– Dawniej w Rumunii nie chowano m³ynarzy na cmentarzach, tylko poza murami, bo nie by³o pewno¶ci, czy s± oni z tego ¶wiata i mog± dost±piæ normalnego pogrzebu – od takiej anegdoty prof. ¦wiêch z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagielloñskiego rozpoczyna nasz± rozmowê.
Lepszego przewodnika po tym ¶wiecie znale¼æ nie sposób. Zajmuje siê wiatrakami ju¿ ponad 30 lat. Chocia¿ to nie jest w³a¶ciwe okre¶lenie, bo zajmowaæ siê mo¿na jakim¶ przedmiotem, a wiatraki, czyli fachowo m³yny wietrzne, to przecie¿ ¿ywe istoty. On je wiêc poznaje. Nie tylko historiê, mechanizmy, konstrukcjê czy technologiê produkcji. Znacznie bardziej ekscytuj±ce okaza³y siê badania sonda¿owe, które opiera³y siê na rozmowach z samymi m³ynarzami. G³ównie z Kujaw i Wielkopolski, bo w tych regionach sta³o najwiêcej wiatraków. Wszêdzie tam, gdzie s³abo rozwiniêta sieæ rzeczna uniemo¿liwia³a spiêtrzenie wody, zamiast m³ynów wodnych stawiano wietrzne. Stosunkowo du¿o by³o ich te¿ w pó³nocno−wschodniej Polsce, w okolicach Bia³egostoku.
By³ czas, choæby miêdzy wojnami ¶wiatowymi, kiedy w ca³ym kraju doliczono siê 22 tys. wiatraków. Dzi¶ jest ich nie wiêcej ni¿ 300, w wiêkszo¶ci w stanie kompletnej ruiny. Ich w³a¶ciciele, czuj±c ¿e wiatraki odchodz± powoli w zapomnienie, uznali prof. ¦wiêcha za godnego depozytariusza swej wiedzy. Na temat budowy, eksploatacji, ale te¿ i pewnych rytua³ów, zachowañ, prze¿yæ. Ta sfera jest najczê¶ciej pomijana w badaniach naukowych. Jak siê okaza³o, ca³kiem nies³usznie. Wprawdzie to cie¶la powo³ywa³ wiatrak do ¿ycia, ale m³ynarz nadawa³ mu charakter. Jak? Tego w³a¶nie nie da siê nauczyæ z ksi±¿ek. Trzeba by³o praktykowaæ. Krakowski etnograf, ¿eby poznaæ ca³y m³ynarski folklor, je¼dzi³ w teren, rozmawia³, przypatrywa³ siê, czasem nawet pomaga³ w pracy.
– Dosz³o do tego, ¿e jeden z m³ynarzy, u których terminowa³em, chcia³ mnie usynowiæ. Jego potomek nie by³ zainteresowany dziedziczeniem wiatraka, wiêc zwróci³ siê do mnie, bo widzia³, ¿e po¶wiêcam temu sporo czasu, a nade wszystko pasjonujê siê tym – wspomina.
Po pewnym czasie sta³ siê dla m³ynarzy na tyle wiarygodny, ¿e zaczêli powierzaæ mu tajemnice swojego zawodu. Ten hermetyczny na pocz±tku ¶wiat zacz±³ siê przed nim otwieraæ.
Pogorzañskie wiatraki by³y niewielkie i obs³ugiwa³y najczê¶ciej jedn± lub kilka zagród. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku
Ba, nie tylko duszê! W najczê¶ciej dwukondygnacyjnym wiatraku mo¿na by³o dojrzeæ zarys ludzkiego cia³a. Funkcjê krêgos³upa spe³nia³a masywna, pionowa belka, utrzymuj±ca ca³± konstrukcjê i pozwalaj±ca obracaæ bry³ê o 360 stopni. Palce, czyli tryby w kole m³yñskim, s³u¿y³y uruchomieniu kamieni miel±cych ziarno. Ramionami by³y ¶migi. Jako podobny cz³owiekowi, nie móg³ byæ budowany, by³ powo³ywany do ¿ycia. Trwa³o to rok, ale drewno ¶cinano ju¿ 2−3 lata wcze¶niej. I ju¿ wtedy gospodarz wybiera³ odpowiednie miejsce, zwykle na jakim¶ wzniesieniu. Musia³o byæ wietrzne, bo w sezonie nie mo¿na by³o sobie pozwoliæ choæby na dzieñ postoju. Wysok± efektywno¶æ zapewnia³ ju¿ wiatr wiej±cy z minimaln± prêdko¶ci± 5 metrów na sekundê oko³o 250 dni w roku. Wówczas udawa³o siê przemleæ na m±kê, ¶rutê b±d¼ kaszê nawet 200 ton zbo¿a. Mielono zreszt± równie¿ gorczycê, cukier, kakao czy gips.
Najwa¿niejszym momentem by³o budzenie do ¿ycia. Do wiatraka wchodzi³ cie¶la z m³ynarzem i pokazywa³ mu, jak dzia³aj± poszczególne mechanizmy. Ta inicjacja koñczy³a siê po¶wiêceniem i nadaniem imienia. Mog³o byæ pospolite, jak Janek, Zbyszek czy Wojtek, ale te¿ i niebanalne, wskazuj±ce na usposobienie – Skrzypu¶, Mruczek, Grajek. Wiatrak bowiem skrzypia³, mrucza³, gra³ i by³a to prawdziwa symfonia d¼wiêków.
– Kiedy pierwszy raz wchodzi siê do wiatraka, gdy ten pracuje na pe³nych obrotach, to w pierwszym odruchu cz³owiek chce uciekaæ. Te¿ tak mia³em, bo kakofonia d¼wiêków, potêgowana w dodatku ka¿dym podmuchem wiatru, który niemal ko³ysze budynkiem, robi± wra¿enie – opisuje prof. ¦wiêch.
Wiatraki najczê¶ciej sytuowano w pewnym oddaleniu od zabudowañ wiejskich. Ko¼lak i paltrak, Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku
– S³u¿by sanitarne, nie rozumiej±c tego, zakazywa³y umieszczania ³ó¿ka w miejscu pracy. Pamiêtam taki przypadek, kiedy skierowano nawet sprawê do s±du, bo gospodarz nie chcia³ zastosowaæ siê do tych poleceñ. On musia³ ca³y czas s³uchaæ swojego wiatraka, nie dopuszcza³ my¶li o spaniu poza nim. Odsiedzia³ 10 dni aresztu, choæ móg³ te¿ zap³aciæ grzywnê. Syn tego m³ynarza opowiada³ mi pó¼niej, ¿e na zap³acenie kary by³o ich wprawdzie staæ, ale by³oby to jak 30 srebrników. Ojciec nie chcia³ zdradziæ swojego przyjaciela, walczy³ o etos zawodu. W koñcu oszuka³ komisjê i podci±gn±³ pryczê pod sufit, tak ¿e w dzieñ wygl±da³a z do³u jak skrzynia do sortowania ziarna i nikt nie móg³ siê zorientowaæ. A w nocy opuszcza³ j± i spa³ w swoim wiatraku – opowiada prof. ¦wiêch.
Ka¿dy kolejny dzieñ pracy rozpoczynany by³ od modlitwy. Z regu³y krótkiej, z pro¶b± o wiatr, o to ¿eby wszystko gra³o. Jeden z gospodarzy pocz±tkowo za nic w ¶wiecie nie chcia³ zdradziæ krakowskiemu badaczowi s³ów swojej modlitwy. Zaproszono go, ¿eby przyjecha³ zobaczyæ swój wiatrak, przeniesiony z rodzinnych Zadusznik do Kujawsko−Dobrzyñskiego Parku Etnograficznego w K³óbce. Chodzi³ ko³o niego, dogl±da³, czy wszystko jest jak nale¿y.
– Zapyta³em w koñcu, czy mo¿na ju¿ uruchomiæ wiatrak. Powiedzia³, ¿e jeszcze chwilkê i… zacz±³ siê g³o¶no modliæ. Tak dla mnie, jak i dla niego by³o to niesamowite, niemal mistyczne prze¿ycie. Tym trudniejsze dla m³ynarza, ¿e mia³ zobaczyæ swój wiatrak uruchamiany z dala od miejsca, gdzie sta³ przez lata. Po modlitwie zwróci³ siê do niego: „Skrzypu¶, poszed³e¶ w dobre rêce”, po czym da³ mi znaæ, zwolni³em stawid³a, czyli hamulce i wiatrak ruszy³ – ze wzruszeniem wspomina prof. ¦wiêch.
Chrztem ka¿dego wiatraka by³ pierwszy przemia³ ziarna. Powsta³a wtedy m±ka nie by³a jednak u¿ywana. Tradycj± sta³o siê rozsypywanie jej na tak zwanym m³ynisku. By³ to teren wokó³ wiatraka o ¶rednicy oko³o 12 metrów. Ten zwyczaj przypomina³ dawne zakopywanie ³o¿yska po porodzie nieopodal cha³upy. Rozsypywanie m±ki – owocu wydanego przez m³yn – mia³o to samo znaczenie – aby zabezpieczyæ m³ynarza i ca³± rodzinê przed z³ymi mocami. ¯ona m³ynarza, kiedy ten wychodzi³ do pracy, wrzuca³a z kolei star± miot³ê do pal±cego siê pod kominem ognia. Miot³a – atrybut czarownicy – mia³a sprowadziæ na okolicê wiatr, niezbêdny do poruszania skrzyde³.
– Ten ¶wiat irracjonalny stanowi³ doskona³± równowagê psychiczn±, tak± odskoczniê od racjonalnej a¿ do bólu rzeczywisto¶ci, przepe³nionej wiedz±, ogromnym do¶wiadczeniem – t³umaczy prof. ¦wiêch.
W trakcie swoich badañ, obserwuj±c z bliska m³ynarskie ¿ycie, zauwa¿y³, ¿e wewn±trz m³yna nigdy nie by³o ani chwili ciszy. Mimo ¿e m³ynarze najczê¶ciej pracowali sami. Ale oni rozmawiali… z wiatrakiem. „No, co potrzebujesz jeszcze?” – pytali. „Jak ci pomóc?” – zastanawiali siê, gdy robota nie sz³a, ciê¿ko chodzi³y kamienie. A wiatrak odpowiada³ jak tylko umia³ – d¼wiêkami. Gdy ju¿ uda³o siê zdiagnozowaæ usterkê, rozmowa trwa³a dalej: „I co, ju¿ ci lepiej?”. Takie by³y ich wspólne dialogi. Nawet, gdy dochodzi³o do przestoju w pracy z powodu awarii, m³ynarz nigdy jednak nie denerwowa³ siê na wiatrak. To by³a specyficzna wiê¼ ³±cz±ca dwóch przyjació³.
– Na dobr± sprawê nie powinno nas to dziwiæ, bo przecie¿ i dzi¶ w ten sposób postêpujemy, np. z samochodami. Dopieszczamy je, dbamy o nie, rozmawiamy z nimi w trakcie jazdy, a nawet, co nie jest rzadko¶ci±, nadajemy im imiona. Ale tu by³o co¶ g³êbszego. To by³ ¶wiat naprawdê intymnych kontaktów.
Do tego stopnia, ¿e gdy m³ynarz umiera³, trumna musia³a najpierw podjechaæ pod wiatrak, którego skrzyd³a ustawiano wówczas na znak krzy¿a. Zdarza³o siê te¿, ¿e to wiatrak – spalony, zburzony czy przewrócony – koñczy³ swój ¿ywot jako pierwszy. Nigdy w tym miejscu gospodarz nie stawia³ nowego. To by³ wyraz szacunku dla cz³onka rodziny, i to najwa¿niejszego, bo daj±cego utrzymanie. M³ynarska familia z regu³y nale¿a³a do zamo¿nych, a sam m³ynarz w hierarchii spo³ecznej by³ zaraz za wójtem i plebanem. Zreszt±, ca³a wie¶, w której sta³ wiatrak, by³a wyró¿niona.
– O wdziêczno¶ci gospodarz nigdy nie zapomina³. W Wigiliê wchodzi³ do wiatraka i dzieli³ siê z nim symbolicznie op³atkiem, wrzucaj±c go miêdzy kamienie m³yñskie.
Na co dzieñ, aby me³³y one ziarno z tak± sam± prêdko¶ci± obrotow±, stosowano albo wewnêtrzne regulatory nastawu kamieni, albo odpowiednie zapierzenie. To nic innego jak sosnowe deseczki, tzw. pióra, którymi wype³niano powierzchniê ¶mig. Ich liczbê zmieniano, aby utrzymaæ optymaln± szybko¶æ obrotow± wa³u przy zmiennym wietrze. Zapierzano ¶rednio 1/3 powierzchni skrzyde³, a je¶li wiatr by³ za ma³y, wówczas dok³adano deseczki. Wa¿ne by³o, aby uruchamiane przez wiatr ¶migi pracowa³y jednostajnym tempem. Zbyt szybkie obroty mog³y bowiem spowodowaæ przegrzewanie ¿aren. Skrzyd³a napêdza³y ko³o paleczne, które z kolei wprawia³o w ruch kamienie m³yñskie. Ko³o mia³o cztery metry ¶rednicy, a na jego obwodzie znajdowa³o siê ponad 150 „palców”, zazêbiaj±cych siê z mniejszym ko³em, tzw. cewi±. Aby wykonaæ taki mechanizm trzeba by³o niezwyk³ej precyzji. Wystarczy³o przesuniêcie o kilka milimetrów, aby „palec” zosta³ wy³amany i wiatrak przesta³ pracowaæ. Dominuj±ce w polskim krajobrazie ko¼laki wszystkie elementy wyposa¿enia mia³y drewniane. Nie do¶æ tego, obraca³y siê jeszcze wokó³ w³asnej osi. Podobnie jak paltraki, które ró¿ni³o umieszczenie drewnianego korpusu na metalowych rolkach, tocz±cych siê po szynach. Z kolei wiatraki holenderskie, równie¿ w Polsce wystêpuj±ce, mia³y murowan± podstawê i obrotowy dach, na którym krêci³y siê ¶migi.
– Wojna obesz³a siê z nimi okrutnie, ale jeszcze bardziej niszczone by³y po wojnie – przez pañstwowy monopol, który obawia³ siê braku kontroli nad przemia³em. Te, które zosta³y, zakwalifikowano do najni¿szej, IV klasy zabytków, a wiêc nale¿y je jedynie dokumentowaæ. A przecie¿ jest ich mniej ni¿ obiektów gotyckich w Polsce. Có¿, walce z wiatrakami nadano zupe³nie inne znaczenie – z przek±sem podkre¶la prof. Jan ¦wiêch.
Stawiane dzi¶ wiatraki turbinowe nie maj± ju¿ tego uroku, co stare, sêdziwe ko¼laki. Ale mo¿e i one kiedy¶ napisz± swoj± historiê. Wtedy badania terenowe bêd± przeprowadzane nie w m³ynach, ale na farmach wietrznych.