Profesor Tomasz Osiejuk nas³ucha³ siê ju¿ tylu treli i szczebiotów, ¿e z u³o¿eniem swojej listy przebojów nie mia³by wiêkszych k³opotów. Na pewno w czo³ówce umie¶ci³by pe³zacza. To w³a¶nie od tego niepozornego ptaszka rozpoczê³a siê jego przygoda z bioakustyk±. Nic dziwnego, pe³zacze – choæ na to nie wygl±daj±, ba!, przez niektórych uwa¿ane s± wrêcz za wzorzec g³upoty do umieszczenia od zaraz w podparyskim Sevres – s± bardzo charakterystyczne. G³ównie przez swój ¶piew. Zaczyna siê on od wysoko brzmi±cych fraz, które stopniowo opadaj±.
– D¼wiêki pe³zaczy wychwytujê z du¿o wiêkszej odleg³o¶ci ni¿ przeciêtny ornitolog, nawet je¶li w tle odzywa siê mnóstwo innych gatunków. Ten ¶piew, choæ niepozorny, mam ca³y czas w pamiêci – przyznaje kierownik Zak³adu Ekologii Behawioralnej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na jego internetowej stronie wzrok przykuwa motto: No alarms and no surprises. Nie znalaz³o siê ono tam przypadkiem. Muzyka, jak mówi, jest niezwykle wa¿na w jego ¿yciu, a zespó³ Radiohead, z którego piosenki pochodzi ten cytat, to ulubiona kapela ca³ej jego rodziny. Drugi powód ma w sobie co¶ z paradoksu, a mo¿e przekory. W przywo³anej piosence pojawia siê bowiem fraza silent silence. Tymczasem cisza, zw³aszcza ta cicha, dla mojego rozmówcy jest niezno¶na. Jego ¿ywio³em s± d¼wiêki. Elektroniczne, przetworzone, naturalne, czyste, jednym s³owem wszelakie. Z przewag± ptasich. Tymi zajmuje siê ju¿ od ponad dekady. Pods³uchiwa³ m.in. norweskie i polskie ortolany, derkacze, trznadle, potrzeszcze, skowronki, a tak¿e zamieszkuj±c± góry Arizony pleszówkê bia³oskrzyd³±. I za ¿adnym razem nie by³o ³atwo.
– ¯eby nagraæ reprezentatywn± próbê ¶piewu wielu osobników, trzeba wpierw siê zbli¿yæ na niewielk± odleg³o¶æ, bez wp³ywania na ich zachowanie. Czêsto jest tak, ¿e gdy przechodzimy obok nich i nie zwracamy na nie uwagi, pozwalaj± cz³owiekowi zbli¿yæ siê na parê metrów. Z kolei, gdy „skupiamy siê” na nich, aby nagraæ, to uciekaj± z o wiele wiêkszego dystansu. No bo one te¿ ca³y czas nas obserwuj±.– Zazwyczaj ptaki ucz± siê ¶piewu od s±siaduj±cych osobników w³asnego gatunku. Czasem jednak zdarza siê, ¿e równie¿ od osobników innych gatunków, a nawet kopiuj±c wszystko, co us³ysz±, jak niektóre pó³nocnoamerykañskie przedrze¼niacze. W ich piosenkach pojawiaj± siê odg³osy… jajecznicy sma¿onej przez turystów przy ognisku czy otwierania drzwi od autobusu.
Takich „plagiatorów” w¶ród ptaków nie brakuje. Jednym z najzdolniejszych jest ³ozówka, której ¶piew sk³ada siê z na¶ladownictwa innych gatunków, tak¿e afrykañskich. Zapamiêtuje je podczas zimowego pobytu na czarnym kontynencie. ¦piewana przez ³ozówkê kompozycja nawet tysi±ca d¼wiêków mo¿e trwaæ i kilkadziesi±t minut. Wiêkszo¶æ gatunków ma jednak do¶æ prosty ¶piew, bazuj±cy maksymalnie na kilku typach piosenek. Wspomniane na pocz±tku pe³zacze swoje krótkie, jedno−, dwu−, góra trzysekundowe piosenki, wykonuj± zaledwie kilka razy na minutê. Jednak z naukowego punktu widzenia nawet pozornie prosty ¶piew, np. krzyki derkacza, mo¿e siê okazaæ skrajnie wyspecjalizowanym i wyrafinowanym systemem koduj±cym wiele informacji. Zmieniaj±c rytm derkania, czyli odstêpy miêdzy sylabami der der, samce sygnalizuj± swoj± agresywn± motywacjê, co skutecznie obni¿a koszty obrony terytorium. W koñcu lepiej dogadaæ siê na dystans ni¿ od razu przystêpowaæ do rêkoczynów – t³umaczy poznañski bioakustyk. Niemniej do fizycznych walk te¿ dochodzi, je¶li dwóch konkurentów sygnalizuje ten sam poziom agresji i s± w dodatku zbyt blisko siebie. Wówczas zaczynaj± wydawaæ zupe³nie inne g³osy (w rodzaju z³owieszczego piania), po czym nastêpuje bezpardonowy atak. Ale, oczywi¶cie, s± te¿ i w ptasiej rodzinie prawdziwi wirtuozi.
– Skowronek ¶piewa ci±g³± piosenkê, sk³adaj±c± siê nawet z ponad 400 ró¿nych sylab. Mo¿e ¶piewaæ do kilkudziesiêciu minut bez przerwy, no i do tego w locie. Proszê spróbowaæ za¶piewaæ ariê wbiegaj±c po schodach na Pa³ac Kultury i Nauki – my¶lê, ¿e by³by to podobny wyczyn.
Jeden z o¶miu dookolnych mikrofonów tworz±cych macierz mikrofonow± podczas nagrywania ortolanów na torfowisku Reinmyra (Norwegia)
Niezale¿nie od metody, po nagraniu zarejestrowany materia³ „zrzucany” jest z karty pamiêci na dysk komputera. Z miesiêcznego pods³uchiwania tylko jednego gatunku wychodzi nieraz i kilkadziesi±t godzin. W trakcie analizy poszczególne sygna³y mo¿na obejrzeæ w postaci sonogramów, przekrojów spektralnych czy oscylogramów, za pomoc± których mierzy siê dowolne parametry i prowadzi szczegó³ow± statystykê.
– Poniewa¿ zmys³ s³uchu cz³owieka dzia³a mniej wiêcej dziesiêciokrotnie gorzej w domenie czasu ni¿ s³uch ptaków i nieliniowo w domenie czêstotliwo¶ci i amplitudy, jedyn± mo¿liwo¶ci± obiektywnego opisu ¶piewu jest nagranie go i poddanie analizie pozwalaj±cej na dokonanie pomiarów – t³umaczy prof. Osiejuk.
Dodaje jednocze¶nie, ¿e to, co szczególnie uwiod³o go w ¶piewie ptaków, to jego zmienno¶æ. Przejawia siê ona w parametrach tzw. minimalnych jednostek produkcji (z ang. MUP). Maj± one okre¶lon± czêstotliwo¶æ, czas trwania, charakterystyczny rytm. Z tym, ¿e u jednych gatunków piosenka mo¿e siê sk³adaæ z kilku takich samych jednostek, które ptak powtarza w ci±gu sekundy czy dwóch, a u innych – dziesi±tki, setki czy nawet tysi±ce MUP−ów produkowanych jest wed³ug wzorca, którego czasem nie sposób odcyfrowaæ za pomoc± nawet najbardziej zaawansowanych metod statystycznych. A do tego ka¿dy fragment mo¿e byæ za¶piewany ciszej b±d¼ g³o¶niej. Ta ró¿norodno¶æ ¶piewu determinowana jest w g³ównej mierze przez to, ¿e pe³ni on wielorakie funkcje i jest narzêdziem do osi±gania konkretnych celów, jak choæby przywabienia i stymulacji partnera, podtrzymania wiêzi, ostrzegania partnera b±d¼ piskl±t przed niebezpieczeñstwem czy wokalnej obrony terytorium.
– W Kamerunie jako pierwsi na ¶wiecie prowadzili¶my badania trznadla cynamonowego. Ka¿dy samiec ¶piewa wy³±cznie jednym typem ¶piewu, a ka¿dy typ sk³ada siê z kilku sylab, które s± gwizdami, bzyczeniami b±d¼ kompleksowo ³±cz± ró¿ne akustycznie d¼wiêki. Wszystkie badane przez nas samce – by³o ich oko³o 60 – koñczy³y swoj± piosenkê opadaj±cym w czêstotliwo¶ci, stosunkowo d³ugim gwizdem. Zwykle ¶piewa³y z miejsc nieco wy¿szych ni¿ ro¶linno¶æ w okolicy, w tempie 3−14 piosenek na minutê. Wszystko wskazuje na to, ¿e w ten sposób broni± swojego terytorium.
Co ciekawe, ptasi ¶wiergot mo¿e te¿ byæ sygna³em nios±cym istotn± informacjê o… jako¶ci osobnika. Je¶li bowiem jako pisklak dostawa³ on niezbyt warto¶ciowy pokarm, to nie mog³y u niego w pe³ni siê rozwin±æ o¶rodki w mózgu zwi±zane z zapamiêtywaniem. Nie jest wiêc potem w stanie opanowaæ wiêkszego repertuaru. A im repertuar wiêkszy, tym z regu³y lepiej. Oczywi¶cie, taki samiec jest tak naprawdê gorszy pod ka¿dym wzglêdem, a ¶piew to jedynie cecha, dziêki której samica z wiêkszego dystansu i w stosunkowo krótkim czasie mo¿e oceniæ jako¶æ potencjalnego ojca swojego potomstwa. Tak jak u trzciniaków, u których samce z najbogatszym repertuarem maj± najwiêcej potomstwa, podobny mechanizm dzia³a u kanarków.
– Wyobra¿a pan sobie istnienie w mowie cz³owieka has³a, po którym ka¿da sam..., przepraszam kobieta, bezwiednie przybiera pozycjê zachêcaj±c± do kopulacji? A tak w³a¶nie dzia³aj± piêknie z angielskiego brzmi±ce „sexy syllables”. Sêk w tym, ¿e nie ka¿dy jest w stanie te seksowne sylaby za¶piewaæ. Trzeba byæ prawdziwym macho – ¶mieje siê prof. Osiejuk.
Badaj±c to, co dla postronnego s³uchacza jest zaledwie niewinnym szczebiotem, naukowcy zwracaj± uwagê na wyrafinowan± strukturê ptasich koncertów. Pojedyncze d¼wiêki, podobnie jak u ludzi, sk³adaj± siê na sylaby. Te z kolei tworz± frazy. Mog± to byæ albo tryle, a wiêc takie same sylaby powtarzane w serii, albo motywy, czyli ró¿norodne zestawy sylab powtarzane jako ca³o¶æ. Tryle i/lub motywy sk³adaj± siê na ca³e piosenki. Wszystkie sygna³y d¼wiêkowe, co zreszt± jest fenomenem tej formy komunikacji, zmieniaj± siê zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. U wiêkszo¶ci ptaków szczyt aktywno¶ci przypada na okolice ¶witu. Zwi±zane jest to przede wszystkim ze szczególnie dobrymi o tej porze dnia warunkami do transmisji sygna³u.
– Ale s± te¿ ptaki, które ¶piewaj± prawie przez ca³y dzieñ lub w nocy, jak badany przez nas derkacz. On zaczyna swój „koncert” dopiero pó¼nym wieczorem.
Zmienno¶æ przestrzenna najczê¶ciej objawia siê z kolei wystêpowaniem tzw. dialektów. Ró¿nicuj± one ¶piew w obrêbie jednego gatunku. Pewne grupy osobników pos³uguj± siê w³asn±, specyficzn± wersj± gatunkowego „jêzyka”. Badania poznañskiego zespo³u pokaza³y, ¿e same ptaki nie maj± wiêkszego problemu z odró¿nieniem ¶piewu s±siada od ¶piewu obcego rywala.
– W obrêbie lokalnego dialektu ka¿dy samiec ortolana ma zaledwie 2−3 ró¿ne typy ¶piewu, ale wszystkie maj± tak± sam± koñcow± frazê. Jak siê wiêc odró¿niaj±? Okazuje siê, ¿e s± pewne stosunkowo niewielkie, ale powtarzalne u samca ró¿nice w czêstotliwo¶ci wykonywanych sylab, które buduj± frazê pocz±tkow±. To trochê jak z nasz± mow± – wielu ludzi mo¿e wymawiaæ te same wyrazy, ale mimo to jeste¶my w stanie ich rozró¿niæ – obrazuje prof. Osiejuk, przypominaj±c, ¿e to w³a¶nie ¶piew ortolana, którego koñcowa nuta jest o tercjê ni¿sza od wcze¶niejszych akordów, sta³ siê inspiracj± dla Beethovena przy pisaniu V Symfonii.
Na parametry sygna³ów znacz±co wp³ywa te¿ specyfika siedlisk. W tropikalnych lasach, gdzie ¶piewaj± i samce, i samice, niekiedy nawet w duetach, przewa¿aj± ¶piewy z³o¿one z prostych gwizdów, bez modulacji amplitudy i czêstotliwo¶ci. Tymczasem w zdominowanym przez solistów klimacie umiarkowanym i ¶rodowiskach otwartych s³ychaæ wiêcej gwizdów o bardziej skomplikowanym charakterze. To s³yszalny efekt wp³ywu ¶rodowiska na transmisjê d¼wiêku – twierdzi mój rozmówca.
– ¦piew biegn±cy od nauczyciela do ucznia przechodzi przez ¶rodowisko, które go modyfikuje poprzez odbicia, zniekszta³cenia etc. Im lepiej dany sygna³ siê niesie, tym wiêksza szansa, ¿e zostanie przekazany w niezmienionej postaci. Gêste ¶rodowisko lasu tropikalnego stosunkowo s³abo wp³ywa na proste gwizdy na niskich czêstotliwo¶ciach, poniewa¿ d³ugo¶æ fali d¼wiêkowej jest wiêksza ni¿ pnie drzew czy li¶cie, a wiêc zamiast odbijania od nich – co powoduje zniekszta³cenia – mamy do czynienia z ich omijaniem – wyja¶nia, dodaj±c przy tym, ¿e o ¶piewie ptaków z tropików wci±¿ wiadomo bardzo ma³o. ¯eby to zmieniæ, podj±³ siê eksploracji tych dziewiczych terenów. W³a¶nie na pocz±tku listopada wyjecha³ po raz kolejny do Kamerunu. To prawdziwy raj dla bioakustyka. Prowadziæ tam bêdzie eksperymenty z nektarnikiem z³ocistym, przymierzy siê te¿ do dzierzyka ¿ó³tobrzuchego i chwastówki ubogiej. Jak zwykle, zabra³ te¿ ze sob± nieco elektronicznych d¼wiêków: Tori Amos, Nigela Kennedy’ego oraz Lecha Janerkê, którego album o umieraniu Fiu fiu niezmiennie rozk³ada go na ³opatki. No i oczywi¶cie Radiohead.
– Wiesz tato, zawsze jak to leci, to mam dreszcze i gêsi± skórkê – us³ysza³ pewnego razu od swojego dziesiêcioletniego syna, gdy jechali samochodem, a w tle Thom Yorke i koledzy grali You and whose army? Sam siê nie wstydzi przyznaæ, ¿e i jego ciarki te¿ nieraz przechodz±. Zw³aszcza przy s³uchaniu ¶piewu ptaków.