Boimy siê rozmaitych sytuacji, zwi±zanych z dyskomfortem sytuacyjnym lub spo³ecznym: podró¿y, banku, wyst±pienia publicznego. Nauczyciel boi siê agresywnej i destrukcyjnej klasy, a uczeñ boi siê sprawdzianu, choæ nauczyciele agresywni i destrukcyjni te¿ siê zdarzaj±. A teraz wymy¶lono jeszcze lêk przed bibliotek±. Bêdzie ruch w interesie, artyku³y, doktoraty. Ju¿ s±.
Lêk przed lataniem i lêk przed piêædziesi±tk± otrzyma³y nawet niez³e kawa³ki literatury (tej samej zreszt± autorki), a lêk przed bibliotek± – toutes proportions gardées – artyku³ Marzeny ¦wigoñ w drugim zeszycie tegorocznego „Przegl±du Bibliotecznego” (s. 177-189). Jest to praca, której odkrywczo¶æ i donios³o¶æ wyra¿a siê w takich na przyk³ad konstatacjach: „Dok³adniejsza analiza (korelacja kanoniczna) dowiod³a, ¿e studenci nisko oceniaj±cy w³asne kompetencje, kreatywno¶æ oraz mo¿liwo¶æ akceptacji spo³ecznej mieli tendencje do odczuwania wysokiego poziomu lêku przed bibliotek±. By³ on zwi±zany g³ównie z barierami afektywnymi i komfortem w bibliotece” (s. 183). Jasne, praca nosi wszak podtytu³ „teoria, za³o¿enia, modele”, a nie ka¿da teoria to musi byæ od razu David Deutsch. Tylko ¿e opracowania przytaczane z heroiczn± pracowito¶ci± przez autorkê, ze szczególnym uwzglêdnieniem ksi±¿ki „Library anxiety: theory, research, applications” (Scarecrow Press 2004), maj± pewn± cechê osobliw±: brakowa³o tam najwyra¼niej jakiejkolwiek biblioteki. S± tylko ow³adniête wzmiankowanym lêkiem zbiorowo¶ci, ró¿ni±ce siê stylami pracy i poziomem wra¿liwo¶ci na warunki zewnêtrzne; tym zbiorowo¶ciom przypisuje siê ró¿ne cechy – na przyk³ad jedne sk³adaj± siê z osobników chêtnie zmieniaj±cych miejsce w trakcie uczenia siê, inne nie. Kto im zabrania zmieniaæ miejsce? Ano, pewnie biblioteka. Byæ mo¿e badania empiryczne zawiera³y jakie¶ wizytówki tych zbiorowo¶ci. Chcia³oby siê na przyk³ad wiedzieæ, czy byli to klienci jednej ksi±¿nicy, czy wielu, a je¶li wielu, i to odmiennych, to czy korelowa³o to jako¶ z poziomem lêku.
Byæ mo¿e w ksi±¿ce, któr± nam pracowicie streszczono w recenzowanym, sze¶ciopunktowym kwartalniku, sk±din±d wielce nam mi³ym, ta biblioteka by³a realniejsza. Byæ mo¿e autorzy, pañstwo Onwuegbuzie, Jiao i Bostick, niczym jacy¶ bibliotekoznawczy Lech, Czech i Rus, spotkali siê w rzeczywi¶cie istotnym punkcie. Na razie tego nie widaæ. Ale w zapowiadanym drugim odcinku artyku³u zapewne dojdzie do nadrobienia zaleg³o¶ci.
A sam lêk? Jak mog³oby go nie byæ, je¶li biblioteka jest miejscem stosowania technik i procedur, i nie sposób siê ni± pos³u¿yæ, nie przyswajaj±c ich choæ trochê? Normalny cz³owiek nie chce siê uczyæ ci±gle czego¶ nowego, bibliotek± nie pos³uguje siê zatem biegle i siê jej boi. Znalezienie czego¶ w domowym zaciszu w Internecie te¿ mo¿e nam siê nie udaæ, ale tego przynajmniej nie widaæ, no i bêd±c sam na sam z maszyn± mo¿emy zamieniæ ca³± operacjê na rodzaj gry, odbywaj±cej siê w naszym tempie; w bibliotece popsuj± nam j± bibliotekarze i inni u¿ytkownicy.
Nie czytali¶my „Library anxiety”, ksi±¿ki kupionej w Stanach przez zaledwie 300 bibliotek. Chyba nie warto. Widaæ go³ym okiem, ¿e nasi pracownicy i studenci unikaj± bibliotek jeszcze bardziej ni¿ amerykañscy. Wyk³adowcy mog± na ogó³ liczyæ na tryb obs³ugi nieformalnej, sprywatyzowanej, s± wrêcz od niego uzale¿nieni. Bibliotekarzom sprawia to przyjemno¶æ. Studenci korzystaj± z cudzych notatek, nie ma te¿ powszechnego sprzeciwu wobec korzystania z cudzej pracy. Je¶li we¼miemy pod uwagê powszechny brak szkoleñ bibliotecznych, siln± wiarê w rygorystyczne zapisy w regulaminie i tradycyjnobiurowe sposoby rozmawiania z u¿ytkownikiem, to lêku tego i tak nie ma wiele. Z drugiej strony, czy czasem nie mogliby¶my bardziej straszyæ? Kolejny czytelnik, który dotar³ jako¶ do magisterium nie maj±c pojêcia o katalogach, nie odró¿niaj±c czasopisma od ksi±¿ki i nie umiej±c w ¿aden sposób zwerbalizowaæ swojej „potrzeby informacyjnej”, kolejny doktorant, nieznaj±cy podstawowych ¼róde³ ze swojej dyscypliny – albo mieli swoje m³ode lata wolne od lêku przed bibliotek±, albo odwrotnie – lêk ten towarzyszy³ im od pocz±tku, tak uporczywy, ¿e uniemo¿liwi³ faktyczne zbudowanie sobie warsztatu.
Je¶li jednak chcemy najpierw zminimalizowaæ library anxiety naszych u¿ytkowników, a dopiero pó¼niej oczekiwaæ od nich, by jednak podjêli trud zapoznania siê z bibliotek± i jej ofert±, to musimy siê przed nimi autentycznie otworzyæ. Nieporadne i niezrozumia³e sformu³owania w katalogu, interfejsy strasz±ce hermetyczn± terminologi±, niewykorzystanie rozmaitych udogodnieñ, tkwi±cych w systemach bibliotecznych, to plagi powszechne. Przeczytajmy artyku³ Izabeli Swobody „OPAC WWW wizytówk± biblioteki. Ocena jako¶ci katalogów komputerowych ma³ych i ¶rednich bibliotek w Polsce” („Przegl±d Biblioteczny” 2009, z. 1, s. 16-40) i zobaczmy, ile jest do zrobienia. A tak¿e, jak wiele ju¿ zrobi³a sama autorka, aby te systemy jako¶ poznaæ i oceniæ. Tylko ¿e tam z kolei nie ma praktycznie mowy o systemach stosowanych przez biblioteki akademickie. Jak zwykle w literaturze bibliotekoznawczej, ca³a empiria to biblioteki „ma³e i ¶rednie”. Wysoki „Przegl±dzie”, czy tak¿e ten artyku³ nie móg³by mieæ drugiego odcinka?