Do typowych dzia³añ ekspertów boloñskich zaliczaj± siê tzw. dni boloñskie, czyli organizowane w uczelniach na terenie ca³ego kraju konferencje, seminaria, czasem warsztaty po¶wiêcone zagadnieniom zwi±zanym z procesem boloñskim. Spotkania z nauczycielami akademickimi organizowane w ramach „dni boloñskich” przynosz± ekspertom prawdziwe wyzwania. Nie ma bowiem co ukrywaæ – proces boloñski nie jest ulubionym bohaterem ¶rodowiska akademickiego w naszym kraju, a jego zalecenia czêsto bywaj± odczytywane jako uci±¿liwe i niepotrzebne zabiegi biurokratyczne, czasem burz±ce stary, dobry porz±dek. Czasami sprostanie pytaniom padaj±cym z sali nie jest ³atwe.
Jestem ekspertem boloñskim (uprzednio „promotorem”) od kilku lat i zaczynam dostrzegaæ zmianê w nastawieniu uczestników tych spotkañ do procesu przejawiaj±c± siê w zmianie charakteru i tematyki zadawanych pytañ. Trzy lata temu tematem wiod±cym by³y punkty ECTS i suplement do dyplomu oraz zasady mobilno¶ci studentów i uznawalno¶ci jej wyników. Po wej¶ciu w ¿ycie systemu studiów dwustopniowych to one sta³y siê synonimem procesu, i to o nie pytano najczê¶ciej – i z wielkim sceptycyzmem. Ukuto dla nich nawet wdziêczn± nazwê „boloñskiego modelu studiów”. Od roku tematem wiod±cym jest europejska i krajowa struktura kwalifikacji. Towarzysz± im nieustannie dywagacje na temat metod zapewniania jako¶ci, choæ one budz± najmniej kontrowersji – przywykli¶my ju¿ do akredytacji. S³owem, jeszcze rok, dwa, trzy lata temu dominowa³y pytania „techniczne”, dotycz±ce zastosowañ narzêdzi procesu, czasem metod realizacji jego zadañ. Pytañ rozpoznaj±cych najogólniejszy sens tych zabiegów operacyjnych nie zadawano zbyt czêsto, proces boloñski sprowadzany by³ do narzêdzi organizacyjnych.
Jako siê rzek³o, ta sytuacja siê zmienia. W ostatnich miesi±cach coraz czê¶ciej pojawiaj± siê pytania o szerszy sens zmiany, jakiej do¶wiadczamy, o t³o zastosowañ narzêdzi. Pojawia siê refleksja nad tym, jakie cele maj± realizowaæ wymienione wy¿ej instrumenty. Patrz±c bardzo powierzchownie mo¿na by powiedzieæ, ¿e obecne pytania wskazuj± na to, i¿ narzêdzia ju¿ zosta³y „oswojone” – wdro¿one w uczelniach, a po nich pojawia siê próba odpowiedzi na pytanie o to, jakie za ich pomoc± mo¿na osi±gn±æ po¿ytki, przekraczaj±ce zwyk³e, codzienne administrowanie przebiegiem studiów. Wspomnia³am, ¿e te techniczne pytania przek³adaj± siê dzi¶ na pytania o struktury (ramy) kwalifikacji, w których poprzednio u¿ywane narzêdzia zwi±zane s± w jeden spójny system. Jednak¿e struktura nie jest ju¿ tylko instrumentem – przynoszone przez ni± zmiany maj± charakter merytoryczny, rozszerzaj± autonomiê programow± uczelni, otwieraj± nowe szanse. Zatem i pytania o ni± maj±, z konieczno¶ci, mniej instrumentalny charakter.
Na listopadowym spotkaniu w Uniwersytecie Zielonogórskim z sali pad³o pytanie: co by siê sta³o, gdyby nie by³o procesu boloñskiego? Samo pytanie jest bardzo niepoprawne z metodologicznego punktu widzenia – zawiera niedopuszczalne „gdybanie”. Ale rozumiemy, ¿e za t± form± kryj± siê wcale nie banalne tre¶ci oraz bardzo wa¿ne i powa¿ne pytania. Nie znam intencji autora pytania, ale stara³abym siê je zinterpretowaæ, zadaj±c szereg bardziej szczegó³owych pytañ.
Jaki by³ powód podpisania deklaracji boloñskiej przez ministrów szkolnictwa wy¿szego?
Czy deklaracja i proces mia³y co¶ poprawiæ w sytuacji europejskiego szkolnictwa wy¿szego? Je¶li tak, to co? Czy istnia³y dlañ jakie¶ zagro¿enia? Je¶li tak – to jakie?
Czy proces boloñski te ewentualne zagro¿enia likwiduje? Czy podejmuje wyzwania, stwarza nowe szanse? Szanse na co?
Dlaczego zdecydowano siê na uruchomienie takich, a nie innych, mechanizmów w postaci znanych nam ju¿ narzêdzi, zadañ? Do jakich ogólnych celów one prowadz±?
Czy proces boloñski by³ zamierzony i jest realizowany jako europejska strategia rozwoju szkolnictwa wy¿szego? Je¶li tak – jakie s± efekty pozytywne i negatywne jej realizacji? Tak¿e dla naszej, ¶rodkowowschodniej i pokomunistycznej czê¶ci Europy? Czy kto¶ – na poziomie europejskim, ale tak¿e krajowym – ¶ledzi te rezultaty, zbiera dane, ocenia tendencje rozwojowe?
Czy polskie szkolnictwo wy¿sze wykorzystuje tê domnieman± szansê wnoszon± przez proces? Jak jest on wdra¿any na poziomie krajowym? Czy sta³ siê zapleczem budowy strategii rozwoju szkolnictwa wy¿szego jako ca³o¶ci i poszczególnych uczelni? Dok±d takie strategie mia³yby prowadziæ swoje podmioty?
To s± pytania, które zakresem daleko wykraczaj± poza cele dzia³añ edukacyjnych szkolnictwa wy¿szego, opisane w dokumentach boloñskich, takie jak: przygotowanie absolwentów do potrzeb rynku pracy, zapewnienie kadr gospodarce opartej na wiedzy, przygotowanie do aktywnych ról obywatelskich w rozwiniêtej demokracji, rozwój osobowy, otwarcie kana³ów przep³ywu ¶rodków, kadr, otwarcie kana³ów konkurencji itd. To s± pytania dotycz±ce celów ca³ego systemu szkolnictwa wy¿szego w Europie, co mo¿e wskazywaæ na strategiczny, a nie tylko instrumentalny charakter procesu. Bo i w istocie, sprowadzanie go do zabiegów administracyjnych jest znacznym uproszczeniem tego, czym on jest. Je¶li nawet by³ zamierzony tylko instrumentalnie – jako narzêdzie zwiêkszaj±ce mobilno¶æ ¶rodowiska akademickiego – to konsekwencje otwarcia wspomnianych przed chwil± kana³ów przep³ywu ludzi i zasobów przekroczy³y ten bezpo¶redni cel.
Powróæmy do listy pytañ o strategiczny wymiar procesu. Znanym powodem podpisania deklaracji boloñskiej i powo³ania do ¿ycia procesu by³ zamiar zwiêkszenia atrakcyjno¶ci europejskiego obszaru szkolnictwa wy¿szego w stosunku do innych systemów, zw³aszcza do systemu szkó³ wy¿szych i badañ w USA. Ka¿dy, kto ¶ledzi stosowne statystyki, wie, ¿e Europie grozi³a (nadal grozi?) utrata znaczenia jako obszaru najwybitniejszych dokonañ intelektualnych, odkryæ naukowych i innowacji. Utrata kapita³u naukowego, w tym przede wszystkim kapita³u ludzkiego, na rzecz Stanów Zjednoczonych, by³a tak znaczna, ¿e stanowi³a zagro¿enie dla rozwoju szkolnictwa wy¿szego, a co za tym idzie – dla mo¿liwo¶ci budowy w Europie spo³eczeñstwa i gospodarki opartych na wiedzy. Odpowiedzi± na to mia³a byæ taka przebudowa europejskiego obszaru szkolnictwa wy¿szego, aby – skonsolidowane – sta³o siê konkurencyjne dla ¶wiata. Taka by³a intencja najpierw deklaracji boloñskiej, a nastêpnie (i zw³aszcza) dokumentu Komisji Europejskiej The role of universities in the Europe of Knowledge. Oczywi¶cie wymaga to znacz±cych zmian w strukturze systemu szkó³ wy¿szych w Europie, przede wszystkim ich zró¿nicowania. Uczelnie musz± siê ró¿niæ miêdzy sob± nie tylko misj±, rodzajem kadry i studentów, programami i profilem kszta³cenia, sposobem organizacji instytucjonalnej – to zró¿nicowanie jest normalnym elementem podtrzymania rozwoju w kulturze. Powinny siê tak¿e ró¿niæ charakterem dzia³alno¶ci w najszerszym znaczeniu: powinny w¶ród nich byæ jednostki elitarne zachowuj±ce najbardziej akademicki typ kszta³cenia bazuj±cego na pracy badawczej i wykorzystuj±cego jej wyniki w pracy dydaktycznej, na drugim biegunie za¶ jednostki prowadz±ce kszta³cenie masowe, stanowi±ce ku¼niê kadr dla gospodarek regionalnych czy lokalnych.
W Europie i na ¶wiecie od wielu lat toczy siê debata nad modelem nowoczesnego uniwersytetu. Tradycyjny model Humboldtowski (uniwersytet badawczy) jest wypierany przez rodzaj uczelni – dobrze zarz±dzanej firmy, tzw. uniwersytet przedsiêbiorczy. Obydwa typy uczelni maj± wady, choæ ka¿dy z nich inne. Potrzeba stworzenia spo³eczeñstwa wiedzy, umasowienie kszta³cenia wy¿szego, utrata wy³±czno¶ci w tworzeniu wiedzy zdezaktualizowa³y model tradycyjny, a model przedsiêbiorstwa niesie powa¿ne zagro¿enia realizacji fundamentalnej misji uniwersytetu: jego s³u¿bie prawdzie, s³u¿ebno¶ci publicznej, korporacyjnemu zarz±dzaniu opartemu na etosie itd. Nie ma zgody w ¶rodowisku akademickim Europy ani na jedno rozwi±zanie, ani na drugie w postaci czystej. Trwaj± poszukiwania trzeciej drogi, nadzwyczaj interesuj±ce (powrócê do tego tematu niebawem).
Po której stronie w tym sporze lokuje siê proces boloñski? Co proponuje na przysz³o¶æ, nasz± przysz³o¶æ? Proces, w warstwie deklaracji pozostaj±c po stronie uniwersytetu badawczego, w warstwie narzêdziowej nastawiony jest na kontrolê accountability uczelni. Nie jest to jednak „trzecia”, syntetyczna droga rozumienia misji uniwersytetu, a raczej pomieszanie materii. W interpretacji ³agodnej – niezamierzony eklektyzm, w interpretacji radykalnej – niezrozumienie problemu i postulowanie dwu niespójnych ze sob± modeli. Na pierwszy rzut oka mamy wiêc niejak± rozbie¿no¶æ w deklaracjach okre¶laj±cych podstawowe cele europejskiego obszaru szkolnictwa wy¿szego. Uzasadnienie tej tezy wymaga³oby jednak g³êbszych analiz.
Oczywi¶cie zawsze mo¿na zapytaæ, po co jemy tê ¿abê? Czy przyniesie nam jakie¶ korzy¶ci, skoro na razie widaæ same uci±¿liwo¶ci? Na dok³adkê wzrost mobilno¶ci kadr i studentów oraz konieczno¶æ konkurowania z uczelniami europejskimi o ¶rodki unijne, o studentów, o inne dobra obna¿a nasze s³abo¶ci do¶æ bole¶nie (asymetria przep³ywu studentów, niewielkie sukcesy w zdobywaniu pieniêdzy i pozycji na edukacyjnych rynkach europejskich). Mo¿na tak¿e zapytaæ, jak tê ¿abê zmieniæ w ksiêcia, z którym zawrzemy zwi±zek i zbudujemy ¶wietlan± przysz³o¶æ (to siê chyba robi³o za pomoc± poca³unku, ale tu metafora ju¿ mi siê wymyka).
Ju¿ bez ¿artów warto dodaæ, ¿e te pytania powinny staæ siê tematem powa¿nej debaty o strategicznym charakterze, poniewa¿ europejski obszar szkolnictwa wy¿szego to „nasz” obszar i ma na nasze szkolnictwo wy¿sze wp³yw trudny do przecenienia. Chcia³abym te¿ podkre¶liæ, ¿e s± to pytania wa¿ne w szczególno¶ci dla osób podejmuj±cych istotne decyzje dotycz±ce podmiotów akademickich: od rektorów po cz³onków Parlamentu. Powierzchowny ogl±d, oparty na formalnych danych i wynikach liczbowych wskazuj±cych na zaawansowanie kraju w implementacji narzêdzi procesu (w rodzaju raportów stock−taking), nie oddaje ca³ej komplikacji i wagi sytuacji, w której uczestniczymy dziêki procesowi.