¯aden przedstawiony w ostatnich kilkunastu latach pomys³ reformy szkolnictwa wy¿szego nie wzbudzi³ tak o¿ywionych dyskusji, jak projekt Partnerstwo dla wiedzy. Dyskusje te doprowadzi³y do wy³onienia dwóch istotnie ró¿ni±cych siê opcji – ministerialnej, dosyæ konsekwentnie broni±cej wchodz±cych w sk³ad tego projektu za³o¿eñ i postulatów, oraz szkó³ wy¿szych, zg³aszaj±cych do nich ró¿norakie zastrze¿enia. Dobrze by³oby oczywi¶cie, aby nast±pi³o zbli¿enie stanowisk. Wydaje siê jednak, ¿e dzisiaj bli¿si jeste¶my ustalenia listy rozbie¿no¶ci ni¿ wypracowania konsensusu. Do takiego wniosku sk³ania m.in. dyskusja, która mia³a miejsce na marcowym senacie w mojej macierzystej uczelni, tj. w Uniwersytecie im. A. Mickiewicza.
W moim przekonaniu, stanowisko to dobrze oddaje zastrze¿enia przynajmniej niektórych uczelni publicznych, zg³aszane do ministerialnych pomys³ów zawartych w trzech czê¶ciach Partnerstwa dla wiedzy – pierwszej (z 20 stycznia br.): Reforma studiów i praw studenckich, drugiej (z 10 lutego br.): Nowy model kariery naukowej oraz trzeciej (z 12 marca br.): Nowy model zarz±dzania szkolnictwem wy¿szym. Zespó³ rektorski UAM (i senat, który popar³ to stanowisko) uwa¿a, ¿e ministerialny projekt zmierza do dokonania radykalnych zmian w polskich uczelniach. Tymczasem „Szkolnictwo wy¿sze i nauka w Polsce nie wymagaj± dzi¶ rewolucyjnych zmian ustrojowych, a raczej stabilno¶ci przepisów reguluj±cych ich dzia³anie. Przede wszystkim potrzebuj± zdecydowanego wsparcia finansowego z bud¿etu pañstwa”. W tych dwóch zdaniach wyra¿one zosta³y dwa g³ówne zastrze¿enia do ministerialnego projektu. Wszystkie inne – takie np., jak prezentowanie zamierzeñ MNiSW w nie zawsze przystaj±cych do siebie czê¶ciach – to jedynie uszczegó³owienia lub uzasadnienia tych zastrze¿eñ. Trzeba odnotowaæ, i¿ w ¶wietle tego stanowiska „ewentualn± reformê powinno poprzedziæ przyjêcie strategii rozwoju szkolnictwa wy¿szego. Strategia powinna wytyczyæ cele, a ustawy powinny byæ z ni± spójne”. Póki co, nie ma ani opracowanej strategii, ani spójno¶ci z ni± proponowanych ustaw.
Jeszcze kilka przywo³añ z uwag zg³oszonych do poszczególnych czê¶ci ministerialnego projektu. Do jego czê¶ci zatytu³owanej Reforma studiów... zg³aszane s± m.in. takie zastrze¿enia, jak: proponowanie rozwi±zañ problemów, które ju¿ zosta³y rozwi±zane (np. w kwestii „przyspieszania doktoratów uzdolnionych doktorantów” czy „obowi±zkowej ewaluacji pracy dydaktycznej”); pomijanie takich faktów, jak istnienie jednolitych studiów magisterskich czy próba odebrania studentom tego, do czego oni s± przywi±zani, to znaczy ich „papierowego” indeksu. W czê¶ci Nowy model kariery akademickiej najpowa¿niejsze zastrze¿enia budzi nie tyle nawet „uproszczenie i skrócenie procedury habilitacyjnej”, co „przeniesienie uprawnieñ z rad wydzia³ów na CK”. W praktyce oznacza³oby to „centralne sterowanie” (tê lekcjê ju¿ przerabiali¶my). O próbach powrotu do tego rodzaju „sterowania” (i zagro¿eniach zwi±zanych z „centralizmem”) mówi siê równie¿ w tym miejscu, w którym zg³aszane s± zastrze¿enia do ograniczenia uczelniom „swobody co do wyboru formy zatrudnienia na konkretnym stanowisku”. W koncepcji Nowego modelu zarz±dzania szkolnictwem wy¿szym zasadniczych obiekcji nie wywo³uje nawet pomys³ „powo³ania do ¿ycia krajowych naukowych o¶rodków wiod±cych (KNOW)”. Wskazane by³oby jednak wcze¶niejsze ustalenie procedury ich wy³aniania oraz zasad finansowania. W tej czê¶ci ministerialnego projektu pojawiaj± siê – zdaniem zespo³u rektorskiego UAM – równie¿ inne niejasno¶ci i niespójno¶ci. Takie chocia¿by, jak, z jednej strony – próba ograniczenia wieloetatowo¶ci, natomiast z drugiej – znaczna liberalizacja obowi±zuj±cych obecnie wymagañ tzw. minimum kadrowego.
Zespó³ rektorski UAM znajduje oczywi¶cie w tym projekcie równie¿ propozycje godne poparcia. Nale¿± do nich m.in.: „obowi±zkowa ewaluacja pracy dydaktycznej”, „wprowadzenie systemu zarz±dzania elektronicznego procesem kszta³cenia”, „wprowadzenie mo¿liwo¶ci przedk³adania pracy (doktorskiej) i obrony w jêzyku angielskim”, „wprowadzenie ustawowej zasady, ¿e wszystkie stanowiska naukowe, naukowo−dydaktyczne i dydaktyczne s± obsadzane w trybie konkursu” czy „integracja uczelni z otoczeniem spo³eczno−gospodarczym”. Te i inne jeszcze akceptowane rozwi±zania albo ju¿ s± realizowane, albo te¿ ich realizacjê dopuszczaj± i zalecaj± obecne regulacje prawne. Je¶li nawet nie ma w nich odpowiedniego zapisu, to – zdaniem zespo³u rektorskiego UAM – mo¿na go wprowadziæ „w drodze ma³ej nowelizacji ustaw lub te¿ zwyk³ymi rozporz±dzeniami ministra”.
Najdalej id±ce zbie¿no¶ci miêdzy stanowiskami ministerialnym i zespo³u rektorskiego UAM dostrzegam w ocenie aktualnej kondycji polskich uczelni. Zw³aszcza w tej diagnozie, która przedstawiona zosta³a przez MNiSW w kwietniu 2008 w Projekcie za³o¿eñ reformy systemu nauki i szkolnictwa wy¿szego. Jest to zreszt± ³atwo wyt³umaczalne, bo przy jego opracowaniu znacz±cy udzia³ mia³o grono ekspertów o wielkim do¶wiadczeniu i autorytecie w ¶rodowisku akademickim. Mimo ¿e dzisiaj niejedna z tych osób znajduje siê poza zespo³em doradców ministerialnych, warto przypomnieæ chocia¿by najwa¿niejsze punkty tamtych za³o¿eñ.
W za³o¿eniach dotycz±cych zarz±dzania szko³ami wy¿szymi mówi³o siê o „wy³onieniu najlepszych i najnowocze¶niej zarz±dzanych uczelni flagowych”, do czego mia³o prowadziæ m.in. „opracowanie strategii rozwoju szkolnictwa wy¿szego”, natomiast „w zmianach strategicznych, d³ugoterminowych” mówi³o siê m.in. o „rozpoczêciu ograniczania dwuetatowo¶ci na polskich uczelniach”. W za³o¿eniach dotycz±cych „modelu kariery naukowej” mówi³o siê m.in. o „zwiêkszeniu mobilno¶ci kadry akademickiej poprzez obowi±zkowe sta¿e i zatrudnianie kontraktowe”. Natomiast w za³o¿eniach do dydaktyki postulowane by³o m.in. „zredukowanie liczby kierunków studiów, a jednocze¶nie uelastycznienie systemu poprzez powi±zanie kierunków z dziedzinami nauki, a nie dyscyplinami”.
Te i inne jeszcze problemy polskich uczelni s± nie tylko stosunkowo dobrze znane, ale i dyskutowane praktycznie przy ka¿dej powa¿niejszej próbie reform. Niektóre z nich (jak problem wieloetatowo¶ci czy tzw. kole¿eñskich recenzji) nazywane s± wprost patologiami. G³o¶ne w ostatnich miesi±cach sprawy dwóch akademickich procedur awansowych jedynie potwierdzi³y, ¿e nie wszystko z nimi jest tak, jak byæ powinno. Przypomnê je w skrócie. Pierwsza z nich zwi±zana jest z osob± znanego (przede wszystkim z telewizyjnych komentarzy) politologa, któremu dwie kolejne rady naukowe, maj±ce w tym zakresie uprawnienia do habilitowania, odmówi³y wszczêcia procedury habilitacyjnej – zdaniem powo³anych przez te rady komisji z uwagi na niewystarczaj±cy dorobek, natomiast zdaniem zainteresowanego oraz sympatyzuj±cych z nim osób z uwagi na jego polityczne preferencje oraz otwarte domaganie siê lustracji jego prze³o¿onych i wspó³pracowników w Instytucie Nauk Politycznych U¦. Druga z nich zwi±zana jest z napisaniem przez jednego z profesorów Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu dwóch radykalnie ró¿nych opinii w tym samym przewodzie habilitacyjnym – pozytywnej i negatywnej. Podawane przez owego profesora wyja¶nienia, ¿e w jego praktyce jest rzecz± normaln± pisanie kilku ró¿nych wersji opinii w tej samej procedurze, ale wysy³anie tylko jednej z nich, jest ma³o przekonuj±ce.
Trafnie rozpoznaæ istniej±ce problemy to jedno, a uporaæ siê z nimi, czy chocia¿by dokonaæ istotnych kroków naprawczych, to zupe³nie co¶ innego. Przekonuje o tym m.in. sygnalizowany tutaj problem istniej±cych w nadmiarze i ci±gle mno¿±cych siê w polskich uczelniach kierunków studiów. Prawdopodobnie jeste¶my absolutnym rekordzist± w Europie, je¶li chodzi o ich liczbê. Dzisiaj jest ich (³±cznie z unikatowymi) ponad 130, a w kolejce (do pozytywnego zaopiniowania przez Radê G³ówn± Szkolnictwa Wy¿szego i ministerialnej akceptacji) czeka jeszcze wiêcej. Nietrudno znale¼æ odpowied¼ na pytanie, sk±d ten urodzaj. Przecie¿ niemal ka¿dy znacz±cy profesor oraz ka¿dy znacz±cy instytut czy wydzia³ chcia³by mieæ taki kierunek studiów, który by³by jedyny, niepowtarzalny (je¶li nawet nie z programu, to z nazwy) i przyci±ga³ t³umy chêtnych do studiowania. Mniejsza o to, ¿e nijak to siê ma do rynku pracy czy chocia¿by pospolitego zdrowego rozs±dku. Bywa oczywi¶cie, ¿e zbiorowa m±dro¶æ spo³eczno¶ci akademickiej zadzia³a niczym „brzytwa Ockhama”, sprawiaj±c, i¿ tego rodzaju aspiracje nie wykrocz± poza mury macierzystej uczelni. Nie ulega jednak dla mnie w±tpliwo¶ci, ¿e znacznie czê¶ciej powinna byæ ona w u¿yciu.
Podzielam opiniê zespo³u rektorskiego UAM, ¿e ministerialny projekt Partnerstwo dla wiedzy ma charakter rewolucyjny, a przynajmniej oznacza – mówi±c jêzykiem s³awnej rewolucji z 1789 r. – stanowcze votum separatum wobec akademickiego ancien régime’u, tzn. wypracowywanego i utrwalanego przez wieki uczelnianego porz±dku. Chcia³bym tutaj wskazaæ tylko na jeden punkt z d³ugiej listy ministerialnego programu zmian, którego wprowadzenie w ¿ycie oznacza³oby rewolucjê. Wpisany jest on w Nowy model kariery akademickiej i wi±¿e siê z propozycj± radykalnego „uproszczenia i skrócenia procedury habilitacyjnej”. W podpunktach do niego proponuje siê takie rozwi±zania, jak m.in.: „ograniczenie roli macierzystej rady wydzia³u lub rady naukowej w postêpowaniu o nadanie stopnia doktora habilitowanego” (2.2), „ustanowieniu warunku otwarcia przewodu habilitacyjnego w postaci udokumentowanej aktywno¶ci badawczej lub artystycznej po doktoracie wyra¿onej w punktach” (2.3) oraz „ocenie dorobku na podstawie (mo¿liwie mierzalnych) kryteriów, których spe³nienie umo¿liwi uzyskanie stopnia naukowego doktora habilitowanego w okre¶lonej grupie nauk i w sztuce”. Dalej postuluje siê, aby to nie rada naukowa jednostki maj±ca uprawnienia habilitacyjne, lecz wy³oniona przez ni± oraz CK Komisja do Przeprowadzenia Postêpowania Habilitacyjnego (w sk³adzie 7−osobowym) „oceni³a dorobek kandydata w postêpowaniu habilitacyjnym” i „wyst±pi³a do CK o nadanie stopnia naukowego dr. hab. lub zamknê³a postêpowanie”.
Na pytanie: co w tym jest rewolucyjnego?, odpowiem krótko: wszystko. Po pierwsze, jest to nie tylko manifestacja ca³kowitego braku zaufania do takich kolegialnych cia³ (sk³adaj±cych siê z regu³y z kilkudziesiêciu specjalistów z danej dyscypliny lub dziedziny), jak rady naukowe jednostek maj±cych uprawnienia do przeprowadzenia przewodów habilitacyjnych, ale tak¿e zredukowanie ich dotychczasowych uprawnieñ do takiego minimum, jak „powo³anie w ci±gu 3 tygodni 2 cz³onków Komisji do Przeprowadzenia Postêpowania Habilitacyjnego”. Po drugie, jest to nie tylko manifestacja braku zaufania do sk³adanych przez habilitantów deklaracji (m.in. w postaci tzw. autoreferatu) odno¶nie ich dorobku naukowego oraz wspieraj±cych ich samooceny opinii profesorskich, ale tak¿e ¿±danie od nich wy³o¿enia na stó³ takich „kart”, które daj± siê przeliczyæ na punkty za publikacje i redakcje naukowe, liczby cytowañ, udzia³ w realizacji miêdzynarodowych i krajowych projektów naukowo−badawczych itd. Po trzecie w koñcu, jest to nie tylko postawienie pod wielkim znakiem zapytania sensu budowania sobie przyjaznego ¶rodowiska kolegów, wspó³pracowników oraz potencjalnych opiniodawców, ale tak¿e wystawienie na wielk± próbê (i wielk± niewiadom±) tych habilitantów, którzy znani i doceniani s± g³ównie na w³asnym „podwórku”. Na pytanie: co w tym z³ego?, mogliby zapewne sporo powiedzieæ ci, którzy toczyli batalie o swoje awanse naukowe poza macierzyst± uczelni±.
W tej próbie dokonania prawdziwej rewolucji – podobnie zreszt±, jak to ma miejsce w przypadku innych znacz±cych przewrotów – zachowane zostaj± przynajmniej pewne pozory kontynuacji, takiej chocia¿by, jak powo³ywanie komisji ds. awansowych i powierzanie im okre¶lonych zadañ. Zezwalaj± na to zarówno obecnie obowi±zuj±ce regulacje ustawowe, jak i statuty poszczególnych uczelni. Np. w Statucie UAM stwierdza siê m.in., ¿e „Rada wydzia³u mo¿e powo³aæ komisje sta³e oraz komisje utworzone do za³atwienia okre¶lonych spraw”. Natomiast w wyja¶nieniach zamieszczonych na stronie internetowej CK mówi siê o tym, jak takie komisje powinny postêpowaæ – stwierdza siê tam m.in., ¿e recenzenci i cz³onkowie komisji rad wydzia³u lub rad naukowych powinni stosowaæ w swoich opiniach „jednolite, wyra¼ne i obiektywne kryteria ocen”. Na pozór zatem wszystko jest „po staremu”. Ale tylko na pozór. Komisje te bowiem w sprawach awansowych nie maj± uprawnieñ decyzyjnych, a formu³owane przez nie opinie mog±, ale nie musz±, byæ wziête pod uwagê przez cz³onków rad naukowych maj±cych uprawnienia habilitacyjne. Co wiêcej, mo¿na siê spotkaæ z pogl±dem (i niestety równie¿ z tak± praktyk±), ¿e ich uprawnienia ograniczaj± siê do sprawdzenia formalnej poprawno¶ci z³o¿onej przez habilitanta dokumentacji, a wyj¶cie poza te uprawnienia mo¿e byæ zaskar¿one do s±du administracyjnego.
Zacznê od blasków tego projektu, bo w ogniu krytyki, z któr± siê on dzisiaj spotyka, ³atwo je przeoczyæ. Jest ich sporo, a jednym z istotniejszych – byæ mo¿e niedostatecznie przez ministerstwo eksponowanym – jest próba ograniczenia arbitralno¶ci oraz subiektywizmu w akademickich procedurach awansowych oraz w tych ocenach okresowych, którym podlegaj± (na mocy ustawy) wszyscy pracownicy naukowi, naukowo−dydaktyczni i dydaktyczni wy¿szych uczelni. Maj±c mierzalne kryteria oceny osi±gniêæ naukowych i dydaktycznych oraz obowi±zuj±c± w poszczególnych naukach lub grupach nauk (dziedzinach) punktacjê, ³atwo bêdzie mo¿na zakwestionowaæ z jednej strony pojawiaj±ce siê przy ró¿nych okazjach opinie o wybitno¶ci tych osób, które wprawdzie publikuj± niewiele (a je¶li ju¿, to w drugorzêdnych wydawnictwach), ale za to jakie maj± g³êbokie i oryginalne przemy¶lenia, natomiast z drugiej strony opinie o mierno¶ci tych osób, które nie maj± wprawdzie dobrych „adwokatów” z profesorskimi tytu³ami, ale za to maj± publikacje w wysoko punktowanych wydawnictwach.
Do nie mniej istotnych blasków tego projektu zaliczam próbê uwolnienia wy¿szych uczelni od sztywnego „gorsetu” ministerialnych standardów kszta³cenia oraz nadania studiom na poszczególnych kierunkach bardziej zindywidualizowanego i otwartego (na inne kierunki, a nawet na inne uczelnie) charakteru. Wprowadzenie tego w ¿ycie przyczyni³oby siê zapewne do ograniczenia „radosnej” twórczo¶ci autorów ró¿nego rodzaju dydaktycznych „unikatów”.
W koñcu idea „o¶rodków wiod±cych”. Jest ona wprawdzie powa¿nym zagro¿eniem dla uczelni o ma³ym lub ¶rednim potencjale naukowym i dydaktycznym (na polskiej mapie akademickiej stanowi± one zdecydowan± wiêkszo¶æ), niemniej jej realizacja przyczyni³aby siê zapewne, po pierwsze – do bardziej efektywnego wykorzystania skromnych ¶rodków przeznaczanych na badania naukowe, po drugie – do wiêkszej mobilno¶ci naukowej i dydaktycznej tych uczelni, które maj± spory potencja³ kadrowy (kadrze tej brakuje jednak odpowiedniej motywacji), po trzecie – do ograniczenia jak¿e dzisiaj czêstego poprawiania swojego wizerunku poprzez zmiany „szyldu” ze szko³y zawodowej na akademiê oraz z akademii na uniwersytet.
A cienie tego projektu? Mowa o nich ju¿ by³a przy prezentowaniu stanowiska zespo³u rektorskiego UAM. Powtórzê zatem tylko: polskim uczelniom potrzeba – poza wszystkim innym – „zdecydowanego wsparcia finansowego z bud¿etu pañstwa”. Jak to wygl±da w praktyce, dobrze wiedz± w³adze rektorskie i dziekañskie, natomiast odczuwa ca³a spo³eczno¶æ akademicka. Rzecz jasna, ze skutkami tzw. kryzysu finansowego musimy siê liczyæ wszyscy. Czy jednak mo¿na mówiæ sensownie o „likwidacji barier rozwojowych polskich uczonych” oraz o „stwarzaniu lepszych warunków w funkcjonowaniu szkó³ wy¿szych w Polsce” w sytuacji, gdy jednocze¶nie dokonuje siê tak radykalnych ciêæ, jak zmniejszenie o ponad 50% ¶rodków finansowych na tzw. badania w³asne. W przysz³ym roku prawdopodobnie fundusz ten w ogóle zostanie zlikwidowany.
Powa¿ny cieñ na ministerialny projekt rzuca równie¿ wiara jego twórców w moc samych regulacji prawnych. Nie znam ¿adnego kraju, w którym rozwi±zania formalnoprawne okaza³yby siê wystarczaj±cym lekarstwem na u³omno¶ci i dolegliwo¶ci ¿ycia akademickiego. Znam natomiast kilka takich, w których przy ich pomocy uda³o siê to i owo na jaki¶ czas poprawiæ, niemniej problemy strukturalne pozosta³y. Dobrym przyk³adem mo¿e byæ zarówno wielka reforma szkolnictwa wy¿szego we Francji w 1968 roku, jak i eksperyment niemiecki z tzw. profesur± juniorsk±. Cieniem na tym projekcie k³adzie siê równie¿ przyjêty przez ministerstwo sposób jego konsultowania ze ¶rodowiskiem akademickim. Zapewne przyda³oby siê wiêcej czasu na przedyskutowanie zarówno poszczególnych czê¶ci tego projektu, jak i jego ca³o¶ci przed przekazaniem do komisji sejmowych.