Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





NAUKA A „NAUKA”

Leszek Szaruga

Kantowska definicja sztuki okre¶la j± jako swobodn± i bezinteresown± grê w³adz poznawczych. Gdy siê zastanowiæ, to i nauka do pewnego stopnia siê w tej definicji mie¶ci, gdy¿ przecie¿ klasyczne pojêcie uniwersytetu traktuje go jako wspólnotê ludzi bezinteresownie poszukuj±cych prawdy. Wspólnym mianownikiem obu dziedzin – nauki i sztuki – by³aby zatem bezinteresowno¶æ. Tyle, i¿ wiemy przecie¿, ¿e z ow± bezinteresowno¶ci± nauki tak znów prosto nie jest i metody przez ni± wypracowywane czêsto s± nie tylko odpowiedzi± na pytania czysto poznawcze, ale te¿ wype³nianiem zadañ stawianych przed uczonymi przez inne sfery ludzkiej dzia³alno¶ci: przemys³, wojskowo¶æ czy nawet politykê. Sztuka w zasadzie jest niepraktyczna. Nauka czêsto ma s³u¿yæ u¿yteczno¶ci, choæ oczywi¶cie by³oby dramatem, gdyby do tej u¿yteczno¶ci zosta³a zredukowana. S³usznie te¿ przestrzega³ przed takim obrotem spraw Witkacy, gdy przed paroma dziesiêcioleciami, rysuj±c katastroficzn± wizjê przysz³o¶ci naznaczon± zanikiem uczuæ metafizycznych, pisa³: „Ten szary potwór, którego tak siê dzi¶ boj± wszyscy zdegenerowani potomkowie dawnych w³adców ¶wiata, ta wielomarkowa m±twa, pajêcza masa przêdz±ca lepk± ciecz zastygaj±c± na konaj±cych cia³ach narodów w ponadnarodowe zwi±zki d³awi±ce wszystko, co nie podpada pod kategorie bezpo¶redniej dla niej u¿yteczno¶ci – to jest bóstwo naszej przysz³o¶ci, bóstwo nieskoñczenie straszniejsze od tych, przed którymi korzyli siê byli w³adcy ziemi”.

Patos tej wypowiedzi w niczym nie umniejsza jej trafno¶ci, skutki za¶ owego podporz±dkowania nauki „bezpo¶redniej u¿yteczno¶ci” s± dzi¶ widoczne w nauce go³ym okiem, na co zwraca uwagê nie¿yj±cy ju¿ Edward W. Said, twórca dyskursu postkolonialnego, w rozmowie z wybitnym dyrygentem Danielem Barenboimem spisanej w ksi±¿ce „Paralele i paradoksy”, gdzie obaj panowie dyskutuj± o muzyce, sztuce i polityce: „Pojêcie powszechnej wymiany my¶li ju¿ nie istnieje, nasza edukacja polega na skrajnej specjalizacji. Ale tak¿e system finansowania jest tak skonstruowany, by wiedza by³a coraz bardziej fragmentaryczna, by ludzie wiedzieli coraz wiêcej o coraz mniejszych kawa³kach ¶wiata. (…) ¦wiadomo¶æ spo³eczna, wiedza o tym, dok±d zmierzamy – w dziedzinie ekologii, sztuki, historii – jest coraz mniejsza”. Powiedzia³bym wiêcej: coraz czê¶ciej ta wiedza uwa¿ana jest za niepotrzebn± i eliminowana z pola uwagi zarówno samych uczonych, jak przede wszystkim studentów, przed którymi – szczególnie w naukach przyrodniczych i technicznych – stawia siê w±skospecjalistyczne zadania, których szeroki kontekst, tak¿e poznawczy, ale przede wszystkim humanistyczny, przestaje byæ istotny. Doprowadzi³o to do sytuacji, w której, jak w wypadku budowniczych wie¿y Babel, dosz³o do utraty wspólnego jêzyka: mikrobiolog przestaje rozumieæ, co mówi± jego kole¿anki i koledzy reprezentuj±cy inne, nawet pokrewne, dziedziny.

Ów rozpad widzenia ca³o¶ciowego ma swe skutki nie tylko w postawach ¶wiatopogl±dowych, lecz tak¿e w praktyce ¿ycia naukowego, w którym tworzy siê zwodnicze hierarchie, maj±ce za swój podstawowy punkt odniesienia przede wszystkim ow± „bezpo¶redni± u¿yteczno¶æ”. Zwróci³ na to uwagê ostatnio prof. Micha³ G³owiñski w artykule „Jêzyk polski – niepo¿±dany”, w którym komentowa³ projekt systemu finansowania nauki odwo³uj±cy siê do punktowania publikacji naukowych przyznaj±cych najwy¿sz± ocenê (60 pkt.) autorowi monografii opublikowanej przez wydawcê ¶wiatowego i kluczowego dla danej dyscypliny, a najni¿sz± (12 pkt.) autorowi monografii opublikowanej w jêzyku polskim. Za punktacj±, oczywi¶cie, id± pieni±dze. „Wy¿ej punktowane s± – pisze G³owiñski – prace neofilologiczne, pisane w jêzyku obcym, ni¿ prace dotycz±ce spraw polskich napisane po polsku. (…) Przejawem tego, ¿e autorzy „Karty ocen” niezbyt dobrze orientuj± siê w swoisto¶ciach nauk humanistycznych, jest to, ¿e ca³kowicie nie uwzglêdniaj± ich roli kulturotwórczej”. Rzecz w tym, i¿ nie mog± uwzglêdniaæ czego¶, co znajduje siê poza ich polem postrzegania.

Nie jestem zwolennikiem podzia³u na nauki przyrodnicze i humanistyczne, przywyk³em do traktowania wiedzy jako pewnej ca³o¶ci wzajem powi±zanych i wp³ywaj±cych na siebie dziedzin, miêdzy którymi relacje bywaj± czasem dyskretne i nie przez wszystkich dostrzegalne. Niemniej podzia³y takie zawsze by³y dokonywane, co jednak nie przeszkadza³o w d±¿eniu do tego, by cz³owiek uczony posiada³ o owej ca³o¶ci przynajmniej przybli¿one wyobra¿enie. Dzi¶ owe relacje coraz czê¶ciej ulegaj± zerwaniu, czasami dramatycznemu. Coraz czê¶ciej mo¿na spotkaæ „specjalistê” zajmuj±cego siê poezj± Herberta, który nie ma zielonego pojêcia o tym, co z Herbertem nie jest zwi±zane; do¶æ czêsto taki w³a¶nie stan umys³ów mam okazjê obserwowaæ podczas egzaminów magisterskich czy obrony prac doktorskich. O ile jednak taki stan rzeczy w naukach przyrodniczych ma miejsce ju¿ od dawna, w humanistyce jest on stosunkowo nowy, lecz postêpuj±co siê pog³êbia. Podejrzewam, ¿e dla niejednego dzisiejszego doktora nauk humanistycznych maturzysta z okresu miêdzywojennego okaza³by siê onie¶mielaj±cym go erudyt±.

Koñ, jaki jest, ka¿dy widzi i nie ma powodów, by lamentowaæ z tego powodu, i¿ nie posiada skrzyde³. Pegaz, oczywi¶cie, jest bytem realnym, ale coraz mniej jest przedstawicieli nauki, którzy potrafi± w to uwierzyæ. A szkoda.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje