9 kwietnia br. ukaza si w „Gazecie Wyborczej” artyku profesora filozofii Jana Hartmana Szkoa buja w obokach. Autor pisze w nim m.in.: „Wykadowcy szk wyszych wiedz doskonale, e wikszo studentw nie ma adnej, najskromniejszej nawet, wiedzy na aden temat, a cz nie umie czyta (duka bez zrozumienia) ani pisa”. I dodaje: „Wikszo modych posiadaczy polskiej matury, a w tym wikszo nowych studentw, kompletnie nic nie umie, a co gorsza – nauczona jest w szkole oszukiwania i cigania”. Dzisiejszych studentw prof. Hartman otwarcie nazywa analfabetami, plagiatorami, oszustami, nieukami i ignorantami. Mona dyskutowa, o ile ta skrajna opinia jest prawdziwa, a jeli nawet – w jakim stopniu win za cae zo naley obarcza studentw czy, jak twierdzi autor, szkoy rednie, a w jakim – pozostawiajcy wiele do yczenia sposb funkcjonowania polskiego szkolnictwa wyszego. Jako osoba majca kilkunastoletnie dowiadczenie dydaktyczne na kilku rnych kierunkach, zarwno przy prowadzeniu zaj, jak i jednoczesnym uczestniczeniu w nich w roli studenta, chciabym nawietli ten problem z nieco innej perspektywy ni autor wspomnianego tekstu.
Nie bez winy, niestety, pozostaj tutaj pracownicy naukowo−dydaktyczni uczelni i nie bdzie odkrywczym stwierdzenie, e to oni w przewaajcej mierze s odpowiedzialni za poziom wiedzy studentw (przynajmniej na starszych latach studiw) i jako wypuszczanych na rynek absolwentw. To wanie wrd nich powszechne jest obnianie standardw zaliczania przedmiotw, i to bynajmniej nie pod wpywem nacisku ze strony studentw, ale w trosce o pozytywne opinie u podopiecznych, ktre przekadaj si pniej na dokonywane pod koniec kadego semestru oceny ewaluacyjne realizowanych przedmiotw. Nie ma lepszej drogi do serca studenta ni przez jego indeks i pracownicy dydaktyczni uniwersytetw (szczeglnie ci sabsi) wiedz doskonale, e aby by lubianym przez swoich uczniw, wystarczy stawia lepsze oceny ni koledzy.
Zajcia ze studentami (wymownie nazywane „obcieniami dydaktycznymi”) traktowane s powszechnie przez nauczycieli akademickich jako co znacznie mniej wanego ni uprawianie nauki, w zwizku z tym nagminne jest lekcewaenie obowizkw dydaktycznych i „odbbnianie” ich jak najmniejszym kosztem. Jeli za kto prbuje angaowa si we wasne zajcia i ma ambicj nauczenia czego wartociowego swoich podopiecznych, bardzo czsto naraa si na ostracyzm, i to nie tylko ze strony studentw (bo wymaga wicej ni inni), ale rwnie swoich kolegw po fachu (bo zawya poziom). Czsto pracownicy uniwersytetw s odgrnie przydzielani do prowadzenia zaj, bez uwzgldniania ich faktycznych zainteresowa; szczeglnie dotyczy to tych przedmiotw, do uczenia ktrych brakuje specjalistw w danym instytucie. Mao prawdopodobne, aby osoba, ktrej nie interesuje dana dziedzina wiedzy, potrafia zaciekawi ni studentw.
Dzisiejsi pracownicy uczelni rzadko kiedy stanowi autorytet dla swoich wychowankw. Wrcz przeciwnie – jawi im si jako yciowi nieudacznicy, osoby, ktre pracuj w uczelniach gwnie dlatego, e majc takie, a nie inne kwalifikacje, nie poradziyby sobie na rynku pracy. Ze smutkiem trzeba przyzna, e jest w tym sporo racji, a odzwierciedleniem takiego stanu rzeczy jest fakt, e wrd studentw wzbudzaj oni – zamiast szacunku – lekcewaenie i drwin. Z moich obserwacji wynika, e wikszo dzisiejszych naukowcw nie lubi swojej pracy dydaktycznej i zamyka si zarwno na dialog ze studentami, jak i relacje ze rodowiskiem pozaakademickim. Wydaje im si, e s samowystarczalni (bo finansuje ich pastwo, zgodnie z dawn zasad „czy si stoi, czy si ley, dwa tysice si naley”), std te lubi zamyka si w uniwersytetach niczym w klasztorach, a ich zachowanie wobec innych rodowisk czsto cechuj pycha i arogancja.
Rzadko kto traktuje studentw jak dorosych ludzi, wysuchuje ich uwag i zastrzee do sposobu prowadzenia zaj. Przeciwnie, raczej narzuca si im wasn wol. Charakterystyczne, e aby uczy w szkole podstawowej, redniej czy gimnazjum, trzeba mie formalne przygotowanie pedagogiczne, w przypadku szk wyszych – nie. I szkoda, bo wielu pracownikw naukowo−dydaktycznych po prostu nie nadaje si do prowadzenia zaj, a swoje niepowodzenia na tym polu wczeniej czy pniej, wiadomie bd niewiadomie, racjonalizuje, wyrabiajc w sobie kuriozalne przekonanie, e to studenci s „z natury” li (nie chce im si uczy, przychodz na studia tylko dla „papierka”, nic nie czytaj, nie da si ich zdyscyplinowa itp.). Pomimo skoczenia prawie czterech kierunkw studiw, na palcach jednej rki mog policzy takich swoich nauczycieli, o ktrych mgbym powiedzie, i posiadaj powoanie dydaktyczne.
Studia nie rozwijaj zainteresowa dan dyscyplin wiedzy, nie zaszczepiaj pasji, a wrcz przeciwnie – niszcz je, demotywujc do pracy w miar zaliczania kolejnych lat. Nauka na studiach to gwnie pamiciowe wkuwanie wiedzy encyklopedycznej, zgodnie ze znan regu „zaku, zda, zapomnie”. I mog zapewni, e nie jest to wynik nastawienia studentw do swoich obowizkw, ale ich odpowied na wypaczone wymagania nauczycieli. Pamiciowy sposb uczenia jest najwygodniejszy dla kadry akademickiej, ktra dziki temu moe „seryjnie” sprawdza kolokwia i prace egzaminacyjne, nie zadajc sobie trudu wniknicia w sens wypowiedzi, a jedynie porwnujc odpowiedzi studentw z podanym wzorcem. Natomiast student, ktry czyta duo i ze zrozumieniem, przewanie w takich sytuacjach bdzie w gorszej sytuacji ni kto mechanicznie zakuwajcy wiedz, bo wypowied wyraona wasnymi sowami zawsze bdzie si rni od podrcznikowego ideau. W trosce o wasne stopnie sam zacznie si uczy na pami niezbdnego minimum. Smutne, e w mojej uczelni nawet psychologowie powszechnie stosuj tego rodzaju XIX−wieczne techniki zdobywania wiedzy, ktra – nieutrwalana w inny sposb – z natury rzeczy bardzo szybko wyparowuje po egzaminie, a studenci na pitym roku nie potrafi powiedzie, co to jest osobowo, iloraz inteligencji czy te, jakie jest podoe homoseksualizmu.
Rozwijaniu zainteresowa studentw z pewnoci nie suy wska specjalizacja osb prowadzcych zajcia i ograniczenie si do wasnej dyscypliny, a nierzadko wrcz zdezaktualizowanie wiedzy naukowej nauczycieli. Na kierunkach humanistycznych (psychologia, socjologia) indoktrynuje si studentw przestarzaymi, pseudonaukowymi „teoriami”, opartymi gwnie na filozoficznych spekulacjach i czsto sprzecznymi z danymi nauk empirycznych. Na wiczeniach wymaga si dyskusji na temat przeczytanych tekstw, ale tylko do momentu, kiedy kto nie podwaa fundamentalnych zaoe tego rodzaju koncepcji. Wwczas kopotliwi studenci zwalczani s w bezpardonowy sposb, np. poprzez publiczne omieszanie czy te ucinanie dyskusji w niewygodnym dla prowadzcego zajcia momencie. Nie jest to jedyna sytuacja, kiedy potwierdza si wniosek, e mylcy i oczytany student stanowi zagroenie, a nie wyzwanie dla niedouczonej i zgnuniaej czci kadry akademickiej, chociaby dlatego, e nie daje si atwo zindoktrynowa.
Wymaganie u studentw aktywnoci suy zreszt przewanie nie tyle ksztatowaniu u nich umiejtnoci prowadzenia dyskusji, co wypenieniu czasu na zajciach prowadzonych przez osob, ktra sama nie potrafi ich zagospodarowa w inny sposb. Tymczasem na wszystkich kierunkach mona zauway prawidowo, e studenci, w miar przechodzenia na kolejny rok studiw, coraz mniej odzywaj si na wiczeniach. Dzieje si tak nie dlatego, i nie maj nic do powiedzenia czy te nie potrafi zrozumie przeczytanych tekstw – s po prostu skutecznie zniechcani do aktywnoci poprzez nieumiejtnie stosowane metody dydaktyczne (krytykowanie wypowiedzi, ignorowanie pyta, wymiewanie na forum publicznym, nieciekawy sposb prowadzenia zaj itp.). Osobn spraw jest to, e wiele osb nie odzywa si na zajciach nie dlatego, e si do nich nie przygotowao, ale ze wzgldu na okrelone cechy osobowociowe (np. wysoki poziom introwertyzmu). Ktry nauczyciel akademicki ma wiadomo tego rodzaju uwarunkowa psychologicznych?
Nie lepiej wyglda uczenie studentw wypowiadania si w formie pisemnej, bo studia nie doskonal biegoci w pisaniu, a wrcz uwsteczniaj pod tym wzgldem w stosunku do umiejtnoci nabytych w szkole redniej. Bardzo czsto prace pisemne w ogle nie s czytane, najwyej przegldane (i to nawet na kierunkach humanistycznych!), a jeli ju, to prawie nikt nie zwraca uwagi na aspekty formalne otrzymywanych tekstw czy te wasne sdy autora. I trudno si dziwi – kady, kto cho par razy zetkn si z publikacjami naukowcw, wie, e oni sami na og nie potrafi pisa, w ich artykuach roi si od bdw stylistycznych, gramatycznych czy interpunkcyjnych.
Chyba tylko w celu zaspokojenia specyficznych ambicji rodowiska naukowego prac dyplomowych (licencjackich i magisterskich) wci nie pisze si w postaci esejw, ale jako prbki rozpraw naukowych. Tymczasem mao kto z absolwentw szk wyszych zostaje naukowcem, natomiast to wanie pierwsza z wymienionych form wypowiedzi lepiej sprawdza takie cechy studenta, jak zasb jego wiedzy, znajomo literatury przedmiotu, umiejtno logicznej argumentacji czy poprawno pisania. Kade studia kocz si obron pracy dyplomowej, ktr rwnie trudno uzna za obiektywny wskanik wiedzy nabytej w cigu kilku lat, gdy ocena (dokonywana na podstawie odpowiedzi na trzy pytania) w praktyce ma charakter losowy.
Powszechn rzecz w polskich uczelniach jest rne traktowanie studentw stacjonarnych i niestacjonarnych. Mimo e bez opat tej drugiej grupy studiujcych wiele naszych szk wyszych zwyczajnie zbankrutowaoby, bardzo czsto studenci zaoczni czy wieczorowi s „chopcem do bicia”, na ktrym skupia si caa frustracja rodowiska akademickiego. Wobec studentw stosuje si podwjne standardy oceniania, a studiujcy niestacjonarnie z zaoenia dostaj oceny gorsze (wszyscy wiedz przecie, e „s gupsi”), pracownicy uczelni nie zadaj sobie trudu, aby rzetelnie sprawdzi ich wiedz, znacznie czciej amane s w ich przypadku przepisy regulaminu studiw, a wadze uczelni wrcz ignoruj skierowane do nich odwoania. Wbrew powszechnej opinii, studia zaoczne czy wieczorowe niekoniecznie s atwiejsze ni dzienne, bo nikt tutaj nie idzie na rk studentom, nie negocjuje si warunkw zalicze, znacznie trudniej uzyska stypendium za wyniki w nauce itp.
Wiele negatywnych rzeczy mona powiedzie o traktowaniu doktorantw, ktrzy niejednokrotnie stanowi „pite koo u wozu” w instytutach, a w najgorszym przypadku – darmow si robocz. Standardowo „dobry” doktorant w Polsce powinien mie dwie zasadnicze cechy: adnie si umiecha i sprawnie wykonywa polecenia swoich przeoonych. A niech no ma jakie wasne pomysy, ktre zechce realizowa! – wwczas jego studia doktoranckie stanowi pasmo nieustannych konfliktw z przeoonymi, ktrzy oczywicie lepiej wiedz, w jaki sposb uprawia si nauk. Nie bdzie odkrywczym stwierdzenie, e w przewaajcej wikszoci przypadkw to nie kompetencje, a ukady personalne decyduj pniej, ktre osoby s zatrudniane w uczelniach, bo nawet wrd kadry profesorskiej panuje typowa dla polskiej budetwki mentalno, zgodnie z ktr wolne etaty naukowo−dydaktyczne nie su promowaniu najzdolniejszych, a jedynie upychaniu wasnych znajomych na pastwowe posadki, gdzie za niewielk, ale pewn pensj bd mogli w spokoju wegetowa do emerytury.
Zapewne wiele osb po przeczytaniu tego tekstu obruszy si, e nadmiernie generalizuj opisane w nim zjawiska. Zgadzam si, e nie wszdzie tak jest, ale niestety – s to rzeczy bardzo powszechne w polskim szkolnictwie wyszym. A jeli kto z pracownikw akademickich uwaa inaczej, proponowabym, aby sam na jaki czas zamieni si w studenta (np. rozpoczynajc studia na jakim kierunku) i zobaczy, jak to wszystko wyglda z drugiej strony. Mgbym si zaoy, e nie wytrzymaby nawet roku. Zawsze uwaaem, e jeli kto ukoczy studia i zachowa dobre zdanie o swojej uczelni, to albo wyjtkowo dobrze trafi, albo te niczego si tam nie nauczy, bo nie wyksztaci najwaniejszej umiejtnoci – samodzielnego, krytycznego mylenia.
By moe najlepszym ratunkiem dla polskiego szkolnictwa wyszego byoby urynkowienie uczelni (na pocztek przynajmniej w zakresie edukacji), ktre w sposb naturalny wymusioby konkurencj midzy nimi i co za tym idzie – stae podnoszenie jakoci wiadczonych usug. Tylko radykalne zmiany mog sprawi, e przestaniemy finansowa system, ktrego sposb funkcjonowania pod wieloma wzgldami nie ma z nauczaniem nic wsplnego.