Akademik jest miejscem kultowym – najbardziej dla tych, którzy nigdy w nim nie mieszkali. W wyobra¿eniu wielu studentów mieszkaj±cych z rodzicami (jak równie¿ niektórych pracowników naukowych) dom studencki to miejsce nieustannych imprez, wyg³upów i przechodz±cej ludzkie pojêcie rozpusty. Gdyby istotnie tak by³o, ¿aden z mieszkaj±cych tam studentów nie doszed³by nawet do trzeciego semestru. Jaka jest prawda o akademikach? Gdy s³ucha³em opowie¶ci znajomych, wci±¿ powraca³o jedno s³owo: surrealizm.
W opolskim akademiku sprz±taczka omal nie trafi³a do szpitala psychiatrycznego. Znaleziono j± le¿±c± ze z³aman± nog± na klatce schodowej. Przera¿ona kobieta twierdzi³a, ¿e potr±ci³ j± narciarz. Rzecz w tym, ¿e by³ pa¼dziernik, a do najbli¿szego stoku narciarskiego kilkadziesi±t kilometrów. Gdy nieszczêsn± kobietê miano ju¿ zabieraæ do „miejsca odosobnienia”, pewien student przyzna³ siê, ¿e to on by³ owym narciarzem. Zje¿d¿a³ po schodach na nartach, z kijkami, w goglach, czapce i szaliku.
Niewiele mniej absurdalne jest zdarzenie, jakie rzekomo mia³o miejsce w akademiku Politechniki Wroc³awskiej. Kilku studentów ogl±da³o w pokoju film. Nagle otworzy³y siê drzwi i do pomieszczenia wpad³a postaæ w stroju goryla. Rozejrza³a siê wokó³ przera¿onym wzrokiem i wyskoczy³a przez okno (pokój znajdowa³ siê na parterze). Po chwili do tego samego pomieszczenia wtargnê³a grupa czterech mê¿czyzn, którzy z okrzykiem: „£apaj zwierza! Yeti! Yeti!” przebiegli przez pokój i wyskoczyli przez to samo otwarte okno. Siedz±cy w pokoju studenci wpatrywali siê niewidz±cym wzrokiem w swoje kubki z kaw±, mówi±c sami do siebie: „To siê nie dzieje naprawdê”.
Wiêkszo¶æ mieszkaj±cych w DS−ach studentów musi siê zadowoliæ sytuacjami zabawnymi, choæ mniej ju¿ efektownymi. Joanna Rutkowska, absolwentka polonistyki w Uniwersytecie Wroc³awskim, wspomina nastêpuj±c± sytuacjê: – Wchodzê do kuchni z samego rana w sobotê. Sobota zaczê³a siê jak ka¿da inna studencka sobota, czyli do¶æ pó¼no. Zaspane me oczêta nie by³y przygotowane na to, co mia³o nast±piæ. W kuchni zasta³am mojego wspó³lokatora przyodzianego w szlafrok i ranne pantofle oraz uzbrojonego w wiertarkê marki Bosch. Ca³y ten zestaw (wspó³lokator + wiertarka) stanowi³ do¶æ osobliwy otwieracz do kokosa, który miêdzy pantoflami oczekiwa³ bez s³owa na swój nieuchronny los. Wspó³lokator bezpardonowo przytrzyma³ stopami wielki orzech, po czym z nieludzk± wrêcz konsekwencj± pocz±³ wierciæ. Kokos nie jêkn±³ nawet w prote¶cie. Potem przysz³o mi do¶wiadczyæ upicia czê¶ci tego napoju wysp egzotycznych. Có¿... przereklamowana przyjemno¶æ.
Wyobra¼nia mieszkañców akademików nie zna granic. Symptomatyczne s± tabliczki umieszczane niegdy¶ obok ga¶nic w DS „¦lê¿ak” (Uniwersytet Ekonomiczny we Wroc³awiu): „Przypominamy, ¿e sprzêt ga¶niczy NIE S£U¯Y celom rozrywkowym”.
– W moim akademiku w ka¿dym pokoju jest g³o¶niczek i z portierni czasami co¶ og³aszaj± – np. ¿e w pokoju X kupili sk³adniki na pierniki i nie maj± na alkohol, wiêc chêtnie sk³adniki odsprzedadz± (to przed ¶wiêtami by³o) albo pani portierka grzmi±ca, ¿e studenci, którzy w pokoju Y sma¿± gofry, niech przestan± dymiæ, bo siê ca³y czas alarm w³±cza – mówi Anna Wiêc³aw z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wroc³awiu.
Absurd czai siê w najdrobniejszych przejawach ¿ycia codziennego. Pewien student podejmowa³ w pokoju kole¿ankê. Zrobi³ jej w swoim naj³adniejszym kubku kawê z bit± ¶mietan±. Kole¿anka kawy nie dopi³a, a kubek sta³ zapomniany na parapecie przez kilka tygodni. Wreszcie studenta odwiedzi³ kolega studiuj±cy biotechnologiê. Zainteresowa³ siê zawarto¶ci± kubka i po¿yczy³ go – rzekomo na kilka dni. Po tygodniu spyta³, czy mo¿e o jego zawarto¶ci napisaæ pracê magistersk±. A nasz student zosta³ bez kubka.
W wiêkszo¶ci du¿ych miast duszpasterze akademiccy obchodz± akademiki z wizyt± duszpastersk±. Nie zawsze udaje siê uprzedziæ wcze¶niej mieszkañców akademika, ¿e do drzwi ich pokojów zapuka ksi±dz i niektórzy zmuszeni s± podejmowaæ decyzjê o wpuszczeniu b±d¼ niewpuszczeniu osoby duchownej niejako „na gor±co”. Kilka lat temu wraz z duszpasterzem DA „Dominik” we Wroc³awiu odwiedza³em jeden z akademików. Wyprzedza³em ojca o kilka drzwi i pyta³em, czy lokatorzy przyjm± ksiêdza. Zapuka³em do jednego pokoju, otworzy³ ch³opak w samych slipach. Na pytanie odpowiedzia³: „Tak, jasne!”. Pokój za jego plecami by³ w ca³o¶ci – wszystkie cztery ¶ciany – „wytapetowany” zdjêciami nagich kobiet. Spyta³em wiêc: „Ale zdejmiecie te fotki?”. Wówczas m³ody cz³owiek zblad³ i rzuci³ siê do wnêtrza pokoju, krzycz±c: „Stachu, ¶ci±gamy dziewczyny, ksi±dz przyjdzie!”.
Inne sytuacje ocieraj± siê niemal o horror. Ten sam duszpasterz, obszed³szy ju¿ wiêkszo¶æ pokojów, zobaczy³ na korytarzu trzech smag³ych mê¿czyzn o nieco orientalnych rysach. Zapyta³, czy przyjm± ksiêdza, a gdy oni spojrzeli po sobie niezdecydowani, wszed³ do ich pokoju, aby u³atwiæ im podjêcie decyzji. Ojciec wyj±³ Bibliê i zaproponowa³: „To mo¿e siê pomodlimy?”. Wówczas jeden z ch³opaków prze³kn±³ ¶linê i powiedzia³ niepewnym tonem: „Ale… my jeste¶my muzu³manami. Jeste¶my Palestyñczykami”. Ojciec Micha³ wspomina³ pó¼niej, ¿e w tamtym momencie pomy¶la³: „Teraz przekonam siê na w³asnej skórze, co to znaczy d¿ihad”. Palestyñscy studenci okazali siê jednymi z najsympatyczniejszych i najrozmowniejszych mieszkañców tego akademika – zaprosili nawet ojca do wroc³awskiego meczetu.
Zdarzaj± siê sytuacje dziwne, niemniej jednak nieca³kowicie surrealistyczne. Rodzi je np. wspólne korzystanie z kuchni czy pralni. – Którego¶ dnia zesz³am na portierniê i poprosi³am, ¿e jak tylko jaka¶ pralka siê zwolni, to bardzo proszê o informacjê. Pan portier tak bardzo wzi±³ sobie do serca moje s³owa, ¿e nastêpnego poranka o 600 zadzwoni³ domofonem z rado¶ci±, ¿e pralka jest wolna! – wspomina Ania Tekliñska, absolwentka architektury w Uniwersytecie Wroc³awskim.
Indagowani przeze mnie byli lub obecni mieszkañcy domów studenckich byli na ogó³ w stanie wymieniæ jedno nonsensowne wydarzenie z ca³ego toku studiów. Niektórzy w ogóle nie przypominali sobie jakichkolwiek emanacji absurdu w swoim akademikowym ¿yciu. Akademikowa codzienno¶æ jest zwyczajna, a czêsto równie¿ bardzo nieprzyjemna.
– Moja kole¿anka w listopadzie ub. roku zosta³a okradziona w nocy podczas snu z telefonu komórkowego. Pomimo zainstalowanych kamer nie udostêpniono jej filmów, by z³apaæ z³odzieja – pokazano je dopiero policji. Ofiarê przestrzegano przed rozg³aszaniem zdarzenia (w trosce o reputacjê akademika). Z³odziejem okaza³ siê m³ody ch³opak, mieszkaniec tego samego akademika – opowiada Joanna Wojty³a z wroc³awskiej ASP.
Katarzyna Gruszczyk z Uniwersytetu Przyrodniczego s³ysza³a o jeszcze drastyczniejszej sytuacji: – W jednym z akademików Uniwersytetu Wroc³awskiego dosz³o kiedy¶ do bójki Polaków ze studentami zza wschodniej granicy. Efektem by³ przyjazd policji, wydalenie jednej osoby z akademika i zakaz zbli¿ania siê do siebie przeciwników na okre¶lon± liczbê metrów. Prawie tak, jak w filmach.
Studentowi potrafi± niekiedy zatruæ ¿ycie pracownicy administracji. Marcin, absolwent budownictwa w Politechnice Wroc³awskiej, wspomina: – W akademiku T15 PWr. pani kaza³a nam za³ataæ w drzwiach dziurê, której nie zrobili¶my. Jak ju¿ j± za³ata³em, to stwierdzi³a, ¿e mamy odkupiæ ca³e drzwi, na co siê nie zgodzi³em. Na koniec okaza³o siê, ¿e dziura by³a zg³oszona kilka lat wcze¶niej (ja mieszka³em tam 5 lat i dziura by³a od pocz±tku). Ta sama pani kaza³a czy¶ciæ kamieñ w sedesie, który mia³ chyba te¿ z 5 lat. Mnie samemu kaza³a na koniec roku przestawiaæ meble w pokoju, choæ wcze¶niej o¶wiadczy³a, ¿e meble maj± byæ poodsuwane od ¶cian, ¿eby by³o widaæ, ¿e sprz±tane – a przestawianie w pojedynkê jest do¶æ mêcz±ce.
Katarzyna Gruszczyk wspomina z kolei podej¶cie pracownic akademika do przyjmowania go¶ci: – Odwiedzaj±cych wpuszczano do godziny 2200, a o 2300 wyrzucano i nie by³o ¿adnych odstêpstw od tej regu³y. Kiedy¶ znajomy wychodz±c z akademika zapomnia³ odebraæ legitymacji w portierni, wiêc o godzinie 2300 wpad³a do nas portierka, ¿eby go wyrzuciæ. Trudno j± by³o przekonaæ, ¿e go¶cia ju¿ nie ma, chcia³a nawet sprawdzaæ w tapczanach. Kierowniczka wchodzi³a do pokojów pod nieobecno¶æ mieszkañców. Portierki wtr±ca³y siê do rozmów telefonicznych, ³±czonych przez centralê w portierni („Co tak d³ugo wisicie na tym telefonie?”).
Jednak studenci bywaj± sami sobie winni, ¿e pracownicy administracji niespecjalnie im ufaj±. Portierka, pracuj±ca od 15 lat w DS „Kredka” (Uniwersytet Wroc³awski), mówi: – „Wyczyny” mieszkañców akademików opieraj± siê na rozrabiactwie, pijañstwie, robieniu na z³o¶æ, dewastowaniu. Dziesiêæ lat temu w sylwestra straty wynios³y 10 tysiêcy z³. Wtedy w³a¶nie zaczê³y siê kaucje na sylwestra. Pot³uczone szyby od hydrantów, powyci±gane wê¿e od pierwszego piêtra do ostatniego, porozbijane ga¶nice, pobite szyby. Rzucali z okien worki z wod± [akademik ma 23 piêtra]. Przechodzi³a kobieta z dzieckiem – worek spad³ dos³ownie centymetry od niej. Do administracji s± generalnie nastawieni na nie, ale nie bez powodu. Mówi±, ¿e kiedy tam wchodz±, czuj± siê traktowani jak intruzi. Piêtna¶cie lat temu poziom kultury w¶ród studentów by³ wy¿szy. Dawniej studenci rzadziej dawali nam odczuæ, ¿e oni s± studentami, a my portierkami. By³y to po prostu relacje cz³owieka z cz³owiekiem. A teraz na dystans – tylko jak czego¶ potrzebuj±, robi± siê s³odcy.
Na koniec drobna impresja. Jednemu z moich znajomych ¶ni³ siê kiedy¶ sen: b³±dzi³ po akademiku, który by³ nieskoñczony – niczym Biblioteka Babel Borgesa. Klatki schodowe nie mia³y pocz±tku ani koñca, za zakrêtem ka¿dego korytarza zaczyna³ siê nastêpny. W ka¿dym kolejnym pokoju nowi ludzie, nigdy nie natrafia³o siê drugi raz na ten sam pokój. Znajomy stwierdzi³ jedno: sen ten nie by³ koszmarem.