Tadeusz Or³owski
(1917−2008)
Wybitny lekarz internista, nefrolog i pionier transplantologii w Polsce. Dyplom lekarza uzyska³ w tajnym Uniwersytecie Warszawskim (1943), którego by³ te¿ wyk³adowc±. Twórca i wieloletni dyrektor Instytutu Transplantologii Akademii Medycznej w Warszawie. W 1966, wraz z prof. Janem Nielubowiczem, dokona³ pierwszego w Polsce przeszczepu nerki. By³ cz³onkiem PAN, w której pe³ni³ m.in. funkcjê pierwszego zastêpcy sekretarza naukowego. Jeden z najwybitniejszych polskich wspinaczy.
27 wrze¶nia 1938 Tadeusz Or³owski, Wanda Homiczówna i Zofia Radwañska zdobyli ¯leb Drége’a id±c niezwykle trudn± tras±. Wcze¶niej, choæ wydawa³ siê on naj³atwiejszym zej¶ciem ze Skrajnej Sieczkowej Prze³±czki (pomiêdzy Po¶rednim a Skrajnym Granatem) w kierunku Czarnego Stawu G±sienicowego, by³ ¶wiadkiem kilku tragicznych ¶mierci tatrzañskich turystów. Pierwsz± ofiar± by³ Jan Drége, który zgin±³ w 1911 r. i od którego miejsce to wziê³o sw± nazwê.
Or³owski pojawi³ siê w Tatrach w 1936 r., tu¿ po maturze. W 1939, w towarzystwie W³odzimierza Gos³awskiego, zdoby³ strom± 300−metrow± pó³nocno−zachodni± ¶cianê Galerii Gankowej, w okresie miêdzywojennym uznawan± za najtrudniejsz± drogê wspinaczkow± w Tatrach, a do dzi¶ uwa¿an± za jeden z symboli klasycznej wspinaczki tatrzañskiej. Or³owski nie uznawa³ w górach u³atwieñ, np. haków – by³ zwolennikiem czystej wspinaczki klasycznej. W rozmowie z Wojciechem Kurtyk± („Góry”, 7−8/2004) mówi³: „Jad±c w Tatry, pragn±³em chodziæ po górach, a nie po drabinie”. Uwa¿a³ swoje wspinanie za kwalifikowan± turystykê, a nie sport. Je¼dzi³ w góry dla samej rado¶ci bycia tam i pokonywania nowych dróg, a nie z powodu rywalizacji, której nie lubi³ i czêsto podawa³ przyk³ady jej tragicznych konsekwencji.
W Tatrach przeszed³ ok. 1000 tras. Listê klasycznych dróg wspinaczkowych zwi±zanych z jego nazwiskiem mo¿na znale¼æ w licznych publikacjach. Swoj± ostatni± drogê tatrzañsk± przeby³ z wybitnym s³owackim wspinaczem Arno Pu¹ka¹em w 1980 r., maj±c 63 lata.
Tatry mog± zmie¶ciæ najwy¿ej 40 wspinaczy, mawia³ Or³owski. Uwa¿a³, ¿e nie powinno siê popularyzowaæ tego typu aktywno¶ci. Sam wspina³ siê zazwyczaj w dwu− lub trzyosobowych zespo³ach. Pracowa³ te¿ dla taternictwa organizacyjnie, m.in. w latach 1939–45 by³ w Warszawie cz³onkiem zarz±du konspiracyjnego Klubu Wysokogórskiego i redaktorem tajnego „Taternika”.
Po 1956 r. wspina³ siê coraz rzadziej. Wedle jego w³asnych wypowiedzi, góry nie pozosta³y jednak bez wp³ywu na dzia³alno¶æ naukow± i lekarsk±, z której jest najbardziej znany. W cytowanej ju¿ rozmowie z W. Kurtyk± czytamy: „Góry nauczy³y mnie tego, ¿e nie ma rzeczy niemo¿liwych”. Ta idea przy¶wieca³a mu, gdy rozpoczyna³ pionierskie prace nad dializowaniem chorych na nerki i pierwsze transplantacje nerek (wraz z Janem Nielubowiczem). O dzia³alno¶ci lekarskiej i naukowej Or³owskiego wiele wie jego uczeñ prof. Andrzej Górski, który wspó³pracowa³ z nim 38 lat. Prof. Or³owski nie za³o¿y³ rodziny. Po¶wiêca³ siê ca³kowicie pacjentom, pracy naukowej i organizacyjnej w Instytucie Transplantologii i w Polskiej Akademii Nauk. W pracy by³ nies³ychanie skrupulatny. Potrafi³ liczyæ wyszczególniane w artykule swych uczniów przypadki, by sprawdziæ, czy zgadzaj± siê z liczb± badanych pacjentów.
Do pracy zawsze chodzi³ piechot±, niezale¿nie od pogody i wbrew widocznej u³omno¶ci (utyka³ po nieudanym zabiegu ortopedycznym), mimo i¿ mia³ zawsze dobry samochód i lubi³ je¼dziæ. – Je¼dzi³em samochodem wzd³u¿ trasy, któr± chodzi³ profesor – wspomina prof. Górski. – Kilkakrotnie zatrzymywa³em siê i proponowa³em mu podwiezienie. Widzia³em, ¿e tylko z grzeczno¶ci i bardzo niechêtnie wsiada do auta. Szybko przesta³em go podwoziæ. W klinice bywa³ tak¿e w soboty czy niedziele, by zajrzeæ do najciê¿ej chorych, poradziæ co¶ m³odym lekarzom. Do koñca ¿ycia by³ aktywny fizycznie; mia³ w domu przyrz±dy gimnastyczne. Zawsze starannie siê ubiera³. – Codziennie mia³ ¶wie¿± koszulê, co dzi¶ nie jest oczywiste – mówi prof. Górski. Nigdy nie nosi³ czapki. Nawet zim± chodzi³ z go³± g³ow±.
Prof. Górski wspomina zachowanie swego mistrza w klinice. Podczas obchodu prof. Or³owski bardzo dok³adnie bada³ wszystkich pacjentów. Nie by³o mowy o ¿adnej rutynie. Po badaniu wychodzono na korytarz, gdzie profesor bez udzia³u pacjentów omawia³ ze wspó³pracownikami ich dolegliwo¶ci.
Gdy by³ ju¿ s³awny, a do przeszczepów ustawi³a siê d³uga kolejka chorych, miewa³ telefony z wy¿szych urzêdów pañstwowych. „Panie ministrze, skoro pan zna listê moich pacjentów, mo¿e wska¿e pan tego, którego mam wyrzuciæ z kolejki, by na jego miejsce wstawiæ pañskiego protegowanego” – odpowiada³.
W drugiej po³owie XX wieku ca³kowicie poch³onê³a go praca naukowa i leczenie. By³ bardzo chory. Góry zesz³y na dalszy plan. Na kilka lat przed ¶mierci± mówi³ W. Kurtyce: „Je¶li czegokolwiek ¿a³ujê w swoim ¿yciu, to tylko tego, ¿e za ma³o przebywa³em w górach. Niczego wiêcej! Teraz marzê tylko o tym, ¿eby byæ znów w górach.”