Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Obawiam siê, ¿e w czê¶ci dotycz±cej sposobów reagowania na – subiektywne niew±tpliwie – odczucia, i¿ gdzie¶ naruszono jaki¶ akademicki kodeks etyczny, jedyn± sensown± reakcj± jest odwracanie g³owy. Tak w³a¶nie reagowali ludzie, których o sprawie informowa³em.

Zwyczaje akademickie

Waldemar Korczyñski

Motto:
Kto zwyczajom siê sprzeciwi,
po ³bie we¼mie, ani chybi.
J. Sztaudynger, ale trochê przerobiony

W grudniowym numerze „FA” znalaz³em artyku³ prof. Paw³a Kotei Archiwum bez X. Autor pisze o po¿ytkach p³yn±cych z ujawniania patologii ¿ycia akademickiego, nawo³uje do ich opisywania ze wszystkimi detalami i wskazuje jako b³±d pisanie o nieprawid³owo¶ciach bez ujawniania nazwisk bohaterów zdarzeñ. By³em jednym z pisz±cych w ten w³a¶nie sposób. Moje pierwsze teksty (Taki wydzia³, „FA” 7−8/2002, Skandalu ci±g dalszy, „FA” 2/2003 i Têpienie szkodników „FA” 5/2003) o dziwnych (z mojego punktu widzenia) praktykach w³adz Akademii ¦wiêtokrzyskiej w Kielcach podpisywa³em pseudonimem i omija³em szczegó³y umo¿liwiaj±ce identyfikacjê osób, o których pisa³em. Powody by³y dwa. Pierwszy, to (jak siê okaza³o s³uszna) obawa o negatywn± reakcjê ¶rodowiska, które postrzegaæ by mnie mog³o jako czarn± owcê, co to brudy uczelniane publicznie praæ zamierza. Drugi powód, to (naiwna, jak dzi¶ widzê) wiara, ¿e kto¶ „na górze” zapyta Redakcjê o szczegó³y, ta skieruje go do mnie, a potem ten kto¶ podejmie dzia³ania zmierzaj±ce do „wyprostowania” sprawy bez szkody dla opinii mojej i uczelni. Mia³em te¿ obawy, czy Redakcja odwa¿y siê wydrukowaæ artyku³ z nazwiskami moich bohaterów. Poniewa¿ sprawa jest stara, wiêc przypomnê – tym razem z nazwiskami – o co posz³o.

Przedziwne zawirowania

W kwietniu 2001, w prywatnej rozmowie poza uczelni±, w trochê z³o¶liwy sposób powiedziano mi, ¿e przydzieli³em pracuj±cemu w kierowanym wówczas przeze mnie zak³adzie dr. Robertowi Kowalowi do realizacji w jednym roku akademickim 2000 godzin (prawie 10 pe³nych „etatów”) i kilkadziesi±t prac dyplomowych. Zdenerwowa³em siê mocno i powiedzia³em, ¿e to bzdura. Na Wydziale Zarz±dzania i Administracji A¦k., gdzie rzecz mia³a miejsce, rzeczywi¶cie by³y przypadki, gdy ludzie mieli ponad 1000 godzin, ale te 2000 wyda³y mi siê nieprawdopodobne. Po powrocie do Kielc sprawdzi³em jednak plany zajêæ (jako kierownik zak³adu nie podpisywa³em kart obci±¿eñ i wiedzê o tym, gdzie i w jakim wymiarze pracuj± zatrudnieni, czerpa³em tylko z ich o¶wiadczeñ – taka specjalno¶æ WZiA A¦k) i wyliczy³em dr. Robertowi Kowalowi ponad 1900 godzin. Razem z godzinami „przeliczeniowymi” za prowadzenie prac dyplomowych i prac± w innej uczelni dawa³o to ca 3000. Okaza³o siê przy okazji, ¿e „realizacja” tych zajêæ wymaga³a ³±czenia grup studenckich i tzw. dublowania godzin dydaktycznych. To zdarza siê w ka¿dej chyba uczelni i nie by³oby w tym nic szczególnego, gdyby nie skala zjawiska na wydziale, bo dr Kowal nie by³ ani jedynym, ani rekordzist±. W tej sytuacji powiadomi³em o sprawie dziekana, dr. Zdobys³awa Kuleszyñskiego, i zaproponowa³em zmianê obci±¿eñ dydaktycznych pracowników „mojego” zak³adu. Odpowied¼ by³a odmowna, wiêc zagrozi³em, ¿e o sprawie powiadomiê rektora i Senat, co rzeczywi¶cie 31 maja 2001 zrobi³em.

Zaraz potem dosta³em pismo obci±¿aj±ce mnie win± za ca³± sprawê (powinienem by³ samodzielnie – ale nie wiadomo jak, bo nikt nie mia³ obowi±zku mnie o tym informowaæ – uzyskaæ informacjê o obci±¿eniu dydaktycznym dr. Kowala) i domagaj±ce siê wyja¶nieñ w sprawach nie maj±cych z moim problemem nic wspólnego. Mia³em np. wyja¶niæ, „jak realizowany jest projekt uruchomienia kierunku informatyka z ekonometri± i specjalizacja w zakresie zastosowania informatyki w zarz±dzaniu” i podaæ „wykaz wyjazdów s³u¿bowych od pocz±tku roku akademickiego”. Dowcip polega³ na tym, ¿e o „projekcie uruchomienia kierunku” dowiedzia³em siê z tego w³a¶nie pisma, a wszystkie wyjazdy s³u¿bowe przechodzi³y przez sekretariat dziekana i tam rzeczony wykaz powinien by³ byæ. Aby by³o weselej, „uruchamianie kierunku” statut uczelni przypisywa³ nie do zak³adów, ale do instytutów (tak chyba by³o wszêdzie).

Potem by³o sporo równie dziwnych pism i „rozmów”. Do rektora, prof. Adama Massalskiego, napisa³em kilkadziesi±t pism (merytorycznej odpowiedzi nie dosta³em na ¿adne), a¿ 13 wrze¶nia 2002 prof. Andrzej Szplit przes³a³ mi pismo, w którym pomawia³ mnie o to, ¿e opisa³em go w Internecie (chodzi³o o stwierdzenie, ¿e prof. Szplit uzyska³ habilitacjê w NRD−owskiej uczelni, kojarzonej przez autora wpisu z SED i jego negatywn± opiniê o dorobku prof. Szplita) i informowa³, ¿e spraw± zainteresuje w³adze uczelni. Przypisywanie mi tej internetowej wypowiedzi by³o totaln± bzdur±, bo informacjê o tym, gdzie prof. Szplit habilitacjê robi³, uzyska³em 13 wrze¶nia 2002 w³a¶nie z tego pisma; wcze¶niej by³em przekonany, ¿e zrobi³ j± w Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, o czym pisa³ jego by³y wspó³pracownik w wydanej w maju 2002 ksi±¿ce.

Potem by³y przedziwne zawirowania z likwidacj± „mojego” zak³adu i przeniesieniem mnie do kierowanego przez prof. Szplita Zak³adu Zarz±dzania Rozwojem Organizacji (o pracy tego zak³adu nie mia³em pojêcia), a na pierwszym zebraniu zak³adu prof. Szplit wrêczy³ mi pismo z „kategorycznym zakazem wypowiadania siê o A¦k. bez jego uprzedniej zgody”. Dwa lub trzy dni pó¼niej mia³em m.in. z tego powodu wniosek o komisjê dyscyplinarn±.

Drugim powodem by³o rzekome nieprowadzenie przydzielonych mi zajêæ. Inicjatorem wniosku by³ prof. Szplit, do rektora kierowa³ go dziekan (zmar³, wiêc nazwisko pominê), a opiniowa³ prorektor Szostak (te¿ z WZiA A¦k.). Rzecz w tym, ¿e kartê obci±¿eñ dydaktycznych otrzyma³em po terminach tych zajêæ, a na rozk³adzie by³y one przypisane dr. Kowalowi, wiêc prowadziæ ich po prostu nie mia³em prawa. Komisja dyscyplinarna – w sk³adzie: prof. M. Markowski, prof. G. Treliñski i prof. J. Pac³awski – ukara³a mnie za nieprzeprowadzenie zajêæ, których nikt mi nie przydzieli³ i potêpi³a za wypowiedzi o uczelni.

Rok pó¼niej Komisja Dyscyplinarna przy RGSW uwolni³a mnie od ewidentnie bzdurnych zarzutów, ale nic z tego nie wynika³o, bo w miêdzyczasie zosta³em zwolniony, a wiêkszo¶æ potrzebnych mi do normalnego funkcjonowania materia³ów „zajê³a” (bez spisywania protoko³u przejêcia) komisja pod dowództwem prof. Z. Gazdy. Moje pisma o komisyjny zwrot moich rzeczy w³adze uczelni ignorowa³y i proponowa³y, abym bra³ „jak leci” to, co maj± ochotê mi oddaæ. O sprawie informowa³em wszystkie chyba w³a¶ciwe do takich spraw instytucje i sporo ró¿nych osób. Zero reakcji lub sugestie, bym to ja przeprosi³ rektora Massalskiego (do dzi¶ nie wiem, za co).

Odwrócone g³owy

Po co o tym piszê? Otó¿ jeden ze znaj±cych sprawê dziennikarzy zada³ w 2006 roku publicznie – wówczas ju¿ senatorowi – prof. Massalskiemu kilka pytañ, m.in. o to, czy przeprosi³ mnie za bezzasadne oskar¿enia i komisjê dyscyplinarn±. Odpowied¼ by³a generalnie dziwna i ma³o konkretna, ale na to akurat pytanie prof. Massalski bardzo jasno wyzna³, ¿e „nie ma takiego zwyczaju akademickiego”.

I o to w³a¶nie chodzi. Je¶li dobrze zrozumia³em prof. Kotejê, to sugeruje on, by tzw. kodeksy etyczne traktowaæ serio, a ich naruszanie opisywaæ z podaniem nazwisk ludzi uwik³anych w sprawê. Podanie tych nazwisk ma uchroniæ autora opisu przed konsekwencjami upublicznienia sprawy. Mam zasadnicze w±tpliwo¶ci, czy sugestie te s± zgodne ze wspomnian± przez prof. Massalskiego akademick± obyczajowo¶ci±. Na „spójno¶ci” zbiorów zasad etycznych to ja siê nie znam, ale podejrzewam, ¿e ze zbioru zasad etycznych zwyk³ych ¶miertelników, uzupe³nionego o akademickie kodeksy etyczne i wskazany przez prof. Massalskiego brak obyczaju przepraszania, da³oby siê wywie¶æ sprzeczno¶æ. Nie wiem, czy wspomniana tradycja akademicka ma jakie¶ ograniczenia przestrzenne (czy chodzi np. tylko o A¦k., czy wszystkie uczelnie Polski lub Europy) lub czasowe (czy jest to tradycja nowa, czy siêga gaju Akademosa), ale wiem, ¿e powo³uje siê na ni± cz³owiek, który w nauce osi±gn±³ ju¿ wszystko. Rektor Massalski jest – jakby nie kombinowaæ – znacznie bardziej akademicki ni¿ ja; jego dorobek liczy ponad 250 pozycji, jest profesorem zwyczajnym, a spo³eczno¶æ akademicka jednej z wiêkszych polskich uczelni zaufa³a mu i wybra³a na rektora. Nie ma powodów, by w tej materii kwestionowaæ jego twierdzenia. Zreszt±, gdyby by³o inaczej, to pewnie przeprosi³by mnie prof. Szplit za fa³szywe oskar¿enie, dziekan za nadanie sprawie biegu, prorektor Szostak za opiniê, a cz³onkowie komisji za nies³uszny werdykt. Nic takiego siê nie sta³o, a przecie¿ wszyscy wymienieni byli prominentnymi (np. byli cz³onkami Senatu) akademikami i na pewno tradycjê akademick± znali.

Tak wiêc obawiam siê, ¿e w czê¶ci dotycz±cej sposobów reagowania na – subiektywne niew±tpliwie – odczucia, i¿ gdzie¶ naruszono jaki¶ akademicki kodeks etyczny, autor artyku³u o Archiwum X nie ma racji. Jedyn± sensown± reakcj± jest odwracanie g³owy. Tak w³a¶nie reagowali ludzie, których o sprawie informowa³em. Wiêkszo¶æ dodawa³a te¿ ze strachem w oczach: „Wycisz siê, bo i nam szkodzisz”. Z kilkoma wyj±tkami. Nazwisk nie podam, bo jako¶ nie mam przekonania, ¿e im pomogê. Jeden z tych ludzi mia³ w szkolnictwie wy¿szym bardzo eksponowan± pozycjê i wiem, ¿e naprawdê stara³ siê sprawê „wyprostowaæ”. A wiem to m.in. st±d, ¿e zakomunikowano mi, i¿ decydenci wcale nie musz± siê z nim liczyæ (teoretycznie powinni), a forma przekazania tej informacji nie pozostawia³a z³udzeñ co do zasad obowi±zuj±cych w uczelni. Inni, którzy mi pomogli, byli w podobnej do mojej sytuacji, ale tylko trzy osoby mia³y odwagê ca³kowicie siê ujawniæ.

Zdaje siê, ¿e wspomniane wy¿ej odwracanie g³owy funkcjonuje w tradycji akademickiej równie¿ po stronie w³adz, przynajmniej w³adz A¦k., które nie reagowa³y na moje informacje o rynsztokowej dyskusji w Internecie. A dyskutowano o A¦k. i wiele postów zosta³o nadanych z serwera akademii. W czasie tej „dyskusji” wys³ucha³em wielu buduj±cych wypowiedzi w³adz A¦k. o kulturotwórczej roli uczelni i jej pozytywnym wp³ywie na region. Mo¿e chodzi³o o wdra¿anie wspomnianych wy¿ej „akademickich obyczajów”? Je¶li tak, to sukces jest bliski, bo s³owo „przepraszam” u¿ywane jest jakby trochê rzadziej.

Dr Waldemar Korczyñski, matematyk, emerytowany pracownik Politechniki ¦wiêtokrzyskiej w Kielcach.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje