Prof. Agnieszka Chacińska, dyrektorka Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych IMol PAN, jest kolejną uczestniczką debaty „Forum Akademickiego” i Polskiej Akademii Nauk. O pomysłach na nową ewaluację porozmawiamy już za tydzień, 11 marca, o godzinie 18:00.
Do udziału w dyskusji na temat niezbędnych zmian w ocenie jakości działalności naukowej zaprosiliśmy pięcioro przedstawicieli środowiska akademickiego. Obok prof. Magdaleny Musiał-Karg z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, którą przedstawiliśmy wczoraj, w spotkaniu weźmie udział prof. Agnieszka Chacińska, dyrektorka Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych, najmłodszej jednostki naukowej PAN.
Specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu cytologii, biologii molekularnej i biochemii. Ukończyła Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, a następnie związała się z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN. Odbyła staż podoktorski w Instytucie Biochemii i Biologii Molekularnej Uniwersytetu we Fryburgu, gdzie następnie została kierownikiem własnej grupy badawczej. Po powrocie z Niemiec rozpoczęła pracę w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie. Założyła tam Laboratorium Biogenezy Mitochondrialnej. W latach 2017–2019 kierowała Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego (CeNT UW).
Od 2020 r. stoi na czele Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych PAN. To pierwszy od ćwierćwiecza instytut badawczy poświęcony naukom biologicznym w Polsce i jednocześnie najmłodsza jednostka PAN. Prof. Chacińska należy do Europejskiej Organizacji Biologii Molekularnej (EMBO) i Academia Europaea. W maju ub.r. została pierwszą badaczką z Polski w gronie członków Niemieckiej Akademii Przyrodników Leopoldina.
Wchodziła w skład sześcioosobowego zespołu doradczego przy prezesie PAN, który w czerwcu 2024 roku przygotował zarys nowego systemu ewaluacji. Członkowie tego gremium rekomendują rezygnację z oceny osiągnięć na podstawie wskaźników bibliometrycznych i zastąpienie jej ekspercką oceną środowiskową (peer-review). Proponują też, żeby ocenie podlegały jednostki naukowe, a nie dyscypliny, jak to ma miejsce obecnie. Jednocześnie, jako że – ich zdaniem – pełna ocena środowiskowa wszystkich osiągnięć naukowych w Polsce (w szczególności ekspercka ocena wszystkich publikacji i projektów naukowych) jest niemożliwa do zrealizowania w praktyce, sugerują selektywną ewaluację najważniejszych osiągnięć naukowych (publikacji, monografii, rozdziałów monografii czy patentów) wskazanych przez ocenianą jednostkę. Za kluczową uznają transparentność kryteriów oceny.
W dokumencie podkreślono, że w procesie ewaluacji wyników badań konieczne jest równe traktowanie wszystkich rodzajów instytucji naukowych. Odnosząc się do argumentu dodatkowych obciążeń dydaktycznych pracowników uczelni (w porównaniu z instytutami PAN), autorzy dopuszczają możliwość mniejszych liczby wymaganych publikacji (per capita), ale zastrzegają, że nie oznacza to przyzwolenia na obniżenie jakości badań prowadzonych na uniwersytetach.
Ewaluacja instytutów PAN, wedle przedstawionego nowego systemu, powinna służyć identyfikacji i wsparciu jednostek naukowych osiągających najlepsze wyniki na światowym poziomie, a jednocześnie wskazaniu tych, które nie spełniają oczekiwanych kryteriów i wymagają restrukturyzacji.
Celem jest wspieranie instytutów o najlepszych osiągnięciach i największym potencjale badawczym, inspirowanie do tworzenia nowych zespołów i nowych ośrodków naukowych w najbardziej obiecujących dziedzinach przez naukowców o uznanej renomie międzynarodowej, a także podejmowanie odpowiednich działań względem instytutów nieodpowiadającym strategii i misji PAN, aby w możliwie najkrótszym czasie wszystkie jednostki naukowe PAN sytuowały się wśród ponadprzeciętnych instytucji naukowych w Polsce w swoim obszarze badawczym – tłumaczą autorzy propozycji, wśród których była prof. Agnieszka Chacińska.
Według nich wszystkie jednostki naukowe otrzymają podstawową subwencję, której wysokość będzie wyliczana w oparciu o liczbę zatrudnionych naukowców i współczynnik kosztochłonności w danej grupie dyscyplin. Dodatkowym elementem ma być opcjonalna ewaluacja ekspercka, która pozwoli jednostkom spełniającym warunki brzegowe na uzyskanie dodatkowych środków za ponadprzeciętne wyniki w przeszłości, co ma motywować do budowania konkurencyjności zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym.
Nowością w zaprezentowanych założeniach byłby fundusz uzupełniający tworzony z części środków uzyskanych przez daną jednostkę w ramach przyznanych dla badaczy grantów. Autorzy optują za tym, by było to nie mniej niż 50% sumy uzyskanych grantów, liczonej bez aparatury badawczej. Ponadto najlepsze jednostki, które mają istotne szanse, by dołączyć do czołówki światowej, będą mogły ubiegać się o dodatkową, znaczną dotację na podstawie konkursu, w którym osiągnięcia i potencjał jednostek byłby oceniany przez międzynarodowe zespoły ekspertów.
Zaproponowany system ewaluacji ma stymulować jednostki do podnoszenia jakości i efektywności badań naukowych. Jako że podstawowa subwencja wystarczy jedynie na naukową wegetację, system ten będzie zachęcał do pozyskiwania grantów na badania naukowe, które nie tylko umożliwią prowadzenie tychże, lecz także zwiększą finanse całej jednostki o środki z dotacji uzupełniającej – zwracają uwagę pomysłodawcy.
Wskazują jednocześnie atuty nowego systemu: prostota, mała podatność na manipulacje, premiowanie najlepszych osiągnięć, ograniczenie czasochłonności przygotowania raportów przez oceniane jednostki, a zarazem zmniejszenie zaangażowania ekspertów je oceniających.
O tej i innych propozycjach zmian będziemy dyskutować podczas debaty „Ewaluacja do naprawy”. Zapraszamy na nią wraz z Polską Akademią Nauk. Termin: 11 marca o godzinie 18:00. Transmisja na kanale YouTube PAN.
Mariusz Karwowski
Co to za debata będzie??? Na 5 dyskutantów aż 3 biologów .... Czy na prawdę nie dało się zbudować bardziej reprezentatywnej grupy jeśli chodzi o dziedziny naukowe? O dyscyplinach już nie wspomnę .... Gratuluję dobrej organizacji i bezstronności :)
Odejście od punktozy, to po pierwsze.
Po drugie, docenić badania stosowane i komercjalizację, bo to pokazuje, że polski podatnik płaci za badania, które służą własnemu krajowi, choć to bardzo trudne, bo zaoraliśmy polski przemysł i produkcję. Jeśli dofinansujemy głównie badania podstawowe, to świetne wyniki zaraz staną się kąskiem dla obcych korporacji, bo polski naukowiec traktuje działalność polegającą na transferze technologii do start-up'u jako zło konieczne. A finansowanie badań obciąża przecież polskich podatników. Jakoś ciężko mi wymienić polskie produkty, które Polacy kupują. Więc po co uprawiać naukę? Dla samej ciekawości i poszerzenia horyzontów? Tak, to też, ale to nie jedyny aspekt misji naukowca.
Po trzecie, naprawdę zacznijmy siebie szanować, i wyceniajmy swoje know-how wysoko wobec rządzących oraz instytucji zachodnich, do których jeździmy jako eksperci.
Zatem lepiej nie miejmy świetnych wyników, a naukowcy niech się pogodzą z rolą sztucznie hamowanych w swej pracy wyrobników? Szkolnyj raboczij, byle tylko nie wymyślił czegoś, co obcy nam zaiwani?
To wtedy ci lepsi hurmem już wyniosą się za granicę, a zostaną tacy, którym ten stan odpowiada. I oni będą uczyć nasze wnuki. Tylko czego?
@Badaczka
Pisze Pani, ze "Jeśli dofinansujemy głównie badania podstawowe, to świetne wyniki zaraz staną się kąskiem dla obcych korporacji".
I bardzo dobrze, ze tak sie stanie.
Poniewaz bedac pacjentem, w ogole i absolutnie nie obchodzi mnie, kto wyproduje jakies lekarstwo. Wazne jest dla mnie tyle, zeby ono bylo dostepne. Jesli polscy naukowcy maja prowadzic badania podstawowe, a pozniej chowac wyniki tych badan do szuflady, aby nie staly sie one "kąskiem dla obcych korporacji", to lepiej, zeby w ogole nie prowadzili zadnych badan, bo to bylaby dopiero strata i marnowanie pieniedzy podatnikow.
Nauka jest swiatowa i dzieki publikacjom i wymianie informacji ludzie na calym swiecie moga korzystac z jej owocow. To nie jest nic nowego, ze sa kraje, gdzie biznes na tych odkryciach robi sie lepszy, niz innych krajach. Zawsze tak bylo i obawiam sie, ze zawsze tak bedzie. Lepiej nie blokowac dostepu do informacji naukowej z powodow ideologicznych. Do wiekszosc miejsc na swiecie technologia i nowe zdobycze medycyny beda trafiac, jako produkt przygotowany nie lokalnie, tylko gdzies indziej na swiecie. Lepiej, zeby dotarly one w taki sposob, niz zeby nie docieraly w ogole lub docieraly z duzym opoznieniem.
Pyta Pani, "Więc po co uprawiać naukę? Dla samej ciekawości i poszerzenia horyzontów?"
Odpowiedz na to pytanie brzmi "tak". To jest warunek konieczny i wystarczajacy do tego, aby prowadzic badania naukowe. Jest to jedyny prawdziwie istotny "aspekt misji naukowca".
Nalezy chylic czola przed wszystkimi naukowcami, ktorzy oprocz tego zadania biora udzial w innych spolecznie waznych aktywnosciciach, takich jak popularyacja nauki lub komercjalizacja wynikow badan. Ale to sa czynnosci dodatkowe, ktore jak najbardziej nalezy gleboko doceniac, ale nie nalezy oczekiwac, ze kazdy naukowie bedzie w nie zaangazowany.
A nie da się pracować po prostu dla pieniędzy?
@Profesor PAN
Teoretycznie chyba sie da, ale z jakiegos powodu nigdzie na swiecie to tak nie dziala...... :-)
Moze dlatego, ze jak sie spojrzy na zarobki w dowolnym kraju, to na uczelniach ludzie nigdy nie zarabiaja tyle, ile mogliby zarobic poza uczelniami. Tak wiec ci, ktorzy sa mocno nastawiani na pieniadze, zwykle ida sobie z uczelni pracowac gdzie indziej.
Nauka to po prostu zawód. Ma swoją specyfikę, którą wielu może uznać za atrakcyjną, ale w sprawach zasadniczych nie różni się od innych zajęć.
Panie Marcinie, zgadzam się ze wszystkim, co Pan napisał. :) Uważam, że badania podstawowe są bardzo istotne, podobnież jak badania stosowane. Obie grupy badań powinny być doceniane. Tak samo jak Pan napisał inne aktywności naukowców również powinny być docenione. W związku z tym uważam, że cała obecna ewaluacja jest bezsensowna i zmiana list, slotów, etc. niczego dobrego nie da. Możemy się spierać, które czasopismo jest lepsze, które gorsze. Koniec końców liczą się pewne efekty, "po owocach ich poznacie". Musimy w końcu docenić inne czynniki, to trochę tak jak ktoś by się zapytał, po co studia, a no właśnie po to, by kształtować młodych ludzi, aby rozwijać w nich pasje i ugruntować pod kątem późniejszej pracy w gospodarce. Kluczową misją uniwersytetów jest kształcenie młodych ludzi na różnych poziomach i stanowczo uważam, że powinno to być mocno doceniane. To cały ekosystem, który nie sprowadza się tylko do punktów za publikacje. A w tym momencie tak to nie wygląda, czy tego chcemy czy nie. Jest niepisana zasada, że możesz być dobrym naukowcem i słabym dydaktykiem i będzie ok, natomiast odwrotnie już nie zawsze to działa. Nie musimy tego nazywać ewaluacją nauki, ale po prostu ewaluacją szkolnictwa wyższego w Polsce. Wtedy moglibyśmy przeprowadzać oceny pod kątem działalności badawczej, dydaktycznej oraz społecznej, co jest również istotne. Co do wypowiedzi Pani Badaczki, też rozumiem jej stanowisko i nie sposób się z nią nie zgodzić, gdyby zapytać Kowalskiego na ulicy, co w tej nauce w Polsce słychać. Chodzi o to, aby pokazać, że nasze wynalazki, nowe metody, nowe związki, czy cokolwiek co badamy, mają przełożenie i społeczeństwo jest w stanie to odczuć. Rozmawiam z różnymi ludźmi na różnych stanowiskach i niestety obraz nauki w ich oczach jest kiepski, lekko to ujmując, nie są w stanie wymienić jednej rzeczy. Teraz ostatnimi czasy zaczęli mówić o pllumie i w zasadzie to jest coś, co mogą dotknąć, co jest namacalne i zrodziło się w środowisku naukowym. Niemniej to jest dużo wyższy TRL jeśli chodzi o AI. Generalnie kończąc musimy doceniać popularyztarostwo nauki, punktować je jak publikacje, bo ktoś to musi zrobić. Jeśli tego nie zrobimy, społeczeństwo nie będzie widziało, co my robimy. Ah, oczywiście bym zapomniał, społeczeństwo widzi podstawową sprawę - kształcenie kadr dla gospodarki, a więc tu widać przełożenie, że podatnicy dają "kasę", a dzięki niej kształceni są np. inżynierowie, psycholodzy, etc.
@Mat
Odniose sie tylko do 2 puntkow.
Bardzo wazne jest zebysmy wiedzieli, o czym mowimy. Czyli powinnismy znac priorytety oraz definicje. Jesli ewaluacji ma podlegac strona naukowa aktywnosci danej instytucji, nie mowimy tutaj o dydaktyce. Na przyklad, w Wielkiej Brytanii mamy zarowno REF (ewaluacje badan i ich wplywu na spoleczenstwo), jak rowniez TEF (ewaluacje dydaktyki), dwa zupelnie oddzielne zadania. Powiedzialbym, ze "kształcenie kadr dla gospodarki" to jest temat raczej daleki od ewaluacji poziomu badan naukowych.
Nie mowie, ze ewaluacja calosci zadan, przed ktorymi stoja uczelnie wyzsze jest niemozliwa, ale na razie chyba nie o takiej ocenie pracy naukowcow mowimy.
O druga sprawe, naprawde wazna, zaczepia to zdanie "Rozmawiam z różnymi ludźmi na różnych stanowiskach i niestety obraz nauki w ich oczach jest kiepski". Otoz wydaje mi sie, ze znakomita wiekszosc spoleczenstwa, i - co gorsza - spory odsetek naukowcow, tak naprawde nie rozumie, jak dziala nauka w dluzszym okresie czasu. Skad sie bierze progres, nowe techologie, rozwoj cywilizacyjny. Wydaje mi sie, ze ta sa tematy, ktore powinny byc bardzo dobrze przewalkowane w szkole, na przyklad w pozniejszych klasach podstawowek lub wczesnie w szkolach srednich. To jest naprawde wazne; i ma wielki wplyw na rozumienie czego oczekiwac od nauki, a czego nie, skad sie bierze nasze zrozumienie swiata i czego nauka powiedziec nam nie moze, itd. Ostatnia pandemia wyraznie pokazala, jak bardzo te tematy sa istotne.
Kiedy ludzie rozumieja, jak dziala nauka, obraz nauki w ich oczach moze duzo lepiej odzwierciedlac stan rzeczywisty. Nie bronie tutaj "kiepskiego obrazu nauki polskiej w oczach spoleczenstwa", tylko generalizuje, bo to nie jest tylko polska ulomnosc, tylko raczej ogolnoswiatowa.
Wracajac do tematu badan podstawowych, tak naprawde od ich poziomu zalezy wszystko. Nie ma kraju, w ktorym badania podstawowe leza i kwicza, a komercjalizacja i nowe techlogie wyrastaja jak grzyby po deszczu. Takie cos nie istnieje.
Panie Marcinie, wszystko fajnie, tylko kilka kwestii. Buisness as usual na uniwersytetach to kształcenie kadr, to wpływa na to, że realnie wypuszaczamy inżynierów, etc. którzy potem pracują w firmach, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa - one generalnie tworzą PKB Polski jak i Europy. To jest kluczowe i powinno być mocno akcentowane. Wiem, że to można sprowadzić do poziomu zawodówki, ale to nie jest poziom zawodówki, a jednak właśnie powinien być definitywnie wyższy. TO jest kluczowa sprawa i na to powinien być akcent. Czy nazwiemy to REF, CEF, BEF, nie ma znaczenia, ważne, aby przy ewaluacji brać to pod uwagę.
Druga sprawa: zgadzam się z Panem co do tego obrazu i jak Pan pisze nauka działa w dłuższym okresie czasu. Tylko że patrząc na ostatnie kilkanaście lat to jakie osiągnięcia realne ma Polska w kwestii badań? Raczej wygląda to jak obraz specjalnych stref ekonomicznych z przeładowniami i miejscami składania strzykawek. Tylko R&D jest na przykład w Niemczech. Akurat współpracuję z Niemcami i u nich świetnie jest to rozwinięte i bardzo stawiają na połączenia z firmami, na rozwój prac badawczo-rozwojowych. I działa to naprawdę. Nikt nie liczy żadnych głupkowatych punktów, a właśnie efekty wdrożeń, efekty prac na styku nauka i biznes. Musimy to zmienić i w końcu zrozumieć. My musimy gonić.
Trzecia sprawa: zgadzam się co do popularyzacji w szkołach, ale Panie Marcinie, powiedzmy sobie szczerze, jakbyśmy usiedli i porozmawiali o szkole w Polsce, to chyba Pan wie jak to wygląda? Pensje na poziomie 5500 brutto, mamy naprawdę oczekiwać popularyzacji nauki na tym poziomie? Czy po prostu odbębnienia podstawy programowej i powrót do rodziny popołudniu? Proszę o tym zapomnieć, nie w tych realiach. Naukowcy powinni również być popularyzatorami nauki, powinni szeroko mówić o swoich badaniach, a przede wszystkim efektach, nie jakie mam parametry, bo to sprowadza się do rozmowy na poziomie, kto ma większego hirscha czy sumarczny IF. A chyba wszyscy tego nie chcemy. A przede wszystkim nie zwykły podatnik Kowalski, który jednak w postaci podatków nas dotuje. On oczekuje efektów. I jak zobaczy efekt w postaci startupu, który robi to czy tamto, czy firmy, która tworzy coś, co eksportuje w świat, to wtedy można śmiało wyjść do ludzi. Wtedy też będzie większe parcie na dofinansowanie niedofinansowanej naszej nauki.
Należy zwrócić uwagę, że ewaluacja, o której teraz mowa, jest narzędziem służącym do wymierzenia wysokości dotacji na statutową działalność naukową uczelni (czy też innej instytucji naukowej). Dotacja na działalność dydaktyczną jest od tego całkowicie oddzielona, przyznawana na podstawie innych kryteriów i w zasadzie przez kogoś innego, a przynajmniej z innej puli środków. W związku z tym, jeśli system przyznawania środków na nauczanie i na badania nie zostanie zmieniony, postulowanie aby dotacja naukowa uwzględniała zaangażowanie w działalność dydaktyczną, jest chybione.
@Mat
Oczywiscie, jesli ministerstwo czy ogolnie nazwijmy to "srodowisko naukowe" w Polsce zdecyduje, ze ewaluacja ma dotyczyc rowniez czesci edukacyjnej oraz tego, ile osob z tytulami inzyniera czy tez lekarzy "wypuszczaja" uczelnie polskie, to wtedy nalezy podjac to wyzwanie. Odnioslem sie tylko do kwestii tego, co chcemy rzeczywiscie oceniac. Jak na razie nie byla to edukacja (N.B. instytuty stricte naukowe nie prowadza "klasycznej" edukacji, wiec ich ocena musialby pojsc nieco inna sciezka).
Czy polska nauka ma jakies znaczace osiagniecia w ostatnich latach? Nie potrafie na pytanie jednoznacznie odpowiedziec. Wydaje mi sie, ze biorac pod uwage to, jak duzy jest to kraj, to chyba raczej odpowiedz brzmi "nie". Ale to mozna latwo uzasadnic brakiem funduszy, i nie bedzie to przeciez powod nieprawdziwy. Na co na pewno polska nauka choruje, to bardzo slaby poziom cytowania publikacji polskich naukowcow, co moim zdaniem moze wiazac sie z niskim poziomem innowacji i nowych technologii. Po prostu istnieje zapewne pewien poziom, jaki jest wymagany zarowno od strony jakosci, jak rowniez "novelty" (nowatorstwa?), ktory umozliwi transfer wynikow z nauki do przemyslu. Na razie ten poziom nie zostal osiagniety.
Co do szkol to absolutnie nie mialem na mysli zadnej "popularyzacji". Chodzilo mi o to, aby w szkolach edukowano dzieci i mlodziez o tym, co to jest nauka, co to jest metoda naukowa, jakie sa mechanizmy prowadzace od odkrycia do translacji tych wynikow do przemyslu. To nie popularyzacja, to absolutne podstawy filozofii nauki i mechanizmy dzialajace w swiecie nauki. Jest szansa, ze dzieki temu elementowi edukacji byloby w Polsce mniej antyszczepionkowcow albo mniej ludzi oczekujacych od nauki rzeczy, ktorych nauka dostarczyc nie jest w stanie.
Wlasciwe srodowisko naukowe to nie tylko publikacje w 'Nature'. To calym system, piramida, ktora istnieje w panstwach, gdzie nauka funkcjonuje dobrze. Niestety, brakuje w Polsce politykow, ktorzy rozumiaja, jak dziala nauka. Nie wiem, dlaczego tak, bo to nie jest wiedza tajemna. Ale tak jest i to bardzo przeszkadza, poniewaz politycy nie bardzo wiedza wiedza, kogo w sprawach nauki sluchac. Czesto sluchaja wiec ludzi przypadkowych, dla ktorych jakosc oraz finansowanie nie sa priorytetami. A powinny byc.
Jesli zas chodzi o dystrybucje pieniedzy, to wazne, zeby system wspieral calosc piramidy, a nie tylko jej czubek. Potrzeba pewnej rownowagi, ktora pozwoli istniec rowniez tym, ktorzy nie publikuja w 'Nature', ale robia dobra robote w swojej dziedzinie naukowej.
Poziom cytowania publikacji polskich naukowców jest bardzo słaby z jednej przyczyny - cytowania nie mają znaczenia dla ewaluacji nauki. Ministerstwo płaci i wymaga i dostaje, czego wymaga, a jak nie wymaga, to nie dostaje. Nie wiem, czy Polska jest jedynym państwem w świecie, które ma tak dziwaczną ewaluację, nie biorę odpowiedzialności za Togo i Burundi, ale pewno jedynym w OECD.
Kazda debata i dyskusja, ktora nie skupia sie na niedofinansowaniu, jest szkodliwa dla polskiej nauki.
Ale może być korzystna dla dyskutantów - jeśli przekonają ministerstwo, ze im się należy a reszta niech zdycha z głodu.
Czyżby to była dyskusja o nowej polityce nauki jak to przedstawia " Adrian Zandberg podsumował artykuł komentarzem: "Nowy program badawczy rządu Tuska: czy koryto może latać?".
Chyba nie wiele ta dyskusja wniesie gdy koalicjant tak podsumowuje naukę.
Czasy się zmieniają ale pani zawsze jest w komisjach.
"Pani" jest cenionym uczonym z bardzo znacznym międzynarodowym dorobkiem naukowym, profesorze. Osobiście nie wolałbym widzieć na jej miejscu kolejnego eksperta od liczenia diabłów na końcu szpilki.
Takich jest w Polsce kilka tysięcy. Ja chyba nie znam wielu innych, jak kto nie jest cenionym uczonym z bardzo znacznym międzynarodowym dorobkiem naukowym po 20 latach pracy, to znaczy, że źle wybrał zawód. A ponieważ zawód uczonego nie jest atrakcyjny, znacząca część nieudanych nakowców poszła do innej lepszej pracy.
Dlaczego do wszystkich komisji, komitetów, rad i zespołów ciągle trafiają ci sami a inni nie trafiają?
No ktoś ich wybiera według jakiś kryteriów? według jakiegoś klucza? dla równowagi dyscyplin naukowych w komisjach, komitetach, zespołach? Zakładam, że rządzi meritum?
To pytanie właśnie nie daje mi spać.
To tak z "grzeczności" trzeba dołożyć "Pani" ?
Takie jest wymaganie w oficjalnej korespondencji. Jeśli lista dyskusyjna jest zapisem luźnej rozmowy, używa się małych liter. Tak przynajmniej twierdzą specjaliści.
Zgadzam się z tym. Wielkich liter powinno używać się tylko w korespondencji "wyższej": oficjalnej lub ceremonialnej (zaproszenie itp.). Używanie ich przy każdej okazji to nieomylny znak pewnego drobnego nieobycia, albo czytania internetowych mediów.
No, bez przesady. W listach z wakacji do znajomych też się pisze, czy raczej kiedyś pisało zaimki majuskułą. Więc w mailach chyba analogicznie.
Ale rzeczywiście nie lubię pisania co drugiego słowa bez powodu dużą literą, to objaw braków w wykształceniu, polski tekst wygląda wtedy jak niemiecki (takie forum jak to to nie wiem, czy bardziej analog listu papierowego, czy bardziej zapisu rozmowy, raczej to drugie, tu bym się bardziej skłaniał do małych liter, choć nie jestem konsekwentny).
.
Tym bardziej, że nie zwracałem się do pani prof. Chacińskiej, której nie podejrzewałem o zniżenie się do rozmowy z nami, tylko nieco strawestowałem cytat z kultowego filmu.
Trzeba umieć się ustawić, jak to mówią, by w komisjach być i nie być pomijanym. To jest sztuka, a nie nauka.
Ale może pomysły są do zrealizowania?
Nauka stosowana.