Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





W obronie kartofli

Piotr Müldner Nieckowski

W czasach, kiedy egzamin na medycynê by³ jeszcze w po³owie ustny, pewna kandydatka na pytanie „Co to jest hematokryt?” odpowiedzia³a: „bóg grecki” – i szybko doda³a: „staro¿ytny oczywi¶cie”. Na to s³ynny diabetolog, profesor Jan Tatoñ, odpar³: „Tak, wiemy. A hemoglobina to jego ¿ona”. Anegdotka ta, wsparta podobnymi smakowitymi przyk³adami, mog³aby ¶wiadczyæ o niskim poziomie wiedzy maturzystów, na który teraz siê tak powszechnie narzeka, ale to siê zdarzy³o ponad trzydzie¶ci lat temu, kiedy – jak powiadaj± – maturzy¶ci wiedzieli wiêcej. A mo¿e inaczej? W moim przekonaniu chodzi tu przede wszystkim o rozd¼wiêk miêdzy ró¿nymi ¶wiatami umys³owo¶ci, w tym wypadku miêdzy ¶wiatem umys³owo¶ci szkolnej a ¶wiatem umys³owo¶ci erudycyjnej.

Zdaj±ca nie my¶la³a kategoriami wiedzy, ale taktyki zdawania. Wpojono w ni± – bezpo¶rednio czy po¶rednio, przez praktykê re¿ymu szkolnego – ¿e najwa¿niejsze jest rozumienie, z jakiego powodu jest odpytywana, a nie, o co chodzi w pytaniach. Jej celem by³o dostanie siê na studia, a nie egzaltowanie umiejêtno¶ciami. To przecie¿ dwa ró¿ne podej¶cia. Najwa¿niejsze – prze¶lizn±æ siê przez dziurkê od klucza, dalej ju¿ jako¶ pójdzie. Skupi³a siê wiêc na jako¶ci mówienia, nie za¶ na tre¶ciach, w ostatecznym rachunku b³ahych. Bo có¿ by dla niej znaczy³a nawet najlepsza odpowied¼, gdyby na egzaminie przepad³a? I w ogóle, kto bêdzie za dziesiêæ, dwadzie¶cia lat pamiêta³ o jakim¶ egzaminie? Dla niej najwa¿niejszy by³ ów dodatek: „staro¿ytny oczywi¶cie”, który mia³ potwierdzaæ pewno¶æ siebie, jak¿e wa¿n± w tych zawodach.

Nie s±dzê, ¿eby ten przypadek nadawa³ siê do jakich¶ uogólnieñ, ale przypomina on, ¿e czasem warto spojrzeæ na ludzi trochê innymi oczami. Je¶li kto¶ pisze w gazecie, ¿e kwas siarkowy ma wzór HCl, a Napoleon mia³ na imiê Bonaparte (nic nie zmy¶lam), to oczywi¶cie, tak jak wszyscy inni, wzruszam ramionami, krzywiê siê z dezaprobat± i mruczê pod nosem „dureñ”, „nieuk”, homo unius libri. Ale to brak wiedzy konkretnej. Nie zajrza³ biedak jeden z drugim do encyklopedii, zapomnia³, co by³o w siódmej klasie. Przypomnijmy mu, ¿e s± ksi±¿ki na ¶wiecie, ¿e jest choæby Wikipedia, ¼ród³o takie sobie, ale zawsze ¼ród³o.

Oto redaktor Polsatu relacjonuje wy¶cig Kubicy s³owami: „Robert ju¿ nie wykrêci takiego czasu okr±¿enia, mo¿e wykrêci za dwa, trzy okr±¿enia, ale na miêkkich nogach, przepraszam, oponach, ale ju¿ takiego okr±¿enia nie wykrêci, bo to bêdzie inne okr±¿enie, na tym samym torze oczywi¶cie. To jest Monte Carlo, proszê pañstwa”. No, i ¶miejê siê wraz z innymi telewidzami, bo co mam robiæ. Móg³bym wy³±czyæ foniê, ale wtedy nie dowiedzia³bym siê – znów pos³u¿ê siê cytatem – „czy nasz kierowca jeszcze jedzie, czy ju¿ zjecha³ do pitstopu z oderwanym skrzyd³em, nawet gdyby jecha³ dalej, bo realizator nie pokazuje, kto w³a¶ciwie w tym peletonie jedzie”.

Stara³em siê wczuæ w trudn± rolê mówi±cego na ¿ywo, który ma nie tylko mikrofon przed sob±, ale kilka monitorów, obraz rzeczywisty, wspó³pracownika, który dogaduje swoje, teczkê z informacjami, któr± trzeba ca³y czas wertowaæ, na uszach s³uchawki ze zwrotn±, przepychaj±cych siê kibiców, przeszkadzaj±cych kolegów sprawozdawców. Musi mówiæ z piekielnie podzieln± uwag±, a przecie¿ wiemy, ¿e „podzielnej uwagi” nie ma. Chodzi raczej o zdolno¶æ szybkiej zmiany skupienia uwagi na ró¿nych obiektach, wymagaj±cej ogromnego wysi³ku. Sprawozdawca biega oczami, strzy¿e uszami, musi przeprowadzaæ b³yskawiczn± selekcjê danych i czasem ju¿ mu nie wystarcza ani czasu, ani si³ na u³o¿enie wypowiedzi w co¶ sensownego.

Kto¶ powie, ¿e po prostu nale¿y zmieniæ sprawozdawcê. Wtedy jednak wkroczyliby¶my na obszar telewizyjnej logistyki, gdy mnie chodzi o to, ¿e to nie jest dobre rozwi±zanie. Ten sprawozdawca jest niew±tpliwie znawc± przedmiotu, a tacy na kamieniu siê nie rodz±. Nie jest prawd±, ¿e kompromitacja go wyklucza. Prawd± jest natomiast, ¿e do ludzi niedouczonych lub niewyæwiczonych nikt nie ma cierpliwo¶ci. Nikomu nie chce siê „naprawiaæ ludzi”. On mówienia po polsku nigdy nie æwiczy³, ale tego nie bierze siê pod uwagê. Podejrzewam, ¿e wystarczy³oby zaprosiæ go na krótkie doskonalenie i ¿e ani nie jest to bardzo kosztowne, ani nie wymaga przesadnego wysi³ku. Dziewczê, które pomyli³o hematologiê z mitologi±, najprawdopodobniej mia³o kiepsk± nauczycielkê biologii. Gdyby nie wyrozumia³o¶æ i poczucie humoru profesora na egzaminie, zapewne nie zosta³aby ¶wietn± lekark± (a jest ni±!). W Polsacie, o ile mi wiadomo, nie ma dzia³u jêzykowego czy choæby specjalisty w tej dziedzinie, w innych telewizjach, z pañstwow± na czele, te¿ nic siê w tej sprawie nie robi. Nikt redaktorowi nie powiedzia³, ¿e zdania trzeba budowaæ krótkie i zgrabne, a on sam do tego nie dojdzie. My¶lê, ¿e wystarczy³oby powiedzieæ, pewnie oby³oby siê bez specjalnych szkoleñ.

To trochê tak jak z tymi kartoflami, które pewnego razu uznano za truj±ce, bo przygotowano potrawê z owoców, a brzydkie bulwy wyrzucono.

e mail: piotr@muldner.pl
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje