Tak siê z³o¿y³o, ¿e pierwsz± po³owê swego ¿ycia zawodowego spêdzi³em w Ludowej, a drug± w Najja¶niejszej Rzeczypospolitej. Mia³em okazjê obserwowaæ procedury i efekty wy³aniania rektorów wy¿szych uczelni zarówno przez mianowanie z namaszczenia partyjnego, jak i w trybie demokratycznych wyborów. W mojej dziedzinie zna³em osobi¶cie wiêkszo¶æ mianowanych i wybranych po wojnie magnificencji. Cz³onkostwo w Radzie G³ównej Szkolnictwa Wy¿szego przez 4 kadencje (w tym jedna przed transformacj± ustrojow±) umo¿liwia³o mi równie¿ ¶ledzenie tych procesów z szerszej perspektywy. Nie twierdzê, ¿e zgromadzone w ten sposób obserwacje s± reprezentatywne dla ca³ego szkolnictwa wy¿szego w Polsce. Wydaje siê jednak, ¿e prawdopodobieñstwo ich trafno¶ci jest wiêksze od przypadkowego.
Nie wiem, czy w¶ród mianowanych, czy wybieranych rektorów by³o wiêcej moralnych i intelektualnych autorytetów. Wiem, ¿e atmosfera towarzysz±ca kolejnym wyborom do w³adz uczelni jest z estetycznego i etycznego punktu widzenia coraz bardziej niesmaczna i szkodliwa. Wszystko, co wymy¶lili na ten temat politycy, natychmiast przenika do ¶rodowiska akademickiego. Szkalowanie konkurentów, korumpowanie wyborców, dzielenie kierowniczych stanowisk, których zwykle jest mniej ni¿ obiecywanych, to tylko niektóre przyk³ady.
Trudno okre¶liæ spo³eczny i terytorialny zasiêg tych zjawisk. Pewna jest ich eskalacja. Wystarczy porównaæ pierwsze wybory do w³adz uczelni w wolnej Polsce z dzisiejszymi, aby pozbyæ siê na ten temat z³udzeñ. Wówczas wyborcy w wielu przypadkach musieli namawiaæ – czêsto bez skutku – najlepszych spo¶ród siebie, ¿eby zgodzili siê kandydowaæ. Dzisiaj z regu³y pretendenci namawiaj± – niekiedy natrêtnie – wyborców, ¿eby na nich g³osowali. Ciekawe, jakie szanse na wybór mia³by dzisiaj rektor Uniwersytetu £ódzkiego w latach 1945−49, prof. Tadeusz Kotarbiñski? Najgorsze, ¿e uczestnicz± w tym targowisku najmniej odporni na manipulacje studenci. Ich g³osy nierzadko te¿ przes±dzaj± o wynikach wyborów.
Wolno zapytaæ, czy warto o tym pisaæ, skoro taka jest natura demokracji, która – jak mawia³ Winston Churchill – jest najgorszym z ustrojów, lecz nikt dot±d lepszego nie wymy¶li³? S±dzê, ¿e tak. Zw³aszcza ¿e mo¿na negatywnym zjawiskom towarzysz±cym wyborom w wy¿szych uczelniach przynajmniej czê¶ciowo zapobiegaæ. Wystarczy, ¿eby wyborcy u¶wiadomili sobie, ¿e im kto¶ ich gorêcej namawia, tym mog± mieæ wiêksz± pewno¶æ, ¿e kieruje siê bardziej w³asnym ni¿ uczelnianym interesem. Prawda, jakie to oczywiste?