Jest taki charakterystyczny zwrot, którym pos³uguj± siê dzieci, kiedy maj± pretensje do rodziców: „Nie prosi³em siê na ten ¶wiat”. ¯e taka wypowied¼ nie ma nic wspólnego z prawd±, trudno odkryæ. Tak jak w wypadku wszelkich ¼le stawianych kwestii typu „co by³o wcze¶niej, jajko czy kura”. Nale¿a³oby bowiem przyj±æ, ¿e za pojawienie siê dziecka na ¶wiecie „winê ponosz±” rodzice, a to prowadzi³oby do wniosku, ¿e p³odzenie ma wp³yw na dobro lub z³o losów dzieci. Je¶li co¶ wydarzy³o siê po czym¶, to nie znaczy, ¿e to pierwsze mia³o jakikolwiek wp³yw na drugie. Logicy takie rozumowanie nazywaj± b³êdem post hoc, ergo propter hoc. Jego wariantem jest cum hoc, ergo propter hoc – je¶li co¶ wystêpuje w zestawieniu z czym¶, to miêdzy tymi zjawiskami zachodzi stosunek przyczynowo−skutkowy. W Indiach by³o trzêsienie ziemi, po czym z³ama³em nogê, wobec czego przyczyn± z³amania nogi by³o trzêsienie ziemi, na dodatek w po³udniowej Azji.
Ten sposób my¶lenia jest stary jak ludzko¶æ, wspominam o nim tylko dla porz±dku, bo wszyscy go znaj±. Ka¿dy te¿ przyzna, ¿e od pocz±tku ¶wiata niewiele siê w tym wzglêdzie zmieni³o. Mo¿e tylko tyle, ¿e formu³y oparte na b³êdnym rozumowaniu czasem przybieraj± postaæ tak finezyjn±, ¿e jeszcze trudniejsz± do analizy, za to silnie przekonuj±c±.
Znana t³umaczka Halina Thylwe, redaktorka zbioru opowiadañ skandynawskich, da³a tomowi dowcipny tytu³ „Nie czytaj tej ksi±¿ki”, bo s³usznie za³o¿y³a, ¿e kto¶, kto ten tytu³ zobaczy, bêdzie chcia³ w³a¶nie koniecznie rzecz zdobyæ i przeczytaæ. Mo¿na by powiedzieæ, ¿e pope³ni³a b³±d logiczny, bo przecie¿ nie po to siê drukuje ksi±¿ki, ¿eby le¿a³y nieczytane. Tymczasem natura ludzka jest w³a¶nie taka, ¿e ka¿e dzia³aæ na przekór. Chwyt marketingowy, polegaj±cy na zastosowaniu takiego zalecenia, okaza³ siê bardzo trafny. Wielu chcia³o tê ksi±¿kê koniecznie mieæ – co zakazane, choæby w ten sposób, jest najciekawsze. I to by³o dla nich korzystne, bo opowiadania s± ¶wietne.
Dla wiêkszo¶ci ludzi wieloryb jest wielk± ryb±, a d¿d¿ownica robakiem. Fakt, ¿e ta ryba jest ssakiem, a ów robak sk±poszczetem z typu pier¶cienic, publiczno¶æ ma w nosie. Nic wiêc dziwnego, ¿e przeziêbienie jest zwykle nazywane gryp±, choæ nie ma ono nic wspólnego z epidemiczn± chorob± zaka¼n± wywo³ywan± przez Myxovirus influenzae. Naiwne postrzeganie rzeczy i zjawisk jest zjawiskiem powszechnym, naturalnym i normalnym. Specjali¶ci nie musz± siê z¿ymaæ, kiedy s³ysz±, ¿e osio³ to „taki ma³y koñ”, a delfin jest „inteligentny”, bo to nie zmienia funkcjonowania ¶wiata ani nie wp³ywa na losy ludzi. To jest tylko kwestia nazw i wyobra¿eñ. Jest jednak pewna granica miêdzy tym, co nie wp³ywa na losy, a tym, co mimo wszystko wp³ywa.
Klasycznym przyk³adem jest g³oszenie, ¿e ptasia grypa stanowi zagro¿enie dla ludzko¶ci. Znam pani±, która z obawy przed t± ¶mierteln± chorob± oprawia obiadowego kurczaka w rêkawiczkach i maseczce na twarzy. Wszystko dlatego, ¿e w serwisie www.gery.pl przeczyta³a taki oto passus: „Nie nale¿y siaæ paniki, ale trzeba byæ ostro¿nym – od 2003 roku na ca³ym ¶wiecie zmar³o oko³o 70 osób na ptasi± grypê. To niewiele, jednak wirus H5N1 mo¿e zmutowaæ tak, ¿e bêdzie bardzo z³o¶liwy”. Nie zwróci³a uwagi na owo „mo¿e” ani na stosunki liczbowe: 70 przypadków zgonu wobec 6,7 miliarda ludzi na ¶wiecie, czyli na statystyczne zero. To dla niej za trudne. Podzia³a³a natomiast koñcówka zdania, która zawiera s³ówko „z³o¶liwy”.
W serwisie internetowym TVN−24 czytamy opis dyskusji na temat ¿ywno¶ci genetycznie modyfikowanej opatrzony tytu³em „Czy powinni¶my je¶æ geny?”. Choæ jest to zwyczajna informacja o programie po¶wiêconym temu problemowi, dziennikarz u¿y³ mocnej perswazji. Nie s±dzê, ¿eby zapomnia³, ¿e wszystkie organizmy i ich pochodne, takie jak ¿ywno¶æ, w ka¿dej komórce maj± geny, wiêc geny je¶æ musimy. Nie s±dzê tak¿e, aby nie wiedzia³, ¿e to nie geny s± truj±ce czy szkodliwe w inny sposób, ale to, co dziêki nim powsta³o w organizmie ¿ywym. Tu mylenie kategorii zjawisk nie jest przypadkowe. Tytu³ zosta³ wymy¶lony jako prowokacja („przeczytaj to koniecznie!”), ale zawarto w nim co¶, co niebezpiecznie wprowadza czytelników w b³±d. To jest robota celowa. Autor pe³n± gar¶ci± skorzysta³ z arsena³u b³êdów logicznych, które dla ogó³u s± nierozpoznawalne, ale za to wygodne w manipulacji. Skorzysta³, bo chcia³ – wbrew dziennikarskiemu obowi±zkowi informowania bezstronnego – zakomunikowaæ swój pogl±d, ten mianowicie, ¿e ¿ywno¶æ sporz±dzana z organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO) jest szkodliwa.
Odpowied¼ na protest przeciwko takim zagraniom by³a ³atwa do przewidzenia: „Nikt ci nie ka¿e tego czytaæ. Nikt ci nie ka¿e tego ogl±daæ. Nikt ciê nie zmusza do ogl±dania, mo¿esz prze³±czyæ na inn± stronê internetow±”. Tymczasem podjêcie decyzji o czytaniu (ogl±daniu) mo¿na by³o tu podj±æ dopiero po przeczytaniu (obejrzeniu). Tak jak powiedzieæ „nie prosi³em siê na ten ¶wiat” mo¿na dopiero po pojawieniu siê na ¶wiecie.