Dr Andrzej Smirnow (ur. 1938) – nauczyciel akademicki, dzia³acz zwi±zkowy, polityk. Ukoñczy³ studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, gdzie nastêpnie podj±³ pracê w Katedrze Napêdów Elektrycznych, a pó¼niej w Instytucie Sterowania i Elektroniki Przemys³owej. W 1974 uzyska³ stopieñ doktora nauk technicznych. Od 1980 nale¿y do „Solidarno¶ci”. Przez 11 lat przewodniczy³ komisji zak³adowej zwi±zku w PW, przez kilka kadencji nale¿a³ do Komisji Krajowej „S”. By³ wspó³za³o¿ycielem Porozumienia Centrum, z którego odszed³ po uzyskaniu mandatu poselskiego z listy zwi±zkowej w 1991. Pose³ na Sejm I kadencji (z ramienia „S”), III kadencji (z ramienia AWS) oraz V i obecnej VI kadencji (z ramienia PO).
– Moje spojrzenie na ca³o¶æ spraw zwi±zanych z nauk± i szkolnictwem wy¿szym jest bardzo krytyczne. Po prze³omowych reformach przeprowadzonych na pocz±tku okresu transformacji, jeste¶my od kilkunastu lat – je¿eli chodzi o zmiany systemowe – w okresie stagnacji. Wiele spraw zosta³o niejako zamro¿onych, nie zrobili¶my tego drugiego kroku. Powiedzmy sobie szczerze – nasz system tkwi korzeniami w systemie PRL−owskim, czyli postradzieckim. Jako dzia³aj±cy od wielu lat polityk tak¿e ponoszê winê za ró¿ne problemy, np. za poziom finansowania nauki. Komitet Badañ Naukowych zosta³ utworzony w 1990 roku, kiedy zmienia³ siê ustrój. By³ bardzo, mo¿e nawet za bardzo demokratyczny, bo mieli¶my wówczas czasy budowania demokracji. Ale ju¿ pod koniec lat 90. prowadzi³em z prof. Witoldem Karczewskim, wieloletnim przewodnicz±cym KBN, rozmowy, w których wyra¼nie postulowali¶my, ¿eby Komitet jak najszybciej przekszta³ciæ. Mówili¶my o wzmocnieniu roli ministra, rozproszeniu ¼róde³ finansowania i wyspecjalizowaniu ró¿nego typu instytucji, o powstaniu agencji czy fundacji finansuj±cych naukê, a tak¿e o tym, by tego typu instytucje by³y rozliczane z efektów dzia³ania. KBN by³ przez wiele lat raczej instytucj± dziel±c± pieni±dze w¶ród uczonych, ni¿ prowadz±c± politykê naukow±. Istnia³a wówczas swego rodzaju akceptacja dla takich dzia³añ wobec bardzo niskich pensji uczonych. Podobnie, je¶li chodzi o szkolnictwo wy¿sze – od lat mówimy o problemach, wrêcz patologiach oraz braku narzêdzi do sprawnego zarz±dzania i niewiele siê zmienia. Zatem bardziej zdecydowane dzia³ania s± potrzebne, wrêcz konieczne. Przedstawiane obecnie pakiety reform zapocz±tkuj±, mam nadziejê, ten kierunek zmian.
Czy bêd± to zmiany prze³omowe, g³êbokie, spójne, czy raczej tylko pocz±tek tego procesu? Wiele zale¿y teraz od pos³ów.
– Moim zdaniem, zaproponowane przez minister Barbarê Kudryck± zmiany nie s±, byæ mo¿e, w wielu kwestiach prze³omowe, ale s± realistyczne. Choæ niektóre zagadnienia – np. ograniczenie zatrudnienia maksimum do dwóch etatów, kiedy ju¿ ten drugi bêdzie wymaga³ zgody rektora, czy promowanie najlepszych w ró¿nych dziedzinach – mo¿na uznaæ za znacz±ce. Takie reformy wynikaj± w du¿ej mierze z mo¿liwo¶ci akceptacji zmian przez ¶rodowisko. Generalnie zosta³ zapocz±tkowany wyra¼ny kierunek. Trzeba te¿ podkre¶liæ, ¿e jest to ca³y pakiet reform – po raz pierwszy zmiany dotycz± ca³ego obszaru nauki i szkolnictwa wy¿szego. Muszê powiedzieæ, ¿e podziwiam zakres prac, których podjê³o siê ministerstwo z prof. Kudryck± na czele.
Czy szczegó³owe rozwi±zania s± dobre i czy mo¿na by³o pój¶æ krok dalej?
– Nie jestem na tyle naiwny, by my¶leæ, ¿e mo¿na wszystko przekre¶liæ i stworzyæ system od nowa. To jest proces. Zmiany nie s± ³atwe z wielu powodów. Na przyk³ad zlikwidowanie habilitacji – choæ nie jestem jej orêdownikiem, wrêcz przeciwnie – nie jest, moim zdaniem, na razie mo¿liwe, poniewa¿ brakuje odpowiedzialno¶ci organów uczelni za poziom doktoratów, funkcjonuj± recenzje kole¿eñskie, nie ma prawdziwych konkursów na stanowiska. Najbardziej twórczy okres pracownika naukowego w wiêkszo¶ci dziedzin to 30−40 lat. W tym czasie naukowcy, nawet ci naprawdê dobrzy, habilitacji najczê¶ciej jeszcze nie maj± i s± adiunktami, czyli takimi trochê wyrobnikami nauki. Na dodatek habilitacja, na przyk³ad w dziedzinach nauk technicznych, jest trochê gorszym doktoratem.
Gorszym?
– Moim zdaniem zdecydowanie gorszym, bo doktorat opiera siê z regu³y na jakich¶ badaniach, ma promotora, a habilitacja to co¶ trochê sztucznego, co trzeba napisaæ, wydrukowaæ w stu kilkudziesiêciu egzemplarzach i do czego nikt pó¼niej nie siêga i do tego siê nie odwo³uje. Mo¿e trochê inaczej wygl±da to w innych dziedzinach, np. humanistycznych, ale w technicznych w³a¶nie tak. Generalnie na ¶wiecie, poza obozem postradzieckim, nie ma ju¿ krajów, gdzie funkcjonuj± dwa stopnie naukowe. I, jak s±dzê, my kiedy¶ te¿ od tego odejdziemy. Na dodatek wi±¿± siê z tym wszystkie problemy zwi±zane z kompatybilno¶ci± systemów i przek³adalno¶ci± stopni – tam pe³noprawny profesor, u nas nie ma habilitacji, wiêc doktor.
Pytanie, czy mo¿na dzi¶ odej¶æ od habilitacji?
– Moim zdaniem, niestety jeszcze nie. Teoretycznie mo¿na sobie wyobraziæ, ¿e wprowadzimy daleko id±ce reformy, ale jest te¿ kwestia zmiany mentalno¶ci, przystosowania ¶rodowiska do nowego systemu. Musimy zatem robiæ to w sposób przemy¶lany. Oczywi¶cie nie ze wszystkim siê zgadzam w szczegó³ach, ale s±dzê, ¿e wychodzimy z okresu stagnacji i mam nadziejê, ¿e za chwilê bêdziemy wyra¼nie pod±¿aæ w dobrym kierunku. My¶lê, ¿e g³êboko¶æ zmian zale¿y te¿ od tego, jaka bêdzie realizacja ustaw, jakie bêd± rozporz±dzenia do nich. Za jaki¶ czas ocenimy np. zmiany w strukturze finansowania nauki i zobaczymy, w jakim stopniu obecne plany siê powiod³y.
Pad³a zapowied¼, ¿e projekty ustaw dotycz±cych szkolnictwa wy¿szego zostan± opracowane jeszcze w grudniu. Czy uda siê parlamentowi, tak jak chcia³oby ministerstwo, uchwaliæ je przed wakacjami, by zaczê³y obowi±zywaæ od nowego roku akademickiego?
– Trudno na to pytanie odpowiedzieæ jednoznacznie. Prace nad rozpatrywanym obecnie pakietem ustaw dotycz±cych nauki przeci±gnê³y siê znacznie bardziej, ni¿ s±dzili¶my na pocz±tku. Parlament zajmuje siê nimi ju¿ ponad rok. Same uzgodnienia miêdzyresortowe to zazwyczaj kwestia kilku miesiêcy. Nastêpnie projekty trafiaj± do sejmowego Biura Legislacyjnego, gdzie s± przegl±dane i uzupe³niane pod k±tem techniki legislacyjnej i spójno¶ci z innymi ustawami – to tak¿e zazwyczaj trwa miesi±c lub dwa. No i pó¼niej prace w komisji, a precyzyjnie mówi±c – w podkomisji, gdzie czyta siê je paragraf po paragrafie i gdzie wnoszone s± poprawki.
Mo¿e nale¿a³oby zatem usprawniæ proces legislacyjny, pracowaæ intensywniej ni¿ kilka razy w miesi±cu i d³u¿ej ni¿ kilka godzin na jednym posiedzeniu? Pó³ roku to nie jest ma³o. Zw³aszcza, ¿e parlament zna te¿ tempo ekspresowe.
– Uchwalenie dwóch ustaw o szkolnictwie wy¿szym oraz o stopniach i tytule jeszcze przed wakacjami mo¿e byæ realne, ale bêdzie trudne. Bêdziemy wówczas koñczyli prace nad pakietem ustaw zwi±zanych z nauk±, a przecie¿ komisja zajmuje siê te¿ wieloma innymi tematami, choæby dotycz±cymi edukacji. Co do pracy w Sejmie mam ju¿ trochê do¶wiadczenia, poniewa¿ przewodniczy³em komisji w pierwszej kadencji, by³em wiceprzewodnicz±cym w trzeciej kadencji i przewodniczê jej teraz, w szóstej kadencji. Ostatnie dwie kadencje s± tym trudniejsze, ¿e walka polityczna przenios³a siê, niestety, tak¿e do komisji sejmowych. Wcze¶niej mogli¶my wiele spraw uzgodniæ. K³ócili¶my siê o pewne rozwi±zania, czasem oczywi¶cie by³y potrzebne g³osowania, ale generalnie rzecz bior±c dyskusja by³a bardziej merytoryczna. W tej kadencji jest to bardzo trudne.
Kto po raz pierwszy zetkn±³ siê bli¿ej z prac± parlamentu, mo¿e mieæ wra¿enie, ¿e w nieco dziwnych okoliczno¶ciach wykuwa siê nasze prawo, skoro niezale¿nie od rozpatrywanej kwestii opozycja jest zawsze przeciw. Mo¿na by oczekiwaæ, ¿e dyskusja bêdzie merytoryczna, dotycz±ca konkretnych rozwi±zañ.
– Robiê wszystko, by tak by³o, ale nie zawsze jest to mo¿liwe. Choæ trzeba powiedzieæ, ¿e to jest specyficzna komisja, potrafi±ca prze³amywaæ podzia³y polityczne. Przewagê ma w niej opozycja – o dwa g³osy. Mamy natomiast cztery podkomisje i uzgodnili¶my, ¿e nie ma w nich parytetów klubowych. Tak siê z³o¿y³o, ¿e w podkomisji do spraw nauki wiêkszo¶æ stanowi± pos³owie PO. By³a propozycja, aby do rozpatrzenia pakietu ustaw zwi±zanych z nauk± powo³aæ podkomisjê nadzwyczajn± oddaj±c± parytety, ale na wniosek SLD, za zgod± PiS, uzyskali¶my miêdzyklubowy konsensus i skierowali¶my projekty do tej w³a¶nie podkomisji. Czyli jednak okaza³o siê, ¿e je¿eli chodzi o szkolnictwo wy¿sze czy naukê, to dochodzimy do kompromisów i nie ma miejsca na wojnê polityczn±.
Obserwuj±c mechanizmy uchwalania ró¿nych ustaw oraz s³ysz±c o ró¿nych dzia³aniach lobbystycznych stoj±cych za konkretnymi rozwi±zaniami, odnoszê wra¿enie, ¿e ka¿da ustawa jest niejako wypadkow± uk³adu si³, a nawet przypadku, bo w trzecim, ostatecznym g³osowaniu rozpatrywane s± te¿ poprawki mniejszo¶ci i czasem nie sposób przewidzieæ wyników tych g³osowañ.
– Mo¿e to trochê tak wygl±da, ¿e poszczególnymi rozwi±zaniami kieruj± przeró¿ne wp³ywy i dzia³ania, ale w rzeczywisto¶ci s± to sytuacje wyj±tkowe. Czasem zdarza siê, ¿e niektóre propozycje s± forsowane przez okre¶lone grupy czy ¶rodowiska, docieraj±ce do poszczególnych pos³ów czy senatorów, ale generalnie konkretne rozwi±zania i tak musz± znale¼æ poparcie klubów, a potem wiêkszo¶ci parlamentarzystów. Tak wygl±da dzisiejsza demokracja. ¦rodowisko naukowe ma zreszt± du¿e wp³ywy. Ze swojej wieloletniej pracy parlamentarnej znam przypadki docierania jego przedstawicieli do wy¿szych w³adz ni¿ pos³owie i senatorowie, i przes±dzania o niektórych sprawach.
Jeste¶my w przededniu prezentacji dwóch strategii dotycz±cych szkolnictwa wy¿szego. Czy wnioski, jakie z nich wyp³yn±, zostan± wykorzystane w pracach nad tymi ustawami? Ustawy przes±dzaj± z regu³y najwa¿niejsze kwestie na wiele lat.
– Nie znamy w tej chwili ¿adnej z opracowywanych strategii, nie wiemy wiêc, co zostanie przedstawione i czy obie strategie sugeruj± podobne rozwi±zania. Tego dowiemy siê za kilka tygodni, ale my¶lê, ¿e wnioski z zaproponowanych kierunków zmian powinny byæ wyci±gniête i uwzglêdnione w pracach nad ustawami. Natomiast chcê powiedzieæ, ¿e trzeba siê zastanowiæ g³êboko tak¿e nad strategi± zaproponowan± przez zespó³ ministra Micha³a Boniego w raporcie Polska 2030. Wyzwania rozwojowe. Ta d³ugofalowa strategia tak¿e zajmuje siê rozwojem edukacji. Zobaczymy, czy i w jakim stopniu obie opracowywane strategie bêd± zbie¿ne z wyzwaniami rozwojowymi nakre¶lonymi przez ministra Boniego. Natomiast zmiany, które ju¿ wprowadzaj± ustawy i tak powinni¶my zrealizowaæ, poniewa¿ one ju¿ teraz porz±dkuj± wiele spraw. Czy uda siê wykorzystaæ tak¿e wnioski p³yn±ce ze strategii, oka¿e siê za kilka miesiêcy.
W za³o¿eniach do¶æ mocno eksponuje siê nowy sposób zarz±dzania uczelni±. Jest mowa o wiêkszej autonomii, ale i o roli rektora jako mened¿era, o mocniejszym powi±zaniu szko³y wy¿szej z otoczeniem zewnêtrznym i jego potrzebami, a tak¿e o lepszym wykorzystaniu kadry naukowej. Obecny system zatrudniania kadry, która ma niejako gwarantowane miejsca pracy, niezale¿nie od potrzeb uczelni, to przecie¿ mocno niefunkcjonalne rozwi±zanie. S³ysza³em ostatnio o wydziale, na którym jest 60 samodzielnych pracowników, ale ¿e prowadzi on coraz mniej popularne kierunki, to jest tam tylko 120 studentów. Profesorów tych nie mo¿na jednak zwolniæ, mo¿na ich najwy¿ej próbowaæ inaczej zagospodarowaæ. Tak przecie¿ nie powinno byæ.
– Nie mam najmniejszych w±tpliwo¶ci, ¿e wiele mechanizmów nale¿y zmieniæ i w³a¶nie staramy siê to robiæ. Istnieje potrzeba powi±zania uczelni z otoczeniem zewnêtrznym, by odpowiada³a na jego potrzeby. Bardzo ¿a³ujê, ¿e odrêbna ustawa o pañstwowych wy¿szych szko³ach zawodowych funkcjonowa³a stosunkowo krótko. Stworzono sieæ uczelni regionalnych, powi±zanych z du¿ymi uczelniami akademickimi przede wszystkim kadrowo, które bardzo dobrze funkcjonuj± w swoim lokalnym otoczeniu, odpowiadaj± na potrzeby rynku pracy i s± nastawione na wspó³pracê z gospodark±. Odwiedzili¶my, jako sejmowa komisja, wiele z nich i widzieli¶my to na miejscu. Zwrócili¶my wówczas uwagê, ¿e absolwenci tych uczelni s± oczekiwani i ³atwo znajduj± pracê w regionie. Atmosfera wokó³ nich nie jest jednak najlepsza, bo s± one traktowane – i to zarówno przez uczelnie publiczne, jak i przez niepubliczne – jako konkurencja, je¿eli chodzi o studentów, a co za tym idzie – o pieni±dze. St±d wiele, moim zdaniem nieuzasadnionych, uwag krytycznych pod ich adresem. Powinny bowiem funkcjonowaæ znakomite uczelnie akademickie, ale mog± te¿ istnieæ bardzo dobre wy¿sze uczelnie zawodowe. Przyk³adów na to jest wiele.
Bêd± podporz±dkowane samorz±dom?
– Same uczelnie tego nie chc±, argumentuj±c, ¿e podporz±dkowanie ich marsza³kom województw bêdzie wy³omem w systemie podleg³o¶ci, ¿e strac± autonomiê i mog± ulegaæ regionalnym wp³ywom. To s± chyba trafne argumenty.
Powi±zanie z otoczeniem gospodarczym dotyczy zreszt± nie tylko uczelni, ale tak¿e instytutów naukowych. Tzw. jednostki badawczo−rozwojowe stanowi³y kiedy¶ zaplecze naukowe gospodarki centralnie sterowanej i chocia¿ system gospodarczy ca³kowicie siê zmieni³, one nadal funkcjonuj± w ramach poszczególnych resortów, w podobnej strukturze organizacyjnej. Ustawa o JBR z 1985 roku by³a wielokrotnie nowelizowana, tak by stwarzaæ warunki dla ró¿norodnych przekszta³ceñ – jednostki mog³y siê komercjalizowaæ, prywatyzowaæ, przekszta³caæ równie¿ w pañstwowe instytuty badawcze, po spe³nieniu okre¶lonych warunków. Zak³adano, ¿e ka¿dy JBR znajdzie sobie miejsce w nowej rzeczywisto¶ci. Po kilku latach okaza³o siê, ¿e bardzo niewiele instytutów siê przekszta³ci³o. Ustawy, nad którymi obecnie pracujemy – o finansowaniu nauki, o Narodowym Centrum Badañ i Rozwoju, o instytutach badawczych – przewiduj±, ¿e instytutami badawczymi finansowanymi ze ¶rodków przeznaczonych na naukê pozostan± tylko te jednostki, które prowadz± dzia³alno¶æ badawczo−rozwojow± i zostan± zakwalifikowane do odpowiedniej kategorii.
A powstanie Narodowego Centrum Badañ i Rozwoju to, wed³ug Pana, zasadnicza zmiana, je¶li chodzi o te powi±zania?
– Je¿eli po pewnym czasie oka¿e siê, ¿e na skutek nowych mechanizmów wprowadzonych przez NCBiR wyra¼nie udro¿ni± siê powi±zania nauki i gospodarki, je¿eli zwiêkszy siê finansowanie badañ ze ¶rodków pozabud¿etowych – jak w innych rozwiniêtych krajach, gdzie jest to kwota dwukrotnie wiêksza ni¿ z bud¿etu – to Centrum spe³ni swoje zadanie. Je¶li nie, to bêdziemy mieli tylko inny sposób dystrybucji ¶rodków.
Do¶æ d³ugo trwaj± i najwiêcej problemów nios± prace nad ustaw± o Polskiej Akademii Nauk. Z czego to wynika?
– Rzeczywi¶cie, przy pracach nad t± ustaw± pojawi³o siê wiele kontrowersji. Akademia powsta³a w zupe³nie innych warunkach i by³a, na wzór radziecki, takim superministerstwem nauki, dysponuj±cym du¿ym maj±tkiem i prowadz±cym du¿± liczbê ró¿nych instytucji naukowych. W ocenie wielu pos³ów ta instytucja wymaga najg³êbszych zmian, natomiast sami przedstawiciele Akademii proponuj± rozwi±zania usprawniaj±ce jej pracê, ale nie id±ce, moim zdaniem, do¶æ daleko. Potrzeba innego usytuowania PAN, bo formalnie podlega ona premierowi, ale praktycznie nie ma on wp³ywu na jej funkcjonowanie. Akademia nie jest w stanie nale¿ycie zagospodarowaæ powierzonego jej maj±tku, nie dysponuje nawet jego inwentaryzacj±. S±dzê, ¿e zarówno struktura Akademii, jak i jej funkcjonowanie powinny byæ przedmiotem powa¿nych rozwa¿añ. Obecnie, naszym zdaniem, w zakresie gospodarowania maj±tkiem Akademii potrzebny jest nadzór ministra nauki. Prace nad t± ustaw± s± ju¿ na ukoñczeniu w podkomisji i teraz trafi± do dalszego procedowania.
Generalnie rzecz ujmuj±c, przed nami du¿e zmiany i mam nadziejê, ¿e wszystkim wystarczy odwagi, aby im sprostaæ.