Gdybym mia³ w trzech s³owach okre¶liæ sytuacjê w polskiej nauce A.D. 2009, to bym powiedzia³, ¿e jest: pañstwowa, uniwersytecka i niedofinansowana. Spróbujmy przyjrzeæ siê liczbom, które uzasadniaj± tê opiniê.
W polskiej nauce pracuje nieco ponad 61 tys. osób, a liczba ta uwzglêdnia tzw. wspó³czynnik FTE (Full Time Equivalent), a wiêc bierze pod uwagê, ¿e niemal wszyscy badacze nie ca³y czas pracy po¶wiêcaj± nauce. Osób fizycznych zajmuj±cych siê twórczo badaniami jest znacznie wiêcej, pewnie oko³o 90 tys. Oznacza to, ¿e w przeliczeniu na tysi±c zatrudnionych w Polsce nauk± zajmuje siê 3,4 osób (FTE), podczas gdy w pañstwach Unii Europejskiej (27 krajów) 5,5, w USA za¶ a¿ 8,1. Wiêkszo¶æ polskich naukowców, nieco ponad 65 proc., pracuje w uczelniach publicznych, a tylko niespe³na 15 proc. w prywatnych przedsiêbiorstwach gospodarczych. Proporcje w krajach gospodarczo rozwiniêtych s± inne. W Unii Europejskiej w prywatnych przedsiêbiorstwach pracuje ok. 55 proc. naukowców, podczas gdy w szkolnictwie wy¿szym ok. 36 proc. (w USA odpowiednio 83 proc. oraz 14 proc.).
Na badania naukowe z bud¿etu naszego kraju wydaje siê ok. 0,35 proc. PKB, przy czym ze ¼róde³ pozabud¿etowych – choæ trudno tu o du¿± dok³adno¶æ – ok. 0,20 proc. PKB. A zatem bud¿et pañstwa finansuje naukê w 57 proc. Zreszt± lwia czê¶æ ¶rodków bud¿etowych trafia do instytucji pañstwowych (czyli do wy¿szych uczelni, jednostek badawczo rozwojowych oraz instytutów PAN).
Ta sytuacja jest w miarê stabilna w okresie dwudziestolecia. Warto¶æ nak³adów bud¿etowych na naukê wyra¿on± w procentach PKB w okresie 1991-2003 pokazano na wykresie. Po roku 2003 warto¶æ ta nie uleg³a wiêkszej zmianie.
Tak wiêc, nawet gdyby do nak³adów bud¿etowych dodaæ pozabud¿etowe, to i tak dzi¶ nie osi±gniêto by poziomu z roku 1991.
Je¶li pomin±æ dzia³alno¶æ edukacyjn±, uczeni zajmuj± siê tworzeniem nowej wiedzy oraz innowacjami. W statystykach miêdzynarodowych miar± tworzonej wiedzy s± publikacje w czasopismach z listy filadelfijskiej oraz ich cytowalno¶æ. Pod tym wzglêdem, szczególnie je¶li idzie o liczbê publikacji, nie wypadamy ¼le. O ile przed 10 laty nasi uczeni publikowali rocznie oko³o 200 artyku³ów w przeliczeniu na milion mieszkañców kraju, to roczny przyrost tej produkcji naukowej wynosi blisko 5 proc. i dzi¶ liczba publikacji siêga 310 na milion mieszkañców. Jest to dwukrotnie mniej ni¿ wynosi ¶rednia w Unii Europejskiej i blisko trzykrotnie mniej ni¿ w USA, ale bior±c pod uwagê poziom finansowania bud¿etowego (bowiem istnieje wyra¼na korelacja pomiêdzy liczb± publikacji a nak³adami bud¿etowymi na naukê), wynik naszych uczonych jest nie najgorszy.
Natomiast innowacyjna dzia³alno¶æ polskiej spo³eczno¶ci naukowej wygl±da dramatycznie. Je¶li jako jej miernik przyj±æ roczn± liczbê patentów zg³oszonych w Europejskim Urzêdzie Patentowym w przeliczeniu na milion mieszkañców, to wska¼nik ten dla Polski wynosi 4, podczas gdy ¶rednia unijna to ponad 120. Jeszcze gorzej przedstawia siê porównanie w zakresie tzw. patentów potrójnych, tzn. wynalazków patentowanych jednocze¶nie w trzech urzêdach patentowych: europejskim, amerykañskim i japoñskim (Polska – 0,5 patentów na milion mieszkañców, Unia Europejska – 30 patentów na milion, a Stany Zjednoczone – 55 patentów na milion). Ten ponury obraz potwierdzaj± liczby dotycz±ce eksportu produktów innowacyjnych. W Polsce to ok. 4 proc. eksportu, a w Unii Europejskiej 18 proc. eksportu. I – niezwykle wymowne – tylko 13 proc. polskich przedsiêbiorstw innowacyjnych uznaje informacje otrzymywane z krajowych instytucji naukowych za istotne.
Byæ mo¿e ten, wynikaj±cy z suchych cyfr, obraz jest zbyt przyczerniony. Bowiem bardzo wiele polskich wynalazków powstaje w ramach umów z zagranicznymi korporacjami gospodarczymi i wówczas zapisywanych jest na konto krajów tych korporacji. Tak wiêc w istocie patentowalno¶æ polskiej my¶li technicznej jest wy¿sza ni¿ to wynika z podanych danych statystycznych.
Jak± drogê przeby³a polska nauka w minionym dwudziestoleciu? Otó¿ jestem zdania, ¿e – jak ma³o który obszar – okaza³a siê bardzo s³abo podatna na zmiany. I tak, liczba naukowców wzros³a niewiele. Struktura w³asno¶ciowa te¿ nie zanotowa³a wielkich zmian. W dalszym ci±gu nauka uprawiana jest g³ównie w instytucjach pañstwowych. W jej strukturach dominuj± nadal trzy filary: wy¿sze uczelnie (a¿ w blisko 2/3), jednostki badawczo rozwojowe oraz instytuty PAN. Finansowanie dzia³alno¶ci badawczej, je¶li odnie¶æ je do PKB, mia³o tendencjê malej±c±, choæ ostatnio ustabilizowa³o siê na poziomie ok. 0,35 proc. PKB z bud¿etu i ok. 0,20 proc. PKB z instytucji pozabud¿etowych. Obiecywane przez polski parlament jeszcze w roku 1995 finansowanie bud¿etowe na poziomie 1 proc. PKB nigdy nie zosta³o zrealizowane i to nawet w po³owie. Wytyczne strategii lizboñskiej z roku 2000, zalecaj±ce, by do roku 2010 finansowanie osi±gnê³o 3 proc. PKB, przy czym 1/3 ¶rodków (a wiêc w³a¶nie 1 proc.) powinna pochodziæ z bud¿etu, nie prze³o¿y³o siê na decyzje gospodarcze. Zreszt± nie tylko w Polsce, w³a¶ciwie w ca³ej Unii, z wyj±tkiem Szwecji i Finlandii, w których to krajach magiczn± granicê 3 proc. przekroczono z korzy¶ci± dla ich gospodarek. Natomiast w Polsce finansowanie przeliczone na jednego badacza, a wyra¿one w dolarach PPP (czyli uwzglêdniaj±cych poziom si³y nabywczej), uleg³o w minionym dwudziestoleciu niewielkim zmianom.
Ostatnio dostêp spo³eczno¶ci naukowej do unijnych funduszy strukturalnych znacz±co poprawi³ sytuacjê instytucji badawczych, szczególnie na obszarze inwestycyjnym. Natomiast aktywno¶æ polskich uczonych w unijnych programach ramowych nadal pozostawia wiele do ¿yczenia, przy czym jednym z powodów jest niebywa³e zbiurokratyzowanie tych programów i to zarówno w sferze administracyjnej, jak i finansowej.
Je¶li idzie o tworzenie nowej wiedzy i jej publikowalno¶æ, to nale¿y odnotowaæ wyra¼ny wzrost, na poziomie ok. 5 proc. w skali roku. Wzros³a te¿ ogromnie aktywno¶æ polskiego ¶wiata nauki w ramach wspó³pracy miêdzynarodowej, udzia³u w konferencjach itp. Mo¿e to byæ powodem do umiarkowanego zadowolenia.
Niestety, nie idzie z tym w parze dzia³alno¶æ innowacyjna. Polska nie dopracowa³a siê skutecznych metod transferu technologii i skutkiem tego wiele znakomitych pomys³ów albo pozostaje na papierze, albo te¿ jest zapisywanych na konto innych krajów. Jedn± z g³ównych przyczyn tego stanu rzeczy upatrujê w niskim finansowaniu pozabud¿etowym, bowiem, jak twierdz± niektórzy, na glebie publicznych pieniêdzy kiepsko rosn± innowacje. A na dodatek polska spo³eczno¶æ naukowa zdominowana jest przez uczonych zatrudnionych w wy¿szych uczelniach, a wiêc przez ludzi obci±¿onych w sposób szczególny obowi±zkami dydaktycznymi oraz publikowaniem badañ, a to ostatnie decyduje o ich karierze. W wiêkszo¶ci nie maj± ani czasu, ani si³ na uci±¿liwy i czasoch³onny proces transferu w³asnych osi±gniêæ do instytucji gospodarczych.
Jaka jest zatem droga do poprawy wyników polskiej nauki? Oczywi¶cie, zdaniem wiêkszo¶ci uczonych jest ni± znaczny wzrost finansowania bud¿etowego. Zapewne jest to skuteczna droga, choæ zwiêkszenie nak³adów bud¿etowych zapewne prze³o¿y³oby siê w g³ównej mierze na wzrost liczby publikacji. Natomiast obawiam siê, ¿e nawet ten mityczny 1 proc. PKB z kasy pañstwa nie zmieni³by znacz±co poziomu innowacyjno¶ci polskiej nauki. W tej mierze sytuacjê mo¿e poprawiæ jedynie... prywatyzacja. Och, nie my¶lê o prywatyzowaniu wielkich i wspania³ych polskich uczelni akademickich. Pod pojêciem prywatyzacji rozumiem stworzenie zachêt fiskalnych dla przedsiêbiorców, by inwestowali w sektor badawczo rozwojowy, najlepiej tworz±c w swych zak³adach wydzia³y B+R (tzw. in house R&D). To zarówno zwiêkszy (i to znacznie) finansowanie nauki ze ¼róde³ pozabud¿etowych, jak te¿ bêdzie mieæ ogromny wp³yw na poprawê stanu innowacyjno¶ci.
Podobno w strategii rz±dowej na najbli¿szych 20 lat przewiduje siê wzrost nak³adów na badania naukowe do 4 proc. PKB, przy czym po³owa tych nak³adów ma pochodziæ z bud¿etu. Jaka szkoda, ¿e nie bêdê móg³ sprawdziæ, czy te obietnice siê spe³ni±, ale patrz±c na minione dwudziestolecie nie mogê wykrzesaæ z siebie zbyt wielkiego optymizmu.