Dobra biblioteka oznacza warto¶ciowe zbiory i skuteczny dostêp. Ca³a reszta albo daje siê wywie¶æ z tego najogólniejszego za³o¿enia, albo stanowi do niego dodatek.
Nasz pierwszy, podstawowy, intuicyjny ogl±d biblioteki polega na stwierdzeniu, czy ma ona „dobre zbiory”. £atwiej zreszt± orzec, ¿e zbiory dobre nie s± – zwyczajowo konstatujemy to, dostrzegaj±c w¶ród dostêpnych w bibliotece materia³ów niewybaczalne luki. Wiemy o istnieniu ksi±¿ki, która jest nam potrzebna, a tej jak na z³o¶æ biblioteka nie posiada. ¯eby natomiast zbiory oceniæ pozytywnie, nie wystarczy dokonaæ w bibliotece kilku korzystnych znalezisk. Trzeba umieæ wyobraziæ sobie grupê u¿ytkowników biblioteki i opisaæ jej potrzeby w kategoriach bibliotecznego stanu posiadania. Stan ten wyra¿a inwentarz i katalog autorsko−tytu³owy, ale tak¿e uk³ad systematyczny, który ujawnia proporcje ilo¶ciowe pomiêdzy poszczególnymi grupami pi¶miennictwa. Mo¿na te¿ wyodrêbniæ w zbiorach grupy formalne.
Ale o ile do piêtnowania biblioteki za braki przystêpujemy niejako z marszu, a znalaz³szy jeden bole¶nie nieobecny tytu³ znajdziemy zapewne i drugi, o tyle pos³u¿enie siê narzêdziem opartym na taksonomii do ca³o¶ciowej oceny zbiorów wymaga metodologicznego zdyscyplinowania i umiejêtno¶ci liczenia. Na ogó³ zatem jej nie podejmujemy. Biblioteka pozostaje nietykalna, dopóki kto¶ nie wska¿e palcem, czego w niej brak. I wtedy zawsze mo¿na argumentowaæ, ¿e te braki to margines. Je¶li za¶ wykazaæ, ¿e wcale nie margines, to pojawia siê argument, ¿e takie zbiory, jaki bud¿et. Bud¿etu za¶, który by umo¿liwi³ nabycie wszystkiego, nie ma ¿adna biblioteka na ¶wiecie. I temat upada.
Gromadzenie zbiorów, nazywane niekiedy budowaniem zasobów czy kolekcji bibliotecznych, jest podstawow± umiejêtno¶ci± bibliotekarza i jednym z piêciu ogniw pracy bibliotecznej. Gromadzenie, przechowywanie, opracowanie, udostêpnianie i informacja o zbiorach to zasadnicze czê¶ci sk³adowe tego rzemios³a, stanowi±ce równocze¶nie odpowiedniki drogi ksi±¿ki w bibliotece i g³ównych specjalno¶ci zawodowych bibliotekarzy. Na temat budowania zbiorów bibliotecznych ukazuje siê w Stanach Zjednoczonych kilkana¶cie ksi±¿ek rocznie.
A w Polsce w katalogu NUKAT wszystkiego figuruje ich czterna¶cie i s± one w³a¶nie amerykañskie, poza dwiema wersjami tej samej, sk±din±d wielce po¿ytecznej pracy Lucjana Biliñskiego na temat selekcji zbiorów – z 2004 i 2007 r. Sprawy selekcji dominuj± tak¿e w wydawanym pod jego redakcj±, aktualizowanym „Vademecum Bibliotekarza”.
Selekcja jest wa¿na, trzeba wszak¿e zapytaæ, co dzieje siê w bibliotece nim selekcja staje siê potrzebna. Nie ma wielu prac, które by³yby temu po¶wiêcone. W±tek pojawia siê w szerszych opracowaniach, ale zwykle w podobnym ujêciu. Autorom chodzi zw³aszcza o rynek – o to, ¿eby bibliotekarz umia³ siê po nim poruszaæ. Jasne, ¿e powinien. Ale co z poruszaniem siê po w³asnym gospodarstwie? Polska Bibliografia Bibliologiczna (1995−) notuje setki artyku³ów odpowiadaj±cych has³u przedmiotowemu „gromadzenie i przechowywanie zbiorów”, ale nie u¶wiadczymy w niej has³a „zasady gromadzenia”. Opisy do¶wiadczeñ, jak tworzono w bibliotekach zasoby o okre¶lonym profilu i strukturze, to zupe³na mniejszo¶æ tych prac. W wiêkszo¶ci tematu dostarcza selekcja, egzemplarz obowi±zkowy, dary i wymiana, skontrum, Narodowy Zasób Biblioteczny, prawo biblioteczne (znów egzemplarz obowi±zkowy, a tak¿e kupowanie ksi±¿ek w drodze przetargów). W±tki potrzebne i znamienne. O tym wszak¿e, jak rozpoznajemy potrzeby swojego ¶rodowiska, jak kojarzymy je z zadaniami ksi±¿nicy, jak – spisawszy swoje mo¿liwo¶ci i stan oferty – zamieniamy je na szczegó³owy plan gromadzenia, bardzo trudno przeczytaæ co¶ instruktywnego. Dwa artyku³y Ewy Grali z lat 90. („Bibliotekarz” 1995 nr 7−8 i „Przegl±d Biblioteczny” 1996 nr 2/3), opisuj±ce proces budowania „sylabusa” do gromadzenia zbiorów w bibliotekach amerykañskich, wydaj± siê zupe³nie zapomniane. Nie doczeka³ siê te¿ cytowania artykulik ni¿ej podpisanego w „Library Acquisitions: Practice and Theory” (1990 nr 3), gdzie utyskiwano nad niedostatkami szkolenia przywarsztatowego – jedynego, przez jakie w ogóle wówczas przechodzili – pracowników oddzia³ów gromadzenia zbiorów w polskich bibliotekach akademickich.
Wiedza o gromadzeniu zbiorów bibliotecznych bynajmniej nie pojawia siê w¶ród „orientacyjnych zagadnieñ do czê¶ci ogólnozawodowej egzaminu” na bibliotekarza dyplomowanego (Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wy¿szego). S± jednak „zadania bibliotekarza we wspó³czesnej bibliotece naukowej”, „ekonomiczne aspekty zarz±dzania bibliotek±”, „udzia³ bibliotek akademickich w tworzeniu krajowych zasobów wiedzy i informacji na potrzeby kszta³c±cego siê spo³eczeñstwa”. Jest egzemplarz obowi±zkowy i nie¶miertelny „ruch wydawniczy”, no i jest niewygas³a nadzieja, ¿e ministerialna komisja potrafi zapytaæ o dobór materia³ów do biblioteki, kiedy pyta o jako¶æ lub efektywno¶æ bibliotek (zw³aszcza w sytuacji, gdy te dwie pokrewne kwestie otrzymuj± dwa odrêbne pytania).
W standardach kszta³cenia na kierunku informacja naukowa i bibliotekoznawstwo w obrêbie studiów I stopnia pojawia siê zarz±dzanie zbiorami bibliotecznymi. Zagadnieniom wydawniczym i ksiêgarskim po¶wiêcony jest ca³y modu³, ale u¿ywane w nim sformu³owania nie s± biblioteczne – tu wyra¼nie nie mamy na my¶li absolwenta dobieraj±cego zbiory do biblioteki, lecz przysz³ego ksiêgarza lub wydawcê. Na studiach II stopnia, w ramach modu³u Kszta³cenie w zakresie etyki w dzia³alno¶ci informacyjnej i bibliotecznej pojawiaj± siê Etyczne aspekty gromadzenia, przetwarzania, opracowywania, przechowywania i udostêpniania informacji: prawo swobodnego i równego dostêpu do informacji; wolno¶æ s³owa; kryteria doboru, oceny i selekcjonowania informacji (zbiorów dokumentów)... Je¶li rzeczywi¶cie mo¿na siê tam nauczyæ fachu planowego budowania zbiorów etycznie czystych, to jest to du¿e osi±gniêcie. Ale nie wszystkie dylematy gromadz±cego maj± charakter etyczny. Erudycja i umiejêtno¶ci analityczne, znajomo¶æ ¼róde³ informacji i umiejêtno¶æ okre¶lenia kryteriów, jakie musi spe³niaæ utwór, by zas³u¿yæ na w³±czenie do zbiorów – oto umiejêtno¶ci przydatne do gromadzenia materia³ów do ka¿dej biblioteki, z ka¿dej dziedziny. Nie ma dowodów, ¿e tak± problematyk± nasycone s± tre¶ci kszta³cenia.
Jak wiêc zbiory siê faktycznie gromadzi? Na pewno luki s± ogromne, ale – powtórzmy – nie wolno na ich podstawie dyskredytowaæ ¿adnej biblioteki. Niemniej jednak widaæ go³ym okiem, ¿e ¼le siê dzieje chocia¿by z egzemplarzami obowi±zkowymi. Prawo do takich egzemplarzy (dla „zwyk³ych” ksi±¿ek, nabrzmia³ej sprawy gromadzenia zbiorów audiowizualnych i elektronicznych nie zd±¿ymy nawet poruszyæ w tym przyczynku) przys³uguje 15 bibliotekom. Z tego cz³onków NUKAT jest w tym gronie 12. Czyli ka¿da wspó³czesna ksi±¿ka polska ukazuj±ca siê w nak³adzie powy¿ej 100 egz. jest odnotowana przez NUKAT w 12 ksi±¿nicach? Ale gdzie tam. Wiadomo, jak trudno jest ¶ci±gaæ „obowi±zkowy”, naprawdê czas tu na jakie¶ decyzje. O wiele lepsz± ¶ci±galno¶æ eo w 2008 r. ni¿ w latach minionych raportuje teraz Biblioteka Narodowa, ale nowych ksi±¿ek nieobecnych w jej zbiorach nadal znajdziemy kopy. To ju¿ chyba kilka ³adnych lat temu ministerstwo zrobi³o nieopatrznie wydawcom apetyt na zmniejszenie liczby obowi±zkowych egzemplarzy bibliotecznych, teraz wszyscy tylko przebieraj± nogami w oczekiwaniu na nowe przepisy i s± coraz pewniejsi bezkarno¶ci. Po raz kolejny s³yszymy, ¿e ju¿ lada dzieñ powstan± zalecenia na temat egzemplarza elektronicznego, ale elektroniczny eo, je¶li mia³by byæ filtrowany do bibliotek wed³ug jakiego¶ klucza, zamienia siê nam w potê¿n± pe³notekstow± bazê danych, z kosztami projektowania, wdro¿enia i obs³ugi na miarê jakiego¶ miêdzynarodowego konglomeratu Elseviera, EBSCO i Springera. Czyli utopia.
Egzemplarz obowi±zkowy to jednak wci±¿ bardzo du¿o dla bibliotek, bo biblioteki uprawnione musia³yby dostaæ na przysz³o¶æ zupe³nie nowe fundusze, ¿eby zast±piæ to, co dzi¶ choæby i z lukami sk³adaj± wydawcy. Koszty regularnego, autentycznego budowania zasobów od góry do do³u by³yby nie do uniesienia np. dla du¿ych uniwersytetów, otrzymuj±cych teraz eo. Zabrak³oby im nie tylko funduszy, ale i kompetencji. Te bowiem zale¿± od umiejêtno¶ci nawi±zania formalnego kontaktu z wyk³adowcami i zamienienia go w codzienn± rutynê typowania wydawnictw do zbiorów. To za¶ udaje siê raczej w wersji nieformalnej, w niewielkich – np. wydzia³owych – bibliotekach, i nie s³u¿y globalnemu budowaniu zasobów informacji o okre¶lonej strukturze w okre¶lonym systemie biblioteczno−informacyjnym, lecz poratowaniu wyk³adowcy o dora¼nych, pilnych potrzebach lekturowych.
Na sztuki czy zespo³ami, miejscowo czy powszechnieTeoretycznie za³±czniki lekturowe do wszystkich uczelnianych sylabusów powinny zlewaæ siê w ci±gle aktualizowan± kartotekê nieustannie realizowanych dezyderatów, ale zwykle dominuj± zakupy ad hoc, na wyra¼ne ¿yczenie nauczyciela. O nowo¶ciach w repertuarze dydaktycznym uczelni bibliotekarze dowiaduj± siê czêstokroæ od studentów. G³ównym jednak ¼ród³em informacji o nowo¶ciach jest ksiêgarz lub kilku ksiêgarzy, którzy zaskarbili sobie wzglêdy miejscowego oddzia³u gromadzenia. Oddzia³ przegl±da ofertê na miejscu, w ksiêgarni, i wybiera rzeczy potrzebne lub raczej odrzuca to, co siê potrzebne nie wydaje.
To nie jest z³a metoda, tak dzia³a typowy amerykañski approval plan, zgodnie z którym biblioteki nie dobieraj± ksi±¿ek na sztuki, lecz prosz± ksiêgarza o czesanie bie¿±cej oferty wydawniczej i ze zgromadzonej przez niego puli co najwy¿ej usuwaj± niezaakceptowane tytu³y. Przy czym ¿aden ksiêgarz nie bêdzie sprowadza³ niszowego wydawnictwa naukowego z jakiego¶ odleg³ego uniwersytetu, by okazaæ je mo¶ci bibliotekarzowi, bo od tego jest specjalist± w swoim fachu, ¿eby przewidywaæ, co zdo³a sprzedaæ. A je¶li nie sprzeda bibliotece, to pewnie nie sprzeda nikomu, bo studenci o tê ksi±¿kê nie zapytaj±. Musia³by im j± kto¶ zadaæ, ale kto ma to zrobiæ, je¶li miejscowym wyk³adowcom jej dane bibliograficzne czêstokroæ nic nie mówi±.
Jeste¶my krajem ludzi raczej pisz±cych ni¿ czytaj±cych, a produkcja naukowa, ze wzglêdu na liczbê uczelni i stawiane im formalne wymagania, jest ogromna i o bardzo zró¿nicowanej jako¶ci. Za¶ tzw. dorobek, wymêczony do habilitacji, to nie jest typ ksi±¿ki, której dystrybucj± ktokolwiek chce siê szczerze zaj±æ. Jasne, ¿e przedstawiam tu sprawê w uproszczeniu, ale proszê, spójrzmy na katalogi bibliotek. Naprawdê trudno w nich o ksi±¿ki mniejszych zamiejscowych oficyn naukowych. Nadal jest te¿ niewiele publikacji importowanych.
Trzeba by wiêc w takim razie zapytaæ o sens utrzymywania takich praktyk w zakresie gromadzenia i oddzia³ów gromadzenia o takich kompetencjach. Oczywi¶cie jest wielu gromadz±cych, którzy maj± szczególn± intuicjê, pamiêæ do nazwisk i w±tków, umiejêtno¶æ wyci±gniêcia informacji od profesora. Jest wielu profesorów, którzy ceni± sobie osobisty kontakt z bibliotekarzem i tylko w ten sposób chc± pracowaæ na rzecz pomna¿ania zbiorów. W¶ród bibliotekarzy jednak zdarzaj± siê i tacy, którzy skorzystaj± z ka¿dej okazji, ¿eby ograniczyæ swoj± pracê do opisywania faktur. Wycieczka z kole¿ank± do ksiêgarni jest mi³a, ale nietrudna. Ksi±¿ki i tak dobiera pan bibliopola. Bibliotekom korzystaj±cym z us³ug importerów zdarza siê przesy³aæ nieopracowane notatki wyk³adowców, z poprzekrêcanymi danymi bibliograficznymi, nie sprawdzone pod k±tem ewentualnych zamienników elektronicznych (nie wy³±czaj±c otwartych), niekiedy odnosz±ce siê do ksi±¿ek ju¿ obecnych w zbiorach (bo tego wyk³adowcy te¿ nie sprawdzaj±), przestarza³ych lub odwrotnie – jeszcze nieodstêpnych. Importer nie grymasi – szuka, sprawdza, niekiedy kapituluje.
Je¶li biblioteki maj± faktycznie budowaæ zbiory, a nie „w³±czaæ do zbiorów”, to musz± mieæ narzêdzia analizy tego, co ju¿ jest, i wizje tego, co byæ powinno. Jednym z narzêdzi analizy jest katalog online, zdolny do grupowania jednostek zbiorów wed³ug ró¿nych kryteriów, prawdziwa mapa kolekcji. Porównywanie katalogów te¿ jest czynno¶ci±, która w ¶rodowisku elektronicznym zyskuje zupe³nie nowy wymiar. Katalog biblioteczny jeszcze poka¿e swoje mo¿liwo¶ci jako narzêdzie rozwoju kolekcji, zw³aszcza wówczas, gdy bêdzie obejmowa³ ca³o¶æ zbiorów.
Za dyscyplinê lub grupê dyscyplin naukowych odpowiada bibliotekarz dziedzinowy. Niech¿e s³ucha go pracownik realizuj±cy zakup i pracownik opisuj±cy tre¶æ ksi±¿ek w katalogu. W Stanach najczê¶ciej dzieli siê bud¿et wed³ug dyscyplin naukowych, rozró¿niaj±c w obrêbie ka¿dej z nich rozmaite gatunki, kategorie formalne i poziomy, i przeznaczaj±c fundusze na ka¿d± z nich. W Niemczech przypisuje siê kwoty do wydania poszczególnym profesorom. Typowe procedury acqusitions maj± charakter biurowy i jednostka organizacyjna czy osoba realizuj±ca je mo¿e byæ rozmaicie ulokowana w strukturze biblioteki (lub poza ni±). Natomiast gromadzenie rozumiane jako budowanie zasobu o okre¶lonej, celowej, rozpoznawalnej strukturze to czynno¶æ profesjonalna, zwi±zana z opracowaniem zbiorów i planowaniem ich obiegu. A obieg jest fizyczny i spo³eczny, wewnêtrzny i zewnêtrzny. Mówimy zatem o dzia³alno¶ci mened¿erskiej, przy czym mened¿er czytaj±cy ze zrozumieniem to rzadko¶æ, i kierownik gromadzenia musi byæ skarbem ka¿dej uczelni.
W ka¿dym razie – musia³. Teraz jego ¶wiadomo¶æ powinna jeszcze ogarn±æ nieprzebrane zasoby elektroniczne o strukturze wzorowanej na ¶wiecie ksi±¿ki drukowanej lub te¿ znacznie od niego odbiegaj±cej, gdzie obok siebie wystêpuj± ksi±¿ki, czasopisma i specyficzne dokumenty nieksi±¿kowe, i uzupe³niaj± siê nawzajem. Do tych ostatnich nale¿± np. materia³y graficzne i audiowizualne, dane statystyczne o ró¿nych poziomach agregacji, akty prawne, dokumenty ¿ycia spo³ecznego… I tych materia³ów s± tysi±ce, trzeba oceniæ ich naturê, tre¶æ, stopieñ przydatno¶ci. Taki specjalista to ju¿ nie skarb, to ksiê¿niczka−czarodziejka, przepoczwarzona z Kopciuszka, jakim gromadzenie zbiorów sta³o siê chwilowo w wiêkszo¶ci bibliotek.