Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Twórczo¶æ wspó³czesna wymaga zastosowania lub wrêcz wymy¶lenia innowacyjnych instrumentów badawczych, potrzebna jest metodologiczna ostro¿no¶æ, ale te¿ wizjonerskie podej¶cie do analizy.

Muzykologia musi od¶wie¿yæ jêzyk

Rozmowa z Danielem Cichym,

muzykologiem i krytykiem muzycznym

Muzykolog zajmuj±cy siê muzyk± wspó³czesn± to chyba w Polsce rzadko¶æ? Czy masz w zwi±zku z tym poczucie du¿ej wolno¶ci na skutek niewielkiej konkurencji?

– To prawda, ¿e niewielu naukowców próbuje siê zmierzyæ z muzyk± obecnie tworzon±, ale te¿ nie mam wra¿enia w³asnej wyj±tkowo¶ci ze wzglêdu na preferencje badawcze. Raczej wci±¿ towarzysz± mi strach i poczucie du¿ej odpowiedzialno¶ci. Bo twórczo¶æ wspó³czesna wymaga zastosowania lub wrêcz wymy¶lenia innowacyjnych instrumentów badawczych, potrzebna jest metodologiczna ostro¿no¶æ, ale te¿ wizjonerskie podej¶cie do analizy. Dobrze jest mieæ równie¿ ¶wiadomo¶æ niebezpieczeñstwa zwi±zanego z przecieraniem szlaków w naukowym opisie wspó³czesnego dzie³a i prawdopodobnym wp³ywem na jego pó¼niejsz± recepcjê i ocenê. Poza tym istnieje zagro¿enie wej¶cia w uk³ady personalne z kompozytorami. Muzyka nowa jest ¶wie¿a, estetycznie jeszcze nieokrzep³a, ³atwo wiêc ulec emocjonalnemu do niej i jej twórców stosunkowi, zafascynowaæ siê osobowo¶ci± artysty albo popa¶æ z nim w konflikt. S³owem – ³atwo utraciæ dystans, który przecie¿ powinien muzykologa charakteryzowaæ.

Pisa³e¶ pracê magistersk± o ¶rodowisku letnich kursów muzyki wspó³czesnej w Darmstadt, a wiêc o awangardzie lat 50. i 60. Czy by³a to praca o samej muzyce, tworzonej przez ten kr±g, czy te¿ o ¿yciu muzycznym?

– Praca nie dotyczy³a tylko tzw. Drugiej Awangardy, a wiêc tego najgorêtszego estetycznie czasu, ale stara³em siê opisaæ fenomen kursów darmsztadzkich od ich pocz±tku w 1946 roku a¿ do wspó³czesno¶ci, ¶ci¶lej do 2002 roku. Postawi³em tezê, ¿e wszystkie idee twórcze drugiej po³owy XX wieku – rozpiête miêdzy modernizmem i postmodernizmem – albo w Darmstadcie siê rodzi³y, albo by³y tam og³aszane tu¿ po ich upublicznieniu w innych o¶rodkach. Bo niemieckie miasto pe³ni³o funkcjê targu kompozytorskich nowo¶ci, miejsca, w którym zderza³y siê najbardziej radykalne pomys³y artystyczne. I dlatego wiêkszo¶æ twórców przez Darmstadt siê przewinê³a, a je¶li nie – by³o to najczê¶ciej ¶wiadomym wyborem i wyrazem okre¶lonej postawy twórczej.

Stara³em siê ponadto nie tylko daæ opis twórczo¶ci, wskazaæ najwa¿niejsze dzie³a i kompozytorów, lecz umie¶ciæ muzykê tam prezentowan± w kontek¶cie historycznym, estetycznym, socjologicznym. Powsta³a wiêc taka historia muzyki najnowszej w pigu³ce. Mam nadziejê, ¿e w przysz³ym roku praca uka¿e siê drukiem.

Studiowa³e¶ muzykologiê w Krakowie i w Heidelbergu. Jakie widzisz ró¿nice?

– Po pierwsze, zaskoczony by³em niskim poziomem wyk³adów w Heidelbergu, w najstarszej przecie¿ uczelni w Niemczech. Ale mo¿e profesorowie dlatego podchodz± l¿ej do hermetycznej jednak dyscypliny, ¿e na wyk³adach pojawiali siê s³uchacze spoza krêgu akademickiego? Choæ mo¿e jest odwrotnie – naukowcy maj± szerok± publiczno¶æ, bo mówi± w sposób przystêpny? Po drugie, ciekawym rozwi±zaniem jest w niemieckich uczelniach ograniczona specjalizacja naukowa. Owszem, wiadomo, ¿e profesorowie zajmuj± siê ulubionymi tematami, ale czêsto specjalista od baroku prowadzi wyk³ad monograficzny z XX−wiecznej opery. To poszerza horyzonty naukowe, uzupe³nia kontekst. Zreszt± studenci nie studiuj± tylko muzykologii, ale musz± zdobyæ choæ podstawowe wiadomo¶ci z innej dyscypliny. Po trzecie, w Heidelbergu student jest zdany na siebie. W Polsce jest prowadzony za rêkê, studia jawi± siê jak przed³u¿enie liceum. Niemcy stawiaj± na samodzielno¶æ, wierz± w inteligencjê studentów. Ale te¿ daj± wszystkie mo¿liwe materia³y, a wyk³adowcy – czêsto na domowych seminariach przy dobrym obiedzie – s± zawsze do dyspozycji.

Muzyka awangardowa odrzuci³a tradycyjny jêzyk, wprowadzaj±c zupe³nie nowe elementy. Jestem ciekaw, czy o awangardzie mo¿na pisaæ tak samo, jak o Mozarcie? A mo¿e muzykologia wypracowa³a now± metodologiê badania nowej muzyki?

– W muzyce XX wieku nast±pi³o przewarto¶ciowanie idei kompozytorskich. Porzucono tradycyjne my¶lenie melodyczno−harmoniczne, po³o¿ono nacisk na barwê, rozlu¼niono lub odrzucono dawne formy, zaczêto siê odwo³ywaæ do nauki, matematyki, akustyki, do u¿ytku wesz³o nowe instrumentarium, kontekst spo³eczny sztuki równie¿ siê zmieni³. Te wszystkie czynniki sprawiaj±, ¿e muzykologia musi od¶wie¿yæ jêzyk badawczy. I robi to. Coraz czê¶ciej wchodzi w interakcje z innymi dyscyplinami naukowymi, otwiera siê, korzysta z badañ nad psychologi± kognitywn±, recepcj± dzie³a sztuki, siêga po antropologiê, teatrologiê, nauki lingwistyczne, odwo³uje siê do nauk przyrodniczych, wreszcie zaprzêga do analizy komputery i skomplikowane programy do badania w³asno¶ci akustycznych muzyki.

Jakie zagadnienia muzyki XX−XXI w. s± badane przez polsk± muzykologiê? Czy ogranicza siê ona do muzyki polskiej, czy te¿ siêga poza granice naszego kraju?

– Wiêkszo¶æ badaczy pochyla siê nad muzyk± rodzim±. To zupe³nie naturalne. Ale o ile kiedy¶ istnia³a niepisana specjalizacja o¶rodków muzykologicznych – wiadomo by³o, ¿e Kraków jest mocny w renesansie, baroku i XX wieku, Poznañ stawia na operê i etnomuzykologiê, Warszawa skupia siê na romantyzmie i chopinologii, a Lublinowi zostawiamy chora³ gregoriañski i muzykê ko¶cieln± – teraz granice podzia³u szczê¶liwie siê zacieraj±. Polscy muzykolodzy wchodz± w dyskurs miêdzynarodowy, choæ wci±¿ s±, w moim odczuciu, zbyt zamkniêci na innych badaczy, zbyt rzadko te¿ uczestnicz± w ¿yciu muzycznym, zbyt pó¼no reaguj± na zmiany w rzeczywisto¶ci d¼wiêkowej.

Jak mo¿na okre¶liæ stan kontaktów polskiej muzykologii badaj±cej twórczo¶æ XX−XXI w. z badaniami zachodnioeuropejskimi i amerykañskimi?

– Wydaje siê, ¿e je¶li chodzi o muzykê wspó³czesn±, w podejmowaniu gor±cych tematów, analiz prawykonywanych dopiero utworów powinni wyprzedzaæ muzykologów teoretycy muzyki. Maj± oni wprawdzie – ze wzglêdu na charakter studiów w akademiach muzycznych – mniejszy horyzont humanistyczny, ale za to wiêksz± wiedzê praktyczn±. Czêsto wspólnie z kompozytorami, kolegami z tego samego wydzia³u, chodz± na zajêcia z instrumentacji, kontrapunktu. To ich niejako predestynuje do prowadzenia badañ nad najnowsz± twórczo¶ci±. I to robi±, ale raczej na w³asnym podwórku. To muzykologowie s± bardziej obecni w ¶wiecie, czê¶ciej wyje¿d¿aj± na konferencje, z wiêksz± swobod± odnosz± siê do modnych za granic± idei badawczych. W systemie anglosaskim kompozycji uczy siê w uniwersytetach, wiêc oni s± naturalnym partnerem do dyskusji.

W Instytucie Muzykologii UJ piszesz doktorat o Witoldzie Szalonku, wybitnym a zapoznanym kompozytorze awangardowym. Ostatnio jego muzyka powraca na festiwalach i p³ytach, jest ¶wietnie przyjmowana. Czym Ciê zainteresowa³ ten twórca?

– Muzyk±. Piêkn± muzyk±, bardzo radykaln± estetycznie, ¶wie¿±, porywaj±c±. Wiele jeszcze publicystycznych przymiotników móg³bym tu podaæ. Ale tak, to opus mnie ujê³o. A kiedy zacz±³em siê wg³êbiaæ w partytury, poznawaæ osobowo¶æ twórcy, czytaæ jego teksty, w których dzieli siê swoj± fascynacj± brzmieniem, muzyk± Debussy’ego i Chopina, ale tak¿e folklorem ¶l±skim i twórczo¶ci± pozaeuropejsk±, wiedzia³em, ¿e wybór tematu by³ trafny. Bo o ile wielu kompozytorów polskich odwróci³o siê od awangardy, on udowodni³, ¿e za pomoc± wymy¶lonego w latach piêædziesi±tych alfabetu, uzupe³nionego zwrotami tradycyjnymi, mo¿na powiedzieæ jeszcze wiele ciekawych rzeczy.

W Twoich publikacjach widzê zainteresowanie oper± wspó³czesn± i kwartetem smyczkowym. Czy bêdziesz siê specjalizowa³ w jakim¶ gatunku, czy te¿ wolisz siê poruszaæ swobodnie po ca³ej domenie muzyki? A mo¿e masz czasem ochotê wej¶æ na teren muzyki klasycznej lub dawnej?

– Muzykê dawn± zostawiê na razie specjalistom. Owszem, interesujê siê ni±, chêtnie s³ucham, nawet o niej piszê publicystyczne teksty, ale nie zamierzam wchodziæ na poziom dyskursu naukowego o manuskryptach z Jasnej Góry czy zawi³o¶ciach neum cheironomicznych. Opera wspó³czesna? Tak, zajmuje moj± uwagê, ale lubiê rozpatrywaæ zagadnienie teatru muzycznego – to chyba bardziej adekwatne okre¶lenie – w kontek¶cie dzie³ wcze¶niejszych. Dlatego zg³êbiam ca³± historiê opery, tak¿e z perspektywy praktyki wystawienniczej. Zasadniczo jednak nie zamierzam ograniczaæ siê do konkretnego gatunku, chocia¿ taka podró¿ przez dzieje kwartetu smyczkowego od jego powstania do wspó³czesno¶ci jest oczywi¶cie fascynuj±ca. To by³oby nudne i naukowo niebezpieczne. Znam wielu badaczy, którzy ogrywaj± od lat ten sam temat, g³osz± podobne referaty na licznych konferencjach. Nie zgadzam siê z tak± praktyk±, bo ona têpi badawczy pazur, u¶mierca w muzykologu wspaniale naiwn± naturê odkrywcy. A ja lubiê wyzwania, wiêc staram siê poszerzaæ repertuar.

Na cieszyñskim Wydziale Artystycznym Uniwersytetu ¦l±skiego prowadzisz zajêcia z historii muzyki. Jakie jest zainteresowanie studentów wyk³adami o muzyce ostatnich dekad?

– Wiedza studentów na temat najnowszej muzyki jest znikoma. I mówiê tu zarówno o s³uchaczach na Wydziale Artystycznym U¦, jak i o wiêkszo¶ci krakowskich studentów muzykologii, bo z nimi te¿ mam zajêcia. Poza tym zadziwiaj±ce, jak bardzo silnie s± zakorzenione stereotypy o muzyce wspó³czesnej. Oni siê jej boj±, krzywi± siê, gdy s³ysz± Lachenmanna, buntuj±, gdy musz± poznawaæ wczesnego Pendereckiego. Ale staram siê ich do tej twórczo¶ci przygotowywaæ, wskazujê na istotne cechy, mówiê, jak maj± tej muzyki s³uchaæ, aby jak najbardziej miêkko weszli w ten fascynuj±cy przecie¿ ¶wiat d¼wiêków. Czasem im wspó³czujê, gdy widzê, z jak± obaw± czytaj± listê nazwisk, które nic im nie mówi±, tytu³y dzie³, które musz± poznaæ, aby zaliczyæ test ods³uchowy. Ale z drugiej strony, wielk± nagrod± s± maile, które dostajê w wakacje, w których studenci dziêkuj±, ¿e poznali takiego lub innego kompozytora, ¿e czêsto wracaj± do danego utworu z przyjemno¶ci±. To banalne, co powiem, ale dla takich chwil warto uczyæ.

Opiekujesz siê studenckim ko³em naukowym w Cieszynie. Co robicie? Jakie tematy podejmujesz ze studentami?

– Nasza dzia³alno¶æ ogranicza siê na razie do wyjazdów naukowych. Chcê, aby wyrwali siê z sali wyk³adowej, aby wiedza historyczna, któr± im podajê, cia³em siê sta³a. Je¼dzimy wiêc do opery, na festiwale muzyczne, byli¶my na zap³adniaj±cym intelektualnie wyje¼dzie w Salzburgu, gdzie z dr. Michaelem Malkiewiczem odwiedzali¶my archiwa klasztorne, dotykali¶my manuskryptów, w±chali¶my stare ksiêgi liturgiczne, zwiedzali¶my niedostêpne dla ¶miertelników podziemia muzeum Mozarta, wreszcie ¶piewali¶my z chórem podczas mszy w katedrze, gdzie wystêpowa³a Konstancja, ¿ona Mozarta. Te parê dni rzeczywistego kontaktu z muzyk±, uczestniczenia w prawdziwym ¿yciu muzykologa, da³o im pewnie wiêcej ni¿ pó³ roku zajêæ ze mn±.

Jeste¶ aktywnym krytykiem muzycznym. Wielu muzykologów, którzy byli krytykami, porzuca z czasem to zajêcie, koncentruj±c siê na badaniach. Znikaj± wtedy z pola widzenia mi³o¶ników muzyki. Jak to jest? Czy nauka okazuje siê tak wymagaj±ca, ¿e nie znosi konkurencji?

– Pogodzenie dzia³alno¶ci krytycznej, ale w sensie publicystycznym, z naukow± nie jest – wbrew pozorom – ³atwe. I to z kilku powodów. Pierwszym jest konflikt, ¿e tak powiem, agogiczny. Bo o ile muzykolog ¿yje w tempie largo, krytyk dzia³a w tempie presto. Badania nad muzyk± wymagaj± skupienia, ciszy, oderwania siê od ¶wiata zewnêtrznego i zamkniêcia w bibliotece. Natomiast krytyk musi trzymaæ rêkê na pulsie, podró¿owaæ, odwiedzaæ festiwale, bywaæ na premierach operowych, b³yskawicznie reagowaæ na muzyczne wydarzenia, oceniaæ je na gor±co, wchodziæ w namiêtne polemiki, nara¿aæ siê. S³owem, naukowiec patrzy na dzie³o z dystansem, ch³odno, bada muzykê destylowan±, oczyszczon± z recepcyjnych nalecia³o¶ci, chowa siê za instrumentami analitycznymi, krytyk za¶ ods³ania w³asn± wra¿liwo¶æ, ulega emocjom, upraszcza i przejaskrawia. To siê wi±¿e tak¿e z u¿ywaniem innego jêzyka. W tek¶cie publicystycznym trudno by³oby rozwa¿aæ wys³uchany w³a¶nie utwór w kontek¶cie analizy syntagmatyczno−paradygmatycznej, po jednorazowym wykonaniu byæ w opisie precyzyjnym i przywo³ywaæ sztafa¿ muzykologicznych terminów. Raczej trzeba siê pos³ugiwaæ metafor±, przek³adaæ d¼wiêki na piêkny literacko jêzyk. I odwrotnie. W referacie nie obroni± siê frazy o metafizycznych uniesieniach, energetycznym rytmie czy ordynarnej w wyrazie instrumentacji.

Ostatnio coraz wyra¼niej widzê, ¿e krytyka muzyczna i muzykologia to dwa ¶wiaty. Oba niezwykle zajmuj±ce, trudne, wymagaj±ce po¶wiêcenia. Znamy z historii muzyki wybitne osobowo¶ci, które w równym stopniu korzysta³y z ostrego zmys³u krytycznego, pisa³y doskona³e, wa¿ne i piêkne teksty, ale te¿ wykazywa³y siê naukow± dyscyplin± i trze¼wo¶ci± os±du. Wydaje siê, ¿e to ju¿ przesz³o¶æ i dzisiaj muzykolodzy rezygnuj± z konfrontacyjnego zawodu krytyka i zajmuj± bezpieczne pozycje uniwersyteckie. A szkoda, bo osoby, które dysponuj± odpowiedni± wiedz± i warsztatem, zamykaj± siê w wie¿y z ko¶ci s³oniowej, pisz± ksi±¿ki niestrawne jêzykowo dla zwyk³ego ¶miertelnika, zostawiaj±c krytykê (pytanie, czy to jeszcze krytyka?) albo m³odzie¿y, albo ludziom bez nale¿ytego przygotowania. Mo¿e czas to zmieniæ?

Rozmawia³ Grzegorz Filip

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje