Systemy zarz±dzania szkolnictwem wy¿szym s± ró¿ne. Pamiêtajmy, ¿e za demokratycznym wyborem spo¶ród cz³onków spo³eczno¶ci naukowej stoi wielowiekowa tradycja. Dobrze, jak s±dzê, ¿e istniej± obszary, gdzie rz±dz± czasem odmienne zasady, które sprawdzi³y siê przez wieki i sprawdzaj± siê tak¿e dzi¶. Rektor, oprócz tego, ¿e jest mened¿erem zarz±dzaj±cym uczelni±, musi byæ tak¿e w pewnym sensie wizjonerem, kim¶, kto zaproponuje koncepcjê rozwoju uczelni, kierunek, w którym powinna pod±¿aæ. To jednak du¿o ³atwiej zrobiæ znaj±c problemy uczelni, instytucji szczególnego przecie¿ typu, ni¿ przychodz±c z zewn±trz.
W pierwszej chwili wydawa³o mi siê, ¿e charakterystyka polskiego systemu za pomoc± okre¶lenia „oligarchia akademicka” nie jest sprawiedliwa, ale chwila refleksji pozwala zauwa¿yæ argumenty za takim stanowiskiem. Polskie uniwersytety chcia³yby, z jednej strony, otrzymywaæ od pañstwa fundusze na sw± dzia³alno¶æ, lecz z drugiej strony wszelkie próby stawiania im konkretnych wymagañ traktuj± jako zamach na swoj± autonomiê. Podobne uwagi odnosz± siê do pracowników polskich uczelni: profesorowie (ze mn± w³±cznie!) sami ¶wietnie wiedz±, jak maj± pracowaæ i nie chc± siê zgodziæ, aby ktokolwiek rozlicza³ ich z wykonanej pracy. Polscy profesorowie najchêtniej ¿±daliby podwy¿ek p³ac bez ¿adnej korelacji z wynikami ich pracy.
Choæ sama klasyfikacja unika jakiegokolwiek rangowania w uczelni, to jednak, w ramach grup powsta³ych w jej wyniku, mo¿na siê spodziewaæ wtórnych ocen jako¶ciowych, zapewne w postaci benchmarkingu – klasyfikacja staje siê tu „prerekwizytem” przysz³ych ewaluacji. Choæ zleceniodawcy i twórcy projektu zapewniaj±, ¿e w³a¶cicielami wyników bêd± same uczelnie i nie zostanie on u¿yty jako narzêdzie oceny, to nie mog± wszak zabroniæ zewnêtrznemu odbiorcy interpretacji wyników klasyfikacji, dokonywania w³asnych selekcji i rankingów, np. przy doborze partnerów do okre¶lonych przedsiêwziêæ, podziale funduszy, wyborze miejsca studiowania, etc.
Od pocz±tku listopada s³oñce przestaje wschodziæ. Od grudnia panuj± „egipskie ciemno¶ci”. S³oñca nie ma przez ponad 100 dni, a dwa miesi±ce s± zupe³nie ciemne. Okres arktycznej zimy ma jednak swoje uroki – wtedy w³a¶nie mo¿na obserwowaæ zorze polarne. – Za pierwszym razem wra¿enie jest ogromne – mówi Witold Kaszkin. Potem zjawisko staje siê codzienno¶ci±. Te najpiêkniejsze pojawiaj± siê rzadko i robi± wra¿enie nawet na tych, którzy ju¿ „przywykli”. Utrwalone na fotografiach, ciesz± oczy wielu ludzi. Za jedn± z nich Kaszkin, zakopiañski meteorolog, na co dzieñ pracuj±cy w stacji Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na Kasprowym Wierchu, uzyska³ wyró¿nienie w konkursie fotograficznym „National Geographic”.
O pracy polskich polarników w stacji badawczej Hornsund na Spitsbergenie pisze Piotr Kieraciñski –