Czy program mający promować doskonałość sam jest doskonały? Dlaczego dzisiejszy system oceny jakości badań naukowych nie mierzy… jakości badań? Czy konsolidacja uczelni rzeczywiście daje efekty, o jakich się mówi? Jak profesjonalna komunikacja zmienia akademię? Między innymi te zagadnienia poruszamy na łamach najnowszego numeru „Forum Akademickiego”.
Z końcem ubiegłego roku zakończono realizację pierwszego programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza. Środki finansowe w postaci zwiększenia subwencji o 10 procent będą wypłacane laureatom pierwszego konkursu jeszcze w tym roku. Wspomniana ustawa zakładała bowiem przygotowanie przez uczelnie programu na sześć lat, a wypłatę pieniędzy przez siedem. Grafik był taki: konkurs w 2019 roku, realizacja w latach 2020–2025, wypłata środków w latach 2020–2026. Ostatni rok, tj. bieżący, to czas podsumowania i oceny realizacji programów uczelni laureatek oraz przygotowanie i przeprowadzenie kolejnego konkursu.
O powołaniu superelitarnych uczelni flagowych mówiono od wielu lat. Nikt nie odważył się wcześniej zrealizować tego postulatu: dać kilku uczelniom ogromne pieniądze, aby weszły do światowej czołówki. Możliwość zdobycia poparcia środowiska naukowego, a zapewne i politycznego, wiązała się z odejściem od jego ściśle elitarnego charakteru, czyli zarzuceniem pomysłu powołania dwóch, trzech, może pięciu uczelni badawczych, które otrzymałyby znaczące środki w zamian za istotną poprawę pozycji w międzynarodowych rankingach, wejście do pierwszej, a choćby tylko drugiej setki rankingu szanghajskiego – o tym wspominał minister nauki Jarosław Gowin, dając na to znacznie więcej czasu niż okres realizacji jednego konkursu, co zrozumiałe.
Ponieważ taki program nie zyskał akceptacji – był politycznie niemożliwy do realizacji – minister Gowin postanowił go „spowszednić”. Laureatek miało być 10, ale pozostałe uczelnie, które uzyskają prawo do udziału w konkursie – jak
się okazało, było ich również 10 – też miały dostać zwiększenie subwencji, ale znacznie mniejsze, bo dwuprocentowe i tylko na sześć lat, o ile ich programy zostaną ocenione pozytywnie (…) Wyniki konkursu pokazały, że programy przedstawione przez dziesiątkę laureatek otrzymały wysokie i w miarę równe oceny. Różnica między najwyżej (36,5 pkt.) a najniżej (31,5 pkt.) ocenionym programem wynosiła tylko 5 punktów (na 40 możliwych). Uczelnia, o której już wiemy, że nie weźmie udziału w drugim konkursie, wcale nie była najsłabsza.
Czy IDUB jest doskonały? O tym w najnowszym numerze „Forum Akademickiego” pisze Piotr Kieraciński.
Ocenianie jakości treści naukowych wyłącznie po tym, gdzie się ukazały, jest niezgodne z międzynarodowymi rekomendacjami dotyczącymi metod ewaluacji nauki – zauważa z kolei dr Emilia Kaczmarek z Uniwersytetu Warszawskiego w tekście „Nie potrzebujemy ministerialnej listy czasopism punktowanych”.
W aktualnym systemie obawy o to, że ocena ekspercka będzie zbyt subiektywna, przypadkowa lub stronnicza nie znikają. Dotyczą one jednak nie oceny poszczególnych osiągnięć, a procesu tworzenia wykazu czasopism. O tym, że ministerialna lista może stać się narzędziem faworyzowania „swoich” czasopism, mogliśmy się już przekonać w przeszłości. Oczywiście ocena ekspercka samych osiągnięć także narażona jest na to ryzyko. Dlatego powinna mieć jasno określone, transparentne i dopasowane do danej dyscypliny kryteria. Kluczowe jest także opracowanie mechanizmu wyboru międzynarodowych ekspertów, tak by minimalizować ryzyko stronniczej oceny. Wskaźniki bibliometryczne mogłyby być brane pod uwagę jako element takiej oceny.
Otrząśnijmy się z chocholego tańca – nawołuje z kolei prof. Przemysław Wiszewski z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego zdaniem lista ministerialna nie ma żadnego znaczenia i wpływu na rozwój nauki.
Jest jasne, że jeśli wybiera się miejsce publikacji wyników badań, kierując ministerialną punktacją, to nie ma to bezpośredniego związku z troską o udział w dyskursie naukowym. Debata właściwa dla odpowiedniej subdyscypliny czy pola badawczego toczy się bowiem zgodnie z własnymi zasadami: publikuje się tam, gdzie zaglądają i dyskutują najbardziej nowatorscy i aktywni badacze w ramach naszej subdyscypliny (…) Dzisiejszy system oceny jakości badań naukowych mierzy wiele zjawisk, ale nie jakość badań. Dlatego za naturalne przyjmuję zmiany proponowane przez obecne kierownictwo MNiSW. W ich wyniku system (…) będzie służył zaspokojeniu potrzeb politycznych kierownictwa resortu, potrzeb prestiżowych grup lobbystów, wreszcie będzie definiował rozkład sił w strukturach wewnątrz społeczności akademickiej w całym kraju.
W najnowszym numerze FA rozmawiamy z prof. Mieczysławem Poniewskim, prezesem Stowarzyszenia Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi Twórców Dzieł Naukowych i Technicznych „KOPIPOL”. Organizacja nie tylko wypłaca honoraria wynikające z praw autorskich, ale także prowadzi różne programy wspierające ochronę praw autorskich i pomoc dla autorów prac naukowych.
To drugi, obok samej repartycji, bardzo ważny obszar działalności KOPIPOL-u. Do tej pory przeznaczyliśmy na ten cel ponad 5 milionów złotych. Finansujemy z tych środków konferencje, warsztaty, publikacje naukowe, ale też wspieramy przewody doktorskie, postępowania habilitacyjne i profesorskie. Dla wielu naukowców, zwłaszcza w obszarze publikacji, to jest realna, odczuwalna pomoc (…) Uruchomiliśmy również stypendia doktoranckie. Aktualny nabór trwa do końca maja 2026 roku.
Kiedy system zaczyna odczuwać napięcia demograficzne, finansowe lub regulacyjne, w przestrzeni publicznej zaczyna wybrzmiewać sugestia, że utworzenie „jednego silnego organizmu” zwiększy konkurencyjność regionu i poprawi pozycję w rankingach międzynarodowych. To atrakcyjna teza, ale niestety uproszczona – przekonuje prof. Celina Olszak, rektorka Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.
Konsolidacja nie jest celem samym w sobie i nie może zastąpić strategii rozwoju nauki. Nie odpowiada również na chroniczne niedofinansowanie systemu, które ma swoje źródło w poziomie nakładów publicznych, konstrukcji algorytmu subwencji oraz zasadach funkcjonowania całego sektora. Dopóki te mechanizmy nie zostaną poddane reformie, każda zmiana strukturalna pozostanie działaniem wtórnym wobec zasadniczych wyzwań systemowych.
W najnowszym raporcie Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych pada stwierdzenie: różnice w sukcesie naukowym między Europą Zachodnią a krajami Widening wynikają nie tylko z finansowania i dorobku, ale także z poziomu profesjonalizacji wsparcia dla naukowców.
To zdanie może brzmieć niewinnie, ale w rzeczywistości jest rewolucyjne. Oznacza bowiem, że naukowiec bez profesjonalnego zaplecza strukturalnie przegrywa, nawet jeśli jego pomysł jest lepszy niż badacza dysponującego lepszym wsparciem. Natomiast system, który tego zaplecza nie zapewnia, reprodukuje nierówności – o research managerach, których polska nauka pilnie potrzebuje pisze dr Katarzyna Świerk z Uniwersytetu Gdańskiego.
Dziś trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie szkoły wyższej bez profesjonalnej komunikacji. To ona buduje zaufanie, wspiera rekrutację, odpowiada na kryzysy, tłumaczy złożoność badań naukowych i łączy uczelnię ze społeczeństwem. W coraz większym stopniu decyduje także o pozycji uczelni zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. Dojrzewanie całego obszaru komunikacji akademickiej w Polsce najlepiej obrazuje historia Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich „PRom”, którą przybliża stojąca na jego czele Anna Kiryjow-Radzka.
Poznańska Szkoła Archeologiczna jest najbardziej spójną, oryginalną i nowatorską szkołą myśli archeologicznej w Polsce. Rozwinęła się w środowisku akademickiej archeologii w Poznaniu w latach siedemdziesiątych XX wieku i jest nieprzerwanie praktykowana przez trzy pokolenia archeologów. Jej początki i współczesność opisują prof. Arkadiusz Marciniak, dr hab. Michał Pawleta, prof. Włodzimierz Rączkowski.
Żeby karmić wszy, niepotrzebne były specjalne kompetencje, oprócz tego, że trzeba było być w miarę silnym i zdrowym. Dlatego tak cenne było to zajęcie w okresie okupacji. Chroniło przed wywózką na przymusowe roboty lub do lagru, ale pozostawiało czas na tajne komplety i konspirację. Byli także potrzebni ludzie odpowiedzialni za hodowlę wszy, sporządzanie samego preparatu, jego porcjowanie, kontrolę jakości itp. Zatem Instytut Weigla był swoistą fabryką. Historię jego założyciela, prof. Rudolfa Weigla, przypomina Marcelina Smużewska.
W numerze także m.in. sport akademicki, recenzje książek, kolejny odcinek cyklu „Z archiwum nieuczciwości naukowej”… Po więcej zapraszamy do najnowszego wydania FA, które jest już dostępne na naszej stronie internetowej.
MK
Proponowałbym inny model:
4,5 mld zł na rok.
Z tego po 50 tys. zł na jednego pracownika naukowego na jego działalność statutową.
To tylko trochę więcej niż 1/10 wydatków budżetowych na naukę.
Zostaje 90% na subwencje i granty.
Może dodałbym jeszcze wyłączenie uczelni z PZP i zachętę do redukcji zatrudnienia w administracji, na rzecz zwiększenia wynagrodzeń pracownikom naukowym.
Koniecznie: oddzielenie wynagrodzeń za pracę naukową od wynagrodzenia za dydaktykę.