Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





DOKTORATY

Leszek Szaruga

Poniewa¿ nigdy nie zajmowa³em siê „pisaniem doktoratu” – po prostu doktoratem okaza³o siê to, co „sobie” napisa³em – teraz z zainteresowaniem przygl±dam siê trudowi moich i cudzych doktorantów. W dodatku w dwóch krajach – w Polsce i w Niemczech. I ju¿ na samym pocz±tku pojawia siê istotna ró¿nica. O ile w Polsce doktorat, ju¿ po obronie, mo¿e byæ polecany jako praca nadaj±ca siê do druku, o tyle w Niemczech obrona jest do druku pracy wstêpem, a dyplom otrzymuje siê dopiero po publikacji. Sama procedura niemiecka wymusza wy¿szy poziom, gdy¿ rzecz nie jest tworzona do archiwum, lecz poddana zostaje kryterium „drukowalno¶ci”. Niby niewielka ró¿nica, ale jednak…

Tam wystêpujê wy³±cznie w roli recenzenta, tutaj jako promotor obserwujê wszystko od pocz±tku. I w wiêkszo¶ci przypadków procedura jest podobna jak podczas przystêpowania do pisania pracy magisterskiej. Student upatruje sobie promotora (choæ s± uczelnie, w których – skandal! – bywa promotorowi „przypisywany”; narusza to podstawowe zasady wolno¶ci nauki) i rusza do boju. Najczê¶ciej og³asza po prostu: „chcia³bym (chcia³abym) pisaæ u pana pracê doktorsk±”. Powiadam, ¿e mi mi³o i pytam o temat. Wtedy te¿ s³yszê co¶, co mnie po prostu zniewala, a mianowicie, ¿e on (ona) oczekuje tematu ode mnie. Oznacza to ni mniej, ni wiêcej tylko tyle, ¿e to ja mam osobie z doktorskimi ambicjami wyznaczyæ pole jej zainteresowañ czy nawet pasji badawczych.

To objaw do¶æ typowy dla tych, którzy pojawili siê na studiach doktoranckich po to, by „zrobiæ doktorat”. Wszystko jedno o czym, wszystko jedno u kogo, byle mieæ, jak to siê kiedy¶ mówi³o, „dzwonek przed nazwiskiem”. Nie twierdzê, ¿e tak jest zawsze, ale wiem, ¿e coraz czê¶ciej. I jest to efektem rozbudowy – nieuniknionej – kolejnego etapu studiów, jakim s± studia doktoranckie. Ta produkcja dyplomów o coraz ni¿szej warto¶ci ma, w moim mniemaniu, cel nieokre¶lony. Bo nie jest prawd±, ¿e studia doktoranckie s³u¿± zdobywaniu wiedzy, ¿e kszta³tuj± osobowo¶ci badawcze. Przeciwnie, to kolejny dowód na postêpuj±c± infantylizacjê szkolnictwa wy¿szego, co wymownie potwierdzaj± prowadzone przez doktorantów „dzienniczki ucznia” – z ocenami, zaliczeniami itp. Wiadomo, ¿e to wszystko fikcja, ale si³± rozpêdu fikcjê ow± rozwija siê i kultywuje.

Bywa jednak, ¿e kandydat na doktoranta przychodzi z do¶æ wyra¼nie zarysowanym projektem swej pracy, z jakim¶ w miarê spójnym pomys³em i, co najwa¿niejsze, z przekonaniem, ¿e to sprawa wa¿na, która i mnie powinna zainteresowaæ. W dodatku bywa tak jeszcze, ¿e ów kandydat nale¿y do w±skiego grona ludzi oczytanych i wzglêdnie swobodnie poruszaj±cych siê tak¿e poza bezpo¶rednio go interesuj±c± dziedzin± wiedzy. Takich w³a¶nie ludzi, którzy winni siê przede wszystkim skupiæ na w³asnej pracy, tok studiów rozprasza, stanowi dla nich zbêdny balast. Najgorsze w tym wszystkim jest usytuowanie doktoranta – miêdzy studentem a m³odszym pracownikiem naukowym (w koñcu jest obci±¿ony jakim¶ minimum obowi±zków dydaktycznych), przy czym studentem ju¿ nie jest, a pracownikiem naukowym nie wiadomo czy zostanie. Jego status jest w gruncie rzeczy nieokre¶lony, w odró¿nieniu od starego dobrego systemu, w którym magister zatrudniony przez uczelniê mia³ pozycjê asystenta, mniej wiêcej wiedzia³, na czym stoi i, co najwa¿niejsze, mia³ sta³y kontakt ze swym promotorem.

Oczywi¶cie, zdajê sobie sprawê z faktu, ¿e uruchomienie i rozwijanie systemu studiów doktoranckich prowadzi do zwiêkszenia liczby ludzi legitymuj±cych siê w³a¶ciwym dyplomem. Statystycznie podnosi to wska¼niki wykszta³cenia, choæ z drugiej strony wiadomo, ¿e ta fabryka dyplomów doktorskich przynosi w efekcie obni¿enie poziomu – to po prostu nieuniknione. Przeciwdzia³aæ temu zapewne nie sposób. Mechanizmy umasowienia nauki s± nie do zatrzymania i walka z nimi musia³aby byæ równie skuteczna, jak dziewiêtnastowieczny angielski ruch niszczycieli maszyn. Trzeba zatem przyj±æ to, co jest, z dobrodziejstwem inwentarza.

Ale warto z tego wyci±gn±æ wnioski. Dla mnie logiczn± konsekwencj± tego stanu rzeczy jest konieczno¶æ obrony habilitacji jako jedynej w tej chwili bariery przed inwazj± bylejako¶ci w ¿yciu naukowym. Uparte powracanie do dyskusji nad sensem istnienia habilitacji zaczyna mnie powoli irytowaæ. To d±¿enie do drogi na skróty w tym, co siê nazywa „karier± akademick±”. Znam na pamiêæ argumenty mówi±ce o tym, ¿e niejeden prosty doktor jest bardziej naukowo sprawny ni¿ wielu profesorów. Ale to nie jest argument za tym, by uczyniæ go profesorem. To jedynie argument mówi±cy o tym, ¿e ta profesura jest do bani i ¿e ¼le dzia³aj± mechanizmy selekcji naukowej. Zniesienie habilitacji owych mechanizmów nie uzdrowi, wrêcz przeciwnie, obok kilku s³usznie wypromowanych doktorów tytu³y profesorskie uzyska gromada doktorów na to niezas³uguj±cych.

Mo¿na sobie jednak wyobraziæ inne rozwi±zanie, byæ mo¿e radykalne, lecz przecie¿ zarazem nies³ychanie efektowne. Mo¿emy mianowicie otworzyæ kolejny etap studiów, który dla prostoty nazwaæ mo¿emy studiami profesorskimi. Nie mog± one trwaæ zbyt krótko, w koñcu wykszta³cenie profesora wymaga czasu. Bêd± to wiêc, powiedzmy, studia o¶mioletnie, ale te¿ nie nale¿y wykluczyæ toku indywidualnego, który ten proces uzyskiwania profesury przez jednostki wybitnie zdolne przyspieszy.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje