Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





O czym i jak my¶l±

Miniony wiek w znacznym stopniu zwiêkszy³ nasz± wiedzê o ¶wiecie. W¶ród najwa¿niejszych dokonañ tego okresu nale¿y wymieniæ antybiotyki, teoriê Wielkiego Wybuchu czy strukturê DNA. Mimo takiego postêpu pozostaje jeszcze wiele rzeczy, o których niewiele wiemy: pandemia HIV, rak, ptasia grypa, bioterroryzm, globalne ocieplenie, dziury ozonowe. Choroby i klêski naszych czasów sprawi³y, ¿e nauka i naukowcy jeszcze nigdy nie byli tak blisko spo³eczeñstwa. Stale zarzucani jeste¶my informacjami dotycz±cymi dziury ozonowej, wci±gani w dyskusje na temat klonowania i podzia³u komórki, ¿ywno¶ci genetycznie modyfikowanej, testów przeprowadzanych na zwierzêtach. Brak fundamentalnej wiedzy w wielu dziedzinach naukowych u¶wiadamia nam jednak, ¿e naukowcy funkcjonuj± z dala od nas. Maj±c poczucie bardzo istotnej roli nauki, jeste¶my sfrustrowani trudno¶ci± zrozumienia jej szczegó³ów.

„Naukowcy – czytamy we wstêpie ksi±¿ki – my¶l± na wszelkie sposoby, dziêki którym zachowuj± swoje my¶li dla siebie. My¶l± g³êboko, szczegó³owo i w ¶ci¶le opracowanych ramach. Czêsto my¶l± liczbami, a niekiedy wbrew intuicji. W swoich intelektualnych poszukiwaniach musz± byæ formalni, techniczni i skupieni na temacie. Jednak istnieje potê¿ny i skuteczny ¶rodek ustalenia, co naukowcy my¶l±. Trzeba ich zapytaæ”.

Jeremy Stangroom, brytyjski pisarz i redaktor „The Philosophers Magazine”, podj±³ dyskusjê z najznakomitszymi na ¶wiecie profesorami. Seria dwunastu wywiadów dotyczy najg³o¶niej dyskutowanych ostatnio dziedzin nauki. Susan Greenfield, profesor fizjologii, porusza problem depresji w ¶wietle ludzkiego mózgu i ¶wiadomo¶ci. Genetyk Steve Jones konfrontuje siê z Darwinowsk± ide± ewolucji gatunków, kreacjonizmem i problemem ro¶lin genetycznie modyfikowanych. Dorothy Crawford i Mike Stratton opowiadaj± o mikrobiologii, wirusach i badaniach nad rakiem. Jeden z ciekawszych wywiadów w ksi±¿ce dotyczy etyki eksperymentów na zwierzêtach. Dyskutuje o niej Stangroom z Colinem Blakemorem, szefem Medical Research Council, profesorem fizjologii, wielokrotnie krytykowanym przez obroñców praw zwierz±t za badania nad aktywno¶ci± mózgu kotów i naczelnych. Wywiad ten pozwala profesorowi przedstawiæ argumenty ¶wiadcz±ce, jego zdaniem, o konieczno¶ci kontynuowania badañ na zwierzêtach. Wyliczane przez niego fakty i korzy¶ci, które mog± przynie¶æ takie badania, sprawiaj±, ¿e czytelnikowi, nawet najwiêkszemu mi³o¶nikowi zwierz±t, trudno nie przyznaæ mu racji.

Nie wszyscy bohaterowie ksi±¿ki s± przedstawicielami nauk empirycznych. W¶ród naukowców pojawia siê matematyk Norman Levitt, który porusza problem roli nauki w spo³eczeñstwie, a tak¿e ukazuje zagro¿enia zwi±zane z integralno¶ci± nauki, opisuj±c, jak nauka, jako dyscyplina badawcza, mo¿e byæ ¼le rozumiana przez ró¿ne, czêsto akademickie, ruchy pseudo− czy te¿ antynaukowe. Niezwyk³± postaci± jest tak¿e, pracuj±cy na skrzy¿owaniu nauki i technologii, Kevin Warwick, profesor cybernetyki, doktor in¿ynierii komputerowej i robotyki, który pragnie ¿yæ tak d³ugo, by pod³±czyæ swój mózg do komputera i staæ siê pierwszym na ¶wiecie cyborgiem.

Przeprowadzone przez Stangrooma wywiady pokazuj± osobom niezwi±zanym z nauk±, jak pracuj± wspó³cze¶ni naukowcy. Z rozmów tych wy³ania siê obraz ich idei, planów, a tak¿e dylematów, obraz zale¿no¶ci miêdzy nauk± i technologi± oraz wielu problemów spo³ecznych i politycznych, które pojawiaj± siê wraz z rozwojem nauki.

Dla wszystkich wiêc, którzy chc± wiedzieæ, o czym my¶l± naukowcy, ksi±¿ka ta jest pozycj± obowi±zkow±.

Katarzyna Krzy¿anowska
Jeremy Stangroom, Co my¶l± naukowcy, t³um. Agna Onysymow, pañstwowy instytut wydawniczy, Warszawa 2009, seria: Biblioteka My¶li Wspó³czesnej.

Z wielu stron

Powstanie tu¿ za wschodni± granic± Polski imperium sowieckiego, które w trakcie budowania zrêbów pañstwowo¶ci II Rzeczypospolitej ¶miertelnie jej zagra¿a³o, sta³o siê powodem rozwa¿añ nad komunizmem obecnych w polskim ¿yciu intelektualnym lat 20. i 30. XX wieku. My¶liciele przedwojennej Polski wskazywali na rewolucjê pa¼dziernikow± jako na pocz±tek negacji dotychczasowego dorobku cywilizacyjnego. Maj±c mo¿liwo¶æ obserwacji procesu budowy czerwonego imperium, nie dokonywali analizy komunizmu jako ideologii, skupiaj±c siê raczej na opisie sowieckiej rzeczywisto¶ci. Analiza tej ideologii, choæ nie zawsze wiod±ca do s³usznych wniosków, stanie siê dopiero domen± powojennych my¶licieli Zachodu. Nale¿y tylko ¿a³owaæ, ¿e w tak niewielkim stopniu przyswoili sobie oni przedwojenny polski jej opis.

Elity umys³owe II Rzeczypospolitej dostrzeg³y w komunizmie nie wizjê nowego doskona³ego spo³eczeñstwa, lecz socjotechnikê sprawowania rz±dów przy u¿yciu brutalnych ¶rodków. Nie nabra³y siê, jak uczeni zachodni, na propagowan± przez ZSRR ideê powszechnej równo¶ci, ale wyj±tkowo wyra¼nie widzia³y totalitarny system w³adzy oparty na wszechtrwodze.

Któ¿ zatem podj±³ siê przed wojn± w Polsce krytyki komunizmu? Lista jest d³uga, a profesje wykonywane przez uczonych ¶wiadcz± nie tylko o wa¿ko¶ci problemu w tamtych czasach, ale przede wszystkim o szeroko¶ci spojrzenia ówczesnych naszych elit na otaczaj±c± rzeczywisto¶æ. Byli to bowiem ekonomi¶ci – Adam Heydel, Adam Krzy¿anowski, Ferdynand Zweig, teoretycy prawa – Ignacy Czuma, Stanis³aw Kutrzeba, W³adys³aw Leopold Jaworski, katoliccy duchowni – kardyna³ August Hlond, biskupi – Józef Teodorowicz i Jan Stepa, ksiê¿a – Józef Pastuszka i Stefan Wyszyñski, a tak¿e filozofowie – Jerzy Braun, Jan Karol Kochanowski, socjolodzy – Florian Znaniecki, Ludwik Kulczycki, przedstawiciele polskiej szko³y sowietologicznej – Stanis³aw Swianiewicz, Wiktor Sukiennicki, publicy¶ci – Jan Berson, Artur ¦liwiñski, Stanis³aw Mackiewicz. G³os zabierali dzia³acze wszystkich wa¿niejszych stronnictw politycznych, a socjali¶ci – Ignacy Daszyñski, Mieczys³aw Niedzia³kowski, Boles³aw Limanowski, Leon Wasilewski – manifestowali odrêbno¶æ swej doktryny od komunizmu. Zdeklarowanym antykomunist± by³ Józef Pi³sudski. Nie milczeli tak¿e pi³sudczycy. Czo³owi endecy, w osobach Romana Dmowskiego, Stanis³awa Grabskiego, Bohdana Wasiutyñskiego czy Zygmunta Wasilewskiego, swoimi tekstami filozoficznymi lub esejami publicystycznymi zapoznawali opiniê publiczn± z mo¿liwo¶ci± i nastêpstwami ewentualnego rozszerzenia siê na Zachód sowieckiej rewolucji. Twórczo¶æ wszystkich charakteryzuje negacja komunizmu i jego „praktycznych” zastosowañ. Nieliczne pochwa³y uzyska³y tylko takie „wynalazki rad”, jak: powszechna elektryfikacja Krzy¿anowskiego i idea szkó³ ludowych £unaczarskiego.

Krytykuj±c komunizm Polacy zauwa¿ali, ¿e godzi on w wolno¶æ, sprawiedliwo¶æ, praworz±dno¶æ. Wytykali radzieckim wychowawcom nowego pokolenia, ¿e szko³a bolszewicka zatraca zwi±zek z przesz³o¶ci± Rosji, a kontakty ze ¶wiatem kurcz± siê coraz bardziej.

Zdawano sobie sprawê z planowanego ataku bolszewizmu na Europê. Polacy usi³owali ostrzec Zachód przed filozofi± sowietyzmu, w której cz³owiek staje siê „zwierzêciem, bez ¿adnej przysz³o¶ci i celu metafizycznego”.

Bogdan Bernat
W obronie niepodleg³o¶ci. Antykomunizm w II Rzeczypospolitej, red. Jacek Kleczkowski, Filip Musia³, O¶rodek My¶li Politycznej, Instytut Pamiêci Narodowej, Kraków 2009.

Cz³owiek z przypadku

Dla wielu Czytelników teza postawiona w tytule ksi±¿ki bêdzie zapewne nie do przyjêcia. Bo jak¿e to, mieliby¶my przyj±æ, ¿e mózg, wyra¼nie ró¿nicuj±cy nas in plus od innych ssaków, powsta³ tylko jako uboczny produkt ewolucji?

Autorzy zbaczaj± z utartych ¶cie¿ek i twierdz±, ¿e znacznie wcze¶niej ni¿ do my¶lenia mózg s³u¿y³ hominidom jako… bufor termiczny. Ta w³a¶ciwo¶æ, w wiêkszym stopniu ni¿ pog³êbiona analiza, pozwala³a im w gor±cym afrykañskim s³oñcu i bez wody przetrwaæ uporczywe polowania na zwierzynê. Co wiêcej, w po³±czeniu z dwuno¿no¶ci±, okaza³a siê optymalnym rozwi±zaniem do pokonywania biegiem nawet kilkukilometrowego dystansu. Jedynym ograniczeniem stawa³o siê wówczas przegrzanie mózgu. Ewolucja i na to znalaz³a sposób: kora czo³owa, najbardziej uszkadzana w wyniku stresu termicznego, u cz³owieka jest niemal dwukrotnie wiêksza ni¿ np. u szympansa. Objêto¶æ mózgu na przestrzeni setek tysiêcy lat ros³a wyk³adniczo, a wraz z ni± – liczba neuronów i po³±czeñ miêdzy nimi. Powsta³ w ten sposób niezawodny mechanizm, w którym ilo¶æ przek³ada siê na jako¶æ. Uszkadzane w wyniku przegrzania neurony niemal natychmiast zastêpowane s± przez inne, nie powoduj±c zak³óceñ dzia³ania ca³ego organu. Nieprzypadkowo nasuwa siê skojarzenie z von Neumannem i jego teori± niezawodnego systemu z³o¿onego z zawodnych elementów.

Maj±c taki mózg hominidy zwiêksza³y swoj± odporno¶æ, a to pozwala³o przeci±gaæ granicê mo¿liwo¶ci biegowych. Doprowadzanie do przegrzewania mózgu wskutek uporczywego biegu nie by³oby jednak mo¿liwe bez mechanizmu ¶wiadomej realizacji zamiarów – pisz± Fia³kowski i Bielicki. W efekcie ¶wiadomego przezwyciê¿ania „s³abo¶ci cia³a” strefa „¿ó³ta”, czyli ostrzegawcza, przesuwa³a siê kosztem czerwonej – niebezpiecznej dla zdrowia, tak wówczas – w uporczywym biegu za zwierzyn±, jak i dzi¶ – choæby na trasie maratonu. Bez samo¶wiadomo¶ci w obydwu przypadkach Homo ponosi³by klêskê. Je¶li dodaæ do tego obni¿enie krtani, pozwalaj±ce zaczerpn±æ dodatkow± dawkê powietrza ustami, ale i determinuj±ce powstanie mowy, to otrzymamy komplet preadaptacji, które ca³kiem przypadkowo, w wyniku dodatkowego wykorzystania w innym ni¿ pocz±tkowo charakterze, tworzy³y Homo sapiens. A w zasadzie to bieg tworzy³ cz³owieka, jego umys³ za¶ oraz krtañ s± po prostu ewolucyjn± „nagrod±” za ten bieg – konkluduj± autorzy.

Ten do¶æ rewolucyjny scenariusz pisz± za pomoc± modeli komputerowych i to w³a¶nie z matematycznego racjonalizmu, wynika zadziwiaj±ca logika wywodu. Fascynacja modelowaniem w rekonstruowaniu pocz±tków naszego gatunku nie dziwi, zw³aszcza u Fia³kowskiego, profesora nauk komputerowych. Bielicki – antropolog z krwi i ko¶ci, do tego stechnicyzowanego ¶wiata („defoltowy koncept”) wniós³ o¿ywczy powiew znacznie bli¿szej nam socjobiologii. Zasadniczym defektem tej mieszanki jest jednak odmienno¶æ i w du¿ym stopniu nieprzewidywalno¶æ procesów naturalnych – nawet widzianych z odleg³ej perspektywy czasu – od stworzonych pod pe³n± kontrol± badacza modeli. Wydaje siê, ¿e autorzy maj± tego ¶wiadomo¶æ, dlatego wielokrotnie podkre¶laj± warunkowo¶æ swojej koncepcji, nie pozbawiaj±c jej przy tym autentyczno¶ci, ale te¿ i nie daj±c prymatu nad innymi. Po 30 latach od postawienia hipotezy publikuj± j± w formie ksi±¿kowej, odpowiadaj±c tym samym na wszelkie w±tpliwo¶ci i zarzuty, które pojawi³y siê w tym czasie. I mimo sygnalizowanych na wstêpie zastrze¿eñ, trudno odmówiæ jej sensu i spójno¶ci. Byæ mo¿e by³oby ³atwiej, gdyby porzuciæ uniwersalne, czyli… ludzkie, rozumienie przypadku – podpowiadaj± naukowcy.

Mariusz Karwowski
Konrad Fia³kowski, Tadeusz Bielicki, Homo przypadkiem sapiens, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009.

Maszyna bez cnót

Wojna jest medialna. Tu jest tempo, s± emocje i jest ¶mieræ, a wiêc to, co wielu lubi w mediach najbardziej. Dlatego „mo¿na zaryzykowaæ twierdzenie, i¿ przemoc i wojna zdominowa³y krajobraz medialny XX wieku” – pisze Urszula Jarecka we wstêpie do swojej ksi±¿ki pod prowokacyjnym tytu³em Nikczemny wojownik na s³usznej wojnie. Nie chodzi tu o ¿adn± konkretn± wojnê, a o wojnê w ogóle i o to, jak jest ona obrazowana w mediach wizualnych.

Autorka odwo³uje siê do rozmaitych ¼róde³: fotografii prasowych, plakatów, serwisów informacyjnych, filmów dokumentalnych, seriali telewizyjnych czy nawet do malarstwa. Imponuj±ca jest liczba filmów fabularnych, po które siêga. Barwnym, niekiedy poetyckim jêzykiem obrazuje symboliczne sceny z filmów, jak na przyk³ad – podobno „najkrwawsze w dziejach kina” – ujêcia z Szeregowca Ryana. Jarecka sk³ania tym samym do pytania, czy mo¿na mówiæ o piêknie wojny? Okazuje siê, ¿e tak, bo wojna w filmach jest estetyczna. Czasem wrêcz „przeestetyzowana” – pisze autorka – za spraw± wysmakowanych zdjêæ, wyszukanej scenografii czy piêknej muzyki. Nawet kategoria d¼wiêku w filmach wojennych jest poruszona w ksi±¿ce.

Czytelnik znajdzie tu mnóstwo ciekawych w±tków, dotycz±cych na przyk³ad: strachu, tabu ¶mierci, w³adzy, dzieciñstwa na wojnie. Na szczególn± uwagê zas³uguj± rozwa¿ania nad pacyfizmem. Stylowi Jareckiej daleko do naukowego ¿argonu, dziêki temu znajdzie tu co¶ dla siebie ka¿dy, choæ troszkê zainteresowany problematyk± mediów, filmu albo wojny.

Ksi±¿kê ilustruje kilkana¶cie fotografii, g³ównie plakatów z czasów I i II wojny ¶wiatowej. Ciekawe, ¿e na wiêkszo¶ci z nich s± kobiety. Jarecka po¶wiêca zreszt± ca³y rozdzia³ kobietom i ich obrazowaniu w narracjach wojennych. Okazuje siê, ¿e s± one ukazywane stereotypowo – jako pielêgniarki, prostytutki czy bezmy¶lne pracownice fabryk broni. Znajdziemy oczywi¶cie w filmach i prawdziwe wojowniczki, ale znamienne, ¿e jako pierwszy przyk³ad Jarecka podaje film z gatunku fantasy.

Stereotypy nie dotycz± zreszt± tylko kobiet. Uproszczenia to nieodzowna cecha kultury masowej i te w³a¶nie eksponuje Jarecka. „Wzorce antyczne zosta³y dostosowane do wspó³czesnego odbioru – pisze. – Z bogactwa charakterów pozostaje kilka »sztandarowych« cech”. Z ró¿nych punków widzenia autorka prezentuje popularne wyobra¿enia wojownika, ¿o³nierza, ale tak¿e ofiary wojny. Okazuje siê, ¿e granica miêdzy bohaterem a ofiar± bywa p³ynna, a w niektórych mediach wrêcz w ogóle jej nie ma.

Filmy wojenne, zdaniem Jareckiej, sk³aniaj± do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o inne granice – o granice cz³owieczeñstwa, postêpowania cz³owieka wobec cz³owieka, wroga wobec wroga. Wojna, jak nic innego, u¶wiadamia warto¶æ ¿ycia. I ka¿e liczyæ – jaka jest cena ¿ycia, jaki jest sens ¶mierci.

Pocz±wszy od Iliady, poprzez Pie¶ñ o Rolandzie, Jerozolimê wyzwolon±, po Potop obecna by³a w literaturze tradycja budowania sacrum wokó³ wojny. To by³a wojna jako ¶wiêto¶æ. Media XX wieku burz± tê tradycjê, odzieraj± wojnê ze wznios³o¶ci. Wojna jest brutalna. A wojownik to ju¿ nie jest cnotliwy heros, dzielny rycerz czy honorowy ¿o³nierz, to „maszyna obs³uguj±ca ¶mierciono¶ne narzêdzia”. „Jakie cnoty mo¿e mieæ maszyna?” – pyta retorycznie Jarecka.

Anna Jawor
Urszula Jarecka, Nikczemny wojownik na s³usznej wojnie. Wybrane aspekty obrazu wojny w mediach wizualnych, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2009.

Obrze¿a teologii

„Jestem agnostykiem religijnym w sensie bardzo dos³ownym. Nie jestem w stanie poznaæ przedmiotu moich religijnych prze¶wiadczeñ i z ogromn± nieufno¶ci±, powiedzia³bym nawet z rosn±cym sceptycyzmem, przygl±dam siê tym wszystkim, którzy utrzymuj±, ¿e s± w stanie to zrobiæ. Nawet wiêcej. Jestem przekonany, i¿ takie roszczenie jest wysoce podejrzane poznawczo, a spo³ecznie wrêcz szkodliwe. Innymi s³owy, to w³a¶nie ludzie przekonani o celowo¶ci i trafno¶ci w³asnych formu³ religijnych, a poza tym usi³uj±cy narzuciæ je innym, zwykle niepodzielaj±cym ich poznawczego optymizmu, byli i s± ¼ród³em nieszczê¶æ dotykaj±cych ludzko¶æ”.

Ta do¶æ ryzykowna deklaracja pochodzi z ksi±¿ki prof. Stanis³awa Obirka Obrze¿a katolicyzmu. Stanowi ona zbiór tekstów, które w wiêkszo¶ci by³y wcze¶niej publikowane (czêsto z jakiej¶ okazji – i byæ mo¿e ten „okoliczno¶ciowy” charakter tekstów zawa¿y³ na ich tre¶ci). Rozbie¿no¶æ tematyczna artyku³ów jest znaczna (problematyka ¿ydowska, socjologizuj±ce próby opisania katolicyzmu w Polsce, artyku³y dotycz±ce ks. J. Tischnera, S. Lema, teatru J. Grotowskiego, T. Wêc³awskiego, polemiczne uwagi na temat ksi±¿ek Finkelsteina i Goldhagena) i nawet przy najlepszej woli nie da siê ksi±¿ki podci±gn±æ pod kategoriê monografii, a co najwy¿ej pod zbiór esejów. Tym, co ten zbiór spina, s± odniesienia do kultury i historii Polski oraz katolicyzmu w Polsce. Prace podzielone s± na trzy czê¶ci schematem przesz³o¶æ – tera¼niejszo¶æ – przysz³o¶æ, a wieñczy je tekst Odwaga pytañ – Tomasza Polaka droga do prawdy po¶wiêcony poszukiwaniom T. Wêc³awskiego. W sumie, mimo obiecuj±cego tytu³u, ksi±¿ka budzi rozczarowanie – za ma³o w niej analizy, natomiast zbyt wiele niespokojnych, emocjonalnych tekstów na ró¿ne sposoby prezentuj±cych krytykê „polskiego katolicyzmu narodowego” z pozycji „katolicyzmu otwartego”.

Tekst Katolicyzm jako los zawiera tezê, i¿ polski katolicyzm jest „pozbawiony zarówno protestanckiego radykalizmu religijnego, jak i o¶wieceniowego krytycyzmu” i diagnozê, ¿e „najbli¿sze lata przynios± odej¶cie od zmitologizowanej i masowej wersji katolicyzmu na rzecz religii prywatnej i »rynkowej«” (szkoda, ¿e autor nie próbuje uzasadniæ tych tez). Z kolei w tek¶cie W co wierzy polski katolik? (mamy tu swoiste uto¿samienie „polskiego katolika” z katolikiem „radiomaryjnym”) autor sugeruje wystêpowanie w katolicyzmie polskim „degraduj±cych tendencji” zwi±zanych z zanikaniem „odniesienia do ¼ród³owych do¶wiadczeñ”, przejawiaj±cego siê szczególnie w „znajomo¶ci ¶wiêtych tekstów” i zastêpowaniu ich przez „religijno¶æ wtórn± zapo¶redniczon± ró¿nego rodzaju autorytetami” – religijno¶æ propagowana przez Radio Maryja ma byæ takiej tendencji wspó³czesnym przejawem (wcze¶niej tendencja ta przejawia³a siê w nauczaniu Episkopatu Polski – „teologia ta uderza ubóstwem horyzontów my¶lowych i nieporadno¶ci± jêzyka”). Autor konkluduje, ¿e „polski katolik ukszta³towany przez Radio Maryja na pewno nie wierzy w Jezusa Chrystusa, gdy¿ to nie On jest partnerem w jego modlitwach”, jako ¿e inne zestawy modlitw i tematów zajmuj± jego wyobra¼niê. Tezy te (znów bez argumentacji) nie wydaj± siê po prostu prawdziwe.

Tym, co zdecydowanie najlepsze w ksi±¿ce, s± prace o mniejszym ³adunku krytyczno−polemicznym, pokazuj±ce szerok± wiedzê autora – podejmuj±ce w±tki biograficzne czy dotycz±ce problematyki ¿ydowskiej.

Marek Lechniak
Stanis³aw Obirek, Obrze¿a katolicyzmu, wydawnictwo Forum naukowe, Poznañ 2008, seria: Monografie.

Bez koncepcji

Wnioski z badañ nad modelem kszta³cenia doktorantów pokazuj±, ¿e jest on problemem, który niecierpliwie czeka na rozwi±zanie. Tym bardziej ¿e utrwalaj± siê tendencje niekorzystne. Jedno z istotniejszych twierdzeñ w ksi±¿ce formu³uj± autorzy na samym jej koñcu: „Wyra¼nie (…) brakuje koncepcji tych studiów w nowych warunkach funkcjonowania nauki i szkolnictwa wy¿szego”.

Poziom doktoratów sukcesywnie siê obni¿a. Liczba kandydatów zainteresowanych studiami doktoranckimi nie wzrasta lawinowo. A przecie¿ mia³o byæ inaczej. Wed³ug Karty Boloñskiej uzyskanie doktoratu jest III stopniem edukacji, to na nim powinna siê koñczyæ kariera studenta. Pod wzglêdem liczby osób z doktoratem Polska lokuje siê w ostatniej dziesi±tce krajów OECD. Takie usytuowanie doktoratu powoduje, ¿e staje siê on celem bardziej edukacyjnym ni¿ naukowym.

Zgadzam siê z autorami raportu – to nie w „umasowieniu” tkwi przyczyna k³opotów z niedomogami kszta³cenia doktorów, lecz w istniej±cym modelu. Polega on z grubsza na tym, ¿e doktoranci czêsto nie wiedz±, gdzie bêd± pracowaæ. Nie maj± ró¿norodnych ofert i perspektyw po uzyskaniu stopnia naukowego. Kto przyjmie do pracy doktora, którego wiedza i umiejêtno¶ci nie przydadz± siê potencjalnemu pracodawcy?

W Polsce utrwali³ siê model tradycyjny, w którym doktorant wi±¿e swoj± karierê z prac± w uczelni. Rynek minimalnie zainteresowany jest zatrudnianiem m³odych doktorów (firmy z central± w krajach zachodnich chêtniej to robi±). Chodzi wiêc o to, aby opracowaæ i wdro¿yæ modele kszta³cenia doktorantów, które bêd± wynika³y z ró¿norodnych potrzeb pozauczelnianych. Sam presti¿ doktoratu nie jest na ogó³ warto¶ci±, dla której m³ody zdolny cz³owiek chce siê po¶wiêciæ.

Dodatkowe uwarunkowanie negatywne, uniemo¿liwiaj±ce wypracowanie wielomodelowo¶ci kszta³cenia doktorantów, wynika z permanentnego niedofinansowania nauki i szkolnictwa wy¿szego (np. pula na granty promotorskie jest ograniczona).

W przedstawionych wynikach badañ (zebranych g³ównie za pomoc± ankiet i w drodze dyskusji) pojawiaj± siê „w±tki” poboczne, ale istotne w ka¿dym modelu kszta³cenia. Jednym z nich jest kwestia „interdyscyplinarno¶ci” (wymóg naszych czasów, ale zbyt czêsto stanowi alibi dla cwaniactwa i dyletanctwa). Powraca problematyka relacji mistrz−uczeñ (promotor−doktorant), której obraz wypada do¶æ dobrze. Nie mo¿e byæ inaczej. Rozpad wiêzi miêdzy tymi podmiotami oznacza³by upadek fundamentu, na którym opiera siê kszta³cenie. Jednak¿e wyniki badañ wzbudzaj± my¶l, ¿e nie wystarcz± wzglêdy ludzkie, aby doktorantowi zapewniæ rozwój. Udzia³ doktoranta w autentycznych przedsiêwziêciach badawczych najlepiej przygotowuje go do przysz³ych ról i zawodowego wykorzystywania swego do¶wiadczenia. Ale ta znana prawda k³óci siê z konsekwencjami przyjêcia Karty Boloñskiej, która niejako wymusza to, aby doktoranta traktowaæ jako tego, który przygotowuje kolejn± pracê dyplomow±. W ¶wietle istniej±cej ustawy dysertacja musi byæ wk³adem w dotychczasow± naukê. Jak widaæ, brak korelacji miêdzy prawem a przyjêtymi zobowi±zaniami wynikaj±cymi z naszego wej¶cia do Unii Europejskiej, tradycjami i mo¿liwo¶ciami ¿ycia naukowego oraz wy¿szego szkolnictwa a gospodark± i rynkiem blokuje pomy¶ln± ewolucjê modelu kszta³cenia doktorantów.

Widzenie dzia³añ w horyzoncie spodziewanych osi±gniêæ jeszcze nie sta³o siê nasz± specjalno¶ci±.

Zbigniew Chojnowski
Ma³gorzata D±browa−Szefler, Pawe³ B. Sztabiñski, Model kszta³cenia doktorantów. Wnioski z badañ, Centrum Badañ Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wy¿szego, Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2008.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje