Dekadami mówiono nam, że nie wypada, że nie jesteśmy górnikami, byśmy wychodzili na ulice. Skończyło się tak, że górnicy wywalczyli swoje kosztem wszystkich obywateli, tymczasem nasze postulaty, gdyby zostały spełnione, przyczynią się do poprawy sytuacji całego kraju – przekonuje prof. Dariusz Jemielniak, wiceprezes PAN, jeden z inicjatorów kampanii „3% PKB na naukę”.
Ubiegłotygodniowa kumulacja – 1,5 mld zł w obligacjach na uczelniane inwestycje, 100 mln zł dla instytutów PAN i 500 mln zł także w obligacjach dla Narodowego Centrum Nauki – mogła przywrócić środowisku akademickiemu poczucie sprawczości. Trudno przypuszczać, by bez jego zaangażowania, czy to w różnego rodzaju oddolne akcje, czy w pisanie do ministra i premiera apeli, listów i petycji, można było osiągnąć podobny efekt. Naukowcy nie poprzestają jednak na tym i zaczynają batalię o znacznie większą stawkę – mają już bowiem dość powtarzającego się co roku proszenia (niektórzy mówią wprost – „żebrania”) o pieniądze, nie chcą być wiecznie spychani na koniec kolejki do budżetowych środków, wreszcie marzą o pracy we w miarę przynajmniej stabilnych warunkach. I dlatego oczekują od polityków długofalowej strategii wspierania polskiej nauki. Nie tylko słowem. Pierwszym krokiem do tego mógłby być ustawowy zapis o określonym, powiązanym z PKB, poziomie wydatków na ten cel.
Jesteśmy w tym momencie rozwoju gospodarczego, że powinniśmy walczyć o większe finansowanie nauki. Trzeba głośno mówić o podniesieniu funduszy, bo „pacjent” jeszcze może pokazać na co go stać – pisał kilka dni temu na X prof. Piotr Sankowski, zaraz po tym jak w podkaście prof. Dariusza Jemielniaka obaj wyszli z pomysłem „3% PKB na naukę”.
W nauce jak w NATO?
Ten postulat nie jest zupełnie nowy. Kilka tygodni temu, w wywiadzie dla „Forum Akademickiego”, prof. Bogumiła Kaniewska, szefowa Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, przekonywała, że należy zapisać w ustawie stopniowy wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe, aby w przewidywalnym, we w miarę bliskim czasie, osiągnąć poziom 2 procent PKB, „choć wymarzonym progiem byłoby 3%, jak w krajach o najwyższym poziomie innowacyjności”.
Podobnie, choć bez podawania konkretnych wartości liczbowych, wypowiadali się wcześniej uczestnicy październikowego briefingu prasowego w Warszawie zorganizowanego pod wymownym tytułem „Czy czeka nas naukowy polexit?”.
Będąc członkiem NATO, jesteśmy zobowiązani do wydawania odpowiedniego procentu PKB na zbrojenia, podobnie naszym obowiązkiem powinno być wydawanie odpowiednio wysokiego procentu PKB na badania i rozwój – przekonywał wówczas prof. Marcin Nowotny z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie.
Postulat nie jest więc nowy, ale z nową siłą zaczął krążyć w przestrzeni publicznej kilka dni temu. Być może to efekt pewnego przesilenia, które nastąpiło w środowisku, a może naukowcy śmielej zaczęli walczyć o swoje, gdy zobaczyli – jak w poprzednim tygodniu – że przynosi to owoce?
Sytuacja powoli dojrzewa do tego, aby ludzie nauki zaczęli w końcu walczyć o dobro Polski. Dekadami mówiono nam, że nie wypada, że nie jesteśmy górnikami, byśmy wychodzili na ulice. Skończyło się na tym, że górnicy wywalczyli swoje, kosztem wszystkich obywateli, tymczasem nasze postulaty, gdyby zostały spełnione, poprawiłyby sytuację całego kraju. Trzeba powiedzieć „dość” spychaniu na margines, bo wydatki na naukę to polska racja stanu. Nie jest nią z pewnością utrzymywanie nierentownych kopalni, za to tworzenie polskich technologii, dokonywanie odkryć, wspieranie naszych wynalazków i patentów – owszem – mówi prof. Jemielniak.
Światowe badania, a rzeczywistość skrzeczy
Ostatnimi czasy wydatki na naukę w relacji do PKB nieznacznie przekraczają 1%. W 2023 roku poziom ten był najniższy od początku wieku – wyniósł 1,09%. W tym roku jest nieznacznie lepiej – 1,12%. Mowa tu o wydatkach publicznych, ale nawet doliczając środki z sektora prywatnego osiągamy ledwie około 1,5% PKB, a więc jesteśmy daleko z tyłu za europejską czołówką (Belgia – 3,44%, Szwecja – 3,40%, Austria – 3,20%, Niemcy – 3,13%). Średnia europejska to nieco ponad 2%.
Nas zwyczajnie nie stać na to, żeby być wyłącznie montownią rozwiązań zachodnich, a technologie kupować tylko na obcej licencji. Na montownię jesteśmy już za drodzy, musimy wykonać skok cywilizacyjny nad pułapką średniego wzrostu. Proszę pamiętać, że mówienie o 3% PKB zaciemnia obraz o tyle, że nasze 3% PKB to w kwotach bezwzględnych wielokrotnie mniej niż u Niemców, a przecież koszty aparatury i badań mamy takie same, czyli światowe – zauważa prof. Jemielniak.
I dodaje, że jednorazowe dorzucenie pieniędzy na NCN czy PAN niczego nie załatwi. To jak gaszenie pożaru, który za chwilę pojawi się w innym miejscu. Dla prof. Agnieszki Chacińskiej, dyrektorki IMol – Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych Polskiej Akademii Nauk, która także włączyła się w kampanię, ubiegły tydzień był przełomowy.
Zwłaszcza pół mld zł dla NCN, bo to zapewnia pewną gwarancję i możliwość prowadzenia bardziej stabilnej polityki grantowej. Dokonała się duża zmiana jakościowa, a ogłoszenie tego przez premiera ma zupełnie inny wymiar niż dotychczasowe wsparcie. Po cichu liczę na to, że to zwiastun zmian na lepsze. Przy czym 100 mln zł dla instytutów PAN to też krok w bardzo dobrym kierunku. Ale środowisko chciałoby i spodziewa się – i to jest właśnie idea akcji „3% PKB na naukę” – spójnego, jasnego planu podwyższenia wydatków na naukę.
Jej zdaniem, przekonywanie, że można się dziś rozwijać bez udziału nauki nie ma w ogóle racji bytu. Wydaje się to oczywistością, ale nie zawsze trafiało to do polityków. Badaczka podkreśla, że Polska całkiem dobrze kształci specjalistyczne kadry, które nie mają jednak możliwości rozwoju w kraju, więc muszą wyjeżdżać. I nie ma wątpliwości, że bez właściwego systemu wsparcia najlepszej jakościowo nauki, nie staniemy się dla tych ludzi konkurencyjni.
Musimy doprowadzić nakłady na naukę przynajmniej do średniej europejskiej, czyli około 2% PKB, bo inaczej – powiedzmy wprost – działamy przeciwko interesowi Polski. Z czego ma się rozwijać nasza gospodarka? Z surowców? Z taniej siły roboczej? Te czasy są już za nami. Liczę na to, że politycy szybko zdadzą sobie z tego sprawę – mówi szefowa IMol PAN.
Co na to podatnicy?
Wtóruje jej prof. Marcin Nowotny, którego zdaniem argumenty za tym, że powinniśmy inwestować w naukę, już funkcjonują w szerszym odbiorze. Wylicza: chcemy mieć nowoczesną gospodarkę i budować markę kraju; chcemy, by Polska była suwerenna naukowo i technologicznie oraz żeby znalazła się w mainstreamie Europy, której liderzy jasno deklarują dążenie do jej rozwoju w oparciu o naukę i technologię; wreszcie chcemy być dumni z osiągnięć badaczy pracujących w kraju.
Naukę bez wątpienia należy dofinansować. Jednak wszystkie te cele osiągniemy tylko wtedy, gdy wraz ze zwiększeniem środków poprawimy poziom naszej nauki. W Polsce muszą być prowadzone badania najwyższej jakości, technicznie doskonałe i nowatorskie, a nie przyczynkowe i odtwórcze. To tylko doskonała nauka przekłada się na przełomowe innowacje i takie badania fascynują i przyciągają następne pokolenia utalentowanych naukowców – podkreśla.
Dodaje jednak, że zanim potencjalne dodatkowe środki staną się faktem, przed naukowcami w Polsce stoi nie lada wyzwanie: pokazać, że mają pomysł na projakościowe ich zagospodarowanie.
Tylko w ten sposób przekonamy do inwestycji w naukę społeczeństwo i rządzących. Nie może być tak, że te ewentualne przyszłe fundusze zostaną rozdzielone dla wszystkich po równo, rozsmarowane, i nie przyniosą gruntownej poprawy jakości badań. Nie może być tak, że nauka będzie ukrytym systemem pomocy społecznej. To jest po prostu nieuczciwe względem podatników – zaznacza.
Jego zdaniem w ostatnich miesiącach głos naukowców był w tej sprawie wyraźnie słyszalny, choćby przy okazji batalii o NCN, w której wielokrotnie podkreślano, że to agencja, która dystrybuuje środki w drodze konkursu na najlepsze projekty. Teraz, uważa, pora na instytucje.
Powinniśmy oczekiwać publicznych konkretnych deklaracji, jaka jest wizja Polskiej Akademii Nauk i największych polskich uniwersytetów w kwestii promowania jak najlepszej nauki. Jak wspierać najbardziej utalentowanych badaczy, szczególnie młodych, i przyciągać nowych? Jak wprowadzić w polskich instytucjach mentalność, kulturę zarządzania i otoczenie instytucjonalne, które promują i wspierają wysoką jakość badań? Jaki jest plan na tworzenie nowych jednostek o światowych standardach? Co zrobić z tymi dużymi obszarami polskiej nauki, które odbiegają poziomem od nauki w krajach z bardziej rozwiniętym sektorem badań? Jeśli chcemy jako środowisko i instytucje w Polsce być skuteczni w działaniach na rzecz finansowania nauki, już nie uciekniemy od tych pytań. Musimy zaproponować konkretne przekonujące rozwiązania – mówi prof. Nowotny.
Dobijmy do średniej, a później się zobaczy
Również prof. Agnieszka Chacińska jest przekonana, że za większymi pieniędzmi muszą równolegle być wypracowane dodatkowe mechanizmy doskonałości:
Część środowiska nie chce się pogodzić z tym, że musimy wyjść naprzeciw zmianom. Dosypywanie pieniędzy na dłuższą metę nic nie da, bo każdą ich ilość, jak wiadomo, można „rozsmarować” bez dobrych efektów. W Polsce tymczasem brakuje mechanizmów projakościowych. Spójrzmy na Polską Akademię Nauk – rozmawiamy o projekcie ustawy, ale to powinno być na końcu. W pierwszej kolejności należałoby zawalczyć o mechanizmy wspierające doskonałość naukową, bo one nie zostały wypracowane. Dlaczego instytuty nie są oceniane przez ekspertów międzynarodowych, ludzi niezwiązanych z PAN? To by nam dopiero pokazało, w którym miejscu te jednostki się znajdują. Podobnie jest z uniwersytetami. Zmiana mentalna w środowisku jest konieczna, musimy chcieć się zreformować. To musi wyjść od nas, nikt za nas tego nie załatwi.
Czy postulat 3% PKB jest w ogóle realny? Pytany o to na konferencji prasowej minister Dariusz Wieczorek nie pozostawił złudzeń – „sztywny” ustawowy zapis nie wchodzi w grę, co wynika z umowy między koalicjantami. Nie znaczy to jednak, że bez tego nakłady na naukę nie mogą wzrosnąć.
Średnia europejska wynosi 2% PKB i sugeruję, żebyśmy od dążenia do tego etapu zaczęli. Zresztą, to jeden z punktów programu mojego ugrupowania. Ale musimy też patrzeć, w jakich czasach żyjemy. Dziś kluczową sprawą jest obronność, bezpieczeństwo, bo gdyby doszło do jakiegoś zagrożenia, to jakiekolwiek inne nakłady nie będą miały znaczenia – mówił szef resortu.
Choć na co dzień emanuje spokojem, prof. Jemielniaka tego typu argumenty w ustach ministra nauki niepomiernie irytują.
W dyskursie rządowym sytuacja wygląda tak, jakbyśmy mieli wybór między obronnością a nauką. Jest dokładnie odwrotnie, wydatki na naukę (czyli badania i rozwój) to są bezpośrednio wydatki na obronność. Świetnie to rozumieją Tajwan, Izrael czy Korea Południowa, czyli kraje frontowe, które wydają nawet po 5% PKB na B+R, bo wiedzą, że to się nie tylko opłaca gospodarczo, ale też przede wszystkim zwiększa ich bezpieczeństwo. Wszyscy stracimy, jeśli nie zrozumiemy, że wydatki na naukę to wydatki na obronność – ripostuje wiceprezes PAN.
Jakie są więc szanse, że i ten postulat, jak wiele innych zgłaszanych przez środowisko w ostatnich latach, nie pozostanie jedynie na papierze?
Zdaję sobie sprawę, że na razie pozostaje to w sferze marzeń. Startujemy z bardzo niskiego poziomu, w zasadzie jesteśmy w ogonie Europy. Poziom 3% PKB być może jest w tej chwili nierealny, ale powinniśmy wypracować długoterminową strategię. Rozumiem, że perspektywa polityków obejmuje tylko cztery lata, tyle że dla nas jest to zgubne. Kraje o wysokim poziomie rozwoju trzymają się pewnych ram programowych niezależnie od zmian politycznych. Takim celem u nas powinno być wzmacnianie finansowania nauki. Osiągnijmy 3% PKB nawet w ciągu następnych ośmiu lat, ale dojdźmy do tego krok po kroku i zróbmy 2% PKB już za dwa.
W ubiegłorocznym raporcie „Nauka i szkolnictwo wyższe a PKB”, przygotowanym z inicjatywy Konferencji Rektorów Uczelni Ekonomicznych, przytoczono wyniki badań empirycznych, z których wynika, że występuje dodatni i istotny związek wydatków na badania naukowe i prace rozwojowe ze wzrostem PKB. Każdy wzrost udziału tych wydatków w PKB o 0,1 p.p. oznacza wyższy wzrost PKB między ok. 0,77 p.p. do ok. 1,35 p.p. Wyliczono, że każda zainwestowana złotówka daje efekt między ok. 8 a 13 zł wyższego PKB.
Jeśli obecny rząd nie jest w stanie spełnić tego postulatu w perspektywie 2026 roku, to powinien nie tylko przedstawić jasny harmonogram dojścia do 3% PKB, ale także wprowadzić mechanizmy dyscyplinujące, aby nie było łatwo tej mapy drogowej odrzucić – kończy współinicjator kampanii prof. Dariusz Jemielniak.
Mariusz Karwowski
Dlatego pisałem Pani o spokojnej i wyważonej dyskusji bez złych emocji. Bardzo łatwo dorobić komuś twarz leniucha, Niemca, Ruska, złodzieja etc. Trzeba brać odpowiedzialność za słowa. Odnośnie "paper mills" to bardzo skomplikowana sprawa. Może niedobrze , że zacząłem pisać o ilości publikacji choć i ona jest kontrowersyjnym elementem, który stanowi jednak jedynie część wzorca. Dlatego "niedobrze", bo podałem liczby, które są różne dla różnych dyscyplin (choć według mnie nadmierny "slicing" też nie jest zgodny z przyjętymi normami). Podałem Państwa (to druga z części tego wzorca - mogę podać literaturę, ale proszę zerknąć na definicję w Wikipedii Research Paper Mills), które najczęściej wymienia się w kontekście "papierni"). Odnośnie Słowacji. Proszę zapytać starszych współpracowników, gdzie jeździło się do niedawna by łatwo uzyskać stopień dr habilitowanego? Jaką rolę pełnią niektóre uniwersytety z wymienionych przeze mnie krajów w fake science, także często pisano w literaturze związanej z "papierniami" czy w biuletynie Retraction Watch.. Zgadzam się jednak, że oba te symptomy jednak nie wystarczą by wysnuć wniosek, że artykuł pochodzi z "papierni". Jest ich więcej i dopiero przeanalizowanie ich wszystkich razem może dać odpowiedź. Cały proceder jest jednak bardziej skomplikowany i związany bardziej z pewnymi zjawiskami socjologicznymi. Dlatego, Pan, który chce mi udowodnić, że chatGPT (?) nie nadaje się do wykrywania tego typu zjawisk bo przy odpowiednim zapytaniu daje żądany wynik ma rację. Do tego muszą służyć dedykowane narzędzia AI. Na razie ich jeszcze nie zbudowano. Ale to tylko kwestia czasu. Pozdrawiam serdecznie.
Może porozmawiamy on-line? Wtedy nam nic nie umknie i może dojedziemy do jakiś wniosków?. Jestem otwarty na szczerą dyskusję bez wkładania w usta fraz przeze mnie niewypowiedzianych. Dlatego podałem w tej konwersacji swoje pełne dane. Jeden z Panów na forum próbuje udowodnić nawet, że moje artykuły też są rezultatem procedury "papiernia". Hmm. Mam do Pani pytanie? Czy uważa Pani, że taki proceder niszczenia nauki jak "papiernia" nie występuje i jest wymyślony przez takich szkodników i leniwców jak ja? Że jest to zjawisko, które w Polsce (i na całym świecie) nie istnieje? Jeżeli jednak istnieje, to może do tego podejść w sposób bardziej poważny i go nie ignorować?
Nie chodzi o to że patologię w nauce nie istnieją bo to oczywiste że w każdym zawodzie istnieją ale osadzanie ludzi bez znajomości tematu bardzo mi się nie podoba. Każdemu można coś przypiąć, zinterpretować każde działanie na różne sposoby ale samo założenie że ktoś ma więcej wyników od innych i jest to zrobione nieuczciwie jest zwyczajnie nieuczciwe. Żyjemy w dobie dezinformacji i zniszczyć reputację każdego naukowca jest naprawdę prosto. Pan ma dorobek naukowy i od osób pracujących oczekuję się więcej niż od osób które nie pracują naukowo, nic nie osiągnęli w nauce a mają strasznie dużo w tym obszarze do powiedzenia. Fundacja science Watch powstała bo jej założycielka dwukrotnie nie zrobiła habilitacji, bez analizy dlaczego, zwyczajnie szukając winy u innych. Pan Wroński tropi nieuczciwości sam mając udowodnionych ich kilka, na tym zbudował habilitację. Wielcy wydawcy to korporacje działające w sposób nietransparentny, mogą przyjść artykuł bez recenzji lub po negatywnych, mogą także go nie przyjąć po pozytywnych recenzjach. Mogą go po przyjęciu wycofać a biorą za to olbrzymie pieniądze. Powstają strony www zajmujące się tzw rzetelnością naukową a żyją z datków więc wykorzystują nie merytoryke a negatywne emocje. Bywa tak że dziennikarzą ktoś płaci za zniszczenie kogoś, dzisiaj polityka, jutro nas. To Pan zaczął pisać emocjonalnie o współpracy z naukowcami z dalekiego wschodu czy nawet ze Słowacji, generalizując i obrażając zarazem całe kontynenty poprzez zarzucanie współpracy która musi być nieuczciwa. FA może być forum wymiany poglądów ale też działa w warunkach rynkowych publikując także artykuły mające podnieść czytalność a po drodze niszcząc naukę w Polsce. Jedna ze stron atakująca naukowców z zachodu mająca w tytule że działa dla lepszej nauki została zablokowana przez sąd we Włoszech i we Francji a jej edytor jest przestępcą co sam pisze ponieważ przegrał wiele spraw sądowych. Pubpeer jest stroną gdzie komentarze dopuszczają dwie osoby uznając kogo można atakować a kogo nie. Proszę przemyśleć na spokojnie moje słowa. Świat nie jest czarno biały.
Pozdrawiam serdecznie. Proszę się więcej nie męczyć. Jest Pan zapewne ze swojej pracy bardzo zadowolony.
Noblista Goffrey Hinton publikuje kilkanaście artykułów rocznie mając ogromną międzynarodową grupę naukową. Niech sobie Pan/Pani policzy ile czasu trzeba by artykuł przemyśleć, przedyskutować, przeczytać, poprawić. Tydzień? Chyba jednak zdecydowanie bardziej żenujące jest dopisywanie się szefa do każdej publikacji, bez jej dogłębnej znajomości. Nieprawdaż?. Ja nie mam w zwyczaju dopisywać się moim doktorantom do ich artykułów. Nauka to nie gra w punkty.
zgoda, opisujący się naukowcy to dla mnie dno
Opis zespołu przewodniczącego KRPUT
https://pubpeer.com/publications/99DCB0FFD29511D9BAB2418E5CC017
Tuning three-dimensional tumor progression simulations on a cluster of GPGPUs
doi.org/10.1016/j.cam.2022.114308
Proste frazy i autocytaty. Cytaty są ułożone w partiach, w niejasnych/oczywistych zdaniach.
Wygląda to jak papermill w kontekście kombinacji cytatów:
"The modern computer simulators of tumor dynamics [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11] illustrate how computationally intensive is this task."
[4] Wcisło R., Dzwinel W., Yuen D.A., Dudek A.Z. 3-D model of tumor progression based on complex automata driven by particle dynamics J. Mol. Model., 15 (12) (2009), pp. 1517-1539
[6] Łoś M., Paszyński M., Kłusek A., Dzwinel W. Application of fast isogeometric L2 projection solver for tumor growth simulations Comput. Methods Appl. Mech. Engrg., 316 (2017), pp. 1257-1269
[7] Puzyreva V., Łoś M., Gurgul G., Calo V.M., Dzwinel W., Paszyński M. Parallel splitting solvers for the isogeometric analysis of the cahn-hilliard equation Comput. Methods Biomech. Biomed. Eng. (22) (2019), pp. 1269-1281
[10] Łoś M., Kłusek A., Hassaan M.A., Pingali K., Dzwinel W., Paszyński M. Parallel fast isogeometric L2 projection solver with GALOIS system for 3D tumor growth simulations Comput. Methods Appl. Mech. Engrg., 343 (2019), pp. 1-22
[11] Kłusek A., Łoś M., Paszyński M., Dzwinel W. Efficient model of tumor progression simulated in multi-GPU environment Int. J. High Perform. Comput. Appl., 33 (3) (2019), pp. 489-506
Zwrócono uwagę na potencjalne manipulacje cytowaniem w artykule.
Minch, B., Łazarz, R., Dzwinel, W. (2023). What Will Happen When We Radically Simplify t-SNE and UMAP Visualization Algorithms? Is It Worth Doing So?. In: Mikyška, J., de Mulatier, C., Paszynski, M., Krzhizhanovskaya, V.V., Dongarra, J.J., Sloot, P.M. (eds) Computational Science – ICCS 2023. ICCS 2023. Lecture Notes in Computer Science, vol 14074. Springer, Cham.
Redakcja tego artykułu prawdopodobnie została naruszona z powodu konfliktu interesów między autorem, Witoldem Dzwinelem, a redaktorem, Maciejem Paszynskim.
Dzwinel i Paszynski pracują na tym samym uniwersytecie, na tym samym wydziale i w tym samym instytucie i wspólnie mają 9 wspólnych artykułów:
Służalec, T., Grzeszczuk, R., Rojas, S., Dzwinel, W., Paszyński, M. Quasi-optimal hp-finite element refinements towards singularities via deep neural network prediction (2023) Computers and Mathematics with Applications, 142, pp. 157-174.
Siwik, L., Łoś, M., Kłusek, A., Paszyńska, A., Pingali, K., Dzwinel, W., Paszyński, M. Tuning three-dimensional tumor progression simulations on a cluster of GPGPUs (2022) Journal of Computational and Applied Mathematics, 412, art. no. 114308, .
Paszyński, M., Siwik, L., Dzwinel, W., Pingali, K. Supermodeling, a convergent data assimilation meta-procedure used in simulation of tumor progression (2022) Computers and Mathematics with Applications, 113, pp. 214-224.
Puzyrev, V., Łoś, M., Gurgul, G., Calo, V., Dzwinel, W., Paszyński, M. Parallel splitting solvers for the isogeometric analysis of the Cahn-Hilliard equation (2019) Computer Methods in Biomechanics and Biomedical Engineering, 22 (16), pp. 1269-1281.
Kłusek, A., Łoś, M., Paszyński, M., Dzwinel, W. Efficient model of tumor dynamics simulated in multi-GPU environment (2019) International Journal of High Performance Computing Applications, 33 (3), pp. 489-506.
Łoś, M., Kłusek, A., Hassaan, M.A., Pingali, K., Dzwinel, W., Paszyński, M. Parallel fast isogeometric L2 projection solver with GALOIS system for 3D tumor growth simulations (2019) Computer Methods in Applied Mechanics and Engineering, 343, pp. 1-22.
Siwik, L., Łoś, M., Kłusek, A., Dzwinel, W., Paszyński, M. Tuning two-dimensional tumor growth simulations (2018) Simulation Series, 50 (10), pp. 99-110.
Łoś, M., Paszyński, M., Kłusek, A., Dzwinel, W. Application of fast isogeometric L2 projection solver for tumor growth simulations (2017) Computer Methods in Applied Mechanics and Engineering, 316, pp. 1257-1269.
Dzwinel, W., Kłusek, A., Paszyński, M. A concept of a prognostic system for personalized anti-tumor therapy based on supermodeling (2017) Procedia Computer Science, 108, pp. 1832-1841.
Nikt nie pisze o dopisywaniu się a raczej chodzi o prowadzenie np. doktorantów czy nawet innych osób z zespołu. Często jest tak że jak lider jest mocny to bardzo dużo wnosi do publikacji. Bez promotora nie powstała by publikacja zapewne a często bez mocnego lidera nie została by opublikowana w bardzo dobrym czasopiśmie. Jeżeli było by tak jak Pan pisze to każdy kto publikuje więcej niż 4 prace rocznie jest złodziejem. Pana komentarz nie trzyma się kupy. Ma Pan teorie i nikt nie przekona Pana że ktoś kto pracuje więcej i wydajniej od Pana robi to uczciwie. Na jakiej podstawie podaje Pan te liczby? Wystarczy sprawdzić w scopus że na świecie jest dużo osób które publikują ponad 200 prac rocznie, czy je piszą? Pewnie nie ale bez ich budowy zespołu, grantów z których została zakupiona aparatura lub wiedzy określającej kierunek badań te prace by nie powstały.
Nie dopisuję się do żadnych moich doktorantów, choć sczytuję i poprawiam ich artykuły. Uczciwość tego wymaga. Jednak w Polsce niestety większość naukowców to osoby o przeciętnym IQ i lenie, którzy sprawdzenie okiem profesora traktują jako współautorstwo. To samo jest na świecie zresztą. Takie osoby ciągną w dół wynagrodzenia na uczelniach. Dlatego ja przeszłam na uczelnię dopiero "na emeryturę" i przy posiadaniu dodatkowych dochodów, a dzięki temu już zaraz po studiach miałam pensję profesora, a od 30tki nie opłacało mi się być premierem.
Dobra definicja papierni jest w Wikipedii pod hasłem Research Paper Mill. Ja też jestem przerażony.
Wie Pan dobrze, że nie o to chodziło.. Chiny i Indie to "zagłębia", np. gwałtownego rozwoju nauk związanych ze sztuczną inteligencją. Ważne wyniki naukowe są jednak dostrzegane bardzo szybko także przez naukowców z USA Japonii i Europy. Stąd - czasem całkowity - brak cytowań tych wyników (artykułów) przez naukową społeczność z tych krajów jest co najmniej dziwny.
Przyznaję. Pomysł nie jest ... przedni. Zdecydowanie bardziej podoba mi się inicjatywa w rodzaju Retraction Watch Database.
Brawo! W takim razie oczekuję od tych zespołów dużych sukcesów w skali międzynarodowej i powszechnego uznania. Szczerze życzę powodzenia.
Publikacja CERNowska to bardzo ważny dowód na to, że ktoś bierze udział w takich ogromnych eksperymentach i często epokowych odkryciach. Jest to na pewno powód do dumy i uważam, że powinien być wykazywany w dorobku naukowym. Ale jako indywidualne osiągnięcie powinny się liczyć te publikacje, które dotyczą bezpośrednio tych fragmentów eksperymentu, które stanowią osobisty (czy lokalny zespołowy) wkład do osiągniętego wyniku. Publikacja w wyśmienitym czasopiśmie wyniku dużego eksperymentu w CERN stanowi ważne potwierdzenie wysokiej użyteczności teorii, pomysłu eksperymentalnego czy urządzenia, które zostało w nim wykorzystane. Publikacja CERNowska poprzez wstawienie nazwiska jakiejś osoby na liście autorów, może stanowić także uznanie jej pracy organizacyjnej, wysiłku studenta kontrolującego jakieś pomiarów, a także pracy fizycznej obsługi technicznej. Tak ważne epokowe odkrycia wymagają armii ludzi. Nie wierzę jednak żeby ktoś z poważnych fizyków oceniał (np. w kontekście indywidualnej oceny dorobku na stopień naukowy czy tytuł) bezmyślnie sam fakt iż czyjeś nazwisko znalazło się na liście autorów, bez potwierdzenia, w postaci dodatkowych publikacji czy patentów, rzeczywistego indywidualnego wkładu naukowca w ten eksperyment i reprezentowaną przez niego dyscyplinę. Jeżeli ktoś ceni siebie i uprawia naukę jako swoją życiową pasję, ma gdzieś listę z punktami. Nieprawdaż?
Nauki w Polsce nikt nie traktuje poważnie. Wynika to z kilku czynników. Głównym powodem jest przyjęty model modernizacji w oparciu o przewagę konkurencyjną niskich kosztów wytwarzania. To trwa od trzech dekad. W takim podejściu kładzie się nacisk na pozyskanie obcego kapitału (przy deficycie własnego) oraz innowacji i technologii. Po co prowadzić badania, skoro jest niski popyt krajowy na ich wyniki. Decydenci o tym doskonale wiedzą i "mydlą" tylko oczy. Zmiana wymagałaby dość radykalnego przewartościowania w polityce gospodarczej. W sumie jesteśmy dość nieźle rozwiniętym krajem na tle świata, ale nie odgrywamy znaczącej roli w łańcuchu dostaw innowacji i technologii. Transport, rolnictwo, usługi, MSP to nasza domena. Tę dyskusje z konkluzją dajcie pieniędzy są po prostu jałowe. Trzeba mieć realną wizję rozwoju kraju. A na razie to "jakoś to będzie".
Kiedyś na uczelniach były "EKONOMIKI" produkcji, transportu, handlu i usług, rolnictwa, leśnictwa, hodowli, rybołówstwa, lotnictwa, itp. Teraz są inne tematy- innovation, zrównoważony rozwój, Eco Eco Eco ... gender
Mój student pisze pracę magisterską dt wykrywania tych przestępstw i odkrywania wzorców, które je cechują. Zobaczymy jaki będzie jej wynik. Trzeba jednak ściągnąć odp bazy danych nauczyć GNNa. Trochę to potrwa. Na szukanie tego ręcznie w Scopusie dla wszystkich naukowców z bazy OPI przyznam nie mam czasu i chęci. Niech zrobi to AI.
A gdyby tak opublikować nazwiska autorów "współpracujących" z bliskim i dalekim wschodem bez oskarżania ich o cokolwiek. Ot taka publikacja: "Najlepsi polscy naukowcy współpracujący z krajami 3 świata - zachwycająca wydajność".
z entuzjastycznym komentarzem?
Co za rasizm, z Niemcami współpraca jest ok ale z utalentowanymi naukowcami np z Indii już nie. Pragnę przypomnieć że nasza nauka jest daleko za tym co osiągają Indie w pracach które doprowadziły do wysłania ludzi w kosmos.
Panie Profesorze,
Niech pan opublikuje owe nazwiska. W czym problem? To nie są informacje zastrzeżone.
Po pierwsze pomysł jest nierozsądny ze względu na potencjał dalekiego wschodu a po drugie tak robili Niemcy w latach 30. Każdy upadek zaczyna się od segregowania ludzi. Moim zdaniem takie pomysły kwalifikują się jako zachowania rasistowskie i ksenofobiczne.
Tak właśnie robili Niemcy w latach 30. Stygmatyzowanie ludzi współpracujących z dalekim wschodem po pierwsze jest nierozsądne ze względu na ich potencjał a po drugie nadaje się do monitorowania jako zachowanie Rasistowskie i Ksenofobiczne.
W czym Polska jest dobra ? Co takiego eksportuje opartego na wiedzy ?
Informatyków. Ale nie pobieramy za to opłaty.
To samo mówią Ukraincy i Rosjanie.
Panie Krzysztofie,
Warto zapoznać się ze strukturą polskiego eksportu. Na ile mi wiadomo, to nie mamy własnych marek np. krajowymi eksporterami produktów wysokiej techniki są głównie międzynarodowe korporacje i oddziały firm zagranicznych, które ulokowały się nad Wisłą po 1989 r., i po 2004 r. Nie mamy też krajowego przemysłu innowacyjnego, który mógłby niejako od zaraz wdrażać do seryjnej produkcji polskie patenty i wynalazki, a potem w postaci gotowych produktów eksportować je na rynki globu. Generalnie eksportujemy wyedukowaną młodzież i nieliczne już wykwalifikowane kadry dla przemysłu i gospodarek tzw. Zachodu. I produkty rolno-spożywcze, ale też bez wartości dodanej, gdyż mamy nadal prymitywne rolnictwo. Taką jesteśmy potęgą gospodarczą.
Chyba tanią siłę roboczą, gdyż przynajmniej 3 krotnie mniej zarabiają niż informatycy z USA czy Zachodu.
Szanowny Panie,
Byliśmy i jesteśmy tanią siłą roboczą dla państw tzw. Zachodu. Polacy są obecni praktycznie w każdym zakątku globu. Wszyscy wyjechali za pracą, chlebem i lepszym życiem. Nie potrafiliśmy przez 35 tej dyzmokracji nad Wisłą zbudować państwa przyjaznego obywatelom, gdzie warto żyć, mieszkać i pracować. Żadna dziedzina życia nie funkcjonuje tutaj prawidłowo. Może dlatego wskaźnik dzietności wynosi 1,11 i należy do jednych z najniższych w UE, Europie i na świecie.
Te forumowe dyskusje (zawsze takie same) pokazują generalnie, że sami się nie szanujemy. Jeżeli dla ludzi (nauki) nie jest jasne, że zarobki adiunkta poniżej kierowcy MZK (nie deprecjonuję kierowców, chce żeby naukowcy zarabiali więcej a nie kierowcy mniej) są skandaliczne to zasługujemy na nasz los. Bez pieniędzy nie będzie żadnych mechanizmów projakościowych. Dobrzy absolwenci nie wybiorą kariery naukowej albo wybiorą za granicą. Zostaną miernoty. Nie mam żadnej nadziei na zmiany
To prawda zostają głównie przeciętni na uczelni, choć czasem się zdazy,, że praca na uczelni może być interesująca dla najlepszych absolwentów. Będąc najlepszą ( średnią 4,9 z toku całych studiów) na wówczas około 1000 osób na moim kierunku, miałam od razu pracę w komercyjnej nauce za pensje bliską 3 średnich krajowych w tym czasie ( praca zaczęta na 4 roku). Na uczelni nawet nikt mi nie proponował, a zatrudniono osobę z 4.0. Jednak teraz jestem na uczelni i chyba jestem jedynym przypadkiem zatrudnionym bez jakichkolwiek znajomości tam gdzie mnie zatrudniono, Tyle, że to tylko dlatego, że poza uczelnią zarabiam jeszcze kolejne dwie pensje i bardziej opłacało mi się w pewnym momencie na uczelnię przejść. Oczywiście zrobiłam profesurę szybciej niż wspomniana osoba, która została na uczelni habilitację. Jak rozmawiam z bardzo dobrymi doktorantami, którzy też mieli różne nagrody i stypendia to często chcą zrobić doktorat, ale nie chcą być na uczelni. Nic dziwnego: feudalne układy i święci krętacze , którzy często są na uczelniach odstraszają.
Tylko jak ocenić tę rzetelność i jakość? Ostatnio przestaję mieć jakikolwiek szacunek do polskiej nauki - znacznie bardziej na poziomie są często osoby bez tytułów, którzy rzetelnie realizują badania w firmach konsultingowych na zlecenie instytucji - tam jest kontrola i środki na badania duże. Na moim uniwersytecie człowiek fałszował wyniki badań od doktoratu - wszędzie robił CAWI, dostawał tak jak wszyscy niewielką liczbę odpowiedzi (bez CATI i dużych nakładów można faktycznie zrobić tylko jakościówkę), a robił z tego nie wiadomo jakie badania - wymyślał wyniki. Mimo, że rzecznik ds.rzetelności sam przyznał, że nie dostarczył on nawet baz odpowiedzi na swoje ankiety - tylko fragmentaryczne, to dorobił historyjkę, że badania robili studenci i pełna baza jest tylko w excellu. Typowa fabrykacja danych, jednak przez to, że jest wśród krewnych i znajomych władz oczywiście postępowanie umorzone.. Jego promotor ma prawie całą książkę profesorską przepisaną z doktoratów - przecież to paranoja, półświatek naukowy, najlepsze, że marne płatne czasopisma przyjmują bezkrytycznie takie lewe artykuły z nieopisaną metodyką i dziadowskich, kupionych punktów tacy oszuści mogą mieć sporo, więc nie można nic zrobić bo się straci punkty pod kątem ewaluacji. Poza tym inne osoby obliczały na bazie sfałszowanych danych i też straciłyby punkty. Dawanie pieniędzy na taką naukę jest marnotrawieniem środków publicznych. Jak ktoś jest dobry to pozyska środki w naukach społecznych, z administracji lub biznesu i tam takie wałki nie przejdą. Sorry, pseudonauka polska obecnie to jedna wielka patologia. Dopisywanie się rektorów czy dziekanów do wszystkich artykułów czy zgoda na dopisanie to to samo. Mamy definicję nierzetelności w nauce, ale w sumie nie ma to znaczenia - każdy oszust, który punktuje będzie bezpieczny, nieważne, że prowadzi to do dezinformacji.
No przepraszam, ale takie zwyczaje i zachowania to trzeba po prosu sypać extra-proszkiem i tłuc aż do skutku. I nie zrobi tego żaden rząd ani jakieś ministerstwo, a wyłącznie koledzy naukowcy. Dopóki ktoś toleruje, że kolega z sąsiedniego pokoju zamiast nauki wymyśla bajki (i zgarnia za to premie), to coś takiego będzie trwało. I owszem, przykład idzie z góry (każdy widzi codziennie, co się dzieje w polityce i kim są niektórzy politycy), ale to za mało na wytłumaczenie.
a najlepsze jest, że deklarował stopę zwrotu w badaniach CAWI na poziomie 70-90%, gdzie jest od 2% do maksymalnie około 30% (przy wysyłce na imienne adresy i przy angażowaniu własnych kontaktów metodą kuli śnieżnej)
Nauka to nie tylko plany i pieniadze to tez cechy narodowosciowe Polakow, ktorzy od wiekow walcza tylko wtedy gdy jest ciezka sytuacja. Powstania, pomysly, zarzadzanie czy utrzymanie wygranych celow to juz nie my. Za kazdym razem jest jak w przyslowiu od Sasa do lasa. Nie mamy jednosci, nie ma struktur, nie ma protokolow nie ma wrzucania do jednego kosza! Bo przeciez mozna byc zawistnym, wytykac bledy zamiast byc zyczliwym. W instutcjach panuje system hieerarchiczny. Aby zmienic swiat naukowy trzeba zmienic mentalosc Polakow, ktora wciaz sa w PRLu a w nie ktorych miejscach w glebokim PRLu. Pieniadze czy te 3%, czy to zalatwi sprawe.
Czy odkrycie można zaplanować?
Ciekawy kolejny temat. Warto stworzyć czytelne i rzetelne kryterium przyznawania środków, to ułatwi zawalczenie o ich zwiększenie.
Wynaturzenia, rekordziści publikacyjni z IF większym od laureatów nagrody Nobla, uwielbiani przez władze uczelni, ustawią się pierwsi po środki.
Środowisko bywa hermetyczne a naukowcy, którzy wchodzą ochoczo do polityki, zapominają na czas kadencji o wpływie na ustawy, rozporządzenia.
Tak jak ochrona zdrowia i system emerytalny dołączyła nauka z badaniami, wdrożeniami i innowacyjnością - do grupy tematów, gdzie nie chce
się zmian a nawet istotnych korekt. Z każdej dyskusji można wyciągnąć wnioski. Jeżeli jesteśmy zdani na ewolucję niech ona przyspieszy.
Kochani uczestnicy wielu dyskusji o nauce, odbywających się w ostatnich miesiącach w FA. Proszę zwrócić uwagę na to, że co kilka dni podrzucają nam nowy temat. Powoduje to, że dyskusja nad poprzednim błyskawicznie zanika już po kilku dniach. Tak i w tym przypadku. Parę dni wcześniej dyskutowano o ewaluacji, wcześniej - o MDPI, i t.d. O obecnej dyskusji. Lekarze na służbę zdrowia chcą 9%, wojsko - 5%, system opieki społecznej - też sporo. CPK - kolejne kilka procent, górnicy - również. Modernizacja sieci energetycznych, elektrownie jądrowe i wiatrowe, fotowoltaika, ochrona środowiska i wiele innych. Razem uzbiera się ze 200%. Rozbawiło mnie ostatnie zdanie, cytuję: "Jeśli obecny rząd nie jest w stanie spełnić tego postulatu w perspektywie 2026 roku, to powinien nie tylko przedstawić jasny harmonogram dojścia do 3% PKB, ale także wprowadzić mechanizmy dyscyplinujące, aby nie było łatwo tej mapy drogowej odrzucić." Popatrzcie wstecz. Ponad 25 lat temu rząd Buzka deklarował ogromne zwiększenie nakładów na naukę, w tym dojście wynagrodzeń profesorów do 3 średnich krajowych, adiunktów - dwóch, asystentów - jednej. Było to zapisane w ustawie. I co? Obecnie wynagrodzenie profesora ciut większe, niż średnia. Takie pomysły, jak w cytowanym powyżej zdaniu prof. Jemielniaka, nawet gdyby je zapisać w konstytucji, nie zastaną wdrożone. Zawsze znajdzie się jakiś pretekst odłożyć je ad acta. Odbywające się w ostatnich dziesięcioleciach reformy nauki sprowadzają się do pogarszania jej stanu. My na dole wyraźnie to widzimy. Kombinowanie przy zasadach ewaluacji powoduje co raz większe negatywne skutki. Likwidacja KBN i zastąpienie jego "niezależnymi" od władzy NCN i NCBiR spowodowało ich sterowanie przez polityków z tylnego siedzenia. W prowadzonych dyskusjach padają zarówno sensowne, jak i, przepraszam, głupie propozycje. Nie denerwujcie się. Dyskusje, jak napisałem powyżej, za każdym razem są chwilowe i służą, prawdopodobnie, "wypuszczeniu pary". Po to, przecież, wrzucane są co kilka dni nowe tematy. Natomiast nie widać podsumowań oraz wniosków z poprzednich dyskusji. Jestem ciekaw, czy ktoś czyta i analizuje to, co pojawia się w komentarzach? Obawiam się, że nikt nie zwraca na to uwagi. Dlaczego? Bo we wrzutkach do dyskusji pojawiają się te same problemy, a w komentarzach powtarzają się te same argumenty. Nie przejmujcie się, patrzcie na historię zagadnień. Płyną lata, dziesięciolecia, a zmiany, jeżeli i zachodzą, to, z reguły, na gorsze.
To jest rozrywka. Nikt z podejmujących decyzje nie weźmie naszych dyskusji pod uwagę o ile w ogóle czyta. Będzie tak jak wyproszą ci najbliżej ucha ministra.
Post scriptum do własnego komentarza. Obawiam się, że dopóki Unia Europejska nie przyjmie dyrektywy o nauce, nić nie zmieni się. Przepraszam, może i zmieni się, ale na gorsze.
Z tego co wiem UE nie ma nic do tego jak poszczególne rządy wydaje pieniądze w ramach swoich budżetów i szczerze wątpię czy to się zmieni w najbliższych 20 latach. % na obronność to też tylko wskazówka i nie od UE ale NATO.
Ale w 100% zgadzam się, że takie biadolenie co rząd powinien toczy się od 20 lat. Każdy kolejny przedstawia nowe świetlane wizje i nic z tych wizji, obietnic i strategii nie wynika. 15 lat temu oceniałem strategie rządowe i już wtedy było ewidentne, że obietnice jakie się w nich pojawiają są kompletnie bez pokrycia.
Pracować należy nad czymś innym. Nad tym, żeby rządzili nami politycy a nie rewolucjoniści. Bo problem polega na braku jakiejkolwiek ciągłości, braku wspólnych priorytetów co do których mogłyby się zgodzić choć z grubsza przeciwne sobie siły polityczne. Jak tego nie ma to gdy przychodzi nowy rząd to za cel stawia sobie zrobienie rewolucji, co wiąże się z wyrzuceniem do kosza wszystkiego co zrobił poprzedni. Żadnej ciągłości. A bez ciągłości trudno mówić o jakiejś strategii bo ona z natury rzeczy odnosi się do długich okresów.
Ma Pan rację. Jak człowiek, nie ukończywszy studiów pisze w życiorysie, że jest politykiem, to jest on raczej rewolucjonistą, a nie politykiem. Również jak mecenas, doktor lub nawet profesor deklarują, że są politykami, a nie doktorami lub profesorami, to również nie są politykami. Najpierw i zawsze szacunek do swojego zawodu, a następnie próba bycia posłem. Dlatego część z nich tak zawzięcie walczy o kolejne kadencje. Bo zdają sobie sprawę, że są kiepskimi naukowcami, prawnikami, przedsiębiorcami i t.d. Jak człowiek jest uczciwy oraz dobry w swoim zawodzie, to nikt mu nie odbierze tego, co ma w głowie, niezależnie od zajmowanego stanowiska. Jak nie, to trudno...
W ostatnich latach politykiem zostaje się poprzez posadkę pomocnika lub asystenta posła, często na zasadzie wolontariatu. Najlepiej prosto z partyjnej młodzieżówki. Politycy takiego chowu, którzy poza swoim liceum oraz biurem swego partyjnego promotora nie widzieli świata na oczy, dostają w końcu jakieś stanowisko albo sami zostają posłami i potem już tylko mogą z przerażeniem myśleć o przyszłości, kiedy to stracą.
Krótko, kilka punktów:
1. Ograniczyć wypływ pieniędzy z polskiego budżetu na wspieranie dużych infrastruktur badawczych. Opłacamy składki, koszty delegacji. - skierować pieniądze na budowę infrastruktur badawczych w kraju. Niech nasi studenci i doktoranci kształcą się w naszych ośrodkach badawczych z dobrą infrastrukturą. Infrastruktura badawcza krajowa zwiększa nasz majątek trwały i długofalowo daje niezależność.
2. Prawo zamówień publicznych- może celowo, ale blokuje projekty inwestycyjne w środowisku naukowo-badawczym. Prawo do zmiany.
3. Udział w kolaboracjach międzynarodowych i kryteria ewaluacji je preferujące powodują, że bywanie tylko na szychtach eksperymentalnych już generuje zainteresowanemu dziesiątki publikacji i zapełnienie slotów, pomimo, że w 99,99% tych publikacji nasz udział w jej tworzeniu jest bliski zera. Zabija to prace realizowane w kraju, w małych zespołach, także prace o charakterze stosowanym, celowo? niżej punktowane, a które mają potencjał komercjalizacji.
4. Efektem powyższego jest bliskie zeru zdobywanie grantów ERC przez polskich uczonych realizujących badania w Polsce.
ok
Panie Jemielniak -vice prezesie panu - a jaka jest pewność, że 3% coś poprawi? Żadna, =0! Wystarczy popatrzeć na tzw. ochronę zdrowia - ile pieniędzy by tam nie wpompować to ciągle jest źle, a nawet coraz gorzej. Mało tego, lekarze stanowią obecnie chyba najliczniejszą grupę o przeciętnie najwyższych przychodach i co jest odczuwalnie lepiej z ich podejściem do pacjenta?
To co jest obecnie w systemie NiSW to wielki chaos i bagno etyczne. I te mądrale profesorki typu "paper millers" od badania niczego istotnego najbardziej się aktywizują, gdy mowa o kasie, jako przewspaniałe autorytety. A gdzie ich etyka, szacunek do innego człowieka (dobrze wiedzą o co chodzi...).
Co zrobić - zacząć od radykalnej zmiany w systemie hierarchii i awansów akademickich oraz oceny pracowników. Polikwidować te gremia płytkich bufonów KRASPy, RGNiSW, RDNy - konsumujące środki a wnoszące dla ogółu tyle co nic.
Nie punkciki, sloty, progi, nie cwaniaczo i sztucznie dmuchane dorobki jako jeden z 180 autorów krótkiego artykuliku, ale rzeczywista korzyść społeczna - wyniki, które są ważne dla praktyki gospodarcze i WYKORZYSTYWANE! No i dobra dydaktyka ceniona przez studentów, absolwentów i pracodawców jako podstawa rozwoju społecznego
zgoda
W dyskusji pojawia się powiązanie pomiędzy ilością pieniędzy na naukę, a innowacyjnością naszego kraju. W mojej ocenie m.in. przy obecnym systemie ewaluacji i strukturze zatrudnienia osób będących nauczycielami akademickimi na uczelniach takie połączenie jest nieuprawnione. Dlaczego?
1. Wraz z koleżankami i kolegami z Rady Koordynacyjnej Porozumienia Akademickich Centrów Transferu Technologii (PACTT) i Porozumienia Spółek Celowych (PSC) na początku roku wskazywaliśmy na tym forum, na ogromną nierówność w ocenie badaczek i badaczy na 2 ścieżkach rozwoju kariery naukowej. W Polsce można funkcjonować w nauce robiąc tylko badania podstawowe natomiast skupiając się tylko na badaniach wdrożeniowych jest to już trudne. Do rangi legendy urośnie już wkrótce wyobrażalne do osiągnięcia w ewaluacji 200 pkt. za publikacje i te same 200 pkt. za komercjalizację w kwocie 2 000 000 PLN. Zapewniam, że ta kwota na wielu uczelniach jest marzeniem dla CAŁEJ jednostki do osiągnięcia nie w rok, ale nawet w dekadę. Po prostu od ludzi nauki poprzez ewaluację oczekuje się publikacji i skupienia na badaniach podstawowych, a myślenie o ochronie własności intelektualnej (IP), co jest związane z badaniami wdrożeniowymi, jest dla zdecydowanej większości na szarym końcu. Zgadzam się, że bez badań podstawowych nie będzie innowacji, ale bez ochrony IP wyniki z tych badań podstawowych opłaconych z polskich podatków zostaną wykorzystane i skomercjalizowane w świecie zewnętrznym przez zagraniczne podmioty. "Doskonały" przykład Jarosława Dudy i Microsoft. :(
2. Struktura zatrudnienia osób będących nauczycielami akademickimi, których określamy w dyskusji zbiorczo naukowcami w Polsce w przybliżeniu na podstawie danych z Polonu wygląda tak: 70% stanowiska badawczo dydaktyczne, 20% dydaktyczne i 10% badawcze (zazwyczaj te ostatnie związane są z projektami - masz projekt, masz pracę. Jaki zatem jest dziś efekt tego stanu rzeczy uogólniając? Po pierwsze dydaktyka, po drugie publikacje i badania podstawowe bo to jest ścieżka do habilitacji i na końcu jak ma się czas i samozaparcie można pomyśleć o badaniach B+R i współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym.
W takim ekosystemie nie ma zachęt i czasu na tworzenie przełomowych innowacji, które będziemy komercjalizować w Polsce i żadna kwota tego w mojej ocenie nie zmieni.
Podsumowując 3% na naukę jak najszybciej, a jeszcze szybciej należy dokonać zmian, które będą rokowały na wyjście Polski z grupy wiecznie wschodzących innowatorów w UE.
Do rangi legendy urośnie już wkrótce wyobrażalne do osiągnięcia w ewaluacji 200 pkt. za komercjalizację w kwocie 2 000 000 PLN.
To jest nieprawda i kompletny brak wiedzy o ewaluacji. Pieniądze i punkty za publikacje są w innych kryteriach. W drugim kryterium dwa miliony to znaczna kwota.
Problem jest w innym miejscu. Ewaluacja powinna być narzędziem do kreowania polityki naukowej kraju, polityki której zwyczajnie nie ma.
Czy ma pan osobiste doświadczenia w praktycznym wdrażaniu rozwiązań naukowych czy są to tylko pańskie wyobrażenia, jak taka działalność wygląda?
Nareszcie zaczyna się dostrzegać potrzeby innych grup społecznych niż proletariat, beneficjenci pomocy społecznej, tragarze polityków czy sami politycy i ich otoczenie. Oby to poszło w dobrym kierunku, sugerowanym w cytowanych w artykule wypowiedziach naukowców! Naukowców, a nie szarlatanów i złodziei z pseudouczelni wyższych.
W kontekście pieniędzy na naukę pojawia się jednak i to pytanie. Czy potrafimy te pieniądze racjonalnie wykorzystać? Czy istniejące grupy badawcze nawet "zasypane" pieniędzmi są w stanie z nimi coś sensownego zrobić? Komu te środki przyznawać? W ostatnich latach w Polsce pojawiły się jak grzyby po deszczu naukowcy (naukowcy?), z wydawałoby się imponującym dorobkiem naukowym. Prawdziwe tuzy. Jednak jeżeli bliżej się przyjrzeć temu dorobkowi można odkryć kilka bardzo niepokojących symptomów. Pierwszy to nagły wysyp artykułów pomimo, że osoba ma ponad 50 lat i wcześniej praktycznie nie publikowała. Druga to zaskakująco duża ilość artykułów rocznie 30-40 (gdy racjonalna ich ilość to 3-10 w zależności od dyscypliny i wielkości zespołu). Trzecia, wieloautorskie prace z ludźmi afiliowanymi głównie w Arabii Saudyjskiej, Iranie, Pakistanie, Indonezji, Indii, Malezji Słowacji, którzy formalnie nie stanowią jednego zespołu badawczego. Czwarta, artykuły głównie (nie tylko!) publikowane są w wydawnictwach kontrowersyjnych nie gwarantujących odpowiedniego poziomu naukowego. Aktualne procedury ewaluacji jakości dorobku naukowego są na tyle wadliwe, że rodzą groźne patologie promując ludzi nie mających z nauką wiele wspólnego i próbujących wykorzystać ten system do oszustw typu: papiernie (paper mills). CO więcej te osoby mogą zasiadać, ze względu na przewartościowanie ich osiągnięć, w najwyższych gremiach decyzyjnych. To oni mogą te pieniądze rozdzielać. Zatem dla zwiększenia finansowania nauki: zdecydowanie TAK, lecz po uporządkowaniu bałaganu i usunięciu przepisów generujących patologie.
30-40 publikacji to dużo wg Pana a nie razi Pana że fizycy czy medycy publikują artykuły gdzie jest 1500 a nawet 3500 autorów? Te zespoły są jednolite? Czy będąc w jakiejś organizacji naukowej jak CERN (nawet na stażu) wszyscy powinni być współautorami? Przecież przy tego typu pracach artykuł pisze do 10 osób, nie pisze go 3500 osób.
Racjonalna ilość to 3-4. Po pierwsze nie ilość a liczba, po drugie tyle to powinna robić osoba bez zespołu badawczego. Człowiek który stworzył listę 2% najbardziej wpływowych naukowców świata ze Stanford publikuje 80 artykułów rocznie i jest autorytetem w obszarze metascience czyli nauki o nauce. Kompromituje się Pan takimi hasłami. W tym roku po raz pierwszy nie ma żadnego HCR z Polski. To jest tragedia że 40 niemal milionowy kraj nie ma żadnego naukowca z realnym wpływem na rozwój nauki światowej. Czesi mają kilku o Niemcach nie wspomnę. Tak się dzieje tylko dlatego że osoby takie jak Pan ciągną resztę w dół swoimi teoriami. Na uczelniach pracuje wiele nierobów, nie można ich zwolnić a sami odejdą dopiero na emeryturę. Jeżeli ktoś uczciwie naukowo pracuje 20h tygodniowo tak jak ma płacone to jest w stanie opublikować kilkanaście dobrych publikacji rocznie nawet bez międzynarodowego zespołu. Gratuluję leniwcom, proponuję w kontekście wypowiedzi W. Dzwinela wyzywać na ulicy wszystkich od złodziei co mają lepsze samochody tylko ze względu na brak wyobraźni.
Pomijając chwilowo inne wątki, warto zwrócić uwagę, kiedy taka osoba (powiedzmy mająca ponad 50 lat) otrzymała pierwszy raz w miarę poważne środki na badania. Bo związek przyczynowy może być właśnie tutaj.
Pełna zgoda! Najgorsze, że to już nie jest marginalne zjawisko o czym Pan pisze...
Wystarczy sprawdzić w SciVal, którzy polscy autorzy publikują z „grupami badawczymi” z Arabii Saudyjskiej, Iranu, Pakistanu czy Chin, w tematyce, z którą mają niewiele wspólnego. Tyle mówi się i pisze o „paper mills” i innych nieuczciwych praktykach, a nic się nie dzieje. Takie publikacje później wpływają potem na wynik w ewaluacji.
Ale te kwestie się nie wykluczają. Zawsze będą cwaniacy chcący wykorzystać system. Uda się opanować paper mills to wymyślą coś nowego. Trudno tylko czekać aż świat stanie się idealny.
No właśnie. A może warto działać. Czy jesteśmy w stanie się jakoś zorganizować? Jest nas chyba wystarczająco dużo by się tym zająć. Może najpierw jakaś strona www, gdzie można by zbierać przykłady łamania dobrych praktyk naukowych. Może coś na kształt Retraction Watch. A może uruchomić grant NCN związany z walką z nieuczciwością w nauce? Może montować ministerstwo o stworzenie komisji etyki? A może walczyć z tym ostro na "swoim podwórku"?
Rozeznał Pan może co to w ogóle jest papermill? Wg COPE to sprzedaż lub kupno udziału w publikacji a nie współpraca międzynarodowa. Współpracy międzynarodowej potrzebujemy a to co wypisuje Pan Dzwinel jest przerażające. Załóżmy stronę na której opublikujemy nazwiska osób które współpracują z takimi krajami jak Chiny czy Indie. To właściwie nie kraje a kontynenty. Proszę sobie to przeczytać na głos może wtedy zobaczy Pan jaki to głupi pomysł. To może pisać tylko ktoś kto nie był na uczelni w Chinach i nie widział jakie tam są nakłady na naukę. Ja naprawdę nie rozumiem jak ktoś zajmujący się nauką może tak słabo podchodzić do obiektywnej analizy.
Nie powiem, że nie warto, ale trzeba mieć chyba bardzo dużo cierpliwości, wytrwałości i czasu. Mnie osobiście ich brakuje. Ale trzymam kciuki, a jeśli inicjatywa powstanie i będzie otwarta na propozycje to może i ja coś od siebie wniosę.
Komisja etyki - może tak, ale trzeba by jeszcze mieć zaufanie, że zostaną do niej powołani ludzie, którym autentycznie będzie zależało na dbaniu o nią. Ja go nie mam.
Badania nad patologiami - tak, ale to trochę nie po linii moich zainteresowań naukowych. Sam jednak usłyszałem na czym dokładnie polegają paper mills od kogoś kto je bada, choć akurat nie w Polsce. I z pewnością jest to temat dla naukowców zajmujących się badaniami nad nauką.
"monitować" - literówka.
Politycy lewicy tymczasem dbają tylko o własne budżety
Zgadnijcie o kim to: "Minister awansował żonę rektora a rektor żonę ministra"!
A miało być tak pięknie i uczciwie a środki z EU miały płynąć na naukę strumieniem. Właściwie to płyną ponieważ Polska jest w EU. Po wyborach ten zespół ma być odwołany tzn. awansowany do innych ważniejszych spraw.
Trudno nie zgodzić się z wypowiedziami powyżej prof. Dariusza Jemielniaka czy prof. Agnieszki Chacińskiej. Według mnie potrzebna jest przemyślana, długofalowa polityka naukowa państwa, która uwzględni systematyczny wzrost nakładów na sektor wiedzy. Okazuje się, że po 35 latach od upadku realnego socjalizmu nad Wisłą nauka stanowi piąte koło u wozu, czyli podobnie jak w okresie II Rzeczypospolitej Polskiej. Historia zatoczyła koło. Dziś USA przeznacza 679 mld USD na naukę rocznie, Chiny 551 mld USD, Japonia 182 mld USD, Niemcy 143 mld USD, Francja 68,5 mld USD, a Rzeczpospolita Polska 9-10 mld USD. W przypadku Polski fundusze na naukę pochodzą z budżetu państwa, gospodarki i funduszy strukturalnych UE. Dzieli Nas otchłań finansowa względem potęg naukowych globu. Inicjatywa 3% PKB na naukę jest kapitalna, ale wymagałaby wymiany dotychczasowej klasy politycznej w całości, gdyż obecna nadal jest ubrana w XX-wieczne kontusze. Krajowi politykierzy nie rozumieją otaczającego Nas świata, ani relacji w nim panujących. I to jest dramat. Następnie kłania się brak elementarnej wiedzy w społeczeństwie polskim o roli i znaczeniu nauki w rozwoju cywilizacyjnym i gospodarczym kraju. Niemniej marzą mi się ambasadorowie polskiej nauki, którzy będą bili się o jej godne finansowanie na salonach krajowej polityki.
Prosze Panstwa, juz wielokrotnie pisalem, ze porozumienie ponadpartyjne powinno wyznaczyc cel systematycznego dochodzenia do 2 % PKB na przestrzeni nastepnych 10 lat. Czyli to powinien byc regularny, coroczny wzrost o 0.1% PKB, niezalezny od tego, jak rzad planuje rozdysponowac wydatki na inne cele. To musi byc objetnica,
W tym czasie koniecznie nalezy wprowadzic zmiany, ktore maja szanse znaczaco wplynac na jakosc badan. Tutaj nikt nie powinien patrzyc na "polska specyfike" i na "polskie uwarunkowania", tylko zmierzac w kierunku tego, co obecnie miedzynarodowo uwarza sie za wlasciwy kierunek pro-jakosciowy.
Te dwie ROWNOLEGLE zmiany pozwola planowac badania, zatrudnianie ludzi, wydatki na sprzet itd. Znaczaco polepsza wizerunek z zewnatrz, co pozwoli na sciaganie dobrych naukowcow z zagranicy. Niech Polska przynajmniej sprobuje zblizyc sie na przyklad do Danii.
Zas komentarz Pana Jemielniaka, " Proszę pamiętać, że mówienie o 3% PKB zaciemnia obraz o tyle, że nasze 3% PKB to w kwotach bezwzględnych wielokrotnie mniej niż u Niemców, a przecież koszty aparatury i badań mamy takie same, czyli światowe", jakkolwiek oczywisty i prawdziwy, niestety nie moze byc brany pod uwage, jako, ze Polska nie jest tak bogata, jak Niemcy, i budzet nie jest z gumy. Niech bedzie to wiec dazenie do sredniej europejskiej na poziomie, na jaki Polske stac.
"Prosze Panstwa, juz wielokrotnie pisalem, ze porozumienie ponadpartyjne powinno wyznaczyc cel systematycznego dochodzenia do 2 % PKB na przestrzeni nastepnych 10 lat."
Dawno nie był pan w Polsce, prawda?
@Profesor PAN
Bywam, bywam, ale nie mieszkam.
:-)
Ja rozumiem, ze wszystko, co ma w nazwie "ponadpartyjne" jest w Polsce trudne do wyobrazenia, ale moze wlasnie nauka, pewien poziom porozumienia wokol spraw nauki, to bylby taki pierwszy przyklad na to, ze nawet w Polsce takie rzeczy moga dzialac.
No way. Pozwoli pan, że zacytuję Adriana Zandberga (to jeden z czołowych polskich polityków): pan premier Tusk jak się budzi rano, to myśli o PiS-ie, jak zasypia, to myśli o PiS-ie i ten PiS wypełnia cały jego świat. Łatwiej wyobrazić sobie współpracę Kamali Harris z Donaldem Trumpem.
@Profesor PAN
Jak w kazdym z nas, we mnie rowniez tkwi troche mysli pozytywnych. I one podpowiadaja, "a moze jednak sie uda?"
Tak, rozumiem, to moze nie byc realne.
Ale z drugiej strony, jesli reforma i zobowiazania budzetowe bylby zrobione z nalezytym rozmachem i na tyle odpowiedzialnie, ze wygladaloby to na prawdziwe, ambitne przedsiewziecie, to moze nawet bez tego porozumienia, nastepne rzady trzymalyby sie pewnych zobowiazan rzadow poprzednich. No tutaj zapewne znowu Pan powie, ze Polska, to nie Wielka Brytania, ale takie rozwiazanie chyba nie jest wykluczone.
Prosze pamietac, ze na tle calego budzetu to mowimy tutaj o peanuts. 0.1% GDP w skali roku to naprawde nie jest liczba, o ktora jakikolwiek rzad powinien rozdzierac szaty.
Ten tekst pokazuje tylko to, jak bardzo daleko jest pan od Polski. Zastanawiam się, czy zazdrościć.
Może Pana pozytywne myśli przekonają JK i DT do przejścia w stan zasłużonego odpoczynku. Wtedy może coś się uda, ale do tego czasu nie ma peanuts. Są oni i MY.
@W
@Profesor PAN
Przepraszam, ze moje komentarze sa 'unreasonable, unsubstantiated and irrational'
:-)
Tylko unsubstantiated. Rozumowanie jest poprawne, przyjął pan tylko fałszywe przesłanki.
Już widzę to zwiększanie wydatków na naukę przy deficycie budżetowym w wysokości 289 mld zł. Będzie jak zwykle - nauce się obetnie jako pierwszej, bo najłatwiej. Polski naukowiec powinien albo emigrować, albo zmienić zawód albo nauczyć się funkcjonować przy minimalnych środkach. To ostatnie nie będzie specjalnie trudne, bo przecież mamy za sobą 30 lat szkolenia. Porzućcie wszelką nadzieję, że będzie inaczej.
Pieniądze pieniędzmi, ale najpierw trzeba posprzątać ten bałagan w Polskiej nauce.
Dorzucenie pieniędzy nie zmieni nic, skoro na codzien skostniałe struktury, nepotyzm, zawiść, biurorkracja etc. nie pozwala na efektywne prowadzenie badań.
Poza tym ciężko obędzie odzyskać dobrych naukowców, którzy porzucili naukę dla biznesu, a nowych doktorantów szukać trzeba że świecą.
Zastanawiam się, czy to rzeczywiście sedno. Raczej nie. Nepotyzm? Zdarza się i zdarzać będzie, ale nie zauważyłem, by był to duży problem. Zawiść? Jest i będzie. Warto robić swoje i unikać kółeczek wzajemnej adoracji, nawet jeśli czasami zabierze to nam jakąś szansę. Biurokracja? Jest. I raczej będzie. Kończę właśnie prace nad Opusem i wyklinam "wsparcie", jakiego udziela mi odpowiednia komórka administracji uczelni. Brak wiedzy, brak rozeznania, brak elastyczności. Wszystkiego brak. Ale później sobie przypominam, że oni tam pracują za pi razy oko minimalną plus trochę. Skąd niby mieliby się tam znaleźć kompetentni ludzie?
Co do doktorantów, niestety prawda. Coraz trudniej namówić sensowne osoby, żeby tak spaprały sobie życie.
No bo jak kto jest sensowny, to nie powinien zachowywać się w sposób bezsensowny, wtedy jest wewnętrzna sprzeczność. Ja doktorantom zawsze stawiam warunek, że nie zatrudnią się w polskiej instytucji naukowej. Dotąd dotrzymywali.
Tak, tak. Piszmy tak. Na pewno doczekamy się zwiększenia finansowania.