Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Charakterystyczne, ¿e aby uczyæ w szkole podstawowej, ¶redniej czy gimnazjum, trzeba mieæ formalne przygotowanie pedagogiczne, w przypadku szkó³ wy¿szych – nie.

Edukacja czy patologia?

Micha³ Wo¼niak

9 kwietnia br. ukaza³ siê w „Gazecie Wyborczej” artyku³ profesora filozofii Jana Hartmana Szko³a buja w ob³okach. Autor pisze w nim m.in.: „Wyk³adowcy szkó³ wy¿szych wiedz± doskonale, ¿e wiêkszo¶æ studentów nie ma ¿adnej, najskromniejszej nawet, wiedzy na ¿aden temat, a czê¶æ nie umie czytaæ (duka bez zrozumienia) ani pisaæ”. I dodaje: „Wiêkszo¶æ m³odych posiadaczy polskiej matury, a w tym wiêkszo¶æ nowych studentów, kompletnie nic nie umie, a co gorsza – nauczona jest w szkole oszukiwania i ¶ci±gania”. Dzisiejszych studentów prof. Hartman otwarcie nazywa analfabetami, plagiatorami, oszustami, nieukami i ignorantami. Mo¿na dyskutowaæ, o ile ta skrajna opinia jest prawdziwa, a je¶li nawet – w jakim stopniu win± za ca³e z³o nale¿y obarczaæ studentów czy, jak twierdzi autor, szko³y ¶rednie, a w jakim – pozostawiaj±cy wiele do ¿yczenia sposób funkcjonowania polskiego szkolnictwa wy¿szego. Jako osoba maj±ca kilkunastoletnie do¶wiadczenie dydaktyczne na kilku ró¿nych kierunkach, zarówno przy prowadzeniu zajêæ, jak i jednoczesnym uczestniczeniu w nich w roli studenta, chcia³bym na¶wietliæ ten problem z nieco innej perspektywy ni¿ autor wspomnianego tekstu.

Obci±¿enia dydaktyczne

Nie bez winy, niestety, pozostaj± tutaj pracownicy naukowo−dydaktyczni uczelni i nie bêdzie odkrywczym stwierdzenie, ¿e to oni w przewa¿aj±cej mierze s± odpowiedzialni za poziom wiedzy studentów (przynajmniej na starszych latach studiów) i jako¶æ wypuszczanych na rynek absolwentów. To w³a¶nie w¶ród nich powszechne jest obni¿anie standardów zaliczania przedmiotów, i to bynajmniej nie pod wp³ywem nacisku ze strony studentów, ale w trosce o pozytywne opinie u podopiecznych, które przek³adaj± siê pó¼niej na dokonywane pod koniec ka¿dego semestru oceny ewaluacyjne realizowanych przedmiotów. Nie ma lepszej drogi do serca studenta ni¿ przez jego indeks i pracownicy dydaktyczni uniwersytetów (szczególnie ci s³absi) wiedz± doskonale, ¿e aby byæ lubianym przez swoich uczniów, wystarczy stawiaæ lepsze oceny ni¿ koledzy.

Zajêcia ze studentami (wymownie nazywane „obci±¿eniami dydaktycznymi”) traktowane s± powszechnie przez nauczycieli akademickich jako co¶ znacznie mniej wa¿nego ni¿ uprawianie nauki, w zwi±zku z tym nagminne jest lekcewa¿enie obowi±zków dydaktycznych i „odbêbnianie” ich jak najmniejszym kosztem. Je¶li za¶ kto¶ próbuje anga¿owaæ siê we w³asne zajêcia i ma ambicjê nauczenia czego¶ warto¶ciowego swoich podopiecznych, bardzo czêsto nara¿a siê na ostracyzm, i to nie tylko ze strony studentów (bo wymaga wiêcej ni¿ inni), ale równie¿ swoich kolegów po fachu (bo zawy¿a poziom). Czêsto pracownicy uniwersytetów s± odgórnie przydzielani do prowadzenia zajêæ, bez uwzglêdniania ich faktycznych zainteresowañ; szczególnie dotyczy to tych przedmiotów, do uczenia których brakuje specjalistów w danym instytucie. Ma³o prawdopodobne, aby osoba, której nie interesuje dana dziedzina wiedzy, potrafi³a zaciekawiæ ni± studentów.

Dzisiejsi pracownicy uczelni rzadko kiedy stanowi± autorytet dla swoich wychowanków. Wrêcz przeciwnie – jawi± im siê jako ¿yciowi nieudacznicy, osoby, które pracuj± w uczelniach g³ównie dlatego, ¿e maj±c takie, a nie inne kwalifikacje, nie poradzi³yby sobie na rynku pracy. Ze smutkiem trzeba przyznaæ, ¿e jest w tym sporo racji, a odzwierciedleniem takiego stanu rzeczy jest fakt, ¿e w¶ród studentów wzbudzaj± oni – zamiast szacunku – lekcewa¿enie i drwinê. Z moich obserwacji wynika, ¿e wiêkszo¶æ dzisiejszych naukowców nie lubi swojej pracy dydaktycznej i zamyka siê zarówno na dialog ze studentami, jak i relacje ze ¶rodowiskiem pozaakademickim. Wydaje im siê, ¿e s± samowystarczalni (bo finansuje ich pañstwo, zgodnie z dawn± zasad± „czy siê stoi, czy siê le¿y, dwa tysi±ce siê nale¿y”), st±d te¿ lubi± zamykaæ siê w uniwersytetach niczym w klasztorach, a ich zachowanie wobec innych ¶rodowisk czêsto cechuj± pycha i arogancja.

Rzadko kto traktuje studentów jak doros³ych ludzi, wys³uchuje ich uwag i zastrze¿eñ do sposobu prowadzenia zajêæ. Przeciwnie, raczej narzuca siê im w³asn± wolê. Charakterystyczne, ¿e aby uczyæ w szkole podstawowej, ¶redniej czy gimnazjum, trzeba mieæ formalne przygotowanie pedagogiczne, w przypadku szkó³ wy¿szych – nie. I szkoda, bo wielu pracowników naukowo−dydaktycznych po prostu nie nadaje siê do prowadzenia zajêæ, a swoje niepowodzenia na tym polu wcze¶niej czy pó¼niej, ¶wiadomie b±d¼ nie¶wiadomie, racjonalizuje, wyrabiaj±c w sobie kuriozalne przekonanie, ¿e to studenci s± „z natury” ¼li (nie chce im siê uczyæ, przychodz± na studia tylko dla „papierka”, nic nie czytaj±, nie da siê ich zdyscyplinowaæ itp.). Pomimo skoñczenia prawie czterech kierunków studiów, na palcach jednej rêki mogê policzyæ takich swoich nauczycieli, o których móg³bym powiedzieæ, i¿ posiadaj± powo³anie dydaktyczne.

Zagro¿enie, nie wyzwanie

Studia nie rozwijaj± zainteresowañ dan± dyscyplin± wiedzy, nie zaszczepiaj± pasji, a wrêcz przeciwnie – niszcz± je, demotywuj±c do pracy w miarê zaliczania kolejnych lat. Nauka na studiach to g³ównie pamiêciowe wkuwanie wiedzy encyklopedycznej, zgodnie ze znan± regu³± „zakuæ, zdaæ, zapomnieæ”. I mogê zapewniæ, ¿e nie jest to wynik nastawienia studentów do swoich obowi±zków, ale ich odpowied¼ na wypaczone wymagania nauczycieli. Pamiêciowy sposób uczenia jest najwygodniejszy dla kadry akademickiej, która dziêki temu mo¿e „seryjnie” sprawdzaæ kolokwia i prace egzaminacyjne, nie zadaj±c sobie trudu wnikniêcia w sens wypowiedzi, a jedynie porównuj±c odpowiedzi studentów z podanym wzorcem. Natomiast student, który czyta du¿o i ze zrozumieniem, przewa¿nie w takich sytuacjach bêdzie w gorszej sytuacji ni¿ kto¶ mechanicznie zakuwaj±cy wiedzê, bo wypowied¼ wyra¿ona w³asnymi s³owami zawsze bêdzie siê ró¿niæ od podrêcznikowego idea³u. W trosce o w³asne stopnie sam zacznie siê uczyæ na pamiêæ niezbêdnego minimum. Smutne, ¿e w mojej uczelni nawet psychologowie powszechnie stosuj± tego rodzaju XIX−wieczne techniki zdobywania wiedzy, która – nieutrwalana w inny sposób – z natury rzeczy bardzo szybko wyparowuje po egzaminie, a studenci na pi±tym roku nie potrafi± powiedzieæ, co to jest osobowo¶æ, iloraz inteligencji czy te¿, jakie jest pod³o¿e homoseksualizmu.

Rozwijaniu zainteresowañ studentów z pewno¶ci± nie s³u¿y w±ska specjalizacja osób prowadz±cych zajêcia i ograniczenie siê do w³asnej dyscypliny, a nierzadko wrêcz zdezaktualizowanie wiedzy naukowej nauczycieli. Na kierunkach humanistycznych (psychologia, socjologia) indoktrynuje siê studentów przestarza³ymi, pseudonaukowymi „teoriami”, opartymi g³ównie na filozoficznych spekulacjach i czêsto sprzecznymi z danymi nauk empirycznych. Na æwiczeniach wymaga siê dyskusji na temat przeczytanych tekstów, ale tylko do momentu, kiedy kto¶ nie podwa¿a fundamentalnych za³o¿eñ tego rodzaju koncepcji. Wówczas k³opotliwi studenci zwalczani s± w bezpardonowy sposób, np. poprzez publiczne o¶mieszanie czy te¿ ucinanie dyskusji w niewygodnym dla prowadz±cego zajêcia momencie. Nie jest to jedyna sytuacja, kiedy potwierdza siê wniosek, ¿e my¶l±cy i oczytany student stanowi zagro¿enie, a nie wyzwanie dla niedouczonej i zgnu¶nia³ej czê¶ci kadry akademickiej, chocia¿by dlatego, ¿e nie daje siê ³atwo zindoktrynowaæ.

Milczenie uwstecznionych

Wymaganie u studentów aktywno¶ci s³u¿y zreszt± przewa¿nie nie tyle kszta³towaniu u nich umiejêtno¶ci prowadzenia dyskusji, co wype³nieniu czasu na zajêciach prowadzonych przez osobê, która sama nie potrafi ich zagospodarowaæ w inny sposób. Tymczasem na wszystkich kierunkach mo¿na zauwa¿yæ prawid³owo¶æ, ¿e studenci, w miarê przechodzenia na kolejny rok studiów, coraz mniej odzywaj± siê na æwiczeniach. Dzieje siê tak nie dlatego, i¿ nie maj± nic do powiedzenia czy te¿ nie potrafi± zrozumieæ przeczytanych tekstów – s± po prostu skutecznie zniechêcani do aktywno¶ci poprzez nieumiejêtnie stosowane metody dydaktyczne (krytykowanie wypowiedzi, ignorowanie pytañ, wy¶miewanie na forum publicznym, nieciekawy sposób prowadzenia zajêæ itp.). Osobn± spraw± jest to, ¿e wiele osób nie odzywa siê na zajêciach nie dlatego, ¿e siê do nich nie przygotowa³o, ale ze wzglêdu na okre¶lone cechy osobowo¶ciowe (np. wysoki poziom introwertyzmu). Który nauczyciel akademicki ma ¶wiadomo¶æ tego rodzaju uwarunkowañ psychologicznych?

Nie lepiej wygl±da uczenie studentów wypowiadania siê w formie pisemnej, bo studia nie doskonal± bieg³o¶ci w pisaniu, a wrêcz uwsteczniaj± pod tym wzglêdem w stosunku do umiejêtno¶ci nabytych w szkole ¶redniej. Bardzo czêsto prace pisemne w ogóle nie s± czytane, najwy¿ej przegl±dane (i to nawet na kierunkach humanistycznych!), a je¶li ju¿, to prawie nikt nie zwraca uwagi na aspekty formalne otrzymywanych tekstów czy te¿ w³asne s±dy autora. I trudno siê dziwiæ – ka¿dy, kto choæ parê razy zetkn±³ siê z publikacjami naukowców, wie, ¿e oni sami na ogó³ nie potrafi± pisaæ, w ich artyku³ach roi siê od b³êdów stylistycznych, gramatycznych czy interpunkcyjnych.

Chyba tylko w celu zaspokojenia specyficznych ambicji ¶rodowiska naukowego prac dyplomowych (licencjackich i magisterskich) wci±¿ nie pisze siê w postaci esejów, ale jako próbki rozpraw naukowych. Tymczasem ma³o kto z absolwentów szkó³ wy¿szych zostaje naukowcem, natomiast to w³a¶nie pierwsza z wymienionych form wypowiedzi lepiej sprawdza takie cechy studenta, jak zasób jego wiedzy, znajomo¶æ literatury przedmiotu, umiejêtno¶æ logicznej argumentacji czy poprawno¶æ pisania. Ka¿de studia koñcz± siê obron± pracy dyplomowej, któr± równie¿ trudno uznaæ za obiektywny wska¼nik wiedzy nabytej w ci±gu kilku lat, gdy¿ ocena (dokonywana na podstawie odpowiedzi na trzy pytania) w praktyce ma charakter losowy.

Mentalno¶æ bud¿etowa

Powszechn± rzecz± w polskich uczelniach jest ró¿ne traktowanie studentów stacjonarnych i niestacjonarnych. Mimo ¿e bez op³at tej drugiej grupy studiuj±cych wiele naszych szkó³ wy¿szych zwyczajnie zbankrutowa³oby, bardzo czêsto studenci zaoczni czy wieczorowi s± „ch³opcem do bicia”, na którym skupia siê ca³a frustracja ¶rodowiska akademickiego. Wobec studentów stosuje siê podwójne standardy oceniania, a studiuj±cy niestacjonarnie z za³o¿enia dostaj± oceny gorsze (wszyscy wiedz± przecie¿, ¿e „s± g³upsi”), pracownicy uczelni nie zadaj± sobie trudu, aby rzetelnie sprawdziæ ich wiedzê, znacznie czê¶ciej ³amane s± w ich przypadku przepisy regulaminu studiów, a w³adze uczelni wrêcz ignoruj± skierowane do nich odwo³ania. Wbrew powszechnej opinii, studia zaoczne czy wieczorowe niekoniecznie s± ³atwiejsze ni¿ dzienne, bo nikt tutaj nie idzie na rêkê studentom, nie negocjuje siê warunków zaliczeñ, znacznie trudniej uzyskaæ stypendium za wyniki w nauce itp.

Wiele negatywnych rzeczy mo¿na powiedzieæ o traktowaniu doktorantów, którzy niejednokrotnie stanowi± „pi±te ko³o u wozu” w instytutach, a w najgorszym przypadku – darmow± si³ê robocz±. Standardowo „dobry” doktorant w Polsce powinien mieæ dwie zasadnicze cechy: ³adnie siê u¶miechaæ i sprawnie wykonywaæ polecenia swoich prze³o¿onych. A niech no ma jakie¶ w³asne pomys³y, które zechce realizowaæ! – wówczas jego studia doktoranckie stanowi± pasmo nieustannych konfliktów z prze³o¿onymi, którzy oczywi¶cie lepiej wiedz±, w jaki sposób uprawia siê naukê. Nie bêdzie odkrywczym stwierdzenie, ¿e w przewa¿aj±cej wiêkszo¶ci przypadków to nie kompetencje, a uk³ady personalne decyduj± pó¼niej, które osoby s± zatrudniane w uczelniach, bo nawet w¶ród kadry profesorskiej panuje typowa dla polskiej bud¿etówki mentalno¶æ, zgodnie z któr± wolne etaty naukowo−dydaktyczne nie s³u¿± promowaniu najzdolniejszych, a jedynie upychaniu w³asnych znajomych na pañstwowe posadki, gdzie za niewielk±, ale pewn± pensjê bêd± mogli w spokoju wegetowaæ do emerytury.

Zapewne wiele osób po przeczytaniu tego tekstu obruszy siê, ¿e nadmiernie generalizujê opisane w nim zjawiska. Zgadzam siê, ¿e nie wszêdzie tak jest, ale niestety – s± to rzeczy bardzo powszechne w polskim szkolnictwie wy¿szym. A je¶li kto¶ z pracowników akademickich uwa¿a inaczej, proponowa³bym, aby sam na jaki¶ czas zamieni³ siê w studenta (np. rozpoczynaj±c studia na jakim¶ kierunku) i zobaczy³, jak to wszystko wygl±da z drugiej strony. Móg³bym siê za³o¿yæ, ¿e nie wytrzyma³by nawet roku. Zawsze uwa¿a³em, ¿e je¶li kto¶ ukoñczy³ studia i zachowa³ dobre zdanie o swojej uczelni, to albo wyj±tkowo dobrze trafi³, albo te¿ niczego siê tam nie nauczy³, bo nie wykszta³ci³ najwa¿niejszej umiejêtno¶ci – samodzielnego, krytycznego my¶lenia.

Byæ mo¿e najlepszym ratunkiem dla polskiego szkolnictwa wy¿szego by³oby urynkowienie uczelni (na pocz±tek przynajmniej w zakresie edukacji), które w sposób naturalny wymusi³oby konkurencjê miêdzy nimi i co za tym idzie – sta³e podnoszenie jako¶ci ¶wiadczonych us³ug. Tylko radykalne zmiany mog± sprawiæ, ¿e przestaniemy finansowaæ system, którego sposób funkcjonowania pod wieloma wzglêdami nie ma z nauczaniem nic wspólnego.

Dr Micha³ Wo¼niak, absolwent geografii i ochrony ¶rodowiska w Uniwersytecie Wroc³awskim, student V roku psychologii (wieczorowej) i II roku magisterskich studiów uzupe³niaj±cych socjologii w UWr.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje