Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Wchodz±c w konflikt z w³adzami jednej uczelni, wszed³em w istocie w konflikt z ca³ym ¶rodowiskiem.

Wszystkim zale¿y na spokojnym klimacie

Waldemar Korczyñski

Na jednym z forów dyskusyjnych wyczyta³em wyj±tkowo jasno sformu³owane wyznanie nieznanego mi naukowca na temat ludzi konfliktowych. Rzecz jest w moim odczuciu bardzo ciekawa z wielu powodów. Autor w kilku innych wypowiedziach okazywa³ siê byæ bardzo przytomnym i nie zdarza³o mu siê kwestionowaæ ani faktów, ani poprawnych rozumowañ. Z jego wypowiedzi wnosiæ mo¿na, ¿e idzie w nauce prost± drog±, szwindli nie robi i – maj±c poczucie w³asnej warto¶ci – nie wpada w megalomaniê, co niektórym siê zdarza. My¶lê, ¿e w normalnej sytuacji nale¿a³oby uznaæ go za wzorzec. Nie wiem, czy piastuje on jakie¶ stanowisko decyzyjne, czy pisze „z wyobra¼ni”, ale napisa³ co¶, co w moim odczuciu jest w dyskusji o tzw. etyce w nauce kluczowe.

A napisa³ tak: „Jako kierownik placówki nie zatrudniê osoby konfliktowej (któr± w wiêkszo¶ci przypadków nale¿a³oby raczej nazwaæ niewychowan±). Nie zatrudniê te¿ osoby po przej¶ciach, bo za tak± zazwyczaj ci±gnie siê niepotrzebny dla mnie ogon konfliktów i sporów. Poza tym osoby konfliktowe wiêkszo¶æ czasu dalej bêd± marnotrawi³y na wszczynanie konfliktów i budzenie kontrowersji. Ot, taka ich natura i tego siê nie zmieni. Przy czym nie ma dla mnie, jako kierownika placówki, znaczenia, czy i kto mia³ racjê. Konflikt zawsze jest destrukcyjny, a wiêc dopóki mam wybór miêdzy kandydatami, zawsze opowiem siê za kandydatem niekonfliktowym”.

Odebra³em to równie¿ jako skierowane do mnie, bo ja tak w³a¶nie zosta³em przez moich adwersarzy okre¶lony. Takie, personalne niejako, uwagi generuj± zawsze jakie¶ ogólniejsze refleksje, wiêc zrobi³em szybki rachunek sumienia i wysz³o mi, ¿e w okresie, kiedy by³em jakim¶ (zawsze bardzo nisko usytuowanym) szefem, te¿ przydarza³o mi siê my¶leæ „zadaniowo” i konflikty nie tyle rozwi±zywaæ, co ich oraz ich nosicieli (tzn. ludzi konfliktowych) unikaæ. W zasadzie nigdy nie podejmowa³em decyzji w sprawie zatrudnienia jakiego¶ konfliktowego osobnika, ale spróbowa³em wyobraziæ sobie tê sytuacjê.

Z opini± niewychowañca

Otó¿ w hierarchicznie zorganizowanym systemie kieruj±cy jednostk± ponosi odpowiedzialno¶æ za sprawno¶æ jej funkcjonowania. A konflikt jest rzeczywi¶cie destrukcyjny i sprawno¶ci tej nie podnosi. Gdyby jednostk± t± by³ np. oddzia³ wojska, to dowódca powinien zawsze zachowaæ siê tak, jak opisa³ to autor wspomnianego postu: dla dobra ogó³u konflikt eliminowaæ, a ju¿ na pewno nie braæ go sobie na g³owê przyjmowaniem do roboty jakiego¶ konfliktowego typa (nazwijmy go za autorem postu niewychowañcem).

Tak siê sk³ada, ¿e ja – po wyrzuceniu z Akademii ¦wiêtokrzyskiej – zosta³em z tak± opini± niewychowañca zatrudniony w innej uczelni. Ustalili¶my z moim nowym szefem (dzi¶ doceniam jego odwagê), ¿e z moim dotychczasowym konfliktem koniec i ¿e od tej w³a¶nie rozmowy ja siê „wyciszam”. Mieli¶my obaj nadziejê, ¿e wspomniany wy¿ej „niepotrzebny ogon konfliktów i sporów” zostanie w ten sposób ostatecznie uciêty i ja – akceptuj±c poniesione straty – zacznê „od nowa”. Okaza³o siê jednak, ¿e zapomnieæ musz± obie strony.

W prymitywnym, niew±tpliwie, rozumieniu takiego jak ja niewychowañca, to ja ponios³em realne straty: straci³em pracê, gromadzone latami materia³y, opiniê (zosta³em ukarany przez komisjê dyscyplinarn±), a nawet zabrano mi moje prywatne rzeczy o warto¶ci co najmniej kilkuset z³otych. Moi adwersarze – je¶li w ogóle cokolwiek utracili – to tylko opiniê. I w znacznie mniejszym ni¿ ja stopniu, bo np. lokalna prasa jednoznacznie okre¶li³a mnie jako faceta, który zamiast zajmowaæ siê robieniem habilitacji, robi „polskie piek³o”. Mojego sprostowania wypisywanych bredni nikt drukowaæ nie chcia³. Sprawê opisa³o „FA”, ale „trefne” numery natychmiast znik³y z uczelnianej biblioteki.

My¶la³em wiêc wtedy, ¿e je¶li przestanê „rozrabiaæ”, to wszystko siê uspokoi, bo wszystkim zale¿y na spokojnym klimacie „pracy naukowej”. Myli³em siê bardzo. Okaza³o siê wkrótce, ¿e nieznani sprawcy znale¼li sporo sposobów na takie ubarwienie mi ¿ycia, bym móg³ o spokojnej pracy zapomnieæ. Dochodzi³y mnie wprawdzie s³uchy, ¿e je¶li jasno wyznam, i¿ nie mia³em racji i przeproszê, to mogê na spokój liczyæ, ale to by³o powy¿ej moich mo¿liwo¶ci, wiêc zacz±³em na nowo marnotrawiæ czas na – nie tyle wszczynanie konfliktów i budzenie kontrowersji – co po prostu obronê przed totalnym zeszmaceniem siê i zdaniem siê ca³kowicie na ³askê i nie³askê – no w³a¶nie – nie wiedzia³em nawet kogo, bo wszystko okrywa³a mg³a tajemnicy. Ot, taka moja natura i tego siê nie zmieni.

Równi i u¿yteczni

Nie mogê powiedzieæ, ¿e dla cz³owieka, który mnie do pracy przyjmowa³, moja „wina” by³a tak ca³kiem oczywista, bo mia³em niekiedy wra¿enie, ¿e mi nawet wspó³czu³, ale wygl±da na to, ¿e dla kierownika placówki rzeczywi¶cie nie mia³o znaczenia, czy i kto mia³ racjê. Tak czy owak, by³o raczej kiepsko: z jednej strony umilanie mi ¿ycia przez nieznanych obroñców ludzi, których np. pyta³em o ich naukowe dokonania, z drugiej zrozumia³e (vide cytowana wypowied¼) postawy mojego nowego szefostwa i otoczenia polegaj±ce na unikaniu konfliktów. By³ te¿ wyj±tek: jeden z moich prze³o¿onych poinformowa³ mnie, ¿e jaki¶ „mato³” pisze do niego anonimowe donosy na mnie i ¿e on te donosy olewa, a jak siê bêd± powtarzaæ, to wpisze adres na listê spamu. Nie to jest jednak wa¿ne, ale fakt, ¿e mimo mojej autentycznej woli zapomnienia o sprawie nie uda³o mi siê wspomnianego „ogona konfliktów i sporów” odci±æ.

Wchodz±c w konflikt z w³adzami jednej uczelni, wszed³em w istocie w konflikt z ca³ym ¶rodowiskiem. A wyboru wielkiego nie mia³em; zosta³em wmanewrowany w sytuacjê, w której jedynym wyborem by³o odpowiadaæ za winy innych lub wchodziæ z nimi w konflikt. Opisa³em to m.in. w „FA” z czerwca 2008. Nie w±tpiê, ¿e autor przytoczonej wypowiedzi w nic nigdy wmanewrowaæ siê nie da, ale gdyby mu siê przytrafi³a sytuacja, kiedy jego prze³o¿ony pominie go w procesie decydowania, ale obarczy win± za tê decyzjê, to nasz autor mo¿e popa¶æ w konflikt bez szczególnego „wk³adu w³asnego”. Takie s± realia.

A problem jest w istocie stary jak ¶wiat i dobrze poznany – chodzi o ustalenie, dla jakich warto¶ci „wy¿szych” wolno (nale¿y?) siê godziæ na „uwalanie” jednostki. Rozmaici dziwacy twierdz± wprawdzie, ¿e prawo (etyka chyba te¿?) ma byæ równe dla wszystkich, ale cytowana wypowied¼ sprowadza rzecz do w³a¶ciwych wymiarów. Naprawdê. Tê równo¶æ nale¿y zawsze podzieliæ (pomno¿yæ?) przez u¿yteczno¶æ decydenta dla systemu. Ka¿dego systemu, nie tylko nauki. Jest to prawda równie piêkna, co oczywista. I dotyczy ka¿dej grupy spo³ecznej (korporacji?). K³opot w tym, ¿e nie zawsze jest dostatecznie jasno artyku³owana, co powoduje, ¿e niektórzy bior± jakie¶ wypowiedzi serio i potem siebie i otoczenie w k³opoty pakuj±. A jest przecie¿ proste wyj¶cie: seppuku. Bez wzglêdu na stopieñ wspó³dzielenia winy ka¿dy, poza oberszefem, tak siê powinien ku chwale systemu i oberszefa zachowaæ. ¯arty na bok, chodzi naprawdê o powa¿ne sprawy.

Opowie¶ci o równo¶ci wobec prawa, etyce, etosie itp. s± mo¿e i dobre na umoralniaj±ce pogadanki w szkó³kach niedzielnych. Na co dzieñ trzeba jednak jako¶ okre¶liæ stopieñ odpowiedzialno¶ci i wymagañ etycznych w zale¿no¶ci od pozycji w hierarchii. I tym doros³ym wyra¼nie powiedzieæ, ¿e nie jest on proporcjonalny do znaczenia tej pozycji dla systemu, a odwrotnie: im ta pozycja w systemie wy¿sza, tym odpowiedzialno¶æ i konieczno¶æ postêpowañ etycznych mniejsza. Aby by³o jasne: nie oznacza to, ¿e ka¿dy reprezentant elit musi byæ nieetyczny, chodzi o to, by zachowaæ umiar w wymaganiach pod adresem elit i rozmaite powiedzenia o tym, co to „zobowi±zuje” czy jak± komu daæ zbrojê z jêzyka ludzi doros³ych ostatecznie wyeliminowaæ. Naprawdê, bo najpiêkniejsza nawet hipokryzja jest gorsza od najbardziej powyginanej prawdy.

Dr Waldemar Korczyñski, matematyk, emerytowany pracownik Politechniki ¦wiêtokrzyskiej w Kielcach.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje