Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Mo¿e zbli¿amy siê do kresu nauki? Je¶li jednak tak nie jest, to mo¿e warto zapytaæ o u¿yteczno¶æ stosowanych kryteriów oceny ludzi i sprawno¶ci systemu.

Zabawa w naukê

Waldemar Korczyñski

Nauka powinna byæ tak wydajna, jak jest to mo¿liwe.
Ale nie bardziej.

A. Einstein

W PRL−u w³adze dba³y o dobro obywatela i stara³y siê zmieniaæ nasze fatalne nawyki. Poniewa¿ powszechna edukacja efekty przynosi³a raczej mierne, wiêc siêgano do ¶rodków administracyjnych. Starsi Czytelnicy pamiêtaj± byæ mo¿e przepisy zakazuj±ce sprzeda¿y alkoholu przed godzin± 1300 (aby lud nie chla³ w robocie) czy np. zakaz sprzedawania w knajpach alkoholu bez tzw. konsumpcji. Ten pierwszy obchodzi³o siê kupuj±c gorza³ê w melinie, ten drugi kompromitowali¶my zamawiaj±c np. 24 piwa do jednej jajecznicy. Kiedy kelnerka odmawia³a realizacji naszego legalnego (konsumpcja przecie¿ by³a) zamówienia, p³acili¶my jej stert± uprzednio przygotowanych groszy. Dzi¶ patrz±c na te szczeniackie wyg³upy, zadajê sobie pytanie o winnych. Bo jaka¶ krzywda siê jednak ludziom dzia³a. My nie mogli¶my normalnie wypiæ piwa, a Bogu ducha winna kelnerka nara¿ona by³a na stykanie siê z chamskim (tak to dzi¶ oceniam) zachowaniem takich jak my konsumentów.

Heisenberg, Arrow i Goedel to tylko przyk³ady

Przedstawiciele tzw. nauk przyrodniczych potrafi± pewnie d³ugo recytowaæ przyk³ady rozmaitych naturalnych barier, które dzisiejszy stan wiedzy uznaje za fundamentalne. Wymienione „z nazwiska” w tytule tego akapitu, to pewnie te najbardziej znane i w jakim¶ sensie „dobrze okre¶lone”. S± jednak i ograniczenia „asymptotyczne”, np. pojawiaj±ca siê w fizyce szybko¶æ ¶wiat³a, której przybli¿anie jest tym kosztowniejsze, im bardziej siê do niej zbli¿amy. Analogiczne zjawisko pojawia siê w wielu, równie¿ spo³ecznych, dziedzinach. W tych ostatnich przybiera czêsto postaæ swoistego „przesterowania”, kiedy cena kontroli poprawno¶ci funkcjonowania systemu przerasta korzy¶ci, jakie system spo³eczeñstwu daje. To by³o chyba jedn± z przyczyn klêski realnego socjalizmu.

Rozwa¿ania na podobne tematy maj± d³ug± historiê i w naszej kulturze (cywilizacji?) wi±za³y siê czêsto z teologi±, czy – mo¿e szerzej – wiar±. Pocz±tków mo¿na siê pewnie doszukaæ w rozwa¿aniach Ojców Ko¶cio³a na temat wolno¶ci ludzkiej woli, a wspó³cze¶nie wiele podobnych w±tków pojawia siê w tzw. filozofii nauki. Mam nieprzyjemne odczucie, ¿e problematyka istnienia takich ograniczeñ jest naszym decydentom ca³kowicie obca.

Jak wybieraæ najlepszych

W ¿yciu codziennym ka¿dy z nas podejmuje decyzje. Polega to na wybieraniu z pewnego zbioru dostêpnych alternatyw tych „najlepszych”. Aby siê to uda³o, powinni¶my umieæ porównaæ dowoln± alternatywê. Ale co ma powiedzieæ dziecko, pytane o to, czy bardziej kocha mamê, czy tatê? Wiara w mo¿liwo¶æ wyboru elementu najlepszego jest najczê¶ciej iluzj±. W matematyce funkcjonuje wprawdzie aksjomat powiadaj±cy, ¿e w ka¿dym zbiorze da siê znale¼æ element najmniejszy (to ten najlepszy), ale ani nie wiadomo, w jakim sensie ma on byæ najlepszy, ani jak ów „sens”, nazywany tu porz±dkiem, znale¼æ. Nawet spora czê¶æ matematyków uwa¿a, ¿e to lipa.

Decydenci wydaj± siê nie tylko wierzyæ w spe³nianie tego postulatu przez realnie dostêpn± im rzeczywisto¶æ, ale bywa, ¿e s± przekonani, i¿ porz±dek ten znaj± i potrafi± siê nim pos³ugiwaæ. Co wiêcej, wierz± chyba w to, ¿e potrafi± nie tylko stwierdziæ, i¿ jedna mo¿liwo¶æ jest lepsza ni¿ inna, ale nawet policzyæ o ile. Mo¿na spróbowaæ zrozumieæ, kiedy mówi± to bazarowi handlarze, ale podobne wypowiedzi przedstawicieli nauki czy in¿ynierów budz± zdumienie. Zbiory niemierzalne wyj±tkiem s± tylko w matematyce. W normalnym ¿yciu s± po prostu standardem.

Decydent te¿ cz³owiek

Takie jak wy¿ej bana³y ³atwo siê pisze, ale trudniej je uwzglêdniaæ w ¿yciu, które codziennie wymusza na nas podejmowanie decyzji. Gdyby¶my chcieli uwzglêdniaæ wszystkie w±tpliwo¶ci, byliby¶my w sytuacji osio³ka, któremu w ¿³obie dano, i jak on – padliby¶my. To te¿ bana³. Decydent, w tym i decydent w nauce (jako dzia³alno¶ci spo³ecznej), jest w³a¶nie od podejmowania decyzji. I musi siê pogodziæ z faktem, ¿e wiele z nich bêdzie z³ych. Musz± to równie¿ – jakkolwiek by to zabrzmia³o – akceptowaæ ludzie dotkniêci krzywdz±c± ich decyzj±. Nawet je¶li potrafi± tê krzywdê wykazaæ. To w imiê dobra wspólnego. K³opot zaczyna siê wtedy, gdy potrafi± wykazaæ, ¿e decydent w stosunku do nich jak±¶ regu³ê stosuje, a w stosunku do innych, np. siebie samego, nie.

W opartych na strachu, bazuj±cych na naszych „normalnych”, zwierzêcych odczuciach, ustrojach problem siê nie pojawia. Prawem jest wola silniejszego. Jednak ju¿ Rzymianie gadali, ¿e prawo ma byæ w miarê równe dla wszystkich, a wspó³czesna demokracja uczyni³a z tego ustrojowy fundament. Ale ludzie idealni nie s± i swoje przywary maj±. Niewielu potrafi³oby, jak burmistrz Lynch, skazaæ i powiesiæ osobi¶cie w³asnego syna. Podejrzewam zreszt±, ¿e by³by on odebrany dzi¶ jako niebezpieczny „oszo³om”, bli¿szy Pawce Morozowowi ni¿ wspó³czesnemu obywatelowi pañstwa prawa. A taki powinien byæ idealny decydent.

No to ilu ich mamy? A decyzje podejmowaæ kto¶ musi, bo na teraz nie ma jeszcze odpowiednio dobrych do tego celu automatów.

Urzêdnik zamiast w³adcy

Wspomniane wy¿ej problemy nie s± w podejmowaniu decyzji ani jedyne, ani nawet najwa¿niejsze. W du¿ych grupach egoistycznie nastawionych jednostek, np. narodach, nie s± one rozwi±zywalne. Ludzie o takich sprawach my¶leæ nie lubi± i najchêtniej mieliby jednego idealnego wodza, który prawo sprawiedliwe (nikt nie wie, co to znaczy, ale prawi o tym co drugi) ustanowi i dla dobra poddanych egzekwowaæ bêdzie. K³opoty z demokracj± polegaj± jednak na tym w³a¶nie, ¿e wymaga ona od obywatela aktywno¶ci, o któr±, szczególnie w sytych spo³eczeñstwach Zachodu, trudno. Ludziom po prostu nie chce siê kontrolowaæ w³adzy, a ta ostatnia nie sk³ada siê z samych anio³ów i kontroli nie lubi, wiêc do niej nie zachêca. Wymy¶la za to rozmaite immunitety i chowa siê za nadêtymi a pustymi sloganami, maj±cymi „przykryæ” nieprzyjemne dla ka¿dej w³adzy wyniki podobne do wspomnianych twierdzeñ Goedla czy Arrowa.

Czy dok³adnie tak samo powinno byæ w ma³ych grupach? Np. w ¶rodowisku naukowców? Przecie¿ naukowcy ró¿ni± siê od reszty spo³eczeñstwa w³a¶nie zami³owaniem do my¶lenia. To tu demokracja winna pokazywaæ swoj± skuteczno¶æ. Zamiast w³adców wybieraæ by mo¿na organizuj±cych naukowe ¿ycie urzêdników kontrolowanych przez ka¿dego cz³onka tej ma³ej w istocie spo³eczno¶ci poprzez odnoszenie ich decyzji do jakiego¶ powszechnie dostêpnego zbioru przepisów. Aby siê to uda³o, ów zbiór przepisów winien byæ ³atwo przetwarzalny, a potrzebne dane ca³kowicie jawne i ogólnodostêpne. Pierwszy postulat mo¿e siê wydawaæ trudny do spe³nienia, ale jest to wymaganie stawiane ka¿demu prawu. A przecie¿ naukowcy pos³uguj± siê logik± o parê klas lepiej ni¿ nawet przeciêtny prawnik, o urzêdniku gminnym nie wspominaj±c. Drugi spe³niæ mo¿na jednym zarz±dzeniem ministra.

Zmiana pe³nionej roli w³adcy w funkcjê zwyk³ego urzêdnika poci±ga³aby, oczywi¶cie, wiele zmian „presti¿owych”: urzêdnicy nie paraduj± w togach, nie u¿ywaj± dumnie (?) brzmi±cych tytu³ów ani nie nadaj± sobie tytu³ów honorowych. Ale przecie¿ istot± bycia uczonym jest pasja poznawcza, która – podobnie jak umi³owanie sztuki („Du holde Kunst in wieviel grauen Stunden”) – takie drobiazgi lekce sobie wa¿y. Wiêkszo¶æ znanych mi kodeksów etycznych ludzi nauki tak w³a¶nie to stawia. Niektóre id± nawet dalej i sugeruj± relacje typu „starszy (m³odszy) kolega”. Nie ma wiêc ¿adnych powodów, by nie wprowadzaæ id±cych w takim w³a¶nie kierunku zmian. A by³y one proponowane od wielu lat. Równie¿ przez znane postaci naszej nauki, np. prof. Józefa Kalisza z WAT.

Dobrych narzêdzi oceny nie ma

Pamiêtam, jak na organizowanych w latach 90. spotkaniach w Zamku Królewskim w Warszawie prof. Galar podawa³ procentowy udzia³ szeroko rozumianych instytucji naukowych USA w tworzeniu wynalazków. Wiedzia³em, ¿e by³o tego niewiele, ale nie wiedzia³em, ¿e tak dramatycznie ma³o. Nie wiem, jak wygl±da sprawa z odkryciami naukowymi, ale wiem, ¿e wiêkszo¶æ tych „prze³omowych”, zmieniaj±cych jaki¶ paradygmat, ³±czona jest nie z nazwami o¶rodków naukowych, ale z konkretnymi lud¼mi. Prof. Pacholski, by³y rektor Uniwersytetu Wroc³awskiego, wielokrotnie stwierdza³, ¿e nie widzi korelacji miêdzy poziomem dydaktyki, a stopniem naukowym wyk³adowców, a w wywiadzie dla „Polityki” (z 30.09.2008) poda³ przyk³ad znakomitego informatyka (Robin Milner), który nie jest nawet doktorem.

Nie wiem, jak to siê dzieje, ¿e wielkie teorie (np. wzglêdno¶ci czy kwantów) powstawa³y w czasie, gdy zarówno ogólna liczba publikacji, jak i publikacji na uczon± g³owê, by³a wielokrotnie ni¿sza ni¿ dzi¶. Wysokie wska¼niki (np. indeks Hirscha) ówczesnych geniuszy bior± siê z wielokrotnego cytowania ich kilku prac. W wielu przypadkach cytowanych w³a¶nie dla podniesienia warto¶ci artyku³u (np. odwo³anie do „¼ród³a” zamiast lub obok pó¼niejszych, bywa, ¿e lepszych, opracowañ). Nie wiem, jaki procent prac naukowych pocz±tku ubieg³ego wieku rzeczywi¶cie co¶ do nauki wnosi³, ale podejrzewam, ¿e by³o to wiêcej ni¿ dzi¶. I to siê raczej nie powiêksza. Na pewno powiêksza siê ogólna liczba takich prac i pewnie równie¿ ich liczebno¶æ na naukowca. Grupa naukowców utytu³owanych i uhonorowanych rozmaitymi nagrodami te¿ ro¶nie. Prze³o¿enia na odkrycia prze³omowe raczej nie widaæ.

U nas czêsto powiada siê, ¿e nasze wyniki naukowe maj± siê nijak do tytularnej potêgi, jak± Polska jest. Nie jestem do koñca przekonany, czy samo zniesienie habilitacji (to w tym kontek¶cie tak siê mówi) wiele by zmieni³o. To tylko fragment wiêkszej ca³o¶ci – przekonañ, ¿e jasne i proste systemy zarz±dzenia sprawdzaj± siê wszêdzie równie dobrze jak w armii.

Byæ mo¿e jednak nie o to tu chodzi. Mo¿e zbli¿amy siê do kresu nauki? Je¶li jednak tak nie jest, to mo¿e warto zapytaæ o u¿yteczno¶æ stosowanych kryteriów oceny ludzi i sprawno¶ci systemu. Wygl±da na to, ¿e nie sprawdzi³o siê ¿adne. Czy nie jest tak, ¿e im bardziej do doskona³o¶ci d±¿ymy, tym wiêksze pope³niamy b³êdy? Mo¿e warto pamiêtaæ o Goedlu czy Arrowie, a zapomnieæ Kandyda? Wróciæ do Platona i postawiæ na zabawê w naukê zamiast na ciê¿kie zdobywanie naukowego chleba w ostrej konkurencji. I kupowaæ naukowcom zabawki – parki nauki i technologii – zamiast zaspokajaæ wygórowane czêsto ambicje finansowe i „presti¿owe”.

Rozumiem, oczywi¶cie, ¿e dzi¶ nie da siê finansowaæ nauki ³ask± ludzi majêtnych, ¿e jaki¶ system dziel±cy przeznaczon± na naukê forsê byæ musi. Nie jestem jednak pewien, czy musi on byæ tak jak dzi¶ precyzyjny i uznaniowy jednocze¶nie. Ka¿dy system „twardych” kryteriów czy bod¼ców administracyjnych zaowocuje reakcjami przystosowawczymi ludzi bardziej przedsiêbiorczych ni¿ zainteresowanych nauk±. I zawsze trafi siê jaki¶ dowcipni¶, który wpakuje naukowych decydentów w sytuacjê opisanej wy¿ej kelnerki. PRL−owscy decydenci mogli wiele zwaliæ na Wielkiego Brata ze Wschodu. Dzi¶ kandydatów na Wielkiego Brata nie widaæ. Czy w ogóle warto ich szukaæ? Dr Waldemar Korczyñski, matematyk, emerytowany pracownik Politechniki ¦wiêtokrzyskiej w Kielcach.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje