„Kiedy mówimy, ¿e religia jest zjawiskiem naturalnym, mo¿emy chcieæ j± przeciwstawiæ temu, co nadprzyrodzone: twierdziæ, ¿e jest ona zjawiskiem ludzkim, z³o¿onym ze zdarzeñ, organizmów, struktur, schematów i innych bytów, z których wszystkie podlegaj± prawom fizyki lub biologii, a wiêc nie zak³adaj± cudów. Zauwa¿my, ¿e mog³oby byæ prawd±, i¿ Bóg istnieje, jest rzeczywi¶cie inteligentnym, ¶wiadomym, kochaj±cym stwórc± nas wszystkich, a mimo to sama religia, jako z³o¿ony zbiór faktów, jest absolutnie naturalnym zjawiskiem. (...) Zak³adaj±c, ¿e religia jest zjawiskiem naturalnym, nie przes±dzam kwestii jej warto¶ci w ¿yciu cz³owieka.” Niniejszy cytat wyra¿a tezy programowe ksi±¿ki Daniela Dennetta, jednego z najwiêkszych filozofów amerykañskich, przedstawiciela naturalistycznego podej¶cia do badañ nad umys³em. Ma byæ ona po¶wiêcona „naukowemu” podej¶ciu do zjawiska religii, definiowanej jako: „systemy spo³eczne, których uczestnicy deklaruj± wiarê w nadprzyrodzony czynnik sprawczy, o którego aprobatê nale¿y siê staraæ”.
Odczarowanie sk³ada siê z trzech czê¶ci wzbogaconych czterema dodatkami. Pierwsza (Otwieranie puszki Pandory) ma charakter manifestu naturalistycznego, w którym autor kre¶li potrzebê i przysz³e po¿ytki z naukowego podej¶cia do zjawiska religii; wydaje siê ona zdecydowanie najs³absz± czê¶ci± ksi±¿ki, której pominiêcie mo¿e uczyniæ lekturê pozosta³ych du¿o ciekawsz±. Czê¶æ druga (Ewolucja religii) po¶wiêcona jest poszczególnym stadiom rozwoju religii w dziejach ludzko¶ci: jej korzeniom (instynkt „³atwego wyzwalania”), wczesnym stadiom rozwojowym („wobec nadmiaru wyobra¿onych bytów dzia³aj±cych kandydaci do rozg³osu zostali zatrudnieni jako pomocnicy w podejmowaniu decyzji lub we wró¿biarstwie”), transmisji religii, jej spo³ecznym formom organizacji i w koñcu postaci dojrza³ej, któr± Dennett nazywa wiar± w wiarê (wiar±, ¿e wiara w Boga jest tak wa¿na, i¿ nie mo¿na jej podwa¿aæ). W koñcu czê¶æ trzecia (Religia w naszych czasach) dotyczy wp³ywu religii na nasze ¿ycie, a wiêc tego, czy czyni nas ona lepszymi, zwi±zku religii z moralno¶ci± i poczuciem sensu ¿ycia.
Nie sposób tu dok³adnie omówiæ bogatej tre¶ci ksi±¿ki, obfituj±cej w liczne informacje z ró¿nych dziedzin nauki i argumentacje filozoficzne. Autor zak³ada w niej podej¶cie ewolucyjne do zjawiska religii, bazuj±ce na trzech pojêciach – filarach ewolucjonizmu: replikacji, mutacji i rywalizacji. Odpowiednikiem przekazu genetycznego na gruncie kultury jest tzw. przekaz memetyczny, do którego wskazane pojêcia równie¿ siê stosuj± (mem to termin wprowadzony przez Dawkinsa, oznaczaj±cy „element kultury, który mo¿na uznaæ za przekazywany niegenetycznymi drogami”). Rezultatem takiego podej¶cia jest to, ¿e religiê mo¿na analizowaæ jako zjawisko spo³eczne bez potrzeby odwo³ywania siê do natury ludzkiej. Jak pisze we wstêpie do ksi±¿ki Barbara Stanosz, „podej¶cie memetyczne uchyla argument, ¿e odwieczno¶æ religii ¶wiadczy o tym, ¿e zaspokajaj± one wa¿n± i trwa³± potrzebê cz³owieka”.
Ksi±¿ka grzeszy tym, czym grzesz± zwykle prace „z tez±”. Bardzo interesuj±ce analizy (np. rozdzia³ VIII Wiara w wiarê) s± przeplatane du¿ymi partiami apologetyczno−polemicznymi; dociekania ocieraj±ce siê o sprawy istotne zamazywane s± fragmentami publicystycznymi (np. liczne przyk³ady tego, ¿e mimo religii nie jeste¶my lepsi) itd. Muszê przyznaæ, ¿e dla mnie najciekawsze okaza³y siê przypisy i wspomniane dodatki, w których brak owego programowego, „perswazyjnego” stylu.
S± to rêkopisy z archiwum Fundacji Paula Sachera w Bazylei, przygotowane do druku przez Zbigniewa Skowrona. Ksi±¿ka zbiera lu¼ne zapiski z lat 1958−84, które przez autora nie by³y przeznaczone do publikacji.
Notatki Lutos³awskiego za¶wiadczaj± o jego nieustannym poszukiwaniu w³asnej drogi. Pod koniec lat 50. ostro krytykowa³ awangardê twierdz±c, ¿e posz³a za daleko w totalnej serializacji wszystkich parametrów muzyki, co powoduje jej statyczno¶æ. Nie widzia³ celu takich zabiegów poza ucieczk± od tradycji. Gani³ na¶ladowców Weberna. Nowo¶æ jako jedyn± zaletê dzie³a sztuki przyjmowa³ z dezaprobat±. Widzia³ niekonsekwencjê w pomys³ach Stockhausena, który chcia³ urozmaiciæ muzykê wprowadzaj±c przestrzenno¶æ. Trzeba by w takim razie zserializowaæ przestrzenno¶æ – ironizowa³ Lutos³awski.
Pisanie w dominuj±cym idiomie uwa¿a³ za kwietyzm. Podkre¶la³ konieczno¶æ niezale¿no¶ci artysty od „¿ycia zewnêtrznego”. „Zaanga¿owanie siê w ustawiczny dialog z opini± jest rodzajem niewoli” – dowodzi³. Z notatek przeziera czasem pesymizm: historia muzyki zmierza do braku muzyki, w tym garnku widaæ dno, Cage ju¿ siê doskroba³ do tego dna – takie my¶li pojawiaj± siê we wczesnych zapiskach.
Lutos³awski deklarowa³ sympatiê do awangardy, ale ubolewa³, ¿e zasadniczym jej zadaniem jest polemika z zastanym stanem rzeczy. Broni³ harmoniki jako wa¿nego elementu dzie³a. Ona dopiero teraz nabiera znaczenia – odnotowa³ – gdy opadaj± ograniczenia my¶lenia tonalnego. Pisa³ te¿ o wieczno¶ci i niezniszczalno¶ci rytmiki.
Mimo wszystko jednak Lutos³awski jawi siê w tej ksi±¿ce jako rasowy modernista. Prawdziwie dobra muzyka rodzi siê ze znudzenia wszystkim, co siê s³ysza³o – powiada³. Pisa³, ¿e twórczo¶æ w dziedzinie jêzyka jest konieczno¶ci±, ale uwa¿a³, ¿e wyrafinowane sposoby organizowania materia³u muzycznego maj± tylko wtedy sens, je¶li daj± siê percypowaæ. Szuka³ elementów techniki, które siê nie starzej±. Chcia³ byæ wynalazc± i klasykiem zarazem.
Prze¿ywa³ to, ¿e w opinii niektórych mo¿e uchodziæ za tradycjonalistê. By³ awangardzist± osobnym, samoswoim. Albo te¿, je¶li awangardê rozumieæ w±sko, ograniczaj±c j± w latach 60. do serializmu, mo¿na powiedzieæ, ¿e wybra³ trzeci± drogê miêdzy awangard± i tradycjonalizmem. By³ przeciw pryncypialno¶ci i ortodoksji awangardy, ale za wolno¶ci± tworzenia, nieskrêpowan± zasadami choæby najnowszej proweniencji.
T³em tych zapisków jest w³asna twórczo¶æ kompozytora. Poszukuj±c w³asnego jêzyka utyskiwa³, ¿e ¶rodki, którymi operuje, nie s± jeszcze doskona³e. Podkre¶la³, ¿e nie bierze udzia³u w dialogu, jest poza modami i poza bie¿±cym ¿yciem muzycznym.
Nie znajdziemy w tej ksi±¿ce szczególnej g³êbi my¶li. Na zbiór sk³adaj± siê codzienne zapiski, czynione pod wp³ywem chwili, nierozwiniête i nie zawsze do koñca przemy¶lane. Nawet te fragmenty, które s± notatkami do wyst±pieñ czy artyku³ów, nie zawieraj± pobudzaj±cych rozwa¿añ. Uderza do¶æ w±ski kr±g tematyczny, obracanie siê wokó³ tych samych zagadnieñ, powtarzanie ulubionych „z³otych my¶li”. Lutos³awski wypowiada³ siê przede wszystkim w muzyce i tu osi±gn±³ mistrzostwo. To, co pisa³, ma ograniczone znaczenie.
Kultura chrze¶cijañska sporo zawdziêcza poganom. Wiêkszo¶æ namacalnych manifestacji sacrum ma swoje ¼ród³o w³a¶nie w religii opartej na kulcie S³oñca. Zaadaptowanie tych rytua³ów ma swoje czê¶ciowe uzasadnienie w tym, i¿ wzajemne przenikanie siê wp³ywów by³o nieuniknione w okresie wspó³egzystencji z poganami. Przy czym, z racji tego, ¿e w omawianym przez Chuvina okresie chrze¶cijanie z prze¶ladowanych stali siê prze¶ladowcami, to oni mogli korzystaæ z pozostawionej spu¶cizny. Nie tylko materialnej. Ca³kiem spora grupa intelektualistów chrze¶cijañskich odnalaz³a w poganach, jakby¶my to dzi¶ okre¶lili, swoisty think tank. Zaczêli sympatyzowaæ z kultur± pogañsk±, pozostaj±c przez pewien czas pod jej znacz±cym wp³ywem. Dotyczy³o to zreszt± nie tylko elit, ale i ni¿szych warstw, które upodoba³y sobie z kolei pogañskie rozrywki. Do tego dochodzili neofici, którzy przy przechodzeniu z pogañstwa nie³atwo siê rozstawali z ho³dowan± przez ca³e ¿ycie tradycj±. By³o w tym wszystkim wiêcej pragmatyzmu i kalkulacji ni¿ duchowych przes³anek, które w obydwu przypadkach i tak sprowadza³y siê do pro¶by o zapewnienie ¿ycia po ¶mierci.
Rekonstrukcja losów ostatnich pogan odtworzona jest tutaj niejako w dwójnasób. W pierwszej czê¶ci, typowo kronikarskiej, autor pokazuje sekwencje zdarzeñ, które wyznacza³y kolejne etapy eliminowania ich z ¿ycia spo³ecznego. W drugiej – kre¶li ich portret w³asny: kim byli, jakie obrzêdy praktykowali oraz które bóstwa otaczali kultem. Wychodzi te¿ zwyciêsko z do¶æ karko³omnej, wydawa³oby siê, próby odtworzenia miejsc pobytu pogan na terenie cesarstwa. Jedyne, czego siê nie podejmuje, z obiektywnych zreszt± powodów, to okre¶lenie ich dok³adnej liczby. Trudno jednak po lekturze nie odnie¶æ wra¿enia, ¿e pogañstwo, bêd±ce ju¿ w V wieku w³a¶ciwie t³em, stanowi³o ze swoim zapleczem duchowym i intelektualnym solidn± podwalinê, na której chrze¶cijañstwo mog³o odnie¶æ triumf. I to bynajmniej nie poprzez kontrê do tego. Teza mo¿e i kontrowersyjna, ale u Chuvina porz±dnie udokumentowana. Oczywi¶cie, sensacji na miarê tych, które wysz³y spod pióra Dana Browna, tutaj nie znajdziemy. Wszelkim infantylizmom, a tych, jak siê okazuje, nie brak, profesor filologii klasycznej w Uniwersytecie im. Blaise’a Pascala w Clermont−Ferrand mówi stanowcze „nie”. Krytycznym okiem spogl±da na dorobek innych autorów, badaj±cych ten okres dziejów i prowadz±c z jednymi rzeczow± polemikê, ironicznie ob¶miewa „naci±gane teorie” pozosta³ych.
W swojej ksi±¿ce, oprócz tytu³owego grona bohaterów pokazuje te¿, si³± rzeczy, postawê tych z drugiej strony barykady. Ta rywalizacja napêdza³a ca³e miasta cesarstwa, a w gruncie rzeczy by³a jedynie walk± o przetrwanie rytua³ów. Nie by³a to przy tym aksamitna rewolucja. Pocz±wszy od edyktu nomen omen tolerancyjnego, wydanego przez Konstantyna, a¿ po Teodozjuszowy zakaz kultu, a nawet jeszcze pó¼niej „krzy¿ na sztandarach chrze¶cijañskich wielokrotnie walczy³ z Herkulesem na sztandarach pogañskich”. Burzono ¶wi±tynie, wywracano pos±gi, niszczono o³tarze, palono ksi±¿ki o astrologii i przepowiedniach, apogeum za¶ by³o pozbawienie pogan funkcji administracyjnych. Chuvin pozwala zrozumieæ mechanizmy rz±dz±ce tymi procesami, konstatuj±c po dog³êbnej analizie, i¿ choæ w zamy¶le mia³y one doprowadziæ do zaniku wierzeñ pogañskich, to skoñczy³y siê, o ironio, praktykowaniem zwyczajów i wiary ludzi tak do pogan podobnych.
Ksi±¿ka s³ynnego psychologa to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego zwykli ludzie dopuszczaj± siê czynów nikczemnych, z piek³a rodem. Philip Zimbardo analizuje ludobójstwo w Rwandzie, masakrê w My Lai w Wietnamie, koszmar nazistowskich obozów koncentracyjnych, w koñcu drêczenie wiê¼niów w irackim Abu Ghraib. Ale Efekt Lucyfera to w znakomitej wiêkszo¶ci wnikliwe studium najg³o¶niejszego badania w historii nauk spo³ecznych – stanfordzkiego eksperymentu wiêziennego.
W uniwersyteckich piwnicach wydzia³u psychologii urz±dzono latem 1971 roku wiêzienie. Grupê studentów ochotników, przebadanych uprzednio pod k±tem zdrowia psychicznego, podzielono losowo na „wiê¼niów” i „stra¿ników”. Eksperyment mia³ trwaæ dwa tygodnie. Ale nie móg³. Bo to by³o piek³o z okrutnymi, sadystycznymi stra¿nikami i sfrustrowanymi, zdemoralizowanymi wiê¼niami. „To, co robisz tym ch³opcom, to okropno¶æ!” – mia³a rzec do Zimbardo by³a studentka. Eksperyment musia³ zostaæ przerwany ju¿ po sze¶ciu dniach w obawie o zdrowie i ¿ycie jego uczestników. A ta polskiego pochodzenia studentka, obecnie profesor psychologii Uniwersytetu Kalifornijskiego Christina Maslach, zosta³a ¿on± Zimbardo i to jej zadedykowa³ tê ksi±¿kê.
Autor przedstawia mechanizmy sprzyjaj±ce niecnym czynom. Pisze o deindywidualizacji, uniformizacji sprawców, bo kiedy jest siê anonimowym, odpowiedzialno¶æ siê zmniejsza i ³atwiej czyniæ z³o. To dlatego wojownicy maluj± cia³a albo nosz± maski, a ¿o³nierze maj± identyczne mundury. Z drugiej strony mamy dehumanizacjê ofiar, poprzez nadanie im numerów, ubranie w takie same stroje – im mniej ludzcy, tym ³atwiej ich krzywdziæ. Zimbardo pisze te¿ o dysonansie poznawczym, który racjonalizuje z³o, o konformizmie i bezwzglêdnym pos³uszeñstwie wobec autorytetów, które badali Asch i Milgram. Bo najwa¿niejszy jest wp³yw sytuacji i systemu. To system, czyli kompleks czynników kszta³tuj±cych kontekst sytuacyjny, jest nadrzêdn± si³± mog±c± czyniæ z³o z dobra. Z³o nie wynika z ludzkich genów, charakteru ani z cech osobowo¶ci – mówi Zimbardo; nie przede wszystkim. Najistotniejsza jest si³a wp³ywu sytuacji wynikaj±cej z systemu. Takim systemem by³y nazistowskie Niemcy czy junty wojskowe w Ameryce £aciñskiej, takim systemem s± wiêzienia w Iraku, Afganistanie i na Kubie, takim systemem by³o te¿ eksperymentalne wiêzienie w Stanford. Zimbardo mówi, ¿e tak jak „nios±cy ¶wiat³o” Lucyfer, ulubiony anio³ Boga, upad³ i sta³ siê szatanem, tak dobrzy ludzie mog± staæ siê ¼li, je¶li siê znajd± w szponach piekielnego systemu.
Ale dusza cz³owiecza nie jest j±drem ciemno¶ci. A samo dobro i z³o nie s± opozycyjne. To dwie strony tego samego medalu. Ludzka natura ma dwa oblicza: mo¿na byæ nikczemnikiem lub bohaterem. Zimbardo zamyka ksi±¿kê koncepcj± „banalno¶ci heroizmu”. Okazuje siê, ¿e ludzie, którzy dokonuj± heroicznych czynów, maj± bardzo wiele wspólnego ze sprawcami z³a. Jedni i drudzy s± najczê¶ciej zwyk³ymi, przeciêtnymi lud¼mi, a to, co czyni±, nie wynika z patologii czy z dobroci, z ich psychiki b±d¼ genomu. Jedni i drudzy dokonuj± swoich czynów w kontek¶cie niezwyk³ych okoliczno¶ci, gdy si³y sytuacyjne odgrywaj± dominuj±c± rolê.
„Efekt Lucyfera” polega na przenikaniu siê anio³ów i demonów, dobra i z³a, które trwa w ka¿dym z nas. Ca³a sztuka zasadza siê na tym, ¿eby „z³o dobrem zwyciê¿aæ”.
Postêp w dziedzinie nauczania akademickiego cechuje siê tym, ¿e nauczamy wci±¿ nowych rzeczy przy u¿yciu coraz to innych ¶rodków i narzêdzi. Po okresie kredy i tablicy prze¿yli¶my inwazjê technik audiowizualnych, potem pojawi³y siê komputery, a obecnie w coraz szerszym zakresie mamy do czynienia z pedagogik± medialn±. Niestety, wiedza na temat mo¿liwo¶ci i ograniczeñ tego nowego narzêdzia jest niewystarczaj±ca, dlatego z du¿± satysfakcj± powitaæ trzeba ksi±¿kê Pedagogika medialna z podtytu³em Podrêcznik akademicki.
Utar³ siê pogl±d, ¿e podrêcznik prezentuje g³ównie wiedzê cudz±, rejestruje, systematyzuje i przekazuje my¶li „klasyków”, a rola autora sprowadza siê do zebrania tych my¶li i odpowiedniej ich systematyzacji. Przy takim rozumieniu ksi±¿ka typowym podrêcznikiem nie jest, bowiem autorzy dok³adali starañ, by w przedstawianych przez siebie tre¶ciach zaprezentowaæ jak najszerszy zasób w³asnych, oryginalnych my¶li. Natomiast je¶li rolê podrêcznika akademickiego wi±zaæ z bogatym zasobem nowoczesnej wiedzy, dodatkowo wzbogaconym obszern± bibliografi± oraz erudycyjnym ujêciem tematu – to oceniana ksi±¿ka z pewno¶ci± mo¿e byæ u¿ywana jako podrêcznik.
Ksi±¿ka jest dzie³em wielu autorów, ale wp³yw redaktora naukowego jest w niej bardzo widoczny, w zwi±zku z czym uwagi, które pozwolê sobie sformu³owaæ, zdecydowanie nale¿y kierowaæ pod adresem prof. Siemienieckiego.
Zawarte w ksi±¿ce tre¶ci s± bardzo obszerne i pokrywaj± z nawi±zk± zapowiedziany w tytule dzie³a zakres problemowy. W tomie pierwszym zaczyna siê od zdefiniowania pola dzia³ania, w obrêbie którego lokowane bêd± dalsze tre¶ci. Opisy te jednak nie maj± w ¿adnym wypadku charakteru didaskaliów – s± to pe³nokrwiste eseje naukowe, wype³niaj±ce nastêpuj±ce obszary tematyczne: Media i cywilizacja oraz Media w pedagogice. Sam prowadzê badania naukowe we wskazanych obszarach, dlatego z du¿ym uznaniem doceniam oryginalne i nowoczesne ujêcie tych zagadnieñ.
Wspomniane dwie czê¶ci pierwszego tomu mebluj± scenê, na której wyst±piæ ma najwa¿niejszy aktor: opisany w czê¶ci trzeciej Zarys kognitywistyczno−konstruktywistycznej teorii pedagogiki medialnej – autorskie dzie³o Bronis³awa Siemienieckiego. Jestem pe³en uznania dla oryginalno¶ci tej czê¶ci ksi±¿ki, a jednocze¶nie doceniam jej rolê inspiruj±c± w kreowaniu nowych podej¶æ i nowych ujêæ poruszanych problemów.
W drugim tomie wyró¿niono trzy czê¶ci opisuj±ce uwarunkowania, w których mo¿na realizowaæ postulowane w ksi±¿ce elementy kognitywistyczno−konstruktywistycznej teorii pedagogiki medialnej. Czê¶æ pierwsza pokazuje uwarunkowania technologiczne. Jest oczywiste, ¿e mówi±c o pedagogice medialnej nieuchronnie musimy siêgn±æ do zagadnieñ zwi±zanych z technologi±, dlatego ta czê¶æ ksi±¿ki jest czym¶ w rodzaju instrumentarium, bez którego obyæ siê nie da, którego jednak nie nale¿y fetyszyzowaæ. Czê¶æ druga opisuje metodykê kszta³cenia edukacji medialnej i technologii informacyjnej. Trzecia czê¶æ mówi o nauczycielu edukacji medialnej i technologii informacyjnej – o jego kwalifikacjach, funkcjach, o sposobie kszta³cenia i doskonalenia zawodowego, o metodyce korzystania z technologii w nauczaniu nauczycieli w³a¶nie technologii.
Gor±co polecam jej lekturê wszystkim, których interesuje styk ¶wiata elektronicznych i informatycznych mediów oraz niezwykle delikatnej materii kszta³cenia i nauczania.
Japonia – Kraj Kwitn±cej Wi¶ni, znany z rytua³u parzenia herbaty i tradycji rycerskich. Kolebka sztuk rz±dz±cych siê ¶cis³ymi zasadami – origami, ikebana, bonsai. Jeden z najbogatszych krajów ¶wiata. Wytwory japoñskiej elektroniki s± najczê¶ciej kupowanymi produktami tego typu na ¶wiecie. Kraj przoduj±cy w rozwoju technicznym. Piêkna, tajemnicza, orientalna. Taka wizja Japonii jawi siê w ogólnej ¶wiadomo¶ci. Rzeczywisto¶æ wygl±da jednak inaczej.
Alex Kerr przedstawia Japoniê, która w niczym nie przypomina jej stereotypowego obrazu. To miejsce, gdzie ju¿ dawno zapomniano o tradycjach, a pozosta³o¶ci wspania³ej przesz³o¶ci s± systematycznie niszczone. Kultura japoñska z jej umi³owaniem przyrody powoli podupada, a wysublimowana sztuka ustêpuje miejsca nowinkom technicznym. Znane z tradycyjnych drzeworytów i rycin obrazy gór i wybrze¿y wysp japoñskich, piêkne gaje wi¶niowe i poros³e bambusem stoki pozostaj± tylko wspomnieniem. Równie¿ tradycje szlachetnych samurajów odesz³y do przesz³o¶ci.
Dzisiejsza Japonia jest krajem, w którym bezmy¶lnie niszczy siê ¶rodowisko naturalne, a rozwój technologii wynika nie z potrzeby u³atwienia ¿ycia, a ze strachu przed wszystkim, co naturalne. Jako jeden z najbardziej rozwiniêtych krajów ¶wiata Japonia produkuje rocznie tysi±ce ton toksycznych odpadów, a mimo to nie ma ¿adnych norm ich sk³adowania czy emisji szkodliwych gazów. W wiêkszo¶ci zbiorników wodnych Japonii ilo¶æ sk³adników truj±cych wielokrotnie przekracza dopuszczalne na Zachodzie normy, mimo to rz±d nadal nie wprowadza regulacji prawnych dotycz±cych ochrony ¶rodowiska. Wybrze¿a wysp japoñskich pokrywane s± betonowymi tetrapodami, maj±cymi chroniæ je przed erozj±, a w rzeczywisto¶ci powoduj±cymi jeszcze szybsze niszczenie dna morskiego. Górskie wsie s± zamieniane w wysypiska ¶mieci, a najmniejsze nawet strumyki ujmowane w betonowe rynny. Na rzekach buduje siê coraz to nowe tamy i zapory, a zbocza górskie zabezpiecza siê przed osuwaniem wylewaj±c na nie tony betonu. Na wyspach japoñskich pokutuje bowiem przekonanie, ¿e s± one czê¶ci± ¶wiata najbardziej nara¿on± na klêski naturalne, takie jak: lawiny b³ota czy kamieni, powodzie, susze i trzêsienia ziemi. Tymczasem ze statystyk wynika, ¿e w po³udniowej czê¶ci W³och du¿o czê¶ciej zdarzaj± siê trzêsienia ziemi na skalê podobn± do tych wystêpuj±cych u wybrze¿y archipelagu wysp japoñskich, a powodzie du¿o czê¶ciej wystêpuj± choæby w Chinach. ¯aden z tych krajów nie uzna³ jednak za s³uszne rujnowaæ ¶rodowisko naturalne w sposób, w jaki czyni siê to w Kraju Kwitn±cej Wi¶ni. Wszystkie bowiem japoñskie zabezpieczenia przed ¿ywio³ami s± „na wszelki wypadek”, przy czym wypadki te zdarzaj± siê raz na 150 lat.
Ksi±¿ka Kerra przedstawia nam Japoniê, jakiej nie znamy i nie chcemy poznaæ, wol±c piêkne o niej wyobra¿enia. Nie chcemy bowiem wiedzieæ o korupcji urzêdników, ¶wiadomym niszczeniu krajobrazu, zamieraniu kultury, zabijaniu przedstawicieli wymieraj±cych gatunków ssaków morskich i rekinów. Jednak praca Kerra przybli¿a nam prawdê o kraju, w którym drzewa bêd±ce jego symbolem s± wycinane, bo ich opadaj±ce p³atki i li¶cie za¶miecaj± betonowe chodniki, a ¶wiat coraz bardziej zaczyna przypominaæ upiorne wizje rodem z najbardziej futurystycznej mangi.