Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Obycie jest zaprzeczeniem prowincjonalizmu, jest tym rodzajem ¶mia³o¶ci, która bierze siê z przekonania o tym, ¿e zawsze czekaj± nas wielkie zadania, ale i wiary, ¿e zdo³amy je wykonaæ.

Straszewicze

cz. 1 Wielo¶æ jêzyków

Magdalena Bajer

Cztery pokolenia zajmowa³y siê i zajmuj± nauk± w po³±czonych ma³¿eñstwem inteligenckich rodach Straszewiczów i £ukaszewiczów. Zainteresowania ich przedstawicieli mo¿na wspólnie okre¶liæ jako ciekawo¶æ i zrozumienie potrzeby komunikowania siê ponad odmienno¶ciami narodowymi, tak¿e kulturowymi i pomiêdzy ró¿nymi dziedzinami wiedzy. Znajomo¶ci wielu jêzyków, po czê¶ci wymuszonej przez historiê, wcze¶nie zaczê³o towarzyszyæ trwaj±ce do dzisiaj zami³owanie do uniwersalnego jêzyka nauki, jakim jest matematyka. Wys³uchawszy opowie¶ci jednego z potomków, prof. Leona £ukaszewicza, mogê u¿yæ okre¶lenia: ród matematyków, za którym wszak¿e kryje siê rozleg³y obszar wielorakich dzia³añ.

Na tu³aczych szlakach

Z matematyczn± dok³adno¶ci± okre¶la pan profesor pocz±tek rodzinnych dziejów – 160 lat temu. Od pradziadków zaczyna siê tradycja inteligencka. Pradziadek po k±dzieli by³ rejentem w Tykocinie. Babka £ukaszewiczowa skoñczy³a warszawskie konserwatorium. Kolega stamt±d, Ignacy Paderewski, namawia³ j± na karierê sceniczn±, ale przeszkodzi³a temu wrodzona trema. Dziadek po mieczu tak¿e skoñczy³ prawo, lecz posadê sêdziego carskie w³adze zaproponowa³y mu... na Syberii. Po trzymiesiêcznej podró¿y koñmi pañstwo £ukaszewiczowie znale¼li siê w Irkucku. Po drodze, w Krasnojarsku, urodzi³ siê ojciec mojego rozmówcy.

Rych³o powsta³ na obczy¼nie dom bêd±cy o¶rodkiem kultury, gdzie gospodyni dawa³a kameralne koncerty, graj±c utwory Chopina, ale i rosyjskie pie¶ni czy cygañskie romanse. Bywali polscy zes³añcy oraz „przyjaciele Moskale”. Miejscowa s³u¿ba przywi±za³a siê do gospodarzy – podczas rewolucji syn kucharki, który zosta³ czekist±, pomóg³ rodzinie uratowaæ siê przed rzezi±.

Zanim awansowa³ na g³ównego sêdziego Irkucka, dziadek odby³ d³u¿sz± podró¿ do Wierchojañska w Jakucji, poznaj±c tam polskich zes³añców i tubylców, którzy s³u¿yli mu przy ulubionych polowaniach.

Pradziadek Straszewicz mia³ liczne rodzeñstwo, na którego wykszta³cenie nie starcza³o ojcowskiej schedy. Siostry wychodzi³y za m±¿, bracia jechali po wiedzê do Pary¿a, wioz±c wyniesion± z inteligenckiego domu ciekawo¶æ ¶wiata, otwarto¶æ wobec tego, co inne, nowe, umiejêtno¶æ rozró¿niania miêdzy wa¿nym i b³ahym, niewartym starania.

W tym pokoleniu pojawi³y siê matematyczne talenty i zami³owania, których nosicielom wnuk po¶wiêci³ obszerniejszy fragment opowie¶ci, wzmiankuj±c przedtem o tu³aczych drogach rodziców.

Ojciec prof. £ukaszewicza, urodzony w Rosji, przez co uznany za obywatela rosyjskiego, dosta³ siê do Korpusu Kadetów w Petersburgu, sk±d wyniós³ doskona³± znajomo¶æ jêzyka „starorosyjskiego”, tj. jêzyka rosyjskiej arystokracji, zatraconego zupe³nie po rewolucji. Wiele lat pó¼niej zadziwia³ tym przyje¿d¿aj±cych do Warszawy radzieckich uczonych.

Matka zna³a doskonale cztery jêzyki obce, zawdziêczaj±c to... chorobie swojej matki. Babka Straszewiczowa na pocz±tku ubieg³ego wieku nabawi³a siê gru¼licy, choroby wówczas czêstej i gro¼nej. Nie pomog³a kuracja dobrym powietrzem w okolicach Otwocka, gdzie dziadek, cz³owiek zamo¿ny, kupi³ las i trzeba by³o siê udaæ do Davos. Córka pojecha³a tam z ni± i zamieszka³a w internacie dla panien z ró¿nych krajów ¶wiata. Surowy re¿im (bardziej pono ni¿ w Korpusie Kadetów) rekompensowa³a mo¿no¶æ poznawania jêzyków, jako ¿e ka¿dego roku wspó³lokatork± by³a dziewczyna innej narodowo¶ci. Panna Straszewiczówna edukowa³a kole¿anki w rosyjskim. Korespondencja z wieloma trwa³a a¿ do drugiej wojny ¶wiatowej. Studiów w Lozannie nie zakoñczy³a dyplomem, traktuj±c je jako okazjê do zdobywania wiedzy w zakresie interesuj±cej j± socjologii, jak by to dzisiaj nale¿a³o okre¶liæ. Ca³e ¿ycie zajmowa³a siê obcojêzyczn± korespondencj± i t³umaczeniami, tak¿e ksi±¿ek.

Matematyka i nowoczesno¶æ

Dziadek macierzysty pana profesora, Ludwik Straszewicz, skoñczy³ matematykê w Pary¿u, nie maj±c jednak mo¿liwo¶ci pracy w uniwersytecie wróci³ do Warszawy i, odznaczaj±c siê, jak mówi wnuk, „dobrym piórem”, zacz±³ pisywaæ w gazetach. Niebawem za³o¿y³ w³asne pismo „Kurier Polski”, wydawane w Petersburgu dla mieszkaj±cych tam Polaków. By³o to sprytnym obej¶ciem cenzury warszawskiej, znacznie sro¿szej, która nie wtr±ca³a siê do patriotycznych tre¶ci nadsy³anej z Rosji i ju¿ tam ocenzurowanej gazety, kolportowanej dalej do Wiednia. W Warszawie Ludwik Straszewicz kupi³ drukarniê i dom przy ul. Jasnej, gdzie mie¶ci siê teraz redakcja kolejnego wcielenia „Kuriera Polskiego”, a pierwszego redaktora wspominaj± przy okr±g³ych rocznicach.

Stryjeczny dziadek Zygmunt, starszy brat Ludwika, tak¿e w Pary¿u skoñczy³ dwa fakultety: elektryczny i mechaniczny. – Elektrykê praktykowa³, a mechanika by³a matematyczn± pasj±. Po powrocie do Polski wyda³ podrêcznik mechaniki matematycznej, który przez 20 lat uchodzi³ za najlepszy w tej dziedzinie. Do³±czone do bardzo jasnego wyk³adu zadania opatrzone by³y jedn± lub dwiema gwiazdkami. Te drugie, jak wspomina prof. £ukaszewicz, ma³o kto potrafi³ rozwi±zaæ.

Kiedy w r. 1916 powstawa³a Politechnika Warszawska, jego stryjeczny dziadek wspó³organizowa³ uczelniê i zosta³ wybrany na jej pierwszego rektora. Uporawszy siê z pionierskimi zadaniami, po roku zrezygnowa³ z funkcji, oddaj±c siê pracy naukowej i profesorskim obowi±zkom dydaktycznym.

Wykszta³cenie elektryka sta³o siê ¼ród³em dochodów zapewniaj±cych dostatnie ¿ycie, ale by³o zarazem s³u¿b± spo³eczn±. Prof. Straszewicz zaj±³ siê bowiem elektryfikowaniem miast europejskich i polskich, które siêga³y wówczas po zdobycze cywilizacji, aby zas³u¿yæ na miano nowoczesnych. – Genua np. ma dzisiaj elektryczno¶æ, któr± za³o¿y³ dziadek Zygmunt.

Jak wielu z tamtego pokolenia, przed którym w niepodleg³ej ojczy¼nie stanê³y wielkie i rozliczne zadania, odznacza³ siê rozleg³o¶ci± zainteresowañ i obszaru, na którym stara³ siê dzia³aæ lub nañ wp³ywaæ w kierunku, jaki uzna³ za potrzebny. Napisa³ podrêcznik ekonomii politycznej, oceniaj±c – w latach dwudziestych – komunizm jako utopiê, która obiecuje równy podzia³ dóbr, ale w ustroju komunistycznym tych dóbr nie udaje siê wytworzyæ.

Matematyka szerokim nurtem

W nastêpnym pokoleniu przed³u¿y³a siê i naukowa, i matematyczna tradycja rodu. Urodzony w r. 1889 w Warszawie (z wszystkich tu³aczych dróg i wszystkich wypraw po wiedzê wracali do Warszawy) Stefan Straszewicz, wuj mojego rozmówcy, zg³êbia³ matematykê najpierw w Towarzystwie Kursów Naukowych, nielegalnej wszechnicy doby rozbiorowej, nastêpnie w Zurychu, gdzie jednym z jego mistrzów by³ Albert Einstein, uzyskuj±c dyplom w r. 1911, a doktorat z filozofii w r. 1914. Przebywaj±c podczas studiów w Getyndze za³o¿y³, wraz z Zygmuntem Janiszewskim, m³odo zmar³ym wspó³twórc± Lwowskiej Szko³y Matematycznej, kó³ko grupuj±ce polskich studentów matematyki.

Jak wielu wykszta³conych za granic± Polaków wróci³ do rodzinnego miasta w niepodleg³ej ju¿ Polsce i w r. 1925 zosta³ docentem w UW. Pó¼niej zwi±za³ siê z politechnik±, kieruj±c Katedr± Matematyki na wydzia³ach In¿ynierii L±dowej, In¿ynierii, Mechanicznym, Budownictwa L±dowego, pe³ni±c kilkakrotnie funkcje dziekana i prorektora. Od 1945 r. by³ liderem tej czê¶ci pracowników PW, która zabiega³a o zachowanie organizacyjnych ram i przedwojennego ducha uczelni w czasach komunistycznej opresji, ciê¿kiej szczególnie w wy¿szej szkole technicznej z ¿ywymi tradycjami niepodleg³o¶ciowymi.

Prof. Stefan Straszewicz ma wiele osi±gniêæ naukowych, których istotê trudno przedstawiæ laikom, trzeba wiêc poprzestaæ na wiadomo¶ci, ¿e nale¿± do dziedzin: topologii metrycznej, geometrii analitycznej i geometrii ró¿niczkowej. Jest autorem licznych prac – ksi±¿ek i artyku³ów.

Wierny inteligenckiej tradycji, do której niezbywalnie nale¿± powinno¶ci wobec ogó³u, anga¿owa³ siê mocno w dzia³anie na rzecz dobrego nauczania matematyki w szko³ach. Najwa¿niejszym owocem tego zaanga¿owania by³ pomys³ olimpiady matematycznej (pierwszej z wielu dzisiaj olimpiad przedmiotowych) dla uczniów szkó³ ¶rednich, który zg³osi³ w r. 1949, opracowawszy za³o¿enia metodologiczne, po czym przez 20 lat kierowa³ komitetem olimpiad.

Stefan Straszewicz zmar³ w r. 1983, pozostawiaj±c licznych uczniów i wychowanków, co nale¿y wymieniaæ osobno, gdy¿ wychowanie przez mistrzów naukowych, nieroz³±czne z przekazywaniem wiedzy, decyduje o trwaniu tego, co nazywamy etosem inteligenckim.

Praca akademicka stawa³a siê w rodzinie coraz czê¶ciej ¿yciowym wyborem. Brat Stefana, drugi wuj prof. £ukaszewicza, Jan Wac³aw, wyk³ada³ w Pañstwowej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki Wawelberga i Rotwanda, zas³u¿onej poprzedniczce Politechniki Warszawskiej. Jego syn Witold by³ docentem akustyki architektonicznej PW, a bratanek Ludwik profesorem geografii ekonomicznej i regionalnej Uniwersytetu £ódzkiego. O siostrzeñcu wybitnego matematyka, Leonie £ukaszewiczu, moim rozmówcy i jego domu rodzinnym wiêcej bêdzie w nastêpnym numerze. Zaanonsujê teraz tylko, ¿e jest jednym z pionierów wiedzy o komputerach w Polsce. Wrócê te¿ jeszcze do biografii rodziców pana profesora, ledwie tu zapowiedzianych, gdy¿ s± niezmiernie interesuj±ce i z wielu wzglêdów typowe.

Spotkanie z przedstawicielem dwu po³±czonych niegdy¶ ma³¿eñstwem rodów pokaza³o mi panoramê polskich losów, które w rozmaitych wariantach powtarzaj± siê przez kilka pokoleñ, od czasu gdy m³odzi ludzie, aktywni, utalentowani i dzielni, zaczêli opuszczaæ zubo¿a³e dwory i i¶æ do miasta w poszukiwaniu nowych sposobów ¿ycia. Zanim rozwój cywilizacji zacz±³ gwa³townie przyspieszaæ, ale przede wszystkim zanim w Polsce sta³o siê mo¿liwe spogl±danie bez oskar¿eñ wy³±cznie we w³asn± przesz³o¶æ, co by³o dodatkowym czynnikiem komplikuj±cym pamiêæ historyczn±, zd±¿yli¶my du¿o zapomnieæ. Toczy³y siê parokroæ – prasowe g³ównie – dyskusje o inteligencji, ale g³ównie o tym, czy jeszcze istnieje i czy bêdzie istnia³a, albo o zadaniach, jakie chcieliby¶my tej warstwie, nie wiadomo w jakim stopniu realnej, przypisaæ.

Prof. £ukaszewicz, wyliczaj±c, co siê z inteligenckiego domu wynosi, u¿y³ s³owa: obycie. To s³owo nale¿a³o d³ugo do wokabularza terminów podejrzanych, ale teraz mo¿na siê zastanowiæ, co to znaczy obycie, z jakim w dobie rozbiorowej jechali do Zurychu, Genewy, Pary¿a, Berlina m³odzieñcy i panny, ¿eby siê tam uczyæ i wracali ze ¶wiadectwami dobrych w nauce postêpów, z list± dozgonnych obcokrajowych przyjació³, czêsto naukowych wspó³pracowników, z kontaktami, które owocuj± do dzisiaj, ze ¶wiadomo¶ci±, co winni robiæ w kraju. Obycie jest zaprzeczeniem prowincjonalizmu, jest tym rodzajem ¶mia³o¶ci, która bierze siê z przekonania o tym, ¿e zawsze czekaj± nas wielkie zadania, ale i wiary, ¿e zdo³amy je wykonaæ. Tê cechê (cnotê?) trzeba siê nauczyæ zaszczepiaæ kolejnym pokoleniom inteligentów – ju¿ tak ich nazywajmy.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje