Mojej wypowiedzi nie nale¿y odczytywaæ jako oceny dwudziestolecia ze strony jednego z za³o¿ycieli niepañstwowych szkó³ wy¿szych, tylko jako cz³owieka, który w wyniku wyborów 4 czerwca 1989 roku znalaz³ siê w gronie osób tworz±cych podwaliny nowego ustroju politycznego i gospodarczego. Który, pomimo zakoñczenia dzia³alno¶ci politycznej ju¿ w 1993 roku, wci±¿ stara siê my¶leæ kategoriami interesu pañstwa, a nie jedynie ¶rodowiska akademickiego czy te¿ jego wydzielonej czê¶ci (tzn. sektora uczelni niepañstwowych).
Niew±tpliwie stan obecny szkolnictwa wy¿szego i sektora nauki jest konsekwencj± tego, ¿e 20 lat temu politycy (ja te¿) naiwnie my¶leli, i¿ zapewnienie szko³om wy¿szym bardzo rozwiniêtej autonomii (chyba najszerszej w ¶wiecie) spowoduje, ¿e uczelnie same siê zreformuj± i przystosuj± do nowej rzeczywisto¶ci, szczególnie gospodarczej. Tak siê nie sta³o i w efekcie pozosta³y rozdrobnione, bran¿owe uczelnie pañstwowe, zbudowane wed³ug narzuconego wcze¶niej systemu radzieckiego (niewielkie dzia³ania konsolidacyjne zaczê³y siê dopiero w latach 2000.). Niedostosowany do nowych warunków pozosta³ sektor nauki („postradziecki” PAN, system pañstwowych, bran¿owych instytutów badawczych i OBR w sytuacji, gdy wiêkszo¶æ przedsiêbiorstw, które poprzednio instytuty obs³ugiwa³y, upad³a lub zosta³a sprywatyzowana). Skutkiem zaniechania odgórnych reform z pocz±tku lat 90. jest funkcjonowanie czê¶ci instytutów i OBR, które „zarabiaj± na prze¿ycie” na dzier¿awie pomieszczeñ czy budynków. Skutkiem jest te¿ histeria w ¶rodowisku, gdy 18 pa¼dziernika 2006 wesz³a w ¿ycie ustawa o lustracji, cokolwiek by o niej my¶leæ.
W okresie ostatnich 20 lat liczba studentów wzros³a blisko 5−krotnie. W tym wzro¶cie spory jest udzia³ nowego, powsta³ego po 1990 roku, sektora uczelni niepañstwowych (blisko 30 proc. ogó³u studentów), ale najwiêkszy udzia³ we wzro¶cie liczby studentów nast±pi³ w sektorze uczelni publicznych – „starych” (tzn. tych, które istnia³y przed 1989) i PWSZ, które powsta³y na prze³omie lat 90. i obecnej dekady. Przyrost liczby studentów w uczelniach publicznych na studiach stacjonarnych wyniós³ w tym czasie 527 tys., a na studiach niestacjonarnych 393 tys. osób do 2008. Rozwój studiów niestacjonarnych w uczelniach pañstwowych mo¿na t³umaczyæ skuteczn± reakcj± w³adz uczelni na oczekiwania spo³eczne, ale mo¿na to oceniæ jako oddolne, nieformalne „uw³aszczanie siê” na maj±tku publicznym uczelnianych grup interesów (tylko niewielka czê¶æ czesnego p³aconego przez studentów jest przeznaczana na cele rozwojowe, pozosta³a czê¶æ idzie na p³ace).
W dwudziestoleciu powsta³y dwa nowe sektory szkó³ wy¿szych: sektor uczelni niepublicznych – bardzo zró¿nicowany wewnêtrznie, w którym obok kilkudziesiêciu dobrych lub bardzo dobrych uczelni istnieje wiele (mo¿e nawet 100), o których nic nie wiadomo i sektor (jednolity) pañstwowych wy¿szych szkó³ zawodowych – tworzonych z inicjatywy grup lokalnych polityków i du¿ych uczelni publicznych zainteresowanych mo¿liwo¶ci± dodatkowych zarobków dla swoich pracowników, i to tworzonych w czasach, gdy by³o powszechnie wiadomo, ¿e za chwilê (w naszym ¶rodowisku 5 lat to tylko jeden pe³ny cykl kszta³cenia) w wiek dojrza³y zaczn± wchodziæ coraz mniej liczne roczniki wy¿u demograficznego i ¿e w latach 20. XXI wieku zabraknie wystarczaj±cej liczby studentów nawet dla „starych” uczelni pañstwowych. W³adze pañstwowe, a szczególnie ministrowie szkolnictwa wy¿szego, zaczynaj±c od prof. M. Handkego, pope³ni³y i pope³niaj± dwa istotne b³êdy – przeznaczaj±c du¿e ¶rodki na proces tworzenia PWSZ i ich funkcjonowanie (czêsto w miastach, gdzie istniej± niez³e uczelnie niepañstwowe) oraz nie wykorzystuj±c kapita³u stworzonego poprzez budowê kilkudziesiêciu dobrych uczelni prywatnych, tylko materialnie wartych najmniej kilkaset milionów, do uruchomienia o¿ywczej konkurencji wymuszaj±cej rozwój uczelni publicznych. Tak mog³oby siê staæ tylko po stworzeniu równych warunków, tzn. finansowania studiów stacjonarnych w uczelniach niepublicznych b±d¼ wprowadzenia powszechnego bonu edukacyjnego.
Wci±¿ nierozwi±zany jest problem efektywnego finansowania szkolnictwa wy¿szego, z jednej strony mniej ni¿ po³owa studentów ma pokryte zgodnie z konstytucj± koszty studiów, z drugiej strony obecny system blokuje uruchomienie zbawiennych mechanizmów konkurencyjnych. Jest te¿ trzeci (i to coraz bardziej nabrzmiewaj±cy) aspekt tej sprawy, choæ starannie przemilczany przez ¶rodowisko akademickie i te¿ niechêtnie podnoszony w mediach (z uwagi na unijn± „poprawno¶æ polityczn±”). Coraz czê¶ciej polski p³atnik finansuje kszta³cenie specjalistów (i to na najdro¿szych kierunkach studiów – np. medycynie, architekturze czy innych studiach technicznych) dla najbogatszych pañstw – g³ównie europejskich. Ostatnie badania w¶ród studentów pokaza³y dramatyczne zagro¿enie – 2/3 ankietowanych zamierza podj±æ pracê poza Polsk±. Tego problemu nie da siê rozstrzygn±æ w sposób rozs±dny bez wprowadzenia czê¶ciowej odp³atno¶ci za studia stacjonarne w uczelniach publicznych, po³±czonej z powszechnym bonem edukacyjnym. Argument podnoszony przez ministerstwo, ¿e w takim przypadku „wszyscy” studenci wyjad± na darmowe studia za granicê, jest ¶mieszny, gdy¿ i tak wyjad±, tylko po studiach sfinansowanych z polskiego bud¿etu.
Podsumowuj±c – pañstwo polskie zmarnowa³o szansê na uczynienie ze szkolnictwa wy¿szego i sektora nauki g³ównego mechanizmu uzyskiwania zdolno¶ci do konkurowania z najlepszymi na ¶wiecie, a nawet uzyskiwania przewagi konkurencyjnej w konkretnych bran¿ach czy obszarach dzia³ania, i to w sytuacji, gdy ju¿ od kilku lat powszechnie wiadomo, ¿e najbardziej zyskownym sektorem gospodarki jest gospodarka oparta na wiedzy. Prof. J. Staniszkis od lat ostrzega, ¿e Polsce grozi obsuniêcie siê z rejonu pó³peryferii w stronê pe³nych peryferii. Mam narastaj±ce wra¿enie, ¿e polskie w³adze ju¿ siê z tym pogodzi³y! Jaskrawym przyk³adem na to, ¿e od lat „wszyscy jêcz±” jest fakt, i¿ pierwsze polskie uczelnie w rankingu szanghajskim s± w czwartej setce, a nikt nie odwa¿y³ siê, aby wymusiæ dzia³ania konsolidacyjne tych dwóch uniwersytetów z najlepszymi jednostkami PAN i najlepszymi uczelniami technicznymi, bo przecie¿ wiadomo, ¿e rankingi wygrywaj± uczelnie o pe³nym obszarze kszta³cenia i badañ.
Jedn± z przyczyn obecnego stanu rzeczy jest nadmierna autonomia uczelni publicznych (minister ma tylko dostarczyæ pieniêdzy) i dominacja (ustawowa i realna) korporacji samodzielnych pracowników naukowych, która w sposób oczywisty dzia³a na rzecz interesu grupowego i obrony status quo. Jestem przekonany, ¿e polskie szkolnictwo wy¿sze, bez uruchomienia pe³nej i równej w prawach konkurencji w zakresie ubiegania siê o studentów i o ¶rodki na badania naukowe, bêdzie siê w skali ¶wiatowej (ale i wewn±trz UE) nadal obsuwa³o w dó³.
Aby wypowied¼ nie by³a ca³kiem pesymistyczna – istnieje kilka spraw, które siê uda³y:
• w nowych warunkach gospodarki rynkowej nast±pi³ trwa³y wzrost znaczenia i wynagrodzeñ osób wykszta³conych, co powoduje, ¿e mo¿na oczekiwaæ, i¿ stale ok. 50 proc. ka¿dego rocznika bêdzie w przysz³o¶ci studiowa³o;
• przetrwa³y, w ró¿nych miejscach i dziedzinach nauk, wysokiej jako¶ci bastiony badañ naukowych, wysokich standardów etycznych, ludzie maj±cy presti¿ i uznanie ¶wiatowej nauki. Z oczywistych powodów najbli¿sza jest mi fizyka, a osobistym „wzorcem metra” jest dla mnie obecny prezes PAU prof. Andrzej Bia³as;
• wyra¼ny wzrost liczby osób z wykszta³ceniem wy¿szym (a wiêc osób my¶l±cych bardziej samodzielnie i bardziej opornych na demagogiê) spowodowa³ ograniczenie wp³ywu partii skrajnie populistycznych;
• co ciekawe, ale i symboliczne – najbardziej presti¿owy sukces w polskim ¶rodowisku akademickim osi±gn±³ ks. prof. Micha³ Heller, dzia³aj±cy na obrze¿ach pañstwowego systemu.