Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Interesujcy wydaje mi si mechanizm kreowania wielkoci filozoficznych, ktrego czciami skadowymi s: solidaryzm grupowy, mozolne budowanie grup wsparcia, zawieranie okazjonalnych i dugoletnich sojuszy czy zasada „niekalania wasnego gniazda”.

SZTUKA WALORYZACJI

Zbigniew Drozdowicz

Tytuowy problem przedstawi odwoujc si do praktyk wystpujcych w filozofii. Sdz jednak, e maj one miejsce rwnie poza ni – by moe w mniejszym stopniu w tzw. naukach cisych, natomiast w wikszym w humanistycznych. Prowadz one niejednokrotnie do tego, e blaskiem urojonym zaczyna byszcze co, co bez tych zabiegw mogoby uchodzi najwyej za intelektualn prowokacj.

Tradycje tej sztuki

Sigaj bez wtpienia czasw staroytnych, a cilej – owej sofistyki, ktra najpierw bya sztuk dochodzenia do prawdy, a pniej przerodzia si w erystyk, to znaczy w sztuk nadawania faszom pozorw prawdy. Sofist w modoci by rwnie Sokrates. Nawet pniej, gdy ju zerwa z sofistami, przedstawiany by i wymiewany (m.in. w komedii Arystofanesa Chmury) jako sofista, to znaczy kto, kto „umie z spraw przedstawi jako dobr”. Diogenes Laertios, za ktrym przytaczam t opini, dodaje, e Sokrates „najczciej by przedmiotem drwin i pogardy”. Byli jednak i tacy, ktrzy go podziwiali, a nawet wznieli mu co w rodzaju pomnika „chway i sawy” – jeli tak mona nazwa nakrelenie wizerunku tego filozofa jako najmdrzejszego i najbardziej prawego wrd filozofw. Wizerunek taki pojawia si m.in. na kartach Platoskich dialogw i gwnie za ich spraw Sokrates sta si postaci pomnikow. Kim by naprawd, nie da si niestety jednoznacznie ustali, bo sam niczego nie napisa. Dla postawionego tutaj problemu nie jest to zreszt takie istotne. Warto jednak odnotowa fakt, e mamy tu do czynienia z nieudanymi raczej prbami deprecjacji i z bardzo udan waloryzacj, a nawet z czym wicej, bo z wypracowaniem przez Platona swoistego wzorca dowartociowywania filozofa i filozofii, ktra by moe sama nie obroniaby si przed krytyk. Wzorzec ten by zreszt pniej wielokrotnie naladowany i wykorzystywany.

Innym gonym przykadem takich prb deprecjacji i waloryzacji jest przypadek Kartezjusza. Deprecjacje te pojawiaj si m.in. w Zarzutach uczonych mw do Medytacji o pierwszej filozofii tego uczonego, natomiast pierwsze prby waloryzacji – w Odpowiedziach autora. Pniejsze losy filozofii kartezjaskiej to swoista hutawka jej uznawania oraz odmawiania jej wikszej wartoci. W okresie Owiecenia spotykaa si raczej z tym drugim ni z pierwszym. Jak to deprecjonowanie wygldao w praktyce, pokazuj m.in. Listy o Anglikach Woltera, zwaszcza List czternasty o Kartezjuszu i Newtonie. Jego autor utrzymuje, e poza rozpraw o dioptryce, „we wszystkich innych dzieach Pana Kartezjusza roi si od bdw, natomiast na gboki szacunek i uznanie zasuguje Newton i jego dokonania”. Twierdzi on ponadto, e ten ostatni y „otoczony szacunkiem ziomkw, ktrzy sprawili mu pogrzeb niby jakiemu krlowi, co ich dobrodziejstwami i askami obsypywa”. Wiadomo jednak skdind, e jedni go szanowali, natomiast inni wymiewali. Napisana zostaa nawet komedia, w ktrej najzabawniejsz postaci jest Pan Newton. Mniejsza jednak o to. Nieco uwaniejsza analiza Listw Woltera skania bowiem do wniosku, e ich autor nie za wiele zrozumia z filozofii Kartezjusza. Podobnie zreszt rzecz si ma z filozofi Newtona. Nie o zrozumienie jednak tutaj chodzio, lecz o rozprawienie si z tymi, ktrzy utosamiani byli z intelektualistycznym spekulatywizmem – zbyt zawiym, jak na potrzeby zdroworozsdkowej filozofii Woltera. Jeli o tym przypadku waloryzacji i deprecjacji przypominam, to m.in. z tego wzgldu, e on rwnie znalaz pniej naladowcw.

Trzeci przykad takich praktyk nie jest z pewnoci tak szeroko komentowany w wiatowej filozofii. Jest on jednak w polskim rodowisku filozoficznym dosy dobrze znany i nadal wywouje pewne emocje. Chodzi o przypadek Leszka Koakowskiego, filozofa, ktry zyska midzynarodowe uznanie. Zanim jednak do tego doszo, z jednej strony waloryzowa marksizm, natomiast z drugiej, deprecjonowa wszystko to, co wydawao mu si by niemarksistowskie. Jak to wygldao w praktyce, przedstawi w swoim wykadzie wygoszonym w 1992 roku w Uniwersytecie dzkim z okazji nadania mu przez t uczelni doktoratu honoris causa. Przypominajc swoj dziaalno filozoficzn z okresu modzieczego powiedzia wwczas: „Pamitam, e miaem na jednym seminarium referat z teorii nauki Poincargo, wielkiego matematyka francuskiego, ktry napisa kilka wanych dzie z teorii nauki. Przestudiowaem je pilnie. Pastwo wiecie, e gdy si ma lat dwadziecia czy dwadziecia jeden, czsto si jest wszechwiedzcym; ja te byem wszechwiedzcy, dopiero potem stopniowo i powoli gupiaem. Jako w wszechwiedzcy zmiadyem teorie Poincargo, suchej nitki na nim nie zostawiem”. Jest w tym oczywicie prba odcicia si od tej, wyrastajcej z marksistowskiej „wszechwiedzy”, deprecjacji. Jest w tym jednak rwnie pokazanie swoistego mechanizmu dowartociowywania „jedynie susznej filozofii”.

Na koniec tego wspomnieniowego wtku przywoam kilka przykadw „poetyki” sowa, stanowicej wany element sztuki waloryzacji oraz deprecjacji w filozofii. I tak, w Platoskiej Obronie Sokratesa tytuowy bohater to „tgi mwca, co prawd mwi”, „czowiek mdry i na gwiazdach si rozumie”, natomiast jego przeciwnicy, to ci „straszni oskaryciele”, ktrzy „pogoski rozsiewaj”. Wywoane pogldami Kartezjusza dyskusje przekonuj, e zmieniy si nie tylko pogldy filozoficzne, ale rwnie towarzyszcy im repertuar okrele polemicznych. Pojawiaj si w niej bowiem takie mocne sowa, jak „zalepiony gupek”, „bazen, ktry zasuy sobie na dom wariatw”, „zeszmaciay rupie”, „pody skrzat, goszcy pogldy godne potpienia”. Wszystkie te obelgi skierowane byy wprawdzie nie pod adresem Kartezjusza, lecz Spinozy, kontynuatora filozofii kartezjaskiej. Niedaleko od nich sytuuje si prba deprecjacji Hegla za pomoc takich okrele, jak „paski, bezduszny, obrzydliwy, nieuczony szarlatan, ktry z bezprzykadn bezczelnoci bazgra niedorzecznoci i nonsensy”, natomiast o jego filozofii mwio si, e jest to „bazenada”, „pusty kram sw” „bezsensowny galimatias” itp. Autorem tych sw by nie byle kto, bowiem sporego formatu filozof Artur Schopenhauer. Marks i marksici mieli oczywicie wasn „poetyk” prowadzonych polemik – takie okrelenia jak „buruj”, „reakcjonista”, „imperialista” czy „idealista” (czytaj: „faszerz prawdy historycznej”), nale w niej do agodniejszych. Moe kto zapyta: po co przypomina te w wikszoci przypadkw zasmucajce historie? Odpowiem krtko: chociaby po to, aby ci, ktrzy zostali sownie sponiewierani przez swoich oponentw, mogli si poczu lepiej w towarzystwie wymienionych tutaj autentycznych wielkoci filozoficznych.

Waloryzacja przez deprecjacj

Ju podane wyej przykady pokazuj, e jest to jeden z bardziej rozpowszechnionych w filozofii sposobw dowartociowywania tego, co dla postronnych obserwatorw moe si wydawa wtpliwe. „Logika” tego postpowania jest dosy prosta. Sprowadza si bowiem do ujawnienia wielu moliwych, a nawet niemoliwych do uniknicia bdw, potkni i saboci u tego, ktrego postawa i pogldy s deprecjonowane. W ten sposb waloryzowane s kwalifikacje, osignicia i pogldy tego, ktry dokonuje takiego zabiegu. Wszystko to ma gbszy sens wwczas, gdy dokonujcy go mog si wylegitymowa dajcymi si w miar obiektywnie okreli osigniciami – takimi np., jak autorstwo powanych rozpraw filozoficznych, wywoujcych jeli nie powszechne uznanie, to przynajmniej szerokie zainteresowanie, potwierdzone licznymi cytowaniami.

Praktyka w tym zakresie jest niestety bardziej prozaiczna. Niejednokrotnie bowiem prby tego typu waloryzacji podejmuj ci, ktrzy si nie mog niczym takim wylegitymowa. Mona na to patrze z przymrueniem oka wwczas, gdy s to osoby tak mode, e ani nie maj, ani te nie mog mie tych dokona i tego dowiadczenia, ktre skania do powstrzymania si od pouczania innych w sytuacji, gdy samemu trzeba si jeszcze sporo nauczy. Tacy domoroli „nauczyciele” pojawiaj si niejednokrotnie wrd autorw recenzji zamieszczanych na amach czasopism popularnonaukowych i publicystycznych. S to czsto rwnie owi pryncypialni dyskutanci, ktrzy na rnego rodzaju konferencjach i seminariach naukowych tocz boje o swoje „jedynie suszne racje”. Sytuacja ta przestaje by zabawna wwczas, gdy tego typu prby waloryzacji podejmuj osoby, ktre mimo dugiego „bycia filozofem” i „bycia w filozofii” maj dokonania raczej nieznane lub znane oraz doceniane w niewielkim gronie ich wsppracownikw i przyjaci. Nie bd tutaj wymienia nikogo z nazwiska, bo problem ten nie ma charakteru incydentalnego, lecz jest oglniejszy. Chciabym jednak wyranie powiedzie tym osobom, e nie jest wielk sztuk deprecjonowa kwalifikacje i dokonania innych. Pewn sztuk jest natomiast posi na tyle szerok i gbok wiedz, aby mc je w miar obiektywnie zbilansowa i oceni. Pomocna jest w tym znajomo jzykw obcych oraz fachowej literatury. S to oczywistoci, ale wyglda na to, e nie dla kadego filozofa.

Waloryzacja przez selekcj

Rzecz jasna, nie kada waloryzacja przez selekcj stanowi intelektualne naduycie. Bez wikszego trudu mona poda takie jej przykady, ktre potwierdzaj generaln tez, e dobrze uzasadniona i przeprowadzona selekcja niektrych wtkw, stwierdze czy nawet szerszych filozoficznych wypowiedzi moe si przyczyni (i przyczynia) do trafnego wskazania i oszacowania tego, co istotne, gbokie czy oryginalne. Nikt nie jest przecie doskonay, a nietrafne i logicznie niespjne twierdzenia przydarzay si nawet najwikszym filozofom. Sprawa staje si kontrowersyjna wwczas, gdy owe saboci dotycz fundamentalnych dla danego filozofa i jego filozofii kwestii, a dokonujcy tego rodzaju waloryzacji nie chc lub nie potrafi tego dostrzec i przedstawiaj jako doskonae co, czemu w gruncie rzeczy daleko do doskonaoci. Nie przekrelabym jednak cakowicie wartoci tego rodzaju prezentacji. Maj one zreszt swoje ugruntowane dug tradycj miejsce w literaturze hagiograficznej oraz apologetycznej. Jak wyglday i wygldaj w praktyce mona si zorientowa sigajc nie tylko do opisu ywotw witych, ale take wysuchujc rnego rodzaju mw akademickich, wygaszanych „ku czci” (np. „Dostojnego Jubilata”) czy „z okazji” (np. przyznania jakiego wyrnienia). Nie naley jednak wszystkiego, co w nich si stwierdza, bra dosownie, o czym z reguy dobrze wiedz zarwno wygaszajcy te mowy, jak i ci, do ktrych s one adresowane.

Inaczej rzecz si ma z tymi rozprawami na stopie akademicki, ktrych gwny bohater (jednostkowy lub zbiorowy) przedstawiany jest tak, jakby by doskonay lub przynajmniej najdoskonalszy z moliwych, a w kadym razie nie pojawia si pod jego adresem adna powaniejsza uwaga krytyczna. W swojej dosy dugiej praktyce promotora i recenzenta spotykaem si czsto z tego rodzaju opracowaniami. Jestem nawet skonny do pewnej wyrozumiaoci w stosunku do tych ich autorw, ktrzy znajduj si na pocztkowym etapie zdobywania kwalifikacji filozoficznych. Uwaam bowiem, e maj oni nie tylko prawo do pewnej niewiedzy, ale take takiej fascynacji „swoim filozofem” i jego filozofi, ktra sprawia, e zaczynaj myle i mwi tak, jak ten filozof. Tolerancja ta nie moe jednak dotyczy rozpraw habilitacyjnych. Pomylne przejcie procedury prowadzcej do przyznania statusu tzw. samodzielnego pracownika naukowego oznacza bowiem, e otrzymuje si m.in. uprawnienia do promowania kolejnych pokole filozofw i upowszechnienia zarwno dobrych, jak i zych wzorcw. O tolerancji nie moe by mowy zwaszcza wwczas, gdy owa waloryzacja poprzez selekcj sprowadza si do przejrzenia rnych opracowa i wydobycia z nich tylko tego, z czego mona zbudowa pomnik wielkoci „swojego filozofa”. Z takim przypadkiem miaem do czynienia niedawno. Tym, ktrzy stali si jego obrocami, chciabym powiedzie, e by moe istniej jakie granice absurdu, ale raczej nie w filozofii.

Waloryzacja przez zmian „logiki”

Dzisiaj praktyka ta spotykana jest m.in. u tych filozofw, ktrzy albo sami utosamiaj si z tzw. postmodernizmem, albo te s z nim identyfikowani. Dla tej formacji od tego, co si mwi istotniejsze zdaje si by to, jak si mwi. Tak przynajmniej rozumiem Lyotardowsk tez, e w humanistyce w gruncie rzeczy wszystko jest narracj, a boje midzy humanistami tocz si nie o jak obiektywn prawd, lecz o to, aby opowiedzie w moliwie najbardziej atrakcyjny sposb swoj „histori”. Jest w tym jaka „logika”, ale nie jest to logika w tradycyjnym sensie tego sowa. Nie twierdz, e „logika” ta pozbawiona jest jakichkolwiek racji czy argumentacji. Nie twierdz rwnie, e moliwa jest tylko jedna logika. Twierdz natomiast, e ci, ktrzy bazuj na „swojej” logice lub konstruuj j do potrzeb „swojego opowiadania”, powinni o tym uprzedzi jego adresata i wyjani mu, co to jest za „logika” – inaczej albo on go nie zrozumie, albo te zacznie si w nim doszukiwa sensu w tradycyjny sposb (i moe mu wyj w kocu na to, e nie ma ono sensu).

W praktyce jasne okrelanie regu „swojej” logiki pojawia si tylko u najwikszych filozofw. Natomiast ci, ktrzy jedynie mniej lub bardziej udanie ich naladuj, niejednokrotnie mieszaj elementy tradycyjnej logiki z tak „nowatorsk”, e trudno odpowiedzie na pytanie, czy jeszcze obowizuj w niej jakie logiczne zasady (takie np., jak zasada niesprzecznoci). Uatwia to oczywicie obron tych pogldw, ktre albo s wewntrznie sprzeczne, albo prowadz do sprzecznoci z pogldami uznanych autorytetw, albo po prostu rozmijaj si z elementarnym zdrowym rozsdkiem. Zdarza si, e owi naladowcy, uwiadamiajc sobie ten fakt, podejmuj prby jego usprawiedliwienia lub przynajmniej osabienia jego wymowy poprzez odwoanie si do tych znaczcych filozofw, ktrych nowatorska logika daje szerokie pole do czenia rnorakich racji, negacji i afirmacji, oraz pokazania, e wszystko to ma gbszy sens (takich np., jak G.W.F. Hegel czy F. Nietzsche). Bywa jednak niejednokrotnie i tak, e te wielkie nazwiska si wprawdzie pojawiaj, ale peni one gwnie role dekoracyjne, bowiem nie towarzyszy temu ani gbsze zrozumienie ich pogldw, ani te ich przeoenie na potrzeby postmodernistycznego dyskursu.

Waloryzacja przez opinie rodowiskowe

Jak przebiegao kreowanie jednych wielkoci i obalanie innych przez rodowiskowe opinie pokazuj w szczegach z jednej strony biografie tych, ktrzy za swojego ycia uchodzili za wielkoci filozoficzne, a dzisiaj mao kto o nich pamita, z drugiej natomiast tych, ktrzy ze strony swoich wspczesnych spotkali si z surow ocen, ale dzisiaj ciesz si wielkim uznaniem. Nie chc jednak przez to powiedzie, e rodowiskowe opinie s bez znaczenia lub te, i nie powinny by brane pod uwag przy ocenianiu dokona filozoficznych. Chc natomiast powiedzie, e naley do nich podchodzi z pewnym dystansem i w przypadku wtpliwoci sprawdzi, czy nie s one oparte na rodowiskowych uprzedzeniach czy nieporozumieniach.

Stwierdzenie, e filozofom te uomnoci s cakowicie obce, stanowi przeczenie oczywistym faktom. Nie o nich jednak chciabym tutaj mwi. Znacznie bardziej interesujcy wydaje mi si bowiem ten mechanizm kreowania wielkoci (i wartoci) filozoficznych, ktrego czciami skadowymi s: solidaryzm grupowy, mozolne budowanie grup „wsparcia” i „poparcia”, zawieranie okazjonalnych i dugoletnich sojuszy czy zasada „niekalania wasnego gniazda”. Zapewne, sporo na ten temat mogliby powiedzie psycholodzy spoeczni oraz socjolodzy. Jednak nawet ci, ktrzy nie s specjalistami w tym zakresie, atwo mog zauway, e w rodowisku akademickim s tacy „wielcy”, ktrzy swj autorytet, szacunek i uznanie opieraj nie tyle na tym, e maj dokonania na europejskim czy wiatowym poziomie, co na tym, e z reguy wypowiadaj si pozytywnie o swoich najbliszych kolegach oraz wsppracownikach, a kto, kto by si odway zakwestionowa te opinie, spotka si niechybnie z ostr reakcj z ich strony.

Nie traktowabym jednak tego zjawiska jako rodowiskowej patologii. Ma ono bowiem charakter tak powszechny i stoi za nim tak duga tradycja, e skonny jestem je wpisa do obyczaju akademickiego. Patologi staje si natomiast wwczas, gdy „racje” rodowiskowe skaniaj do formuowania opinii rozmijajcych si z oczywistymi faktami oraz przypisywania osobom nienalecym do koleeskiej grupy rnego rodzaju moliwych do wyobraenia, ale raczej trudnych do popenienia niegodziwoci.

Prof. dr hab. Zbigniew Drozdowicz, historyk filozofii, peni funkcj dziekana Wydziau Nauk Spoecznych UAM.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje