Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Nauka holenderska

Henryk Hollender

Odbywa siê posiedzenie rady wydzia³u czy senatu, wstaje osoba zas³u¿ona dla uczelni. Zgoda – mówi – ¿e publikacje i punktacje, ¿e listy i parametry. Ale nie traæmy, wysoki senacie, z oczu tego, o co tu chodzi naprawdê. Naprawdê tu nie chodzi o punkty, tu chodzi o jako¶æ!

Ciê¿ko bêdzie z t± reform±, zaciek³y bêdzie opór. Nauka polska (i szkolnictwo wy¿sze, z którego niemal w ca³o¶ci zbudowane s± jej ramy organizacyjne) ma byæ oto reformowana tak, jakby wszystkim najbardziej zale¿a³o na nauce. Ale nie zale¿y. ¯adna restrukturyzacja nie dotknie zatem istoty rzeczy. Nauka jest pewn± form± spo³ecznego bytowania, w której ludzie ³±cz± siê i dziel±, grupuj± i alienuj±, zajmuj± miejsca w hierarchiach lub przystêpuj± do ich demonta¿u. Zarabiaj± pieni±dze. Doznaj± satysfakcji i rozczarowania. Ten jest tego, tamta nale¿y do tamtych. On mi zrobi³ kuku, i ja mu tak¿e zrobiê. Nasza katedra, nasz zak³ad, nasza pracownia w zak³adzie, nasz zespó³ w pracowni, nasz cz³owiek w zespole, nasz koniaczek w cz³owieku. Nasza biblioteka literatury dolno³u¿yckiej, niech sobie górno³u¿ycka radzi sama. Nasze województwo z nasz± uczelni± flagow± wojewódzk±. Tworzenie tych tam s±dów poznawczych ogólnych, ewaluacji czy wdro¿eñ, czy jakkolwiek by¶my definiowali twórczo¶æ pracownika naukowego, jest na pewno pracoch³onnym, czasem i poka¼nym, ale jednak – ubocznym efektem ca³ej tej krz±taniny.

Reforma dotknie zatem punktów, a tu chodzi o jako¶æ. Kulturow±. Powiedzcie panom szlachcie, zgromadzonym na jakim¶ sejmiku w Rawie Ruskiej, circa 1740, ¿e herby zostaj± zniesione, a odzew bêdzie taki, jakby¶cie im zagrozili likwidacj± habilitacji. Przy czym nie ma tu z³ej woli ani jakiej¶ szczególnej niewiedzy, wszyscy zdaj± sobie sprawê, ¿e ten rytua³ inicjacyjny utrzyma³ siê za d³ugo, wiêc na zmiany bêdzie jakie¶ tam w koñcu przyzwolenie, ale na ruszenie nazwy – nie. A jak bêdzie przyzwolenie, to mo¿e jednak uda siê przy okazji zezwoliæ na tworzenie od podstaw programów studiów (zamiast brniêcia w „standardy kszta³cenia”)? Mo¿e uruchomi siê mechanizm akredytowania programów edukacyjnych przez stowarzyszenia zawodowe? Mo¿e nawet uczelnie ud¼wign± organizacyjnie zindywidualizowany tok nauczania i nie wykorzystaj± go do dalszego obni¿ania poziomu?

Ta nauka polska to w ogóle nie jest a¿ tak smutna historia, bo tu nie ma w³a¶ciwie ¿adnych czarnych charakterów, tu si³y ¶wiat³a nie ¶cieraj± siê z si³ami ciemno¶ci. Cyniczny Andrzej F., nieaktywny naukowo, pozwalaj±cy ¶ci±gaæ i dobrze zarabiaj±cy, przedstawiany nam przez Klausa Bachmanna (Szko³y wy¿sze w oparach absurdu, „Gazeta Wyborcza”, 20 pa¼dziernika), to tylko typ idealny, personifikacja Systemu. W ramach systemu jest jednak pe³ne spektrum. Na przyk³ad trzydziestoletni doktor z umiejêtno¶ci± wygrywania grantów i publikowania w presti¿owych czasopismach, czarna reakcja jako pedagog. Nie do ruszenia. Albo marazmatyk z piêknym solidarno¶ciowym rodowodem. Albo profesor o wielkiej przenikliwo¶ci, zmy¶le krytycznym i niewyparzonym jêzyku, okropnie konserwatywny i otoczony skrajnie konformistyczn± m³odzie¿± z kolczykami w nosie. Albo wielkie nazwisko, czêsty go¶æ amerykañskich uniwersytetów, który w ogóle nie przyjrza³ siê, jak te¿ one funkcjonuj±, i nie jest sk³onny rozmawiaæ o tym tutaj w kraju. Albo Pani z Dziekanatu – prawdziwa szefowa wydzia³u, podaj±ca wyk³adnie przepisów na miarê w³asnego ptasiego mó¿d¿ku („zal. to jest trójka, proszê pañstwa, zaliczenie wyk³adu te¿ na trójkê”), a dziekan tylko wzdycha z ulg±, ¿e kto¶ zdejmuje z niego to, z czym polskie uczelnie radz± sobie najgorzej, czyli organizacjê toku studiów. ¯adnej tu polaryzacji – za i przeciw reformie, a zatem ¿adnej krystalizacji stanowisk i ucierania kompromisu.

Dlatego czytaj±c z szacunkiem i zrozumieniem krytykê Bachmanna, z jak± wyst±pi³ Karol Modzelewski (Szko³y wy¿sze w oparach kampanii, „Gazeta Wyborcza”, 5 listopada), trudno go poprzeæ jako reformatora. Zniechêca on na przyk³ad do publikowania po angielsku prac podlegaj±cych ocenie, tak jakby Bachman zniechêca³ do publikowania po polsku czy niemiecku prac, których w tym jêzyku za¿±da rynek albo które wynikn± z misji humanisty (polegaj±cej na „komunikacji z wykszta³con± publiczno¶ci± spoza grona kolegów badaczy”). Temat jest trochê delikatny, bo w dwadzie¶cia lat po upadku Muru nadal nie mamy armat, w zwi±zku z czym pojawiaj± siê (np. na konferencji Otwarto¶æ w nauce – Open Access i inne modele, 15 pa¼dziernika w siedzibie PAN) propozycje a¿ nadto chytreñkie, na przyk³ad takie, ¿eby to rz±d nam t³umaczy³ na angielski albo ¿eby publikowa³ po angielsku surogaty i wyci±gi (których i tak nikt nie bêdzie nastêpnie indeksowa³ i prace nie wejd± do obiegu). Modzelewski ma racjê, kiedy siê obawia, ¿e to bêdzie inna humanistyka, je¶li z „kolegami badaczami” bêdziemy siê komunikowali we wspólnym jêzyku nauki. Ale ju¿ kiedy¶ to przerabiano i to nie tylko za pomoc± ³aciny. Pewnie, ¿e inaczej pisa³ w koñcu XVIII w., np. o S³owianach, po ³acinie i po niemiecku samotny cieszyñski polihistor Leopold Szersznik, ni¿ gdyby pisa³ po polsku czy czesku. Trochê inaczej. Trochê inaczej pisze dzi¶ o holenderskich bibliopolach, drukarzach czy bibliotekach holenderski ksiêgoznawca, ni¿ gdyby pisa³ po holendersku. Ale pisze du¿o i ciekawie, sam pisze, nie t³umaczy, bywa na rozlicznych konferencjach, jest z tego przyrost wiedzy. Jego polski kolega – no, jednak w tym nie uczestniczy. Nauka holenderska? Vergeet het maar!

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje