Do osiągnięcia poziomu wydatków na naukę w wysokości 3% PKB można dojść różnymi sposobami, ale nie odbędzie się to – jak choćby w przypadku nakładów na obronność – poprzez zapisanie takiego celu w ustawie.
Z opublikowanych niedawno danych Europejskiego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku Polska wydała na badania i rozwój 1,56% swojego PKB. Przy wyliczaniu wzięto pod uwagę zarówno środki publiczne, jak i pochodzące z sektora prywatnego. I choć uwzględniwszy całą ostatnią dekadę jesteśmy w europejskiej czołówce państw z największym wzrostem udziału nakładów na naukę w relacji do PKB (+0,7 p.p.), to jeśli chodzi o osiągniętą wartość wskaźnika daleko nam jeszcze do średniej dla całego kontynentu wynoszącej 2,22%. Dodajmy, że liderzy przekroczyli już 3% PKB: Szwecja – 3,6%, Belgia i Austria – po 3,3%, Niemcy i Finlandia – po 3,1%.
Tak wysoki poziom dla polskiego środowiska akademickiego pozostaje w sferze marzeń, mimo że o zwiększenie funduszy akademicy dopominają się już od dłuższego czasu. Nic dziwnego, wszak nauka to dziś jeden z najbardziej niedoinwestowanych obszarów. Oprócz corocznych „dosypek”, które przypominają jedynie nakładanie plastra na ropiejącą ranę, nie wskórali za wiele. Dlatego rozpoczęli batalię o bardziej konkretny cel – wzrost nakładów do wysokości 3% PKB.
Jak przypomina Ministerstwo Finansów, przestrzeń wydatkowa dla budżetu państwa wyznaczana jest głównie stabilizującą regułą wydatkową. Określa ona nieprzekraczalny limit wydatków dla poszczególnych organów i jednostek. W ramach tego limitu planowane są w pierwszej kolejności środki na zadania wynikające z obowiązujących już przepisów oraz wydatki będące konsekwencją nowo implementowanych regulacji czy działań rządu. W jaki zatem sposób osiągnąć cel postulowany przez naukowców?
Jednym z najczęściej przywoływanych pomysłów jest obligatoryjny, a nie zależny od priorytetów danego rządu, ustawowy zapis o określonym, powiązanym z PKB, poziomie wydatków. Rozwiązanie to sprawdziło się już w odniesieniu do nakładów na armię. W ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP nałożono obowiązek przeznaczania corocznych środków z budżetu państwa w odpowiedniej wysokości. Dla przykładu, w tym i przyszłym roku – 2,3% PKB, w kolejnych czterech latach – 2,4% PKB, a od roku 2030 – 2,5% PKB. I choć już dziś wydajemy więcej niż założony minimalny próg, to mało kto podważa zasadność tych wydatków, a Polska pod względem relacji nakładów na wojsko do PKB znajduje się w czołówce krajów NATO.
Czasami tkwimy w koleinach swoich przyzwyczajeń, uważamy, że różnych rzeczy nie da się zrobić, że już próbowano i nic z tego nie wychodzi. Znaczący wzrost w ostatnich latach naszych nakładów na cele obronne dowodzi, że jednak można przełamać tego typu stereotypowe myślenie. Jestem przekonany, że wzrost nakładów na naukę, jeżeli będzie odpowiednio duży, może dać znakomite rezultaty – mówił nam niedawno dr hab. Marcin Pałys, przewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Czy podobnie mogłoby się stać z niedocenianą dziś nauką? Wiadomo, że zajmie to lata, osiągnięcie wskazywanego poziomu wydatków wymaga długofalowej strategii, ale może właśnie tym bardziej warto już teraz zacząć ten proces. Zapytaliśmy w Ministerstwie Finansów, na ile realnie rozważany jest w ogóle scenariusz wzrostu nakładów na naukę poprzez skorelowanie ich z PKB. Odpowiedź rozwiewa jednak wszelkie nadzieje.
Warto zwrócić uwagę, że propozycja powiązania wydatków na naukę z poziomem PKB będzie prowadzić do dalszego usztywnienia budżetu, co jest zjawiskiem niepożądanym ze względu na ograniczenie elastyczności w zarządzaniu środkami budżetowymi, np. możliwość szybkiej reakcji finansowej w razie wystąpienia zdarzeń nie dających się przewidzieć, jak chociażby pandemii, konfliktu zbrojnego, wystąpienia powodzi. Takie czynniki w bezpośredni sposób mogą istotnie oddziaływać na wielkość szacowanych dochodów i poziom planowanych wydatków budżetowych – wskazuje MF.
Resort, jednoznacznie odrzucając postulat naukowców, podkreśla zarazem, że inwestowanie w badania naukowe jest kluczowe dla rozwoju społeczeństwa, poprawy jakości życia i wzmocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej.
Nie ulega wątpliwości, że wydatki na naukę to inwestycja, a nie koszt i dlatego warto szukać rozwiązań, które pozwolą pozyskać finansowanie – piszą urzędnicy, nie omieszkawszy przypomnieć, że w tym roku minister finansów przekazał obligacje skarbowe Uniwersytetowi Warszawskiemu (150 mln zł); uczelniom (1,5 mld zł) i Narodowemu Centrum Nauki (500 mln zł).
Wszystkie te kwoty, istotnie, stanowią wsparcie dla wymienionych instytucji, ale rozwiązują problemy tylko „na chwilę”. Wobec braku długoterminowej strategii finansowania nauki, prędzej czy później powrócą. Skoro jednak „twardy” zapis w ustawie nie wchodzi w grę, to być może rozwiązaniem będzie bardziej „miękki” harmonogram wzrostu nakładów na najbliższe lata. Pod warunkiem jednak – zastrzega prof. Dariusz Jemielniak, współinicjator (obok prof. Piotra Sankowskiego) oddolnej akcji „3% PKB na naukę” – wprowadzenia przez rząd mechanizmów dyscyplinujących, aby nie było łatwo odrzucić takiej mapy drogowej.
Trzeba powiedzieć „dość” spychaniu na margines, bo wydatki na naukę to polska racja stanu. Nie jest nią z pewnością utrzymywanie nierentownych kopalni, za to tworzenie polskich technologii, dokonywanie odkryć, wspieranie naszych wynalazków i patentów – owszem. Jednocześnie sprzeciwiam się wyborowi między obronnością a nauką. Jest dokładnie odwrotnie, wydatki na naukę (czyli badania i rozwój) to są bezpośrednio wydatki na obronność. Świetnie to rozumieją Tajwan, Izrael czy Korea Południowa, czyli kraje frontowe, które wydają nawet po 5% PKB na B+R, bo wiedzą, że to się nie tylko opłaca gospodarczo, ale też przede wszystkim zwiększa ich bezpieczeństwo. Wszyscy stracimy, jeśli tego nie zrozumiemy – kończy wiceprezes PAN.
Mariusz Karwowski
Jeżeli Rzeczpospolita Polska przeznacza na szkolnictwo wyższe, naukę i rozwój 9-10 mld USD, a Republika Federalna Niemiec 143 mld USD, Francja 68,5 mld USD, Wielka Brytania 54,9 mld USD, to w jaki sposób możemy konkurować z tymi potęgami naukowymi globu? Wszystko też wskazuje na to, że przynajmniej do 2030 r. nakłady na sektor wiedzy w Polsce będą stanowiły raptem 1,1 % PKB. Właściwie jest to czas stracony dla polskiej nauki, gdyż nadal będzie konserwowana bieda i zarazem zaciskanie pasa. Może już czas najwyższy aby po 35 latach dyzmokracji nad Wisłą całkowicie wymienić krajową klasę polityczną?
Po co rządzącym mądre społeczeństwo?
Klient w krawacie jest mniej awanturujący się.
Nie będzie żadnych 3 proc. Jeśli nie zabiorą to na pewno nie podwyższą.
Pozdrawiam noworoczne
Przypominam marzycielom, że deficyt budżetowy w przyszłym roku ma wynieść 289 mld zł czyli około 20% dotychczasowego długu publiczego - zadłużenia Polski od czasów odzyskania niepodległości, tyle zrobimy w jednym roku. Minister finansów będzie ścinać wszystkie wydatki zaczynając od tych, które ściąć najłatwiej, czyli jak zawsze od nauki. Cieszmy się, jeśli utrzymamy ten 1% wydatków na naukę.
Nie. Trzeba cisnąć, mieszać, powtarzać, że to będzie dobry biznes. Nie możemy się dać zbyć!
Wwiekszość zadlużenia to obligacje, dług u obywateli w PLN. Na tym nie można zbankrutować. Złoty i obligacje skarbu państwa emitowane są przez NBP i wzajemnie wymienne. Jeśli w ten sposób zwiększy się płace badaczom na uniwersytetach i w PAN na i granty naukowe, to jakiego dobra może zabraknąć w gospodarce? Papieru, magistrów, czy odczynników?
Sam MinFin powtarza w mediach, gdy przekazywane są jakieś dotacje, że każda wydana złotówka to conajmniej 4 powracajace do budżetu. Dlaczego za tymi slowami nie idą czyny?
Żeby odkrywać, patentować i komercjalizować trzeba mieć fundusze. Obecnie nikt nie jest zainteresowany krajowymi wynikami, patentami. Niestety nawet media nie promują polskiej nauki, wyszukując niejednokrotnie bzdety zachodnie i wychwalając je. Mamy w kraju bardzo mądrych ludzi, niesamowite wyniki czekające na aplikacje i cóż z tego....
Być może idą tylko my mylnie oceniamy ich zamiary. Być może naprawdę szczerze uważają, że każda złotówka wydana na naukę to conajmniej 4 powracajace do budżetu. W związku z tym bardzo uważają, by ich nie wydać. Szparagi same się nie zbiorą.
Bingo