Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





W kraju demokratycznym o poziomie wykszta³cenia spo³eczeñstwa decyduje nie wykszta³cenie elit ani nawet ¶redni poziom, ale najs³absi, tzw. dno edukacyjne, bo wiele spraw rozstrzyga siê decyzjami tej czê¶ci populacji.

Interesuj± nas efekty kszta³cenia

Rozmowa z prof. Zbigniewem Marciniakiem,

wiceministrem edukacji narodowej

Tak siê z³o¿y³o, ¿e najpierw – bêd±c szefem Pañstwowej Komisji Akredytacyjnej – pe³ni³ Pan wa¿n± funkcjê w szkolnictwie wy¿szym, a teraz sprawuje Pan stanowisko wiceministra w resorcie edukacji, dzia³aj±c dalej na styku edukacji i szkolnictwa wy¿szego i odpowiadaj±c za programy nauczania oraz egzamin maturalny. To w³a¶ciwie doskona³a sytuacja dla obu resortów. Jak to siê sta³o? By³o jakie¶ poparcie i wskazanie ¶rodowiska akademickiego? Bo jako szef PKA zbiera³ Pan du¿o pochwa³...

– To w pewnym sensie zbieg okoliczno¶ci. Niezale¿nie od zainteresowania szkolnictwem wy¿szym, od dawna interesujê siê edukacj±. Dwadzie¶cia piêæ lat dzia³a³em w Krajowym Funduszu na rzecz Dzieci, który zajmuje siê uczniami zdolnymi, 8 lat by³em wiceszefem Komitetu G³ównego Olimpiady Matematycznej, a od 2002 roku jestem w gronie ekspertów PISA, prowadz±cych miêdzynarodowy pomiar wyników nauczania pod auspicjami OECD. Mniej wiêcej od 10 lat, jako ekspert ministerialny, uk³ada³em te¿ podstawy programowe z matematyki. To wszystko s± do¶wiadczenia pozwalaj±ce przyjrzeæ siê naszemu systemowi edukacji, ale te¿ i innym systemom. W jednym z tych zespo³ów, tak¿e jako ekspert, pracowa³a pani Katarzyna Hall. Kiedy dosta³a propozycjê objêcia funkcji ministra edukacji, zadzwoni³a do mnie z pytaniem, czy bym jej nie pomóg³? Oczywi¶cie, by³em gotów pomóc jako doradca albo po prostu kolega, ale okaza³o siê, ¿e tak du¿ej pomocy, jakiej oczekuje, nie da siê zrealizowaæ bez formalnej funkcji. Odbyli¶my d³ug± rozmowê, ¿eby ustaliæ, czy nasze wizje s± zbie¿ne i okaza³o siê, ¿e tak – oboje identyfikowali¶my g³ówne problemy jako kwestiê programów i jako¶ci kszta³cenia w o¶wiacie. I tak zosta³em wiceministrem.

Problem jako¶ci nauczania i poziomu maturzystów sygnalizowa³y od co najmniej kilku lat wy¿sze uczelnie, stwierdzaj±c, ¿e kandydaci, którzy dzi¶ przychodz± na studia, nie s± tak przygotowani, jak dawniej. S± wyra¼nie s³absi.

– Interesowa³em siê tym od dawna. Obecnie prowadzê nawet grant badawczy na temat przekrojowego badania jako¶ci nauczania matematyki w polskich szko³ach. Wbrew powszechnemu przekonaniu i pozornym symptomom, obraz, jaki siê z tych badañ wy³ania, jest do¶æ optymistyczny. Mo¿na siê zgodziæ z twierdzeniem, ¿e obni¿y³ siê przeciêtny poziom przygotowania kandydatów, ale musimy pamiêtaæ, ¿e mamy do czynienia z ca³kiem nowym zjawiskiem – masowo¶ci± kszta³cenia na poziomie wy¿szym. Dzi¶, po weryfikacji wska¼nika o studentów studiuj±cych na dwóch kierunkach, mamy wspó³czynnik scholaryzacji na poziomie prawie 50 proc. W czasach, z którymi niemal odruchowo porównujemy stan obecny, czyli przed nasz± wielk± transformacj±, po szkole podstawowej po³owa rocznika sz³a do zawodówek, a tylko po³owa do szkó³ koñcz±cych siê matur±. Maturê zdawali prawie wszyscy, ale egzaminy na studia bardzo selekcjonowa³y m³odzie¿, która dostawa³a siê na uczelnie. To by³o 10 proc. populacji. Mieli¶my niespe³na 400 tys. studentów, dzi¶ mamy ich 2 miliony.

A obni¿enie poziomu to nie jest tak¿e problem zmian w ¶wiadomo¶ci najm³odszego pokolenia, innych wzorców, innych aspiracji, kultury masowej?

– Pewnie trochê te¿, ale wbrew pozorom dzi¶ aspiracje edukacyjne polskiego spo³eczeñstwa niezwykle wzros³y. Do matury podchodzi niemal 80 proc. uczniów. Prawie ka¿dy m³ody cz³owiek my¶li, ¿e droga do powodzenia w ¿yciu i kariery wiedzie przez studia wy¿sze. To czynnik demograficzny spowodowa³, ¿e ¶rednia uzdolnieñ opad³a. Wy¿szym uczelniom zdawa³o siê, ¿e jak otworz± szeroko drzwi, to trafi do nich równie zdolna m³odzie¿, która dotychczas nie mog³a siê tam dostaæ. Tymczasem w uczelniach znale¼li siê trochê mniej zdolni m³odzi ludzie, bo taki jest sta³y rozk³ad zdolno¶ci w populacji. Mówienie, ¿e kiedy¶ o¶wiata by³a dobra i dawa³a dobrze przygotowanych kandydatów, a teraz jest s³aba i daje kiepskich kandydatów, jest trochê bez sensu, bo kiedy¶ na uczelnie trafia³o tylko te górne 10 proc. m³odzie¿y, a dzi¶ trafia 50 proc. Po prostu mamy studentów, którzy dawniej koñczyliby zawodówki. Dzieci naprawdê chc± siê uczyæ, a przynajmniej rozumiej±, ¿e musz±. Jak siê mierzy w edukacji pilno¶æ? Wspó³czynnikiem odpadalno¶ci od systemu, tym, jaki procent dzieci przestaje w ogóle chodziæ do szko³y. Polska ma najni¿szy w Europie wspó³czynnik odpadalno¶ci od systemu – tylko 5 proc., podczas gdy w wielu krajach ten wspó³czynnik kszta³tuje siê na poziomie kilkunastu procent i ambitne za³o¿enia europejskie chc± tam ten wspó³czynnik za kilka lat zmniejszyæ do 10 proc.

Zwiêkszenie aspiracji edukacyjnych wymaga chyba zupe³nie innego podej¶cia do ucznia i innych programów.

– Problem, z którym musimy sobie w o¶wiacie poradziæ, to nasza reakcja programowa na zmianê sytuacji. Jest jasne, ¿e nie mo¿na uczyæ niemal 80 proc. uczniów – w zesz³ym roku by³o to 78 proc. – podchodz±cych do matury tymi samymi programami i metodami, co wtedy, gdy zdawa³o j± 50 proc. populacji, a na studia dostawa³o siê 10 proc. Od momentu powo³ania rz±du, czyli od listopada 2007, zaczêli¶my intensywnie pracowaæ nad tymi sprawami i mamy ju¿ przygotowan± now± podstawê programow±.

Ona do¶æ radykalnie zmienia niektóre kwestie. Powiedzmy, jakie s± jej za³o¿enia?

– Podstawa programowa to licz±cy ponad 300 stron dokument, który opisuje szczegó³owo, co uczeñ musi umieæ z poszczególnych przedmiotów po szkole podstawowej, po gimnazjum i po liceum. To jest wspó³bie¿ne z tym, o czym siê mówi ostatnio w szkolnictwie wy¿szym. Przestajemy opisywaæ proces, czyli to, ile godzin uczeñ powinien siê uczyæ biologii, geografii, fizyki czy chemii, ale okre¶lamy – a pó¼niej weryfikujemy przez egzamin – efekty kszta³cenia. Kluczowe jest to, co uczeñ powinien umieæ.

Na poziomie wy¿szym wprowadzamy w³a¶nie krajow± strukturê kwalifikacji.

– To jest dok³adnie ten sam proces, zreszt± odwo³ujemy siê w preambule wspomnianego dokumentu do tych w³a¶nie ram kwalifikacji. Opisujemy efekty kszta³cenia, czyli co powinien wiedzieæ uczeñ przeciêtny. Mamy równocze¶nie ¶wiadomo¶æ, ¿e nauczenie wszystkiego ka¿dego ucznia siê nie uda. Ale je¶li wymagan± wiedzê bêdzie posiadaæ, powiedzmy, 85 proc. klasy, nauczyciel wype³ni swoje zadanie, bo to nie psuje pracy nauczycielowi z wy¿szego poziomu. Nie bêdzie musia³ nadrabiaæ zaleg³o¶ci, tylko pójdzie dalej. A z niedu¿± grup± uczniów, która zawsze by³a, jest i bêdzie, trzeba jako¶ wiedzê uzupe³niaæ. Spisywanie wymagañ to by³ bardzo bolesny proces. Prosili¶my ekspertów z poszczególnych przedmiotów o podanie, co warto, aby dziecko umia³o, a nastêpnie dawali¶my to grupie nauczycieli z pro¶b± o oszacowanie, ile czasu potrzeba, ¿eby tego nauczyæ. I tu zaczyna³y siê trudno¶ci, bo okaza³o siê, ¿e nauczyciele potrzebuj± na to dwa razy wiêcej czasu ni¿ przewidziano, a zatem z czego¶ trzeba zrezygnowaæ. I nastêpowa³ bolesny proces uzgadniania, co mo¿e siê w programie zmie¶ciæ. W o¶wiacie funkcjonuje ju¿ system egzaminów zewnêtrznych i ewidentnie widaæ, ¿e problem nie w tym, ¿eby w podstawach zmie¶ciæ maksymalnie du¿o, tylko w tym, by wiêkszo¶æ uczniów siê tego nauczy³a. Co roku za pomoc± tych egzaminów dokonywana jest fotografia i widzimy, ile uczniowie siê nauczyli.

Jak ostatecznie rozwi±zano ten dylemat?

– Oczywi¶cie, nie mo¿na obni¿yæ wymagañ dla ca³ej populacji, bo rynek pracy jest bezlitosny i je¿eli obni¿ymy wymagania w Polsce, to z lepszych posad wypchn± nas inni. Trzeba racjonalnie okre¶liæ podstawê programow± i my¶lê, ¿e nam siê to uda³o. Drugi problem to niedokoñczona reforma ministra Miros³awa Handkego. Wprowadzono gimnazjum, a po nim liceum – dwa razy po 3 lata. Niezale¿nie od pierwotnego zamys³u, w rzeczywisto¶ci mamy dwukrotn± próbê realizacji pe³nego cyklu kszta³cenia ogólnego: raz w gimnazjum, drugi raz w liceum. Tego siê po prostu nie da solidnie zrobiæ ze wzglêdów czasowych, a i merytorycznie. Mówi±c szczerze, to jest po prostu z³e rozwi±zanie. To doskonale widaæ na przyk³adzie takich przedmiotów, jak choæby historia, gdzie uczniowie przerabiaj± to samo dwa razy, ale dochodz± z programem najdalej do 1945 roku. Na resztê brakuje czasu. Zmiana jest prosta i nie musimy nic wymy¶laæ, bo ju¿ wiele krajów by³o w tej sytuacji – trzeba zupe³nie inaczej zagospodarowaæ tych 6 lat. Pierwsze 4 lata to wspólny fundament, 2 nastêpne lata – g³êbokie kszta³cenie w wybranych przez ucznia dziedzinach. Zreszt±, o czym ju¿ mówili¶my, nie ka¿dy jest na tyle zdolny, ¿eby przyswoiæ bardziej skomplikowan± wiedzê. Osobny czynnik to nauczyciele, którzy koñczyli czteroletnie licea i staraj± siê wt³oczyæ uczniom do g³ów wszystko to, czego sami siê uczyli.

Zmiana bêdzie dotyczy³a wszystkich przedmiotów?

– Wszystkich maturalnych, czyli 13. Z 3 do 4 lat rozci±gniemy jeden cykl kszta³cenia, a pó¼niej przez 2 lata wybrane przedmioty, które uczeñ zechce zdawaæ na maturze, bêdzie móg³ pog³êbiaæ czy przerabiaæ przekrojowo. W drugiej klasie liceum, poza jêzykiem polskim, matematyk±, dwoma jêzykami i wf., uczeñ bêdzie musia³ wybraæ trzy przedmioty, które bêdzie naprawdê zg³êbiaæ i po¶wiêci na nie do¶æ du¿o czasu.

Po pierwszym roku liceum ten wybór bêdzie w du¿ej mierze wyborem nauczyciela, a nie przedmiotu. Bêd±c kiedy¶ dyrektorem Instytutu Matematyki UW robi³em tak± ankietê w¶ród swoich kolegów matematyków i 90 proc. z nich twierdzi³o, ¿e wybra³o matematykê, bo mia³o dobrego nauczyciela. Natomiast ¿eby uczeñ nie „poszed³” wy³±cznie w matematykê, fizykê, informatykê czy odwrotnie – w polski, WOS czy historiê, wmontowujemy w system pewne zabezpieczenie i uczeñ bêdzie mia³ w wymiarze dwóch godzin tygodniowo przedmiot historia i spo³eczeñstwo, gdzie na bazie ukoñczonego 4−letniego chronologicznego kursu bêdzie siê uczy³ problemowo historii – wybieramy pewne problemy i idziemy przekrojowo przez epoki. I symetrycznie, je¶li nie wybierze ¿adnego przedmiotu przyrodniczego, jako pog³êbiony musi wzi±æ przedmiot przyroda, który ³±czy nauki ¶cis³e i przyrodnicze. To spowoduje, ¿e liceum bêdzie trudniejsze, bo dzi¶ wielu uczniów prze¶lizguje siê w nim po poziomach podstawowych. Dopu¶cimy tu ró¿ne warianty, np. ¿eby takiego przedmiotu mog³a uczyæ para nauczycieli – biolog z chemikiem czy matematyk i fizyk.

A nie jest przeszkod± to, ¿e w czwartym roku realizacji programu nast±pi zmiana szko³y z gimnazjum na liceum?

– Nie, bo bêdzie okre¶lone programowo, jakie efekty trzeba uzyskaæ po 3 latach. Na przyk³adzie historii – przyjmujemy, ¿e uczniowie przerabiaj± w gimnazjum materia³ do I wojny ¶wiatowej, a w pierwszej klasie szko³y ponadgimnazjalnej historiê najnowsz±.

Od kiedy wejd± te zmiany?

– Od 1 wrze¶nia 2009 ten program wchodzi do szko³y podstawowej oraz do pierwszej klasy gimnazjum i to bêdzie zmiana krocz±ca, czyli na pe³ne jej wdro¿enie potrzebujemy 6 lat. Oczywi¶cie, bêdziemy pilnie monitorowaæ, jak ten program siê sprawdza i wprowadzaæ ewentualne korekty.

Szczególne narzekania dotycz± poziomu kandydatów z matematyki. Niektóre uczelnie, np. AGH, wrêcz prowadz± specjalne kursy dokszta³caj±ce z tego przedmiotu, ³o¿±c na to swoje fundusze, ¿eby podnie¶æ poziom kandydatów. To siê zmieni po wprowadzeniu matury z matematyki?

– Znaczna czê¶æ m³odzie¿y ma trudno¶ci i jak±¶ niechêæ do matematyki. Nauczyciele zgodnie twierdz±, ¿e to jest jeden z nielicznych przedmiotów, gdzie nie da siê szybko nadrobiæ zaleg³o¶ci. To jest problem tego, ¿e kilkana¶cie lat nie by³o egzaminu maturalnego z matematyki. Pojawi³o siê te¿ pojêcie dyskalkulii. By³y nawet teorie próbuj±ce zlokalizowaæ obszary mózgu odpowiedzialne za procesy matematyczne, ale ta teoria zosta³a rozbita w puch. Jest dysleksja, natomiast nie ma czego¶ takiego, jak dyskalkulia. Psycholodzy rozwojowi udowodnili, ¿e kto¶, kto jest w stanie przyswoiæ sobie zasady gramatyki, czyli pos³ugiwaæ siê w miarê poprawnie jêzykiem, jest w stanie nauczyæ siê podstaw matematyki i wykonywaæ podstawowe operacje matematyczne. W³a¶nie takie, jakie bêdziemy sprawdzaæ od przysz³ego roku na maturze. Przygotowania s± bardzo zaawansowane. Mamy ju¿ nawet przyk³adowe arkusze egzaminacyjne.

A nie ma obaw, ¿e to mo¿e byæ katastrofa, je¶li chodzi o zdawalno¶æ?

– Robili¶my ju¿ badania pilota¿owe i wiemy, ¿e katastrofy nie bêdzie. Nie bêdzie te¿ fajerwerków.

Obecne matury budz± du¿e emocje. Jest wiele g³osów, ¿e pytania s± zbyt ³atwe, polecenia nieprecyzyjne, a metoda sprawdzania przy pomocy klucza niesie zbyt wiele niewiadomych.

– Teoria pomiaru dydaktycznego definiuje, ¿e trudno¶æ zadania czy egzaminu mierzy siê odsetkiem dzieci, które nie zdo³a³y go rozwi±zaæ. A zatem dopiero po sprawdzeniu wyników bêdzie mo¿na odpowiedzialnie powiedzieæ, czy egzamin by³ ³atwy, czy trudny. Na razie mo¿emy mówiæ o subiektywnych odczuciach. Rozk³ad wyników w populacji jest z roku na rok podobny. Je¶li by³yby one znacz±co lepsze ni¿ w roku ubieg³ym, wówczas rzeczywi¶cie mo¿na by powiedzieæ, ¿e egzamin by³ ³atwiejszy. Problem klucza, czyli poprawnie mówi±c: schematu oceniania, jest trochê rozdmuchiwany przez prasê. Mamy w nim szereg odpowiedzi s³u¿±cych do oceny, czy odpowied¼ jest poprawna. One pokazuj±, ile odj±æ za konkretny b³±d, ale nie narzucaj± jedynej mo¿liwej odpowiedzi. Je¶li uczeñ odpowiada dobrze, ale nietypowo, dostaje pe³ne punkty. Egzaminatorzy s± specjalnie szkoleni i kto¶, kto po raz pierwszy próbuje oceniaæ za pomoc± takiego klucza, nie jest w stanie dobrze tego zrobiæ. W zesz³ym roku tak± metodê, sprawdzaj±c samemu przy pomocy klucza, zastosowa³a jedna z gazet, wykazuj±c, ¿e z matur± mieliby trudno¶ci nawet znani profesorowie Marcin Król i Antoni Libera, ale to by³o nieuczciwe postawienie sprawy, bo tu trzeba prawdziwej znajomo¶ci metody. Wiele osób, ³±cznie z najwybitniejszymi naukowcami i dziennikarzami, gdy zrozumia³o, o co w tej metodzie naprawdê chodzi, przyzna³o nam bezwzglêdn± racjê. Tak siê to zreszt± robi na ¶wiecie. Schemat jest przygotowywany razem z zadaniami, a nastêpnie weryfikowany i rozszerzany po badaniu pilota¿owym na grupie kilkuset uczniów, a ju¿ po prawdziwym egzaminie maturalnym po raz kolejny jest dyskutowany i weryfikowany przez do¶wiadczonych metodyków. Je¶li zadanie jest rozwi±zane dobrze, ale nietypowo, sprawdzaj±cy mo¿e sam zadecydowaæ, ¿e przyznaje maksymaln± ilo¶æ punktów lub przes³aæ ten arkusz do centrali, gdzie zostanie zweryfikowany. To jest naprawdê przemy¶lany system.

Jak wygl±da wspó³praca na linii resort edukacji – wy¿sze uczelnie? Czy nadal dzia³a wspólna komisja?

– To by³o potrzebne na etapie tworzenia nowego systemu egzaminów i zast±pienia egzaminów wstêpnych wynikami matury. Teraz jeste¶my w sta³ym kontakcie z prof. Tomaszem Boreckim, przewodnicz±cym Komisji ds. Kszta³cenia KRASP. Komisja opiniowa³a podstawê programow± i przekaza³a szereg uwag, które wykorzystali¶my. Dyskutujemy przede wszystkim o tym, czego rektorzy potrzebuj± w rekrutacji, aby wy³oniæ najlepszych kandydatów. Uczestniczê systematycznie w spotkaniach rektorów i mam wówczas okazjê do bezpo¶redniej wymiany pogl±dów, przekazywania najwa¿niejszych spraw. Nasza reforma programowa da naprawdê lepszych kandydatów na studia, dlatego ¿e po pierwsze okre¶li, co uczeñ powinien umieæ – a to daje zupe³nie inne mo¿liwo¶ci nauczycielom, którzy ju¿ nie bêd± staraæ siê przekazywaæ wszystkiego, czego sami siê uczyli, po drugie za¶ – profilujemy zainteresowania uczniów.

Je¶li chcemy mieæ spo³eczeñstwo szeroko wykszta³cone, tzn. du¿y odsetek przyjmowanych na uczelnie, musz± siê pojawiæ studia dwóch prêdko¶ci. Dla takich studentów, jakich dawniej mieli¶my i dla takich, którzy chc± studiowaæ, ale s± s³abiej przygotowani ni¿ ci, których oczekiwali¶my. Szko³a nie da rady przygotowaæ tak du¿ej liczby tak dobrych kandydatów jak kiedy¶ – nie pozwala na to du¿e zró¿nicowanie uzdolnieñ, wystêpuj±ce w ka¿dej du¿ej frakcji populacji. Proces boloñski i licencjat wziê³z siê w³a¶nie z my¶lenia o tych prawid³owo¶ciach demograficznych. W kraju demokratycznym o poziomie wykszta³cenia spo³eczeñstwa decyduje nie wykszta³cenie elit ani nawet ¶redni poziom, ale najs³absi, tzw. dno edukacyjne, bo wiele spraw rozstrzyga siê decyzjami tej czê¶ci populacji (np. ogl±dalno¶æ TV decyduje o poziomie intelektualnym jej programów).

Jak Pan widzi z perspektywy obecnej funkcji rolê PKA i mo¿liwy model funkcjonowania komisji ¶rodowiskowych?

– Przede wszystkim odnotowujê ogromne sukcesy PKA – przyjêcie do ENQA (European Association for Quality Assurance in Higher Education) oraz do rejestru europejskiego. To pokazuje, ¿e spe³niamy standardy miêdzynarodowe. Pracowa³a na to komisja pierwszej kadencji, pracowali¶my na to ciê¿ko my przez 3 lata w drugiej kadencji i pracuj± nasi nastêpcy.

Co do komisji ¶rodowiskowych i ich relacji z PKA jest wola ¶rodowiska, aby funkcjonowa³y jedne i drugie. Musimy wypracowaæ model ich wspó³istnienia i wspó³pracy. Pamiêtajmy przede wszystkim jednak o tym, ¿e jako¶ci nie zapewni siê z zewn±trz. Musimy tworzyæ systemy zapewniania jako¶ci wewn±trz instytucji. Moim zdaniem, powinno byæ np. tak, ¿e przyje¿d¿a komisja akredytacyjna – wszystko jedno, czy ¶rodowiskowa, czy PKA – i nie bada, czy prace magisterskie s± dobre, siêgaj±c losowo na pó³kê, tylko prosi o raporty wewnêtrznej komisji od oceny prac magisterskich. Wtedy z pewno¶ci± podniesiemy poziom kszta³cenia w uczelniach.

Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje