¶ g³upiego. G³osujemy na kandydata, bo ma b³êkitne oczy i g³adko mówi, w przeciwieñstwie do drugiego, który ma oczy przekrwione, a jêzyk kaleczy okropnie. Kiedy indziej widzimy na ulicy cz³owieka zaniedbanego, w spodniach pi¿amowych, z rozwichrzon± czupryn±, petem w k±ciku ust i star± gazet± pod pach± i ju¿ jeste¶my gotowi uznaæ, ¿e mamy do czynienia z bezdomnym, zajmuj±cym siê wybieraniem butelek ze ¶mieci. Gdy tymczasem idzie oto uczony, który – rozwi±zuj±c pewien epokowy problem – nie zauwa¿y³, ¿e wyszed³ z domu.
To prawda, kolor oczu, pet w k±ciku ust to cechy tylko zewnêtrzne, powierzchniowe i zupe³nie nieistotne dla oceny warto¶ci danej osoby, a jednak poddajemy siê ich urokowi. Bierze siê to bez w±tpienia z jeszcze innego rodzaju ubóstwa, nie tyle umys³owego, co charakterologicznego. To tak¿e jest odruch biedaka.