Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Z³odziej mimo woli

Piotr Müldner-Nieckowski

Podjecha³em pod sklep w Pruszkowie, wy³±czy³em silnik i ju¿ mia³em wysiadaæ, kiedy do mojego samochodu podesz³o trzech m³odych silnych ludzi, pod ka¿dym wzglêdem przewy¿szaj±cych mnie o g³owê. Jeden z nich schyli³ siê i pewnym ruchem wyrwa³ tablicê rejestracyjn± z przedniego zderzaka. Spojrza³ na mnie przez szybê, bezczelnie siê u¶miechn±³ i zrobi³ gest, który mia³ za¶wiadczaæ, ¿e jestem idiot±. Potem wrzuci³ moj± tablicê do plastykowej torby, w której by³o wiêcej takich egzemplarzy. W podobnych wypadkach dzia³am raczej spokojnie i metodycznie, wiêc wyj±³em telefon, uruchomi³em w nim aparat fotograficzny i próbowa³em zrobiæ ³obuzom zdjêcie. Ale zauwa¿yli, co robiê, zas³onili szybê i udaremnili fotografowanie, by biegiem, jak mawia policja, oddaliæ siê z miejsca zdarzenia.

W urzêdzie miejskim dowiedzia³em siê, ¿e now± tablicê dostanê, ale pod warunkiem, ¿e przedstawiê dowód kradzie¿y, ten jednak mog³em uzyskaæ tylko na policji. Zrobi³em wiêc jak ¿yw± tymczasow± tablicê z tektury i pojecha³em na policjê. Zosta³em przyjêty przez pana w stopniu bli¿szym szeregowego ni¿ aspiranta (po ludzku: sier¿anta) i rozpoczê³o siê przygotowanie do przes³uchania.

Pierwsze pó³ godziny zajê³o wpisywanie moich danych, a szczególnie dwóch kropek w nazwisku, dziwacznie u³o¿onych w poziomie, a nie – jak powinno byæ – w pionie, oraz równie poziomej kreski miêdzy cz³onami nazwiska. Lepiej posz³o z adresem i numerami, które Ojczyzna przypisa³a kolejno samochodowi i nastêpnie mojej osobie, wreszcie pan policjant przyst±pi³ do wykonywania czynno¶ci.

Pytania zadawa³ metodycznie wed³ug procedury. Czytelnikowi wyja¶niam, ¿e chodzi³o o to, ¿e zg³osi³em kradzie¿ (w bia³y dzieñ) tablicy rejestracyjnej, a okre¶li³em j± jako „brutalne wyrwanie ze zderzaka mojego auta”. Policjantowi jednak zale¿a³o na czym innym, mianowicie na wyja¶nieniu, czy i w jakim stopniu jestem spokrewniony z rzekomymi sprawcami, a je¶li nie spokrewniony, to skumplowany lub w inny sposób powi±zany. Pada³y pytania, czy ci ludzie „bynajmniej chodzili ze mn± do szko³y”, albo czy s± moimi s±siadami, z którymi móg³bym „piæ lub w inny sposób siê stykaæ prywatnie”. Kiedy zapyta³em, co znaczy „w inny sposób”, pad³a odpowied¼ „na przyk³ad w ko¶ciele”.

Poniewa¿ nic siê nie zgadza³o, gdy¿ nie by³em ani kuzynem, ani tym bardziej s±siadem rzekomych bandytów, policjant przeszed³ do punktu drugiego i przyst±pi³ do wykonywania czynno¶ci zadawania bardziej dociekliwych pytañ w sprawie. Punkt drugi procedury zak³ada³ ustalenie, ¿e jestem osobi¶cie zainteresowany kradzie¿± tablicy mojego samochodu, to znaczy, czy sam j± sobie ukrad³em, a bandytów wymy¶li³em, bo ludzie – jak mi obja¶ni³ przes³uchuj±cy – naogl±dali siê telewizji i zmy¶laj± na poczekaniu. Odpar³em, ¿e je¶li ju¿, to raczej siê naczyta³em. Rzeczywi¶cie. W³a¶nie wtedy przysz³a mi na my¶l s³ynna opowie¶æ kryminalna Friedricha Dürrenmatta Obietnica, w której zabawa w s±d przeradza siê w ¶miertelny dramat, bo zupe³nie niewinny bohater zaczyna wierzyæ, ¿e jest zbrodniarzem i pope³nia samobójstwo.

I to by³ b³±d, mój przera¿ony wzrok widocznie zab³±dzi³ na sufit, skoro policjant ostro zwróci³ uwagê, ¿ebym patrzy³ na niego. Zrozumia³em, ¿e od tej chwili jestem wiêcej ni¿ podejrzany. Pytania metodycznie krêci³y siê wokó³ faktu, ¿e przyjecha³em na zakupy i nie wysiad³em z samochodu od razu, tylko nie wiedzieæ czemu siedzia³em za kierownic±. Poniewa¿ zdaniem przes³uchuj±cego nikt normalny tak nie robi, bez w±tpienia k³ama³em, a ¶ci¶le „poda³em z premedytacj± historiê z rzekomymi przewy¿szaj±cymi mnie bandytami”. Podejrzana by³a szczególnie owa wy¿szo¶æ z³odziei, poniewa¿ je¶li kto¶ wymy¶la historiê, która ma ukryæ jego zbrodniê, dodaje w³a¶nie takie – ¿ywcem wziête z ogl±dania telewizji – opisy. Na przyk³ad (tu posypa³y siê przyk³ady) ludzie opowiadaj±, ¿e bola³a ich noga i jechali do szpitala (z t± nog±), albo ¿e mama jest chora, dziadek umieraj±cy, a szef ma raka, rura w piwnicy pêk³a i dziecko okaza³o siê narkomanem. Tak ludzie kombinuj±, ¿eby unikn±æ konsekwencji swojego kroku.

Ale od czego mam za sob± wy¿sze studia i ca³kiem poka¼n± bibliotekê. W koñcu zrezygnowa³em z nieograniczonego zaufania do policji i zacz±³em my¶leæ. Zapyta³em, o konsekwencje którego mojego kroku chodzi, wobec czego zosta³em pouczony. Dowiedzia³em siê, co ludzie robi± z tablicami. Sprzedaj± je na bazarze. Wywo¿± do Niemiec, Czech lub na S³owacjê. U¿ywaj± do maskowania prawdziwej numeracji samochodu na stacji benzynowej, ¿eby po zatankowaniu bezpiecznie uciec, zostawiaj±c dzia³aj±cej tam kamerze obraz samochodu z numerami z tablicy kradzionej. Dzia³aj± w grupie przestêpczej przy wysy³aniu pozyskanych drog± zaboru samochodów przez zielon± granicê do Rosji.

Przyznajê, ¿e odruchowo ju¿ wyci±ga³em rêkê, aby daæ odciski swoich palców, i martwi³em siê, ¿e wiêzienny fryzjer ostrzy¿e mnie ca³kiem na ³yso.

Tu jestem zmuszony przerwaæ. Dalej mogê opowiadaæ ju¿ tylko komisji sejmowej. O ile zostanê wezwany.

e-mail: piotr@muldner.pl
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje