Uniwersytety i inne instytucje o charakterze akademickim sta³y siê wspó³cze¶nie – z konieczno¶ci – przedsiêbiorstwami. W postindustrialnej erze rozwoju gospodarczego, gdy wiedza jeszcze bardziej ni¿ kiedykolwiek wcze¶niej przejawia cechy zasobu (i to zasobu w rosn±cy sposób istotnego i dominuj±cego nad innymi), nie przestaje jednocze¶nie byæ dobrem publicznym. Oznacza to, ¿e nie sposób zaaplikowaæ wobec instytucji zarz±dzaj±cych wiedz±, jej kreacj±, dystrybucj± i rozpowszechnianiem regu³ stricte albo tylko i wy³±cznie rynkowych. Dlatego w zdecydowanej wiêkszo¶ci systemów edukacyjnych mamy do czynienia z wiêkszym (np. Europa kontynentalna) lub mniejszym (np. Wielka Brytania) zaanga¿owaniem sektora publicznego w ten obszar dzia³alno¶ci. Obecno¶æ pañstwa wydaje siê w tym obszarze nieodzowna, jednak nie spe³nia ono ju¿ prawie nigdzie roli wy³±cznego mecenasa, finansuj±cego w 100 proc. wszystkie potrzeby edukacyjne i badawcze. Monopol ten zosta³ prze³amany za spraw± kilku czynników: niemo¿liwo¶ci odpowiedzi na wszystkie potrzeby (po stronie poda¿owej), pojawienia siê rynku (po stronie popytowej) oraz – specyfika ¶wiata postkomunistycznego – ogólnej niewydolno¶ci systemu opartego na centralnych subwencjach.
Komercjalizacja (mimo ¿e s³owo to w Polsce zyska³o sobie wybitnie pejoratywn± konotacjê) jest dla tego sektora naturaln± cech± (patrz: D. Bok, Universities in the Marketplace. The Commercialization of Higher Education, Princeton – Oxford 2003). Od czasów greckich sofistów, nauczanie podlega³o zwyk³emu mechanizmowi rynkowemu. Dopiero pó¼niejszy rozwój tzw. spo³ecznej gospodarki rynkowej zdo³a³ wpoiæ szerokim rzeszom spo³eczeñstwa, jak równie¿ znacznej czê¶ci jego elity, ¿e edukacja – równie¿ na poziomie wy¿szym – jest „za darmo”, co w oczywisty sposób godzi w logikê racjonalnego my¶lenia i jest równie utopijne jak my¶li XIX wiecznych socjalistów.
Nowoczesny sposób organizacji przedsiêwziêcia akademickiego musi zatem stanowiæ kompromis pomiêdzy logik± rynkow± i misj± publiczn± (patrz: Innovation, Science, and Institutional Change. A Research Handbook, (eds.) J. Hage, M. Meeus. Oxford 2006), czyli traktowaniem aktywno¶ci uniwersyteckiej jako dostarczaj±cej produkty badawcze, eksperckie, us³ugi edukacyjne, których jako¶æ determinowana jest zarówno przez rynkowy, jak i pañstwowy mechanizm reguluj±cy i finansuj±cy. Spo³eczeñstwo i rynek permanentnie redefiniuj± zachodz±ce pomiêdzy nimi korelacje. Wydaje siê, ¿e ten fragment umowy spo³ecznej, który dotyczy sfery akademickiej: kto, kiedy, dla kogo, jak i za ile bêdzie dostarcza³ takiego dobra publicznego, jakim jest edukacja na wy¿szym poziomie oraz produkty ekspercko badawcze, pozostaje w Polsce ca³y czas niezdefiniowany, tymczasem wymaga pilnego „od¶wie¿enia”, aby móg³ uwolniæ siê od ograniczeñ pochodz±cych z „poprzedniej epoki”.
Polski system szkolnictwa wy¿szego znajduje siê w do¶æ specyficznym momencie. Konstytucyjna gwarancja bezp³atnego dostêpu do edukacji – w znacznym stopniu fikcyjna – oraz skostnia³a struktura organizacyjna i mentalna stanowi± silne czynniki ograniczaj±ce proces modernizacji, jednocze¶nie wiele determinant, g³ównie o zewnêtrznym charakterze, wymusza zmiany i reformy, bez których system szkolnictwa wy¿szego i badañ nie tylko nie bêdzie móg³ spe³niaæ swoich podstawowych funkcji, ale zagro¿ona mo¿e zostaæ jego egzystencja. Wydaje siê, ¿e w Polsce istnieje ju¿ klimat dla zmian. Jednak klimat (nawet polityczny) to za ma³o. Opór systemu – jego naturalna tendencja do zachowania dotychczasowej struktury i odrzucania zmian – ca³y czas jest wystarczaj±co silny, aby stawiæ czo³a zmianom rewolucyjnym (np. próby zniesienia habilitacji), czêsto równie¿ promodernizacyjnej ewolucji.
Nawet je¶li uniwersytety pañstwowe nie s± instytucjami zorientowanymi na zysk, nie sposób zignorowaæ faktu, ¿e funkcjonuj± na jednym rynku (badawczym, edukacyjnym) razem z przedsiêwziêciami komercyjnymi i konkuruj± z nimi o zasoby niezbêdne do przetrwania – studentów, czesne, granty, subsydia, kierunki zamawiane itd. Oznacza to, ¿e z punktu widzenia sprawno¶ci organizacyjnej poddane s± takiej samej presji rynkowej jak ich komercyjne odpowiedniki (J. Case, Competition. The Birth of a New Science, New York 2007, str. 15-29). Ca³a generacja akademików przyzwyczajonych do mecenatu pañstwa bêdzie musia³a zrewidowaæ swoje podej¶cie. Koñczy siê era, w której podstawa ekonomicznej egzystencji uniwersytetów, instytutów i tworz±cych je jednostek bêdzie pochodn± pozycji bud¿etowej w jednej z publicznych instytucji. Bazowanie na ministerialnej subwencji mo¿e siê okazaæ niewystarczaj±ce nawet na przetrwanie, o rozwoju nie wspominaj±c. Zaczyna siê era, w której polityka aktywna, zorientowana na poszukiwanie mo¿liwo¶ci rozwojowych, pod kierownictwem liderów maj±cych kompetencje mened¿erskie, bêdzie decydowa³a o prosperity i byæ albo nie byæ jednostek badawczo edukacyjnych.
Tak wiêc potrzebujemy nowego sposobu organizacji aktywno¶ci akademickiej. W ¶wiatowej literaturze nurt wiedzy u¿ytkowej s³u¿±cej opisowi i wyja¶nieniu optymalnych sposobów organizacji i kierowania instytucji typu uniwersyteckiego nosi miano teorii kapitalizmu akademickiego (patrz: S. Slaughterr, G. Rhoades, Adademic Capitalism and the New Economy. Markets, State and Higher Education. Baltimore 2004). Uwzglêdnia ona warunki integracji ¶wiata akademickiego ze ¶wiatem gospodarki rynkowej, tak aby cyrkulacja wiedzy odbywa³a siê w sposób p³ynny, sprawny i mo¿liwie szybki – by ten g³ówny zasób spo³eczeñstwa informacyjnego produkowany przez uniwersytety s³u¿y³ wzrostowi gospodarczemu.
Tymczasem dziki kapitalizm, obserwowany w Polsce od kilkunastu lat, zaowocowa³ dramatycznym spadkiem jako¶ci dydaktyki oraz badañ i ka¿dorazowo rankingi plasuj±ce pozycjê polskich uniwersytetów na tle ich europejskich i ¶wiatowych odpowiedników nie pozostawiaj± najmniejszych w±tpliwo¶ci co do miejsca polskiej akademii w systemie globalnym.
Niedoskona³o¶ci urynkowienia sektora akademickiego nie s± polsk± specjalno¶ci±. Nawet tam, gdzie kapitalizm akademicki siê rozwin±³ i dzia³a – w powszechnej opinii – najsprawniej, równie¿ przejawia wiele wad. Wystarczy wymieniæ problem studentów atletów, którzy – cenni dla uniwersytetów ze wzglêdów komercyjnych czy presti¿owych – koñcz± swoje kierunki studiów niejako poza g³ównym nurtem procesu dydaktycznego. Takie praktyki, mimo ¿e do¶æ powszechne w wielu uczelniach amerykañskich, powszechnie uwa¿a siê za z³e i demoralizuj±ce. W tym miejscu nale¿y odnotowaæ g³os mniejszo¶ci – s± równie¿ stanowiska, wed³ug których kombinacja biznesu i nauki to toksyczny mix, w którym naukowa rzetelno¶æ z³o¿ona zostaje na o³tarzu interesu ekonomicznego (J. Washburn, University Inc. The Corporate Corruption of Higher Education. New York 2005). Wiele trendów wspó³czesnej akademii: studia na odleg³o¶æ, studia zaoczne, komercjalizacja badañ naukowych (i inne), jest czêsto ¼ród³em patologii i wypaczeñ g³ównych warto¶ci ¶wiata akademickiego.
Od uniwersytetów oczekuje siê wspó³cze¶nie wspierania rozwoju gospodarczego. Dostarczaj± bowiem na rynek jednego z podstawowych zasobów, których potrzebuje nowoczesna gospodarka – wiedzy. Tak wiêc bardzo istotna czê¶æ ich misji pozostaje w funkcjonalnym zwi±zku z gospodark± i wolnym rynkiem. Dostarczaj± gospodarce innowacji, umiejêtno¶ci, stymulacji intelektualnej. Jako takie stanowi± dobro publiczne i generuj± jednocze¶nie dobro publiczne, co wymaga specjalnego wsparcia ze strony sektora publicznego i prywatnego.
Relacje pomiêdzy akademi± a przemys³em, rozwijaj±ce siê w Polsce g³ównie w naukach ¶cis³ych, pozostaj± natomiast prawie nieodkryte w przypadku nauk spo³ecznych. Skala rozwoju takich kierunków studiów jak politologia (stymulowana g³ównie popytem edukacyjnym), pozostaje odwrotnie proporcjonalna do zakresu praktycznego wykorzystania tej dyscypliny w projektach wdro¿eniowych. Zapewne w¶ród przyczyn takiego stanu rzeczy nale¿y siê doszukiwaæ zarówno tych le¿±cych po stronie „popytowej” (np. brak artyku³owanych, czêsto nieu¶wiadomionych, potrzeb administracji publicznej), jak i tych po stronie „poda¿owej” (np. zwyk³y brak kompetencji wykraczaj±cych poza role dydaktyczne w¶ród kadry akademickiej).
Tymczasem akademia jest biznesem, o czym przekonuj± do¶wiadczenia g³ównie ¶wiata anglosaskiego – notabene, postrzeganego jako obiekt aspiracji wielu systemów edukacyjnych (D.R. Stabile, Economics, Competition and Academia. An Intellectual History of Sophism versus Virtue. Northampton 2007, str. 78-96). Biznesowe podej¶cie w sektorze uniwersyteckim na dobre zadomowi³o siê oczywi¶cie w tej jego czê¶ci, która nazwana jest prywatn±, a w której bardzo czêsto – przynajmniej w polskich warunkach – pracuj± dok³adnie ci sami ludzie, którzy na swoim pañstwowym „pierwszym etacie”, do¶wiadczaj±c zapewne rozdwojenia ja¼ni, kieruj± siê zasadami a- lub antyrynkowymi. Tymczasem bez wzglêdu na to, czy pañstwowy, czy prywatny, sektory musz± reprezentowaæ tak± sam± sprawno¶æ operacyjn±, poziom innowacyjno¶ci i jako¶æ w realizacji swojej misji edukacyjnej i badawczej. Wydaje siê nawet, ¿e badania i rozwój powinny siê staæ domen± uczelni uniwersyteckich, w których wiêksze zaanga¿owanie finansowe pañstwa tworzy naturalne warunki do realizacji tej ambitnej misji.
Nale¿y zauwa¿yæ, ¿e funkcjonowanie i rozwój sektora akademickiego coraz trudniej uj±æ w ramy interpretacyjne ograniczone do jednego systemu krajowego. Skala i intensywno¶æ interakcji ponad granicami, szczególnie po wej¶ciu Polski do Unii Europejskiej, staj± siê coraz wiêksze, co determinuje równie¿ sposób funkcjonowania ca³ego sektora. Spo³eczno¶æ akademicka jest jedn± z najbardziej transnarodowych grup spo³ecznych, cecha ta zaczyna dotyczyæ równie¿ coraz liczniejszej grupy studentów. Szanse i mo¿liwo¶ci rozwoju, jakie stwarza internacjonalizacja, dziêki ³atwo tworz±cym siê sieciom spo³ecznym, przy wsparciu ram finansowych oferowanych przez Uniê Europejsk± oraz inne programy miêdzynarodowe, generuje swego rodzaju nowy ekosystem, którego granice pozostaj± p³ynne i bynajmniej nie maj± ju¿ nic wspólnego z administracyjnymi granicami systemu pañstwowego.