Znów redaktor tak poprawi³ mi tekst, ¿e rêce opadaj±. Mam z tym k³opoty niemal codziennie, bo stale co¶ piszê do prasy. Niektóre poprawki s± szczególnie dotkliwe. Boli mnie, kiedy poprawne „wszem wobec” pewna osoba zmienia na niepoprawne „wszem i wobec”. Dlaczego to robi? Nikt jej nie prosi³, mog³a zapytaæ albo zajrzeæ do s³ownika. Ale nie, ona ma swój jêzyk, nie gêsi. Pierwotna, królewska forma tego wyra¿enia brzmia³a „Wszem wobec i ka¿demu z osobna, komu to wiedzieæ nale¿y...”, ale dzisiejsze media prostacko zostawi³y z niej tylko pocz±tek, a ¿e po takim zabiegu nic nie mie¶ci³o siê w rozumie, wstawi³y „i” miêdzy „wszem” a „wobec”, ¿eby przynajmniej lepiej siê wymawia³o.
Podobnie mia³em, w innej redakcji, z „jêzyczkiem u wagi”, który zosta³ zmieniony na „jêzyczek uwagi”. Do nazw miesiêcy dopisano s³owo „miesi±c” i w druku by³o ju¿ elegancko a oficjalnie: „w miesi±cu maju”, „miesi±c pa¼dziernik”, „od miesi±ca lutego”.
Dokuczliwe s± rozstrzygniêcia interpunkcyjne typu „mimo, ¿e” i „pod warunkiem, ¿e”, tym bardziej ¿e w dwóch kolejnych korektach z uporem zmienia³em lokalizacjê przecinka i wstawia³em go przed tymi wyra¿eniami. Spójniki z³o¿one s± zwi±zkami frazeologicznymi ci±g³ymi, których sk³adników nie mo¿na niczym rozdzielaæ, nawet przecinkiem. Warto równie¿ wiedzieæ, ¿e niektóre formy kszta³towo identyczne z takimi frazeologizmami, nie zawsze nimi s± (np. „dlatego ¿e” i „dlatego, ¿e”). Rozró¿niania tych sekwencji powinna uczyæ szko³a na poziomie gimnazjum, kiedy dzieci poznaj± sposoby rozumienia tekstu.
Dobry jêzyk jest wypierany przez z³y, staranny przez potoczny, a potoczny przez be³kot z blokowisk. Równia pochy³a. Byle wyra¿aæ siê jak najkrócej i „najbli¿ej ludu”. Skrótowo¶æ wypowiedzi, nie zawsze uzasadniona oszczêdno¶ci± miejsca, siêga dalej. Publicy¶ci mówi± na przyk³ad „osiemdziesiêciolatek” zamiast „mê¿czyzna osiemdziesiêcioletni”, mimo ¿e cz±stka „−latek, −latka” dotychczas odnosi³a siê wy³±cznie do ludzi m³odych i jest bardzo potoczna. Uznano jednak, ¿e czas na zmiany.
Od¿ywaj±, zdawa³oby siê ju¿ wytêpione, kwieciste pleonazmy typu „akwen wodny” (poprawnie „akwen”), „d±¿yæ do osi±gniêcia celu” („d±¿yæ”), „emigrowaæ za granicê” („emigrowaæ”), „eliminowaæ ca³kowicie” („eliminowaæ”), „mimika twarzy” („mimika”), „obcy naje¼d¼ca” („naje¼d¼ca”), „ówczesne czasy” („owe czasy”, „tamte czasy”), „poprawiaæ siê na lepsze” („poprawiaæ siê”), „fakt autentyczny” („fakt”), „stuletnia rocznica” („setna rocznica”), „prawos³awie obrz±dku wschodniego” („prawos³awie”), „samodzielny lider” lub „samotny lider” (najczê¶ciej w wersji „zupe³nie samodzielny lider”, poprawnie „lider”), „sztuczna proteza” („proteza”) „wolny wakat” („wakat”), „zd±¿yæ na czas” („zd±¿yæ”), „zaspa ¶nie¿na” („zaspa”), „zabieg operacyjny” („zabieg” lub „operacja”), „zapamiêtywaæ na pamiêæ” („zapamiêtywaæ”), „z³y na³óg” („na³óg”), „podskoczyæ do góry” („podskoczyæ”), „szpik kostny” („szpik”). To wypisy tylko z prasy oko³o¶wi±tecznej, ale jak¿e s± charakterystyczne dla ca³orocznej produkcji dziennikarskiej.
Frazê „Nie znam ¿adnych nowo¶ci” zmienia siê na „Nie znam jakichkolwiek nowo¶ci”, podczas gdy s³owo „jakikolwiek” znaczy „wszystko jedno który”, a antonimem s³owa „wszystkie” jest „¿adne”. B³±d jest tak powszechny, ¿e musi zastanawiaæ, jak± ma przyczynê. S±dzê, ¿e jest to banalny skutek dodawania siê nieznajomo¶ci antonimii do ubóstwa s³ownikowego. Antonimia ju¿ dawno przesta³a wchodziæ w zakres jêzyka mediów. S³owa „wszystko”, „wszyscy”, „wszystek” w tym jêzyku ani przeciwieñstwa, ani zaprzeczenia nie maj±. „Wszystko to nie obchodzi wszystkich urzêdników ministerstwa”, mówi redaktorka w TVN24, akurat kiedy piszê te s³owa. A powinna by³a powiedzieæ: „Nic urzêdników ministerstwa nie interesuje”. Jednak by³oby to zbyt proste i dlatego niegodne do wypowiadania.
Media myl± s³owa, choæby „autorytatywny” z „autorytarnym”, „hermeneutykê” z „heurystyk±” czy „obro¿ê” z „bransolet±”. Szczególnie ¶mieszy przyk³ad ostatni, który wi±¿e siê z informacjami o pozornych nowo¶ciach w wiêziennictwie i o realnym aresztowaniu Romana Polañskiego. Mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e obro¿a (tu: elektroniczna) zsunê³a siê redaktorom z szyi na nogê.
Czytamy: „Kwas solny mo¿e doprowadziæ do uszkodzenia wzroku – przekonuje lekarz pogotowia”. Wszystko w tym zdaniu jest pod wzglêdem jêzykowym marne, ale najbardziej owo „przekonuje”, zw³aszcza ¿e chodzi o oczywisto¶æ. Umieszczenie tego s³ówka w tek¶cie przekonuje nas, ¿e dziennikarz nie jest do koñca przekonany o szkodliwo¶ci kwasu solnego. I s³usznie, w dzisiejszym ¶wiecie wszystko jest mo¿liwe, doktor móg³ nak³amaæ. Kwas solny to substancja, któr± obecnie trudno kupiæ w sklepach, a wiêc pan redaktor nie móg³ osobi¶cie stwierdziæ prawdziwo¶ci tez lekarza. Wola³ wypowied¼ zrelatywizowaæ, na wszelki wypadek, ¿eby nie byæ pos±dzonym o stronniczo¶æ i brak obiektywizmu – wszak w³a¶nie z tym walczy kodeks etyki dziennikarskiej.