Prof. dr hab. in¿. Tadeusz Luty (ur. 1942), fizykochemik, absolwent PWr., specjalno¶æ in¿ynieria chemiczna – 1965. Doktorat – 1968, habilitacja – 1972, stanowisko profesora nadzwyczajnego – 1980. W 1988 uzyska³ tytu³ profesora. Zajmuje siê badaniami z zakresu nauk o materia³ach i fizykochemi± uk³adów molekularnych. Bada dynamikê, przej¶cia fazowe i transformacje w materia³ach molekularnych. Jest autorem 130 prac naukowych. Wypromowa³ 6 doktorów. Liczne sta¿e zagraniczne i nagrody. W latach 1987−93 prorektor, a od 2002 rektor PWr. Przewodnicz±cy Kolegium Rektorów Uczelni Wroc³awia i Opola. Cz³onek Prezydium (2005) i Zarz±du (2008) European University Association. W kadencji 2005−08 przewodnicz±cy KRASP.
Czy w polskim szkolnictwie wy¿szym i nauce potrzebne s± zmiany?
– My¶lê, ¿e dzi¶ w ka¿dym kraju – obojêtnie, czy to s± Stany Zjednoczone, Japonia czy pañstwa trochê mniej rozwiniête – potrzebne s± sta³e, ewolucyjne zmiany. ¦wiat rozwija siê tak szybko, ¿e ich ¶ledzenie i reagowanie na nie, to warunek uczestniczenia w wy¶cigu. Jak w peletonie kolarskim – po jakim¶ czasie tworzy siê grupa liderów i oni ¶cigaj± siê ju¿ miêdzy sob±. Potem jest druga grupa, czasem trzecia i czwarta. Polska musi zadbaæ o to, ¿eby byæ w tej pierwszej. Powinni¶my siê pozbyæ kompleksów, które funkcjonuj± w naszej ¶wiadomo¶ci, ¿e mieli¶my 150 lat takiej historii, potem jeszcze 50 lat innej, ca³y czas uciemiê¿eni, a tak w ogóle wyj±tkowi, tylko niedocenieni. Skoñczmy z tym i my¶lmy o przysz³o¶ci. Uwa¿am, ¿e mamy taki potencja³ intelektualny – a za chwilê, je¶li wszystko pójdzie w dobrym kierunku, zdobêdziemy tak¿e odpowiednie narzêdzia – ¿e bêdziemy w stanie ¶cigaæ siê w¶ród najlepszych. Proszê zwróciæ uwagê, ¿e polscy studenci wygrywaj± miêdzynarodowe konkursy, a profesorowie s± powszechnie cenieni jako tzw. visiting professors w najlepszych o¶rodkach. Ale oczywi¶cie po to, ¿eby siê ¶cigaæ w czo³ówce, stale potrzeba choæby nowych metod treningu czy nowoczesnego sprzêtu. To jest poza dyskusj± – unowocze¶nienie jest potrzebne.
U¿y³ Pan zwrotu „ewolucyjne zmiany”. ¦rodowisko akademickie jest ze swej natury konserwatywne. Opiera siê na tradycji, hierarchii, ustanowionych przez siebie zasadach. Zdanie „nauka nie lubi rewolucji” s³ysza³em dziesi±tki razy. Jednak przychodzi czasem taki moment, ¿e zasadnicze zmiany na pewno s± potrzebne. My¶lê, ¿e teraz mamy taki w³a¶nie czas. Pojawia siê zapowied¼ reformy, mocnego impulsu zamykaj±cego pewn± epokê i dynamizuj±cego dalszy rozwój. Tymczasem s³ychaæ niemal tyle g³osów sceptycznych, co wspieraj±cych.
– Bo to nie mo¿e byæ nastawienie „na pewno wiele trzeba zmieniæ”. Trzeba mieæ koncepcjê zmian. To jest bardzo skomplikowane ¶rodowisko i kto¶, kto w tej k±pieli nie by³ dostatecznie d³ugo, nie bada³ temperatury, nie bada³ têtna i emocji tego ¶rodowiska na przestrzeni lat, ma ma³e szanse, ¿eby je dobrze zrozumieæ.
Kiedy¶ minister Handke opowiedzia³ mi tak± anegdotê: „Czy pan my¶li, ¿e je¿eli jaki¶ profesor wyk³ada przez kilkadziesi±t lat lokomotywy parowe, to zechce zajmowaæ siê teraz spalinowymi, o elektrycznych ju¿ nie mówi±c? On do koñca ¿ycia chcia³by zajmowaæ siê ju¿ tylko parowymi”. Mam wra¿enie, ¿e wiele funkcjonuj±cych u nas mechanizmów jest dzi¶ jak te lokomotywy parowe.
– W ka¿dym ¶rodowisku znajdzie pan takich ludzi, którzy nie nad±¿aj± za postêpem i jedynie trwaj± na swych posadach. Zapewniam pana, ¿e tak jest tak¿e we wspomnianych tu Stanach Zjednoczonych czy Japonii. W Stanach funkcjonuje nawet termin dead wood (uschniête drzewa), oznaczaj±cy trwaj±cych na swych posadach nieproduktywnych ju¿ pracowników. My, polskim zwyczajem, przesadzamy w analizie ró¿nych zjawisk. St±d taka absolutnie przesadna krytyka polskiej nauki w wielu mediach, czy dzisiejszy radykalizm w zapowiedziach zmian. Tak jest te¿ w samym ¶rodowisku. Kiedy nie mieli¶my demokracji w szkolnictwie i narzucano nam rektorów czy dyrektorów, byli¶my tym oburzeni. Kiedy to odreagowywali¶my, wprowadzili¶my szalej±c± demokracjê.
Czyli Komitet Badañ Naukowych...
No w³a¶nie. ¬le pojêta samorz±dno¶æ te¿ prowadzi czêsto do degeneracji. Samo ¶rodowisko nie umia³o wprowadziæ procesu dynamicznych zmian. Swoj± drog±, nie mo¿na pytaæ ró¿nych gremiów, czy chc± zmian, i to jeszcze wymagaj±cych wiêkszego wysi³ku. To zreszt± nie dotyczy tylko naszego ¶rodowiska, ale ka¿dej grupy zawodowej – tak samo górników, jak i prawników czy nauczycieli. Niemal ka¿da zmiana ingeruje w przywileje tych ¶rodowisk, przez co staje siê niepopularna. Po prostu trzeba je umiejêtnie wprowadzaæ, bior±c za nie odpowiedzialno¶æ. Nasza w³adza polityczna by³a przez lata na tyle s³aba, ¿e uprawia³a politykê typu: „miejcie ten swój samorz±d, ale my trzymamy kasê i nie bêdziemy zbyt szczodrze ni± szafowaæ”. Politycy nigdy nie widzieli rozwoju Polski przez pryzmat nauki.
Czy ¶rodowisko naukowe i akademickie jest w stanie samo wygenerowaæ takie regu³y, aby¶my mogli znale¼æ siê w tej pierwszej grupie krajów, czy to raczej musi przyj¶æ z zewn±trz? Jest tu dobry przyk³ad odej¶cia od systemu KBN, postulowanego wcze¶niej m.in. przez KRASP, a wprowadzonego przez ministra Micha³a Kleibera. Ale ju¿ co do innych zasad jest gorzej.
– Przede wszystkim trzeba stworzyæ warunki do konkurencji pomiêdzy cz³onkami ¶rodowiska naukowego. To da szanse dla konkurencyjno¶ci polskiej nauki na zewn±trz. A jakie s± warunki konkurencyjno¶ci? Pierwszy – finansowy. To nie mo¿e byæ pauperyzacja i walka o prze¿ycie, tylko rywalizacja o powa¿ne ¶rodki. Drugi – system obiektywnych wymagañ i ocen. Trzeci to spo³eczna atmosfera do robienia kariery w ramach profesji naukowca i nauczyciela akademickiego. A jaka jest sytuacja w Polsce? Chroniczne niedofinansowanie, zwi±zany z masowo¶ci± spadaj±cy poziom studiów, tak¿e doktoranckich, ¼le pojêta kole¿eñsko¶æ zamiast obiektywizmu itd., itp. Generalnie – coraz mniej sprzyjaj±ca atmosfera do robienia kariery naukowej. Je¶li w tym systemie zmienimy jeden element, czy nawet kilka, to jeszcze nie znaczy, ¿e zmienili¶my system. Potrzebna jest zmiana ca³o¶ciowa. Jednak za³o¿enia zmian nie p³ynê³y z wewn±trz ¶rodowiska, tylko pojawi³y siê w atmosferze jego krytyki. Sam± krytykê mo¿na zrozumieæ. Ka¿dy ma do niej prawo. Jednak ministerstwu ³atwiej by³oby przeprowadziæ zmiany, gdyby zamiast narzucaæ kontrowersyjne rozwi±zania, zainicjowa³oby merytoryczn± dyskusjê w wê¿szych gronach przedstawicieli uczelni. Po wypracowaniu akceptowalnych pomys³ów reform, ¶rodowisko chêtnie podda³oby siê zmianom, traktuj±c je jako w³asne.
Polska ma najwiêksz± autonomiê akademick± w ca³ej Europie, a niewykluczone, ¿e i na ¶wiecie. To nie sprzyja zmianie regu³.
– Zgadzam siê, ¿e w niektórych aspektach to nie jest najlepsze rozwi±zanie. Na przyk³ad, jeste¶my chyba ostatnim krajem w Europie, gdzie wybory rektorów, którzy rozdysponowuj± potem 9 mld z³ z pieniêdzy podatników, odbywaj± siê niemal jak konkursy piêkno¶ci. Sezon wyborczy pokaza³ dewiacje w tej materii. Nie wygrywaj± wcale najlepsi. Kodeks dobrych praktyk zosta³ niestety zignorowany. Maszyna wyborcza przynosi jakie¶ otêpienie. Pieniêdzy podatników nie powinno siê powierzaæ amatorom.
Jakie jest rozwi±zanie? Pójdzie Pan tak daleko, by powiedzieæ, ¿e trzeba zmieniæ mechanizm wyborów?
– Oczywi¶cie. Moim zdaniem, najlepszym rozwi±zaniem by³oby, aby wyboru dokonywa³y rady powiernicze – cia³a o charakterze rady nadzorczej. Gdzie spojrzeæ, w Europie wszyscy ju¿ takie rozwi±zania maj±. Je¿eli chcemy do³±czyæ do najlepszych, musimy to wprowadziæ tak¿e u nas. Nie trzeba tego rozwi±zania uczelniom nawet narzucaæ, wystarczy, by w ustawie zapisaæ, ¿e sposób wyboru rektora okre¶li sama spo³eczno¶æ danej uczelni. Gwarantujê panu, ¿e ju¿ przy pierwszym obrocie ko³a demokracji porz±dne, du¿e uczelnie wybior± taki w³a¶nie sposób elekcji. Te mniejsze bêd± chcia³y mieæ nadal szalej±c± demokracjê. W porz±dnych research universities ludzie s± zainteresowani prawdziw± misj± i bêd± potrzebowali cz³owieka, który poprowadzi ich jako lider. W ma³ych potrzebny jest kolega, z którym ³atwiej ¿yæ.
W za³o¿eniach taki w±tek siê pojawia, ale tylko jako wzmocnienie roli konwentu, i to tam, gdzie on ju¿ jest.
– Bywam w wielu uniwersytetach, znam szkolnictwo europejskie i tam obowi±zuje ta w³a¶nie zasada: „chcesz byæ uczelni± publiczn± korzystaj±c± z pieniêdzy podatników, to musisz j± prowadziæ tak i tak, w tym poddaæ siê nadzorowi rady powierniczej.”
Skoro tak silna jest autonomia ¶rodowiska, to czy choæby dla równowagi, nie mówi±c ju¿ o prowadzeniu polityki edukacyjnej pañstwa, nie potrzeba te¿ silnej w³adzy, która mia³aby wizjê przysz³o¶ci i strategiê rozwoju? Poza rol± ministra i wiceministrów brakuje mi od lat w ministerstwie posiadaj±cej wizjê ¶redniej kadry, np. na poziomie dyrektorów i wicedyrektorów departamentów czy doradców.
– Powtarzam: Polska nie ma planu rozwoju poprzez edukacjê i naukê. To jest zwi±zane z niestabilno¶ci± w³adzy politycznej, a co za tym idzie – odrzucaniem pomys³ów przyjêtych przez poprzedników. Musi w naszym kraju w koñcu zafunkcjonowaæ porozumienie ponad podzia³ami. Kto ma zapewniaæ ci±g³o¶æ, chroniæ pamiêæ ¶rodowiska – w postaci uchwa³, projektów, strategii – przenosiæ w przysz³o¶æ dobre pomys³y i rozwi±zania? W ferworze polityki to mo¿e nie jest ³atwe, ale to kwestia powo³ywania ministrów i wiceministrów maj±cych du¿e do¶wiadczenie i czerpi±cych z takiej pamiêci osi±gniêæ ¶rodowiska, ale oczywi¶cie to jest tak¿e rola profesjonalnej kadry na poziomie ¶rednim w tym dyrektorów departamentów.
Wystarczy zreszt±, ¿e ka¿dy, kto chce siê odwo³aæ do pamiêci ¶rodowiska, siêgnie do kolejnych archiwalnych numerów „Forum Akademickiego”, a bêdzie mia³ jak na d³oni historiê prac wszystkich najwa¿niejszych instytucji, równie¿ Konferencji Rektorów Akademickich Szkó³ Polskich. Pañstwa pismo, w postaci kroniki wydarzeñ, notatek szefów instytucji czy artyku³ów, tak± pamiêæ przechowuje i to jest bardzo cenne.
Wskutek s³abo¶ci ministerstwa i braku kompetentnego personelu ¶redniego szczebla, KRASP czy poszczególne konferencje bran¿owe dla dobra ¶rodowiska przejmuj± jego obowi±zki. Czy to uczelnie maj± prowadziæ akcjê Study in Poland, promuj±c± polskie szkolnictwo za granic±, zajmowaæ siê programem wewnêtrznej wymiany studentów MOST, legitymacj± studenck±, czy programem obs³ugi komputerowej uczelni USOS? Mnie siê wydaje, ¿e nie, ale robimy to, b±d¼ robi± to poszczególne konferencje. Pamiêtaj±c o podstawowych kwestiach niedofinansowania, gdy s³yszê, ¿e polskie uczelnie s± takie czy owakie – którym to g³osom wtóruj± urzêdnicy ministerialni – mam mieszane uczucia.
W wydanym ostatnio wspólnym o¶wiadczeniu prezydia KRASP i PAN opowiedzia³y siê za uzgodnieniem wszystkich zmian, a tak¿e za utrzymaniem habilitacji.
– Zmiany musz± byæ akceptowane przez ¶rodowisko, a sam problem habilitacji jest mocno wyolbrzymiony. Habilitacja jest niezbêdna do uzyskania tytu³u profesora, nie jest natomiast niezbêdna do funkcjonowania w uczelni. Istnieje du¿a grupa osób, z regu³y ju¿ nieco starszych, którym habilitacji nie uda³o siê zrobiæ. Miêdzy innymi to oni oczekuj±, ¿e tego progu nie bêdzie. Podstawowe pytanie jest inne: czy znie¶æ stopieñ doktora habilitowanego? Ju¿ teraz nie we wszystkich dyscyplinach wymagana jest rozprawa habilitacyjna. U nas na przyk³ad, w naukach ¶cis³ych – w tak zwanym mat.fiz.chem. – nie pisze siê rozpraw habilitacyjnych. Gdyby mi kolega przedstawi³ pracê habilitacyjn± z podstaw fizykochemii, która by³aby ksi±¿eczk±, jak to jest wymagane w naukach humanistycznych, to mia³bym podejrzenie, ¿e to grafomania. U nas siê liczy publikacja w dobrym czasopi¶mie. Zbiór tych publikacji, dos³ownie spiêtych spinaczem, jest wystarczaj±c± podstaw± do weryfikacji. Generalnie chcemy utrzymaæ w tradycyjnej formie ten stopieñ, ale zmodyfikowaæ zasady jego zdobywania. Nie mo¿emy obecnie z niego zrezygnowaæ, poniewa¿ nie ma warunków konkurencyjno¶ci. To ma byæ ocena naukowa, wiêc nie musi byæ ani kolokwium, ani wyk³adu. Tego balastu spokojnie mo¿emy siê pozbyæ. Nie wiem natomiast, dlaczego ta ocena naukowa mia³aby byæ nazwana certyfikatem czy uprawnieniem promotorskim. Nie widzê racji, dla których nale¿y zrezygnowaæ z tradycyjnej nazwy habilitacja.
Jedn± z budz±cych najwiêcej kontrowersji kwestii jest pytanie, czy powinno siê finansowaæ zarówno uczelnie pañstwowe, jak i niepañstwowe? W szkolnictwie podstawowym i ¶rednim to norma.
– Szkolnictwo wy¿sze jest prowadzone na poziomie rz±dowym, a podstawowe i ¶rednie prowadzi samorz±d. To zasadnicza ró¿nica.
Podporz±dkowanie jest inne, ale co to zmienia?
– To bardzo wa¿ne, bo za tym id± inne regulacje. Dalej – uczelnie publiczne podlegaj± rygorowi ustawy o finansach publicznych. Ka¿dy pieni±dz zarobiony przez nie podlega temu rygorowi. A pieni±dz wp³ywaj±cy do uczelni niepublicznej – nie. Trzeba by zrównaæ wobec prawa podmioty staraj±ce siê o pieni±dze z tego samego ¼ród³a, a zatem obj±æ uczelnie niepubliczne t± ustaw±. Na dodatek, gdy uczelnia prywatna bankrutuje, pieni±dze ze sprzeda¿y mienia id± do kieszeni w³a¶ciciela. Gdyby by³a ona finansowana z bud¿etu, to taka operacja odbywa³aby siê ze strat± dla pañstwa. ¯eby mówiæ o zrównaniu praw i dofinansowaniu uczelni niepublicznych, powinni¶my najpierw wprowadziæ odp³atno¶æ za studia. Wtedy bêdziemy mogli zacz±æ dyskusjê o finansowaniu szkó³ niepublicznych. Gdy bêd± równe prawa, to bêd± te¿ równe szanse na rynku edukacyjnym. Inaczej to nie ma sensu.
Czy okrêty flagowe to dobry pomys³?
– Has³o okrêtów flagowych jest du¿ym uproszczeniem. Raport OECD mówi, ¿e polskie uczelnie s± zbyt akademickie. Przedmiotem dyskusji podjêtej przez KRASP by³a w zwi±zku z tym ró¿norodno¶æ misji uczelni. Dzi¶ wszystkie chc± byæ akademickie i tej ró¿norodno¶ci brakuje. Powinni¶my na przyk³ad wprowadziæ kategoriê uczelni badawczej. To rozró¿nienie musi nast±piæ ze wzglêdu na potrzeby otoczenia. Mówi±c krótko: nie mo¿na powa¿nych problemów rozstrzygaæ wy³±cznie has³ami i jêzykiem gazetowym.
Pojawi³a siê dyskusja, czy maj± byæ to uczelnie, kierunki czy zespo³y badawcze. Jak to, Pana zdaniem, powinno wygl±daæ w praktyce?
– To wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane. Uwa¿am, ¿e musimy przede wszystkim zró¿nicowaæ misjê uczelni ró¿nego typu i dopiero wtedy my¶leæ o wyró¿nianiu najlepszych. Nawiasem mówi±c, samo pojêcie „kierunku studiów” jest nieporozumieniem i wymys³em czysto polskim. Obcokrajowcowi nie da siê wyt³umaczyæ, co to jest kierunek studiów. Powinni¶my znie¶æ kierunki, a wprowadziæ programy studiów, ¿eby m³odzi ludzie sami kierowali swoim wykszta³ceniem. W Politechnice Wroc³awskiej jest 26 kierunków, a powinno byæ 300 programów studiów. Jak± ¶cie¿kê czy sekwencjê przedmiotów wybierze student, to ju¿ jego sprawa. Liczy siê liczba studentów na sali wyk³adowej z danego przedmiotu. Próbujemy to robiæ w politechnice, wprowadzaj±c studium podstawowe, ale w obecnych ramach prawnych nie jest to ³atwe.
G³osi Pan od dawna tezê o samotno¶ci rektora. Pomimo tylu funkcji, sukcesów, szerokiego otoczenia podtrzymuje j± Pan?
– Tak, zdecydowanie. Powiem nawet, ¿e im wiêcej tych obowi±zków i funkcji, tym bardziej cz³owiek tej samotno¶ci do¶wiadcza. Nie dlatego, ¿e nie ma wspó³pracowników czy kolegów, ale dlatego, ¿e czuje siê ciê¿ar odpowiedzialno¶ci za decyzje. To jest funkcja lidera, który musi przewodziæ, najczê¶ciej samotnie. Mój przyjaciel, prof. Jerzy Stuhr, odbieraj±c doktorat honoris causa Uniwersytetu ¦l±skiego piêknie mówi³ o etapach ¿ycia cz³owieka twórczego. Ostatni etap to samotno¶æ i spe³nienie. Je¶li przychodz± one razem, to znaczy, ¿e ¿ycie by³o udane.
W ci±gu kilku ostatnich lat znacz±co wzros³a rola Wroc³awia jako metropolii, ale te¿ jako o¶rodka akademickiego. Licz± siê wroc³awskie uczelnie, to stamt±d pochodzi wiele inicjatyw, stamt±d wywodzi siê szef KRASP, to tam ma powstaæ Europejski Instytut Technologiczny. Jakie s± powody sukcesu?
– Trochê niezrêcznie jest mi chwaliæ Wroc³aw od strony akademickiej, ale chêtnie pochwalê stronê samorz±dow±. Mamy szczê¶cie do gospodarzy miasta. Wcze¶niej do prezydenta Bogdana Zdrojewskiego, ale zw³aszcza do prezydenta Rafa³a Dutkiewicza. To jest cz³owiek, który zrozumia³, ¿e przysz³o¶æ tej aglomeracji zale¿y od ¶rodowiska akademickiego. Naszym celem nie jest tylko pozyskanie inwestorów, ale perspektywiczne zatrzymanie ich dziêki sile zaplecza intelektualnego. We Wroc³awiu jest najwiêkszy w ca³ej Polsce odsetek ludzi z wy¿szym wykszta³ceniem, tu jest te¿ najwiêkszy odsetek studentów, a rozwój miasta rozumie siê tak¿e jako rozwój uczelni i instytutów. I to nie s± tylko s³owa, bo za nimi id± czyny. Kiedy dwa lata temu powiedzieli¶my, jako KRASP, o potrzebie ustanowienia funduszu wspierania nauk ¶cis³ych i technicznych, odbi³em siê jak od ¶ciany od marsza³ka Sejmu oraz kolejnych ministrów nauki i ministrów finansów. A kto tê ideê podchwyci³? Prezydent Dutkiewicz. Od pa¼dziernika zesz³ego roku funkcjonuje fundusz stypendialny i dop³acamy 500 z³ maturzystom, którzy wybrali matematykê na maturze i wybieraj± studia ¶cis³e i techniczne. Prezydent Dutkiewicz ustanowi³ te¿ fundusz zaproszeñ znakomitych uczonych, np. noblistów, przeznaczaj±c 600 tys. z³ na tego typu dzia³ania i mówi±c: „Byle by³o to wam pomocne, a oni pó¼niej wiedzieli, gdzie le¿y Wroc³aw”. Takich akcji jest znacznie wiêcej. W takiej atmosferze rodz± siê bardziej ¶mia³e pomys³y, chocia¿by EIT i EIT PLUS, który funkcjonuje od listopada jako Wroc³awskie Centrum Badañ, tak naprawdê ufundowane z pieniêdzy miejskich. Wroc³aw i wroc³awianie to wypadkowa zrz±dzenia losu i splotu historii: niezwyk³ego miejsca, tradycji lwowskiej, ale i niemieckiej, otwartych ludzi i etosu pracy.
Jak mo¿na podsumowaæ mijaj±c± kadencjê KRASP?
– To by³a trudna kadencja. W tym czasie wspó³pracowali¶my z trzema rz±dami. Przede wszystkim uda³o siê wprowadziæ w ¿ycie zapis o konieczno¶ci konsultowania z Konferencj± aktów prawnych. Artyku³owali¶my wszystkie potrzeby ¶rodowiska, dziêki czemu wiele spraw uda³o siê za³atwiæ. My¶lê, ¿e godnie reprezentowali¶my ¶rodowisko.
Ma Pan jakie¶ marzenie?
– Bêdê do koñca spe³niony, je¶li zapowiedziane reformy pójd± naprawdê w dobrym kierunku oraz je¶li rz±d powie, ¿e profesorom nale¿y siê stan spoczynku.
To drugie jest zapowiedziane tak¿e przez pani± minister i premiera i tu nie ma chyba kontrowersji?
– Tylko trzeba to przekuæ w prawo. Traktujê to bardzo ambicjonalnie. Je¶li rz±d polski zrobi³by taki gest, to pokaza³by m³odemu cz³owiekowi, który ma kilkana¶cie lat, ¿e nauka jest jak ¶wi±tynia – je¶li bêdziesz siê uczy³, osi±gniesz spo³eczny szacunek i nie grozi ci pauperyzacja. To jest ogromnie wa¿ny sygna³.
A czego ¿yczy³by Pan nastêpcom?
– Rektorzy powinni dbaæ o to, aby¶my zawsze mówili jednym g³osem. Wtedy jeste¶my w stanie zrobiæ to, co dla ¶rodowiska i kraju wa¿ne. ¯yczê te¿ moim nastêpcom „oczu wyobra¼ni”, to znaczy, by widzieli swoj± funkcjê nie w perspektywie czterech lat, tylko w du¿o d³u¿szym okresie. Pracujemy w ¶rodowisku, gdzie efekty inwestycji przychodz± po bardzo d³ugim czasie. ¯yczê ufno¶ci, ¿e to, co siê robi teraz, jest naprawdê warto¶ciowe. I ¿yczê przede wszystkim, ¿eby¶my wszyscy zrozumieli potrzebê patrzenia na rozwój Polski przez pryzmat edukacji i nauki.
Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ