Aktualności
Sprawy nauki
07 Marca
Opublikowano: 2025-03-07

Przedstawiamy uczestników debaty o ewaluacji: dr Karolina Zioło-Pużuk

Już w najbliższy wtorek debata „Ewaluacja do naprawy” organizowana przez Forum Akademickie i Polską Akademię Nauk. Do udziału w niej zaprosiliśmy wiceminister Karolinę Zioło-Pużuk. Dyskusja online rozpocznie się o godzinie 18:00, widzowie również będą mogli zadawać pytania.

W gronie pięciorga przedstawicieli środowiska akademickiego porozmawiamy o propozycjach zmian dotyczących nowej ewaluacji. Konsultacje do niej ministerstwo zapowiedziało na wiosnę, więc możemy potraktować debatę jako nieformalną ich inaugurację. Przypomnimy, że udział w spotkaniu wezmą: prof. Magdalena Musiał-Karg z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniuprof. Agnieszka Chacińska, dyrektorka Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych PAN , prof. Krzysztof Pyrć z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego i prezes-elekt Fundacji na rzecz Nauki Polskiej oraz prof. Marek Konarzewski, prezes Polskiej Akademii Nauk.

W gronie dyskutantów nie mogło zabraknąć również kierownictwa Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Władze resortu reprezentować będzie dr Karolina Zioło-Pużuk, sekretarz stanu w MNiSW. O ewaluacji wypowiedziała się w niedawnym wywiadzie dla „Forum Akademickiego”.

Nowa ewaluacja ma być przede wszystkim jasna, zrozumiała, otwarta, wypracowana od początku w dialogu ze środowiskiem. Chciałabym, żeby udało się ten proces zamknąć do końca tego roku, a zatem na początku przyszłego reguły byłyby już znane i można byłoby wedle nich planować swoją aktywność w kolejnej czterolatce. Przy czym, to nie jest tak, że zaczynamy od zera. Wszystkie gremia przedstawicielskie, z którymi rozmawiamy, na bieżąco przedstawiały i przedstawiają nam swoje propozycje i uwagi, więc te sugerowane zmiany mamy zebrane. Potraktujemy je jako wkład na przyszłość, podstawę do rozmowy o przyszłej ewaluacji.

Zadeklarowała, że obecny system należy gruntownie przebudować, ale jednocześnie odrzuciła formułowany przez część środowiska postulat przesunięcia bądź odstąpienia od bieżącej oceny.

Wiemy, że ten system jest niedoskonały, i to mówiąc bardzo delikatnie, i wymaga gruntownej zmiany. Odziedziczyliśmy go po ministrach Gowinie i Czarnku, konieczna jest jego radykalna zmiana. Ale, pamiętajmy, jesteśmy w ostatnim roku bieżącej ewaluacji i na operację jest już za późno. Musimy ją przejść możliwie jak najmniej boleśnie i ministerstwo zrobi wszystko, by tak właśnie było. W rozporządzeniu ewaluacyjnym będą zmiany postulowane przez środowisko, ale nie rewolucyjne. Zresztą, i KRASP, i Rada Doskonałości Naukowej, i KEN jednoznacznie opowiedziały się za tym, byśmy, jedynie po drobnych modyfikacjach, przeprowadzili bieżącą ewaluację wedle obecnych założeń.

Jakich zmian należy się zatem spodziewać w okresie 2026–2029? Właśnie o tym porozmawiamy z naszymi gośćmi. Debata „Ewaluacja do naprawy” odbędzie się 11 marca, początek o godzinie 18:00. Poprowadzą ją: prof. Dariusz Jemielniak – wiceprezes Polskiej Akademii Nauk i red. Piotr Kieraciński – redaktor naczelny „Forum Akademickiego”. Transmisja na kanale YouTube PAN. Widzowie również będą mogli zadawać pytania. Zapraszamy!

Mariusz Karwowski

Dyskusja (41 komentarzy)
  • ~Przemo 07.03.2025 23:24

    Z nauką jest tak, że na jej pomyślny rozwój ma wpływ więcej czynników, niż samo finansowanie, co dotyczy także służby zdrowia, ale o tym innym razem. Gdyby do rozwoju nauki wystarczyło odpowiednio wysokie finansowanie, Saudyjscy szejkowie mieliby najlepsze uniwersytety na świecie, a tymczasem tak nie jest. Wiemy, że solidne finansowanie nauki, sportu, mediów czy sztuki jest czynnikiem przydatnym, ale nie wystarczającym.
    Przede wszystkim warto zadać sobie pytanie do czego są nam w potrzebne uniwersytety, czego od nich wymagamy, ilu i jakich uniwersytetów w Polsce potrzebujemy?
    Uniwersytety powstały po to, żeby wspierać państwo kształcąc jego obywateli i po to, żeby dobra organizacja państwa i rozwój technologii dawały mu przewagi nad innymi państwami, zwłaszcza sąsiednimi.
    Nie ma co marzyć o rozwoju technologii jeśli nauka nie ma właściwej ochrony sprawnego państwa – ochrony wywiadowczej i kontrwywiadowczej, a także bez dobrego prawa napisanego prosto i precyzyjnie, żeby nie wymagało interpretacji oszustów i kombinatorów. Inny problem – osobny duży temat, to prawo patentowe. W skrócie – każde państwo chroni prawa patentowego na swoim terytorium, a Polska to państwo słabe, z małym rynkiem.
    Uniwersytety nie są po to by robić punkty w rankingach.
    Uniwersytety służą trzem celom, między którymi należy zachować rozsądną równowagę:
    Pierwszym jest KSZTAŁCENIE społeczeństwa po to, by ludzie potrafili liczyć i zapisywać to co policzyli, jak zebrane podatki i wydane środki na własne i wspólne cele, żeby mądrze gospodarowali zasobami Ziemi, zawierali logiczne umowy, żeby potrafili budować to czego potrzebują i żeby ze sobą sprawnie współpracowali.
    Mówimy tu o kształceniu potrzebnych państwu: ekonomistów, prawników i urzędników, matematyków, fizyków, chemików, lekarzy, farmaceutów, inżynierów, rolników, leśników, piekarzy, geologów i biologów, psychologów, językoznawców, lotników, żołnierzy, marynarzy…
    Drugim, równorzędnym celem jest WARSZTAT - bezpośrednia praca uniwersytetów dla państwa – plany, konstrukcje, rozwiązywanie nietrywialnych problemów: budowanie przewagi technologicznej i gospodarczej nad sąsiadami, którzy będą państwu zagrażać, tym bardziej im będzie słabsze i im gorzej będzie zorganizowane. Bez realizacji celu drugiego, pierwszy cel nie może być dobrze realizowany, ponieważ drugi buduje niezbędny warsztat do wykonania pierwszego, a później oba wzajemnie się napędzają. Wszystko to ma zastosowanie praktyczne- opracowania dla państwa, firm, przedsiębiorców, samorządów.
    Trzecim celem istnienia uniwersytetów jest czysta NAUKA, czyli rozwijanie badań podstawowych poszerzających naszą wiedzę o nas i o otaczającym nas świecie. Dzięki nim wiemy jak zbudowany jest układ słoneczny, dowiadujemy się jak działa nasz organizm, wiemy, że samochody elektryczne nie są ekologiczne, korzystamy z lampy Roentgena, laserów, komputerów, ultrasonografu, tomografii komputerowej. Dzięki NAUCE, dzięki badaniom podstawowym, po pewnym czasie korzystamy z czegoś, czego przedtem nie było i wiemy o czym wcześniej nie wiedzieliśmy.
    Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że trzeci cel (NAUKA) jest nadbudową drugiego (WARSZTATU) i pierwszego (KSZTAŁCENIA). Drugi jest warsztatem pierwszego i trzeciego. Działa to tak: uczymy ludzi, oni budują dobre rzemiosło, np. produkują dokładne termometry, precyzyjne suwmiarki, wagi, drony, silniki, spektrofotometry i inne narzędzia, a trzeci cel osiągamy dając najlepiej wykształconym najlepsze narzędzia w zamian za poszerzanie naszej wiedzy i zwiększanie możliwości osiągania pierwszych dwóch celów.
    Zdrowy, państwowy uniwersytet w 1/3 pracuje dla państwa wykonując zlecenia badań od rządu, instytucji i firm i budując solidne rzemiosło analityczne, w 1/3 kształci światłych i odpowiedzialnych obywateli, i w 1/3 - opcjonalnie - prowadzi badania podstawowe, czyli poszerza naszą wiedzę o świecie, poprzez wspierany grantami zapał naukowców do poszukiwania prawdy i poszerzania granic naszego poznania.
    Ta proporcja celów / działań nie musi być dokładnie taka, ale nie da się budować dobrych uniwersytetów oceniając i wspierając tylko trzeci składnik ich działalności jakim są granty i ciekawe publikacje, ignorując jednocześnie realizację dwóch pierwszych, które budują jakość trzeciego. Tak niestety jest, że w Polsce uniwersytety oceniane i finansowane są na podstawie oceny realizacji wyłącznie trzeciego celu z pominięciem pierwszych dwóch. Tak jakby to było oczywiste, że ich realizacja jest optymalna, a tak nie jest.
    Państwo powinno utrzymywać tylko te uniwersytety, które przynoszą mu wymierne korzyści, ponieważ utrzymywanie zbędnych zmniejsza możliwości utrzymania na odpowiednim poziomie tych, które są faktycznie potrzebne.
    Trzy cele utrzymywania i rozwoju uniwersytetów: kształcenie, warsztat i nauka powinny być oceniane przed decyzją o dalszym finansowaniu, a nie tylko ostatni z nich, czyli liczba i jakość publikacji, ponieważ będą próbowały dostosować się do takich wymagań i tylko ten oceniany element będzie działał dobrze. Ludzie działają oszczędnie – taka ich natura.
    Podobnie jest z mediami. Jeśli miarą ich jakości jest tylko oglądalność, dziennikarze się do tego dostosowują i możemy zapomnieć o rzetelnej informacji, która jest ludziom potrzebna po to by podejmowali racjonalne decyzje. Ze zdrowym rozsądkiem wygrywa sensacja i emocje.
    Jeśli w nauce chory system finansowania popycha badaczy tylko i wyłącznie do marnej, ekstensywnej sprawozdawczości, do publikowania czegokolwiek, byle często, nadmiernie ich obciąża ich wydajność i zmusza do pisania coraz większej liczby coraz gorszych publikacji. Czy żyjemy w czasach post-historycznych, kiedy postęp, prawda i rzetelna informacja nie są już potrzebne? Można dojść do takiego wniosku kiedy obserwujemy nadmiernie sponsorowane media karmiące nas zbędną informacją wątpliwej jakości i kiedy widzimy rozcieńczanie nauki do granic naszej wytrzymałości. Artykułów naukowych powstaje coraz więcej, ale prawie nikt ich nie czyta poza ich autorami i recenzentami. Czy ludzie są za głupi żeby tę twórczość docenić? Otóż nie. Czy nie szkoda czasu na czytanie marnej książki do końca lub oglądanie kiepskiego filmu dłużej niż do czasu, kiedy zorientujemy się, że nie warto?
    Dobre uniwersytety są nam bardzo potrzebne. Spójrzmy na ostatnie kilkadziesiąt lat historii Polski i oceńmy jaki obserwujemy rozwój technologii, przemysłu, sztuki i jak wspaniale chronimy środowisko. Mogłoby być lepiej, prawda? Ludzie nie chcą czy nie potrafią? Stawiam na to drugie – nie potrafią. Przede wszystkim uciekają w etatyzm i nie potrafią korzystać z mądrości innych. Sami wiedzą co wiedzą, np. czego to się nie da zrobić.
    Ocena „ewaluacja” uniwersytetów musi być logiczna i rzetelna, musi uwzględniać
    1. Jakość kształcenia,
    2. Warsztat i przydatność dla państwa,
    3. Jakość badań podstawowych.
    Najwięcej środków należy przeznaczać na rozwój najbardziej potrzebnych i najlepszych uczelni, a nie tych, które produkują najwięcej publikacji. Te publikacje nic nie dają naszej gospodarce i nie gwarantują dobrego poziomu kształcenia.

    • ~kk 08.03.2025 07:00

      Nie likwidować uczelni tylko zwalniać słabych pracowników - na razie przyznawane tyle samo punktów za publikację współautorom z różnych dyscyplin lub uczelni skutkuje spadkiem liczby publikacji i obniżeniem się oceną nauki polskiej w rankingach międzynarodowych.
      Oceniać indywidualnie naukowców, tego trzeba, więc należy dzielić punkty za publikacje przez liczbę współautorów.

      Jakość nauki. Proponuje Pan wyraźnie, aby część pracowników była dydaktyczna a część naukowa czy naukowo-dydaktyczna i żeby to dydaktycy odpowiadali za poziom jakości kształcenia. Niestety dydaktycy poziomu jakości kształcenia nie zapewnią ani nie zapewnią kontaktu studentów z nauką.
      Z dydaktykami to był chory pomysł i dobrze by było aby z Ustawy to znikło.
      Po za tym jak mierzyć jakość dydaktyki ? Obecny poziom studentów jest taki, że wymuszają oni obniżenie standardów. Jacyś, nie napiszę kto, wymyślają aby matematykę zlikwidować na maturze i co tylko bioinżynieria, chemia i nauki humanistyczno-społeczne mają mieć teoretycznie dobre przygotowanie ?


      • ~Przemo 08.03.2025 20:17

        Nie jestem za likwidowaniem uczelni, ale za likwidowaniem niepotrzebnych, mało popularnych kierunków studiów na rzecz tych dobrych i potrzebnych. Słaby pomysł - zapominamy o sprawie i zamykamy.
        Jeśli nauka ma być wydajna, musi być autonomiczna. Nie może jakiś algorytm oceniać pracowników Rektorowi czy dyrektorowi instytutu. Oceniać trzeba jednostkę, a nie pracowników. Ważna jst dobra realizacja projektów, a nie liczba bublikacji każdego pracownika - to myślenie stalinowsko-peerelowskie typu - każdy górnik musi ukopać dziennie 100 kg węgla, każdy piłkarz z drużyny musi w sezonie strzelić 10 goli - to są kpiny, a nie ocena.
        Nie jestem za "pracownikami dydaktycznymi", ale dydaktykę trzeba osobno wycenić i osobno, dobrze opłacać. Usługa jak każda inna.
        Jak mierzyć jakość - to bardzo proste. Trzeba tylko chcieć.
        Ludzie z najlepszymi świadectwami wybierają najlepsze kierunki, są na nie przyjmowani (ci z najlepszymi świadectwami) i kończą tam studia magisterką, a później później pracują w zawodzie itd. itp.
        Wyjaśniać dalej jak oceniać dydaktykę?

        • ~kk 09.03.2025 07:15

          Jak by Pan nie zapytał, to bym nie drążył w sprawie oceny jakości nauki.

          Konstytucja gwarantuje wszystkim bezpłatne studia wyższe, to jak Pan chce sprawiedliwie oceniać skoro dziś każdy nawet z maturą z matematyki na 30% trzeba brać pod uwagę też ściągnie, ba niektórzy mają na studiach problem z liczeniem ułamków, a jak się pozwoli na używanie kalkulatora to z tym mają problem.

          Następna rzecz jest taka, że polski system nauczania jest oparty na metodzie zapamiętaj. Jak się dużo zadań z matematyki zrobi zapamięta to i maturę można napisać na 5, ale to nie znaczy, że taka osoba potrafi myśleć w sposób ścisły i abstrakcyjny.

          Jak chce Pan mierzyć dydaktykę: materiał opanowany pamięciowo czy umiejętność myślenia ?

          • ~Przemo 09.03.2025 11:11

            Konstytucja RP:
            Art. 70. 1. Każdy ma prawo do nauki.…..
            5. Zapewnia się autonomię szkół wyższych na zasadach określonych w ustawie.
            Ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce:
            Art. 358. 1. Uczelnia udostępnia w BIP na swojej stronie podmiotowej:……
            7) zasady i tryb przyjmowania na studia,
            i to wszystko.
            Wydaje mi się, że nie łamiemy prawa nie przyjmując na studia wszystkich jak leci. Moglibyśmy nawet wrócić do egzaminów wstępnych. Wszystko to tylko kwestia umowy, dobrej lub złej, a wybór należy do większości. Dlatego ważne jest, żeby większość była mądra, dobrze wykształcona, ponieważ bez mądrej większości demokracja umiera, co tu i ówdzie obserwujemy.
            Matura z matematyki na 30% - to tylko zła, zdawało się tymczasowa umowa, wcześniej to było ponad 50%, może być i 60%. Nie ma też problemu z powrotem do egzaminów wstępnych, tylko trzeba chcieć i trzeba popracować, ale chyba nikomu się nie chce.

            Z tym, że system nauczania oparty tylko na treningu pamięci jest niedoskonały w pełni się zgadzam, ale bez pamięci nie da się ani uczyć, ani rozwiązywać zadań. Szachy to także myślenie i pamięć. Jedno i drugie jest ważne, kiedy chcesz wygrywać.

            Są sylabusy, PAKA może sprawdzić co studenci pamiętają i co potrafią, z tego co uczelnia deklaruje, że powinni pamiętać i umieć. Tyle, że PAKA musiałaby składać się z ludzi kompetentnych i uczciwych.
            Swoją drogą art. 70. Konstytucji należałoby uściślić ze względów oczywistych. Nasza gospodarka nie będzie w stanie zapewnić nauki „każdemu” imigrantowi, kiedy będzie ich np. 100 milionów. Świat jest duży, a Polska jest malutkim krajem. 40 lat temu piszący konstytucję nie zastanawiali się nad problemami, z jakimi spotykamy się dzisiaj.

            • ~kk 09.03.2025 12:10

              Ale przygotowane kandydata i egzaminy wstępne to nie wszystko.

              Na studiach można mieć materiał od lat 40 powtarzany taki sam- humaniści i nauki społeczne, w tym prawo tu przodują , więc o jakiej jakości może być mowa ?

              Na studiach technicznych pracuje taki asystent i potem zacny profesor, a zajęcia od początku nie zmienione nawet o jeden wykład czy ćwiczenie laboratoryjne.


              • ~Przemo 09.03.2025 21:22

                Są ćwiczenia i wykłady, które unowocześniamy i są takie, które przez wiele lat mogą być prowadzone w ten sam lub podobny sposób. Czy w ostatnich latach zmieniło się radykalnie nasze postrzeganie prawa rzymskiego? Czy nauka matematyki w liceach na tyle się poprawiła, że możemy na studiach uczyć statystyki na wyższym poziome niż 20 lub 40 lat temu? Czy licea uczą fizyki lepiej niż 40 lat temu? Odnoszę wrażenie, że nie. Kandydaci na studia nie są dzisiaj lepiej przygotowani, niż 40 lat temu.
                Tematyka zajęć opisana jest w sylabusach. Można je porównać i ocenić, ale ciekawsze jest to czy studenci faktycznie potrafią to, czego powinni się nauczyć zgodnie z przedstawianym przez uczelnię sylabusem.
                Ćwiczenia i wykłady nie będą dobrze prowadzone w systemie jaki mamy, ponieważ jest gorszy niż 40 lat temu. Za dobrą dydaktykę trzeba dobrze płacić i nie można nauczycieli akademickich przeciążać. 200 godzin dobrych wykładów to nie jest 200 godzin pracy, tylko znacznie więcej. Wykładowca powinien mieć jeden przedmiot – jeden cykl wykładów. Maksymalnie 100 – 120 godzin na rok. Ci, którzy się przyłożą po mniej więcej 5 latach mają świetne wykłady. Jest potężna różnica między pracą w instytucie i na uniwersytecie – wynika ona z obciążeń dydaktycznych: czas cierpliwość, dyspozycyjność. Jeśli w USA ktoś prowadzi wykład z dużego przedmiotu, np. fizjologii roślin lub biochemii, publikacji mieć już nie musi. Może, ale nie musi. Swoje punkty ma. Tak to się robi. Dodatkowo należy dobrze płacić za dydaktykę, za ćwiczenia i wykłady. Pieniądz to dobry wynalazek, a pensum to bardzo zły wynalazek, robiący z Dziekana woźnego, który pilnuje, żeby ludzie wyrabiali swoje godziny i wyrabiają, i jest jak jest, często marnie.

              • ~Mat 09.03.2025 14:39

                Ale Pan strasznie powierzchownie patrzy, gdyby tak było nie zostałbym na doktoracie mimo że nie miałem żadnego projektu ani nie brałem wówczas udziału w żadnym projekcie, a stypendia były jakie były. Studia to nie tylko wykłady, to również koła naukowe, to pasje, to wszelkiego rodzaju aktywności pozauczelniane, organizacje warsztatów, zapraszanie firm na wspólne konferencje, realizacja interdyscyplinarnych projektów, które potem są prezentowane przez zespoły studentów. Tak to również wygląda. Więc proszę nie tworzyć obrazu, że każdy uniwersytet czy politechnika to klepanie od 40 lat tego samego, gdzie studenci nic z siebie nie dają.

                Zgadzam się, notabene, z tym co pisze Pan Przemek.

  • ~kk 07.03.2025 22:47

    Bez dzielenie punktów przez liczbę współautorów nic nie zostanie naprawione.

    • ~MB 10.03.2025 10:26

      Słyszałeś, chłopcze, takie słowo jak synergia (i jej efekt)?

      • ~kk 10.03.2025 10:37

        Tak to jest dokładnie to, synergia to jest plus pracy zespołowej i z tego zespoły korzystają, ale nie widzę podstaw, by nie dzielić jej efektów po równo między współautorów.

        Zdaje się, że Pana/i doświadczenie życiowe nie jest wielkie, gdyż zakłada Pan/i, że inni nie wiedzą, co to jest synergia.

        Niestety polscy sędziowie też tacy są, takie dzieci w pieluchach, no i z myśleniem u nich krucho.

        • ~MB 10.03.2025 10:57

          Chłopcze, najwyraźniej nie rozumiesz słowa synergia: otóż z definicji produkt końcowy nie jest liniowy (ze względu na wkład uczestników) i powstaje po prostu bonus (ów efekt właśnie). Skoro zaś jest (nieliniowym) efektem współpracy, to jego podział także _nie może_ być liniowy.

          • ~kk 10.03.2025 11:19

            Punkty Ministerialne da się dzielić równo, więc co ty człowieku wypisujesz.

            • ~MB 10.03.2025 13:16

              Da się także nauczyć wielu rzeczy, choć - jak widać po twoim przypadku, chłopcze - jest to czasami "a wykonalne".

    • ~m 09.03.2025 01:27

      Nawet nie wiem jak to nazwac. Wpisuje pan (?) te komentarz z uporem godnym leprzej sprawy. Prosze popatrzec ilu autorow maja (juz dzis z zalozenia) multidyscyplinare publikacje z dziedzin badan biomedycznych (immunologio, neurobiologia, biologia rozwoju itp). Tak dzisiaj wyglada ta praca - jest efektem wspoldzialania specjalistow z bardzo wielu dziedzin. Przynajmniej te liczace sie publikacje. Oczywiscie pierwszy autor (czesto autorzy) oraz autorzy korespondencyjni kieruja projektem i wykonuja wiekszosc pracy. To jest normalne.

      • ~kk 09.03.2025 07:21

        Jeśli ma Pan 1/10 udziału w pracy, to 1/10 punktów się należy, tak jak liczba cytowań i z tego wynikający niższy h-indeks.

        Nieuczciwym kompletnie jest przypisywanie sobie to co pozostali współautorzy publikacji w pracy zespołowej wykonali, czyli przypisywanie sobie wszystkich cytowań i całej punktacji.


        Nieuczciwa jest taka sytuacja jak obecnie!!!!!!!

        • ~m 10.03.2025 20:48

          Przeciez napisalem, ze pierwsi autorzy oraz autorzy korespondencyjni kieruja zespolem. Jak to sie ma do dzielenia np. liczy cytowan przez liczbe autoriw/czlonkow zespolu. To jest nonens.

          • ~kk 10.03.2025 21:12

            A sens ma aby wszyscy nawet ten z 5% procentowym udziałem miał również przypisaną całą pulę cytowań - to jest dopiero nonsens i w stosunku do tego podział liczby cytowań na liczbę współautorów nie jest bezsensem

        • ~Mat 09.03.2025 14:45

          Proszę nie pisać, że coś nie jest uczciwe, jeśli jest w zgodzie z systemem, który przyjęliśmy!!! Proszę więc nie obrażać autorów publikacji interdyscyplinarnych, czy prac wieloautorskich z innymi jednostkami. A to, że dostają za to 100 % udziałów to taki system, który został przyjęty. Wobec tego jest to zachowanie w pełni uczciwe, bo zgodne z zasadami postępowania.
          Jeśli tak to wygląda to proszę tworzyć zespoły międzywydziałowe, międzyuczelniane, między krajowe i zdobywać tyle punktów, a nie obrażać kogoś za to, że tak potrafi i dostaje uczciwie punkty. Inna sytuacja to cały system punktacji, który jest do zmiany, bo promuje tylko produkcję papierów, a nie efekty wykorzystania prac w gospodarce czy efekty dydaktyczne i realizacje projektów dydaktycznych.

          • ~kk 09.03.2025 16:21

            Proszę Pana/i nie rzucać pomówień i twierdzić, że kogoś obrażam i proszę nie terroryzować, że nie wolno się wypowiadać na jakiś temat czy oceniać.

            Natomiast przypisywanie sobie wyników cudzej pracy jest jak najbardziej nieuczciwe !!!!

            Nieuczciwym jest to też w stosunku do osoby prowadzącej badania w pojedynkę. Proszę nie mówić co ona ma robić w tym sensie, że ma łączyć się z innymi

            czy też tworzyć spółdzielnię np. 3 osoby piszą po jednym artykule i dopisują dwie pozostałe i tak mają 3 artykuły, choć są tylko autorem jednego. To jest tak zwana spółdzielnia i jest to zjawisko określane jako nieuczciwe nie tylko przeze mnie.

            Jeśli system jest taki to system należy zmienić i o to apeluję do Ministerstwa.
            A to że Panu/i odpowiada nieuczciwy system no trudno nie będę tego komentował.

            • ~Mat 09.03.2025 20:15

              Cóż, widzę, że nerwowo Pan/Pani zareagował/a, nie wiem z jakich przyczyn, ale w takim razie dotknąłem sedna sprawy. Może Pan/Pani komentować, ale nie obrażać, że to jest nieuczciwe. Proszę wskazać, w którym miejscu jest to nieuczciwe, aby tworzyć interdyscyplinarne prace i dostawać za to punkty? To, że w innej pracy ten autor się pojawia to naturalna kolej rzeczy przy interdyscyplinarnych pracach. Tak jest na całym świecie. Co innego ghost writing, oczywiście jest to nieuczciwe, dlatego wydawnictwa wymagają, aby podać wkład każdego z autorów. Jak robi Pan/Pani badania w pojedynkę, to nie widzę problemu, ale proszę rzeszy naukowców, którzy pracują interdyscyplinarnie i międzynarodowo nie obrażać. Spółdzielnie to inny temat, natomiast jeżeli autor ma wkład w pracę, a pracuje interdyscyplinarnie to siłą rzeczy zdobędzie więcej punktów. Takie prace są bardzo rozwojowe, bo łączą wielokrotnie osoby o różnych specjalizacjach, co jest z korzyścią dla nauki. W każdym systemie znajdą się pewne patologie, typu ghost writing czy spółdzielnie, ale rzucanie, że każdy pracując w interdyscyplinarnych zespołach, będąc autorem x-razy więcej artykułów, jest nieuczciwy to kłamstwo i dlatego pisałem, że proszę nie rzucać obelg w stronę wszystkich. Na całym świecie naukowcy mają wysokie h-indexy, bo wielokrotnie zapraszani są do współpracy przy różnych projektach z wieloma osobami. W żadnym miejscu nie napisałem, że mi odpowiada ten system, więc po raz kolejny Pan/Pani kłamie. Ale tak to już jest jak nie potrafimy opanować emocji i zazdrościmy komuś. Proszę raz jeszcze przeczytać co napisał Pan/Pani m post wyżej, ale ze zrozumieniem. Na koniec w kulturalnej dyskusji nie wrzuca się z reguły kilku wykrzykników, bo to świadczy o Pan/Pani stylu i kulturze.

              • ~kk 09.03.2025 20:47

                Jeszcze raz napisze, że tyle się należy jaki ma się wkład pracy nie więcej - prosta zasada uczciwości

                Pan uważa, że to stwierdzenie to obrażanie innych , więc nie mamy o czym mówić.

                Nigdy nie zarzucałem, że każdy współpracujący w zespołach jest nieuczciwy.


                Pomawia mnie Pan o nieuczciwość i kłamstwa i to dobitnie o Panu świadczy jakim jest Pan człowiekiem i nic Panu nie pomoże, że kiedyś lub teraz ma Pan tytuł profesorski przed nazwiskiem.



                • ~Mat 10.03.2025 09:34

                  Szkoda czasu na Pana, skoro złapałem Pana na kłamstwie i widać to w postach, bo zarzuca mi Pan coś, czego nie napisałem, to nie ma o czym rozmawiać na tym "poziomie". Proszę zobaczyć ilu autorów jest czasem w Lancet czy Nature, czyli top of the top albo w przypadku cernowych projektów, wtedy możemy dopiero rozmawiać o wieloautorskich pracach i dlaczegóż one są wieloautorskie. Dobrze, że przyjął Pan do sobie chociaż uwagę, że niekulturalne jest pisanie tysiąca wykrzykników. Odwoływanie się do tytułu profesora już całkowicie pokazuje Pana zazdrość, życzę spełnienia wewnętrznego.

                  • ~kk 10.03.2025 10:15

                    Na niczym mnie Pan nie złapał. Zwyczajnie jest Pan intelektualnie pokręcony i wierzy Pan w to co Panu do głowy przyjdzie, a przychodzą Panu do głowy również urojenia.

                    Pan uważa, że jak coś zgodne jest z systemem nieuczciwym to jest uczciwe.

                    Pan uważa, że jak coś jest zgodne z systemem mimo, że nie jest moralne, to jest uczciwe.

                    • ~Mat 10.03.2025 11:13

                      Piszą na forum inne osoby, które próbują Panu powiedzieć na czym polega interdyscyplinarność i prowadzenie badań, niekiedy przełomowych. Ale Pan zamiast posłuchać to wrzuca swoje głupoty do sieci i obraża innych. Zobaczy Pan, że życie Pana kiedyś zweryfikuje. Tego Panu życzę, bo mnie z równowagi Pan nie wyprowadzi przez tak durne teksty. To, co przychodzi mi do głowy nie Panu oceniać, bo przez to, że Pan kłamał i nawet nie potrafi się przyznać, to żaden z Pana autorytet.

  • ~Seksista 07.03.2025 22:32

    Pytanie: Czy Ministerstwo Nauki będzie promowało stypendia tylko dla mężczyzn, tak jak obecnie promuje stypendium L'Oreal tylko dla kobiet?

  • ~Przemo 07.03.2025 20:29

    "Wiemy, że ten system jest niedoskonały, i to mówiąc bardzo delikatnie..."
    No to ciekaw jestem jaki błąd pomiaru polska nauka, teraz bez Gowina zaakceptuje jako dopuszczalny.
    Inną, ważniejszą kwestią jest co właściwie mierzymy "ewaluując" uczelnie i tzw. dyscypliny i po co to robimy.
    Są pomiary, które nawet kiedy dokładne, nie niosą w sobie żadnej informacji godnej uwagi nawet umysłu przeciętnego i chętnego poznać zamysły mistrza pomiarów ;-)

  • ~Marcin 07.03.2025 17:45

    Profesorstwo, tj. pozostali goście, zje ją żywcem ;)

    • ~Profesor PAN 10.03.2025 09:17

      Nie docenia pan stopnia uszanowania władzy przez Polaków.

    • ~tom 08.03.2025 14:32

      zwłaszcza, że tam aż trzech biologów :) a gdzie reszta dziedzin?

  • ~Ada 07.03.2025 14:04

    Pytanie: czemu w radzie przy ministerstwie są same kobiety (rada ds kobiet). Czy jest rada ds mężczyzn?

  • ~Profesor PAN 07.03.2025 13:24

    Słowo ministra w XIX wieku oznaczało służącą. Słowa wiceministra chyba nie znali.

    • ~MB 07.03.2025 14:45

      Jeszcze zaś gorsze jest to, że w XXI wieku niektórzy wciąż wierzą, że świat stworzył jakiś bóg. W 7 dni.

      • ~Fidelio 07.03.2025 15:33

        Panu koledze wszystko się kojarzy ze swoimi mądrościami, które bez związku z tematem musi z siebie wyrzucać?

        • ~Profesor PAN 07.03.2025 16:54

          Jak to mawiał Hugo Steinhaus: Mozna wywalić Boga z jego miejsca we Wszechświecie. Ale tak dobre posady niedługo wakują.

          Dlatego proponuje raczej powywalać trolle z listy dyskusyjnej.

          • ~tom 08.03.2025 14:41

            Panie Profesorze, czemu na 5 osób jest tam aż 3 biologów? Gdzie inne dziedziny?

            • ~Profesor PAN 08.03.2025 16:11

              Pracują i nie mają czasu na głupoty.

          • ~MB 07.03.2025 19:16

            PAN Profesor od szyku przestawnego nie pojął jeszcze różnicy między kulturą wiary a kulturą wątpienia i dlatego wciąż nie może żyć bez pana (oraz jego rózgi). I jest to parafraza słów kogoś znaczniejszego jeszcze niż Steinhaus.

            • ~Profesor PAN 08.03.2025 12:48

              Pan ateista? Gdyby znał pan logikę, to wiedziałby, że wiara w nieistnienie, jest wiarą wiele mocniejszą niż wiara w istnienie, obojętne - bogów czy bakterii. Ateiści to ludzie bardzo mocno wierzący, całkiem wielu wręcz fanatycznie. Proszę więc nie zartować o kulturze wątpienia.

              PS. Kto to jest niby tak bardzo znaczniejszy niż prof. Hugo Steinhaus?

              • ~MB 10.03.2025 09:10

                Gdyby pan znał logikę to by wiedział, że w tej dwuwartościowej nie ma prawdy prawdziwszej od innej (i przez dopełnienie analogicznie jest z fałszem).

                Gdyby pan był naukowcem to by wiedział, że można albo wierzyć albo wiedzieć. Istnienie tzw. boga nie jest jednak aksjomatyczne, tylko dogmatyczne, a zatem próba dowodzenia jego istnienia zaprzecza idei wiary (bo podważa dogmat).

                Mistrzem, który mówił (między innymi) o kulturze wiary i kulturze wątpienia był Prof. Richard Feynman.

                Ech, humaniści...

        • ~MB 07.03.2025 16:16

          Ani to sarkazm, ani złośliwość. Proponuję jeszcze potrenować.