
Prof. dr hab. Wies³aw Bany¶ (ur. 1951) – filolog romañski, specjalizuje siê w jêzykoznawstwie ogólnym i jêzykoznawstwie romañskim. Ukoñczy³ studia w UJ w 1974 r. Doktorat w U¦ w 1981, habilitacja w UW w 1990. Tytu³ profesora w 2001 r.
Wypromowa³ 13 doktorów (w tym 2 w trybie co-tutelle) i opiekuje siê kolejnymi 6. Autor 5 monografii (3 opublikowanych i 2 przygotowanych do druku) oraz skryptu z zakresu gramatyki jêzyka francuskiego, wspó³redaktor 4 tomów zbiorowych, redaktor 11 tomów czasopisma „Neophilologica”, wspó³redaktor 5 roczników „Etudes Cognitives/Studia Kognitywne”, kilkudziesiêciu studiów i rozpraw. W latach 1977-2004 odby³ 13 sta¿y naukowych w uniwersytetach francuskich (6 w Sorbonie), w 2004 by³ profesorem wizytuj±cym w Université Paris-XIII. Cz³onek towarzystw jêzykoznawczych w Polsce, Francji i USA. W latach 1996-2002 dziekan Wydzia³u Filologicznego U¦, a w latach 2002-08 – prorektor U¦. Od 2008 rektor Uniwersytetu ¦l±skiego oraz przewodnicz±cy Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.
Jest Pan rektorem dopiero drugi rok, ale wcze¶niej by³ Pan przez dwie kadencje dziekanem najwiêkszego wydzia³u w uczelni, a nastêpnie kolejne dwie prorektorem, czyli z zarz±dzaniem uczelni± styka siê Pan od dawna. Jak z tej perspektywy widzi Pan rolê rektora jako tego, który zarz±dza czêsto bardzo du¿± instytucj±, a czasem jest najwiêkszym pracodawc± w danym mie¶cie? Najwiêksze polskie uczelnie zatrudniaj± po kilka tysiêcy pracowników i maj± po kilkadziesi±t tysiêcy studentów. S³ysza³em ostatnio okre¶lenie odnosz±ce siê do zarz±dzania uczelni±: rektorski bieg z przeszkodami. Czy Pan te¿ tak to postrzega?
– To jest oczywi¶cie metafora, pozwalaj±ca zrozumieæ, ¿e w¶ród ci±g³ych reform i zmian, nowych zasad i przepisów, wielo¶ci instytucji kontroluj±cych – pocz±wszy od NIK i rzecznika odpowiedzialno¶ci finansowej przy MNiSW, przez Urz±d Skarbowy i ZUS, na Pañstwowej Inspekcji Pracy i Stra¿y Po¿arnej koñcz±c – a jednocze¶nie przy du¿ej autonomii uczelni i konieczno¶ci radzenia sobie z problemami przez ka¿d± z nich niejako „w pojedynkê”, zarz±dzanie szko³± wy¿sz± nie jest ³atwe. Ta metafora pozwala te¿ zrozumieæ sytuacjê szkolnictwa wy¿szego w Polsce, gdzie wiele kwestii nie jest ugruntowanych, gdzie pewne rzeczy trzeba rozstrzygaæ na bie¿±co i czêsto od nowa, gdzie wystêpuj± ró¿nice interesów, sprzeczno¶ci, a czêsto wrêcz konflikty miêdzy ró¿nymi ¶rodowiskami. W¶ród tych wszystkich okoliczno¶ci rektor musi prowadziæ tak¿e politykê kadrow±, uwzglêdniaj±c mo¿liwo¶ci, jakie daje w tej dziedzinie prawo, a przede wszystkim musi braæ pod uwagê du¿y rozd¼wiêk miêdzy rzeczywisto¶ci± materialn±, która skrzeczy, a mo¿liwo¶ciami bud¿etu uczelni. W tej sytuacji czêsto stajemy, jako kierownicy instytucji, przed konieczno¶ci± rozwi±zywania ró¿nych trudnych problemów, ale znakomita wiêkszo¶æ rektorów radzi sobie z tym ca³kiem dobrze.
To jest do¶æ specyficzna funkcja, poniewa¿ rektor, bêd±c nauczycielem akademickim i naukowcem, pnie siê po kolejnych szczeblach drabiny organizacyjnej i hierarchii naukowej, ale kiedy staje na czele uczelni, to wielu rzeczy musi siê po prostu nauczyæ, bo wcze¶niej siê z nimi nie styka³. Kiedy rzeczywisto¶æ jest tak dynamiczna, jak dzisiaj, gdy dostosowujemy siê do zasad procesu boloñskiego, s± europejskie programy operacyjne, wewnêtrzne reformy i kolejne rozwi±zania legislacyjne, to musi siê uczyæ stale i szybko.
– Faktem jest, ¿e je¿eli cz³owiek wywodz±cy siê ze ¶rodowiska naukowego nie by³ do tej roli przygotowany przez pe³nione wcze¶niej funkcje administracyjne, to ten przeskok bywa trudny. To jest czasem wrêcz skok na g³êbok± wodê. Je¿eli jednak jest pewna ci±g³o¶æ przy wchodzeniu w zarz±dzanie uczelni±, je¿eli istnieje co¶, co nazwa³bym kultur± instytucjonaln± uczelni, to nie jest to a¿ takie trudne. Mówiê to na w³asnym przyk³adzie. By³em dziekanem, a pó¼niej mia³em okazjê wspó³pracowaæ z rektorem Januszem Janeczkiem jako jego prorektor i bardzo sobie ceniê to do¶wiadczenie. Bardzo du¿o mnie ono nauczy³o. Pamiêtajmy te¿, ¿e rektor podejmuje wa¿ne decyzje, ale wspó³pracuje ze swoimi prorektorami oraz ma do dyspozycji ca³y aparat administracyjny uczelni – kanclerza, kwestora, dyrektorów administracyjnych, kierowników poszczególnych dzia³ów, którzy obszary swojego dzia³ania doskonale znaj±. Poza tym to jest funkcja pochodz±ca z wyboru, a wiêc spo³eczno¶æ uczelni, znaj±c przecie¿ kandydatów, wybiera tego, kto siê do niej, ich zdaniem, najbardziej nadaje.
W projekcie zmian zaproponowanych przez minister Barbarê Kudryck± pojawi³a siê propozycja, by uczelnia autonomiczna – opcjonalnie, je¶li siê na to zdecyduje – mog³a na zasadach konkursowych dokonaæ wyboru rektora mened¿era, legitymuj±cego siê stopniem co najmniej doktora – co ju¿ samo w sobie wzbudzi³o du¿o kontrowersji – mog±cego pochodziæ tak¿e spoza uczelni. Tak zarz±dzana jest wiêkszo¶æ uczelni zachodnich.
– Systemy zarz±dzania szkolnictwem wy¿szym s± ró¿ne. Je¶li pojawi siê taka opcja, wybór powinien nale¿eæ do samej uczelni. My¶lê, ¿e bêd± szko³y wy¿sze, które siê na to zdecyduj±. Pamiêtajmy tak¿e, ¿e za demokratycznym wyborem spo¶ród cz³onków spo³eczno¶ci naukowej stoi wielowiekowa tradycja. Dobrze, jak s±dzê, ¿e istniej± obszary, gdzie rz±dz± czasem odmienne zasady, które sprawdzi³y siê przez wieki i sprawdzaj± siê tak¿e dzi¶. Rektor, oprócz tego, ¿e jest mened¿erem zarz±dzaj±cym uczelni±, musi byæ tak¿e w pewnym sensie wizjonerem, kim¶, kto zaproponuje koncepcjê rozwoju uczelni, kierunek, w którym powinna pod±¿aæ. To jednak du¿o ³atwiej zrobiæ znaj±c problemy uczelni, instytucji szczególnego przecie¿ typu, ni¿ przychodz±c z zewn±trz. Dla mnie ta wizja wyznacza tak¿e azymut bie¿±cego zarz±dzania uczelni± ukierunkowanego na przysz³o¶æ.
Fundamentaln± kwesti± w naszych rozmowach o tworzeniu takiej wizji jest sprawa zasadniczych wyborów. Jedn± z najwa¿niejszych kwestii jest odpowied¼ na pytanie, jaki obszar zajmuj± us³ugi publiczne, które pañstwo gwarantuje. Ta dyskusja w³a¶nie wraca przy okazji kwestii dofinansowania studiów stacjonarnych w uczelniach niepublicznych. Dopóki takiego precyzyjnego rozstrzygniêcia nie ma, trudno sensownie podejmowaæ inne wa¿ne kwestie. To siê wi±¿e te¿ z odp³atno¶ci± za studia.
Mamy jednak status quo w postaci zapisu konstytucji i jej art. 70, który mówi: „Nauka w szko³ach publicznych jest bezp³atna”. Choæ ju¿ w drugim zdaniu dodaje: „Ustawa mo¿e dopu¶ciæ ¶wiadczenie niektórych us³ug edukacyjnych przez publiczne szko³y wy¿sze za odp³atno¶ci±”. Najpierw praktyka, a pó¼niej orzeczenie Trybuna³u Konstytucyjnego przes±dzi³y, ¿e oznacza to w uczelniach pañstwowych brak odp³atno¶ci na studiach stacjonarnych i odp³atno¶æ na niestacjonarnych. Choæ, jak s±dzê, wiêkszo¶æ ¶rodowiska akademickiego chcia³aby wprowadzenia odp³atno¶ci, to jej brak popieraj± wszystkie najwiêksze si³y polityczne, wiêc w najbli¿szym czasie niewiele siê tu chyba zmieni.
– Mo¿na, rzecz upraszczaj±c, powiedzieæ, ¿e jest to pytanie o wzajemne relacje miêdzy sektorem publicznym a sektorem prywatnym, poniewa¿ przysz³y kszta³t tych relacji w naszym kraju bêdzie okre¶laæ tak¿e model funkcjonowania szkolnictwa wy¿szego, nie mo¿na bowiem odrywaæ reform w zakresie szkolnictwa wy¿szego od reform w zakresie funkcjonowania naszego pañstwa. A to sprowadza siê tak¿e do odpowiedzi na fundamentalne pytanie o rolê pañstwa w gwarantowaniu us³ug publicznych, w tym szkolnictwa wy¿szego, a wiêc tak¿e o kwestie zwi±zane z finansowaniem szkolnictwa wy¿szego i ewentualnej odp³atno¶ci za studia, o rolê wolnego rynku w edukacji, etc., etc.
Jest wiele mo¿liwych odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedzi±, jakiej chcia³bym tutaj, z konieczno¶ci w wielkim skrócie, udzieliæ, jest ujêcie, które mo¿na nazwaæ „zrównowa¿onym rozwojem” dobra publicznego i indywidualnego, z zachowaniem powszechnej dostêpno¶ci studiów wy¿szych, publicznej i indywidualnej wspó³odpowiedzialno¶ci za ich finansowanie, jako¶æ i skuteczno¶æ.
Jestem zdecydowanym zwolennikiem powszechnej dostêpno¶ci studiów wy¿szych, ale z czê¶ciow± odp³atno¶ci±. Taka opcja zdecydowanie podnios³aby odpowiedzialno¶æ za wybór kierunku studiów, a potem za samo studiowanie. Równocze¶nie powinien funkcjonowaæ gwarantowany przez pañstwo system kredytowy – student nie p³aci w trakcie studiów, a po ich zakoñczeniu. Ale i tu powinno byæ wiele ulg, zwi±zanych np. z wynikami w nauce, czy wyj±tków – np. w przypadku studiów na kierunkach szczególnie potrzebnych gospodarce, braku zatrudnienia po studiach itd. Odp³atno¶æ obowi±zuje w wiêkszo¶ci krajów europejskich i w wielu z nich, choæby w Anglii czy Finlandii, takie rozbudowane, gwarantowane przez pañstwo, systemy kredytowe dzia³aj±.
Jest sukcesem tego rz±du, ¿e uda³o siê zwiêkszyæ nak³ady na naukê z bud¿etu o przesz³o miliard z³otych i utrzymaæ nak³ady na szkolnictwo wy¿sze, a potem obroniæ obie te sfery mimo ciêæ w innych dziedzinach. Ale miejmy ¶wiadomo¶æ, ¿e je¶li w dyskusjach ci±gle przywo³ujemy jako¶æ i konkurencyjno¶æ, to nie da siê ich zapewniæ na europejskim czy ¶wiatowym poziomie przy tej wysoko¶ci finansowania. By³a obietnica corocznego wzrostu o 0,158 proc. PKB i to dawa³o realn±, choæ powoln± szansê na zwiêkszenie nak³adów i doj¶cie do przyzwoitego europejskiego poziomu, ale po drodze przytrafi³ siê nam ¶wiatowy kryzys i zupe³nie inne wska¼niki wzrostu gospodarczego, a co za tym idzie – inne mo¿liwo¶ci bud¿etu. I tak jeste¶my niespodziewanie ¶wiatowym prymusem, je¶li idzie o odporno¶æ na ten kryzys. To cieszy, ale je¶li chodzi o perspektywy wzrostu finansowania, nie widaæ prze³omu. Mamy obecnie 0,76 proc. PKB na szkolnictwo wy¿sze ze ¶rodków publicznych, a powinien byæ co najmniej 1 proc. PKB. Bez tego trudno liczyæ na prze³om tak¿e w kwestiach jako¶ci i porównañ miêdzynarodowych.
Jeste¶my w wa¿nym dla nauki i szkolnictwa wy¿szego momencie. Za chwilê uchwalonych zostanie piêæ nowych ustaw dotycz±cych nauki, a na Radê Ministrów trafi³a w³a¶nie propozycja zmian w „Prawie o szkolnictwie wy¿szym” i ustawie o stopniach i tytu³ach naukowych. Przygotowywane s± te¿ dwie strategie rozwoju szkolnictwa wy¿szego do roku 2020: jedna przez firmê Ernst & Young i Instytut Badañ nad Gospodark± Rynkow±, a druga przez Fundacjê Rektorów Polskich wspólnie z KRASP i KRZaSP. Czego oczekiwa³by Pan w sprawach najwa¿niejszych?
– My¶lê, ¿e musimy poprawiæ prawo, stworzyæ mo¿liwo¶æ lepszego zarz±dzania uczelniami, wprowadziæ mechanizmy konkurencyjno¶ci i lepszego finansowania dobrych jednostek oraz zdecydowanie poprawiæ mo¿liwo¶ci szybszego awansu m³odej kadry. Z tego powodu zapowiadane zmiany id±, w moim odczuciu, generalnie w dobrym kierunku. Natomiast po zaprezentowaniu obu strategii – ta przygotowywana przez du¿y zespó³ ekspertów kierowany przez prof. Jerzego Wo¼nickiego pod egid± KRASP i KRZaSP zostanie przedstawiona 2 grudnia – warto odbyæ szerok± debatê publiczn±, po której rz±d powinien przyj±æ jedn± spójn± koncepcjê dzia³añ strategicznych w obszarze szkolnictwa wy¿szego do roku 2020 i zaprezentowaæ harmonogram ich wprowadzania.
Z zakresu bie¿±cego zarz±dzania uczelni± podam tylko dwa przyk³ady, które pokazuj±, ¿e zmiany s± konieczne. Nie mo¿na zwolniæ pracowników mianowanych, którzy zadeklarowali firmowanie uprawnieñ naukowych lub dydaktycznych w innej uczelni ni¿ macierzysta. Rektor musi mieæ zdecydowanie wiêksze mo¿liwo¶ci sprawcze w zarz±dzaniu kadr±. Zwiêkszenie tych mo¿liwo¶ci jest jednym z najwa¿niejszych problemów do rozwi±zania. Drugi przyk³ad dotyczy dysponowania mieniem uczelni. Powstaj± nowe obiekty, wydzia³y siê do nich przenosz±, niektórych budynków chcieliby¶my siê pozbyæ lub je wynaj±æ. Jeste¶my jednak zobligowani do ka¿dorazowego uzyskiwania zgody ministra skarbu na transakcjê dotycz±c± nieruchomo¶ci powy¿ej 50 tys. euro. Ale urzêdnicy ministerialni s± daleko, nie zawsze znaj± specyfikê danej uczelni. Zdarzy³o siê, i¿ w negatywnej odpowiedzi na pismo jednego z rektorów napisano, ¿e zgody nie wyra¿a siê, bo sytuacja szko³y wy¿szej nie jest chyba a¿ tak z³a, by musia³a ona sprzedawaæ swoje mienie.
Cieszymy siê, ¿e w proponowanych zmianach uwzglêdniono wiêkszo¶æ uwag zg³oszonych przez Prezydium KRASP w lipcu tego roku, m.in. zwiêkszenie zakresu uprawnieñ uczelni autonomicznych – rozumianych tu jako posiadaj±cych uprawnienia do habilitowania, poprzez m.in. wiêksz± mo¿liwo¶æ samodzielnego kszta³towania kierunków nauczania – czy choæby uracjonalnienie terminu og³aszania przez uczelnie zasad rekrutacji i zmniejszenie tego okresu z 2 lat do 5 miesiêcy.
Przetacza siê przez media fala ostrej krytyki ¶rodowiska akademickiego i naukowego. W pewnej mierze wynika ona z braku kompetencji dziennikarzy pisz±cych o tych sprawach i pos³ugiwania siê has³ami i uproszczeniami – patrz ranking szanghajski jako narzêdzie porównywania poziomu uczelni na ¶wiecie – ale w pewnej mierze jest uzasadniona. Wiele wska¼ników sytuuje nas na koñcu miêdzynarodowych tabel, a funkcjonuj±ce regu³y i mechanizmy s± odleg³e od tych obowi±zuj±cych na ¶wiecie – pocz±wszy od wieloetatowo¶ci, poprzez brak konkurencji przy ubieganiu siê o stanowiska, mianowanie jako podstawow± zasadê zatrudniania kadry, pod któr± uk³adane s± pó¼niej programy, trudny start m³odych itd., itp. Jak to zmieniæ?
– Wiele z tych problemów czêsto jest ju¿ jako¶ rozwi±zywanych, ale potrzebne s± po prostu zmiany legislacji. W mojej wizji wspó³czesnego uniwersytetu du¿o bardziej stawia³bym na jako¶æ, a nie ilo¶æ, i to powinien bardziej jeszcze premiowaæ przysz³y algorytm finansowania szkolnictwa wy¿szego. Uczelnia nie musi byæ wielka, ¿eby byæ naprawdê dobr±. Wa¿n± w konsekwencji rolê, wa¿niejsz± ni¿ dzi¶, musz± odgrywaæ akredytacje – i te nadawane przez Pañstwow± Komisjê Akredytacyjn±, i zw³aszcza te ¶rodowiskowe. Przewidywana ministerialna nowelizacja naszej ustawy zak³ada przyjêcie zasady jednoetatowo¶ci i w wyj±tkowych przypadkach, za zgod± rektora, podejmowanie pracy co najwy¿ej na jeszcze jednym etacie. To rozwi±zanie jest ju¿ bardziej akceptowalne ni¿ dotychczasowe, ale trzeba tak¿e zdecydowanie podwy¿szyæ wynagrodzenia uczonych, m.in. poprzez zwiêkszenie finansowania szkolnictwa wy¿szego co najmniej do poziomu, o jakim mówili¶my przed chwil± (przy porównywaniu nas z krajami tzw. Zachodu – gdzie regu³± jest jednoetatowo¶æ – tak¿e i ten element musi byæ wziêty pod uwagê: wynagrodzenia s± tam, jak wiemy, zdecydowanie wy¿sze). Powinno te¿ obowi±zywaæ zasadniczo zatrudnienie kontraktowe – na okre¶lony czas, do wykonania okre¶lonych zadañ, a kontrakty by³yby warunkowane kompetencjami uczonego i potrzebami uczelni. Zw³aszcza, ¿e zacz±³ siê czas ni¿u demograficznego, który zmniejszy liczbê kandydatów na studia z obecnych niemal 500 tys. do 300 tys. w 2022 roku. Co do awansu m³odych, to nie jest a¿ tak ¼le, jak by to mog³o wynikaæ z medialnych doniesieñ. Naprawdê zdolni maj± szansê rozwoju i awansu, musimy tylko zdecydowanie znie¶æ wszelkie niepotrzebne ograniczenia i d³u¿yzny biurokratyczno−administracyjne, a tak¿e zaoferowaæ m³odej kadrze odpowiednie warunki p³acy i pracy.
Ale ja znam przypadki osób bardzo zdolnych, ze znacz±cymi osi±gniêciami naukowymi, którym powiedziano na ich wydziale b±d¼ w ich instytucie: „U nas pan/pani habilitacji nie zrobi. Proszê szukaæ miejsca gdzie indziej”.
– Z moich informacji wynika, ¿e to jest absolutnie margines tego, co siê w dobrych uczelniach dzieje. Poprosi³em o sprawdzenie, jak wygl±da w szczegó³ach czas procedury awansowania m³odej kadry w naszym uniwersytecie od momentu z³o¿enia pracy. Pewnie takie sprawozdania nie oddaj± ca³ej z³o¿ono¶ci rzeczywisto¶ci, ale okaza³o siê, ¿e nadmierne wyd³u¿enia czasu obrony doktoratu i habilitacji to s± zupe³nie odosobnione przypadki. Na dodatek znakomita wiêkszo¶æ z nich mia³a swoje uzasadnienie merytoryczne, które na ogó³ nie dociera do opinii publicznej. Natomiast przypadki blokowania kariery, o których pan mówi, zdecydowanie powinny byæ nag³a¶niane i piêtnowane, aby nikt w przysz³o¶ci nie ¶mia³ takich zdañ wypowiadaæ. Powinny byæ te¿ oczywi¶cie procedury pozwalaj±ce na niezale¿n± ocenê kandydata, tak, by móg³ on osi±gaæ kolejne stopnie niezale¿nie od takich zdarzeñ i takie procedury w zaproponowanych zmianach s± przygotowywane. Z uwag± czytam te¿ ukazuj±cy siê w „Forum Akademickim” cykl dr. Marka Wroñskiego „Z archiwum nieuczciwo¶ci naukowej”. Dzia³alno¶æ dr. Wroñskiego jest niezwykle wa¿na: w ¶rodowisku akademickim nie ma miejsca na nieuczciwo¶æ. Mam nadziejê, ¿e jest to przestroga dla tych, którzy chcieliby wybraæ drogê na skróty. Mówmy o takich patologiach, wyja¶niajmy je i wyci±gajmy konsekwencje.
Du¿o mówimy w tej rozmowie o zmianach, a to wcale nie koniec, bo za chwilê ma wej¶æ Krajowa Struktura Kwalifikacji, która k³adzie nacisk nie na siatkê godzin i zaliczone przedmioty, a na efekty kszta³cenia, postawy i umiejêtno¶ci. To na pewno bêdzie zmieniaæ podej¶cie do kszta³cenia i programy poszczególnych przedmiotów, a wrêcz ca³ych studiów.
– To bêdzie znacz±ca zmiana mentalno¶ciowa, wrêcz kulturowa, wymagaj±ca przestawienia siê nas wszystkich z my¶lenia o nauczaniu, w którym nacisk by³ po³o¿ony na standardy uwzglêdniaj±ce zaliczenie okre¶lonych przedmiotów, na kszta³cenie uwzglêdniaj±ce ocenê jego koñcowych efektów. To powinno siê odbywaæ na wszystkich poziomach nauczania – od przedszkola do studiów wy¿szych i z pewno¶ci± zmieni nasze postrzeganie edukacji. Na poziomie studiów wy¿szych wa¿ne bêdzie, jakie umiejêtno¶ci wyniesie student (np. pracy zespo³owej, zdobywania i wykorzystywania informacji, kreatywno¶ci) i pod tym k±tem bêdziemy musieli przeprofilowaæ nauczanie.
Uniwersytet to jest tzw. instytucja d³ugiego trwania. Z tej perspektywy nawet to, co dzi¶ planujemy jako dzia³ania strategiczne, jest tylko mgnieniem oka. Jaki powinien byæ uniwersytet przysz³o¶ci?
– XXI wiek przynosi nam nowe wyzwania edukacyjne. Uniwersytety musz± odnale¼æ najlepsz± drogê do zrealizowania zrównowa¿onych celów spo³eczeñstwa i jednostki, wspó³odpowiedzialno¶ci za edukacjê wy¿sz±, pogodzenia nowych wymagañ ¶wiata aktualnego z misj± kulturaln± i intelektualn± uniwersytetu, ci±g³o¶ci tradycji wolnych badañ i kszta³cenia z oczekiwaniami otoczenia uniwersytetu i rynku pracy. Najlepszym na to sposobem jest danie uniwersytetom jak najwiêkszej autonomii.