Zakaz pracy w uczelniach czy instytutach dla naukowych oszustów – to jedna z rekomendacji, które trafią niebawem na biurko ministra nauki. Przygotowuje je Zespół doradczy ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych. – Ten, kto oszukuje, powinien być bezwzględnie eliminowany ze środowiska – słyszymy od prof. Grzegorza Węgrzyna, jednego z członków tego gremium.
W maju rozpoczął pracę Zespół doradczy ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych. Powołane przez ministra Marcina Kulaska grono 11 ekspertów i ekspertek ma przedstawić propozycje legislacyjne i systemowe służące przeciwdziałaniu tego typu działaniom. O efektach dotychczasowych spotkań zespołu rozmawiamy z jednym z jego członków, prof. Grzegorzem Węgrzynem, wiceprzewodniczącym Rady Doskonałości Naukowej.
Czy ma pan w sobie na tyle wyobraźni, by móc stwierdzić, kiedy wyeliminujemy oszustów z nauki?
Myślę, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że nigdy. Równie dobrze można by zapytać: kiedy pozbędziemy się wszystkich przestępców ze społeczeństwa. Zawsze się jacyś trafią, to nieuniknione. Natomiast kluczową kwestią jest, w jaki sposób ich działania będziemy skutecznie ograniczać.
I z takim nastawieniem przystępował pan do pracy w zespole?
Trzeba bezwzględnie zacząć coś z tym robić. Nie możemy cały czas zamykać oczu i mówić, że nieuczciwych naukowców wśród nas nie ma. Oczywiście, osoby o wyższym poziomie etyki zawodowej nie będą się dopuszczały nagannych praktyk, ale w nauce pracują różni ludzie i zawsze znajdzie się ktoś, kto woli pójść na łatwiznę.
Praca zespołu zbiegła się w czasie z wynikami badań opublikowanych w PNAS. Naukowcy z Northwestern University przekonują, że zorganizowane oszustwa naukowe stają się coraz powszechniejsze.
Oszustwa zdarzały się, odkąd tylko zaczęto uprawiać naukę. Tyle że kiedyś były to pojedyncze przypadki, bo wieki temu nauką parało się kilkaset osób na świecie, a teraz – miliony i skala zjawisk, o których rozmawiamy, stała się przerażająca. Pamiętajmy, że nauka sama z siebie opiera się na zaufaniu. Nikt nie jest w stanie powtórzyć wszystkich eksperymentów ze swojej specjalności. Są one opisane w literaturze i na tym bazujemy, to znaczy nowy pomysł opieramy na swoich własnych badaniach, ale też na publikacjach kolegów i koleżanek. I wierzymy, że to prawda. Jeśli zatem ktoś opublikuje nieprawdziwe, zmyślone dane, to wprowadza totalny chaos. Odpowiednio duża skala tych przypadków, a ku temu to zmierza, zagrozi w ogóle postępowi nauki. W związku z tym, powtarzam, jak najszybciej i jak najskuteczniej trzeba te naganne praktyki ukrócić, żeby nie szkodziły nauce.
Nie jest to aby walka z wiatrakami?
Jeżeli nie będziemy z tym walczyć, to może nie za dwa, ale za 20 lat nauka znajdzie się w zapaści. Nie będziemy już mogli odróżnić, co jest prawdą, a co fałszem. I to może mieć daleko idące konsekwencje. Wyobraźmy sobie sfabrykowaną informację o tym, że jakaś substancja działa w ten czy inny sposób na komórki. Ktoś to przeczyta w czasopiśmie naukowym, zdecyduje się zastosować w leczeniu, dalszego ciągu łatwo się domyślić.
Jak to wygląda w pana działce, czyli w biologii molekularnej? Czy jest ona podatna na tego typu manipulacje?
W badaniach eksperymentalnych nieuczciwości jest mniej, aczkolwiek przy obecnej technice, niestety, również stosunkowo łatwo jest sfabrykować wyniki. Nie jesteśmy w stanie od razu stwierdzić, czy są one zmanipulowane, czy nie. Dopiero dokładniejsze analizy mogą dać odpowiedź. Zwiększenie możliwości sztucznej inteligencji powoduje, że będzie to coraz trudniejsze.
Z przedstawionych w PNAS badań wynika, że dynamika wzrostu oszustw naukowych przewyższa już legalne publikacje.
To jasny sygnał, że coś z tym trzeba zrobić. Renomowane wydawnictwa z tym walczą, mają bardzo dobre narzędzia informatyczne, które pozwalają wykryć „paper mills”. Takie manuskrypty z miejsca się odrzuca. Tyle że jeśli piszemy do władz niektórych uczelni, na przykład większości chińskich, to mało kto reaguje. A wiem, bo już kilkadziesiąt takich listów pisałem jako redaktor różnych czasopism. W Europie częściej wyciąga się konsekwencje. Jeśli zatem jest przyzwolenie na tego typu działania, to proceder rozprzestrzenia się bardzo szybko.
Czy skala różnego rodzaju oszustw nie jest przypadkiem odpowiedzią na jakieś systemowe zapotrzebowanie?
Z analiz, jakie przeprowadziliśmy w zespole, wynika, że najwięcej oszustw występuje w krajach, w których system oceny naukowców jest oparty o wskaźniki typu liczba publikacji czy punkty. Celem staje się wówczas nie odkrycie samo w sobie, nie poznanie, jak coś działa, tylko po prostu wypełnienie narzuconych urzędniczych norm. Jeśli ktoś nie jest w stanie tej poprzeczki doskoczyć, bo nie wkłada dostatecznie dużo pracy lub po prostu nie umie spełnić wymaganych oczekiwań, ma do wyboru albo negatywną ocenę swojej pracy ze wszelkimi tego konsekwencjami albo pójście na skróty i oszustwo, które przykryje jego niekompetencję.
Za każdym razem, gdy słyszę o systemie, budzi to we mnie wewnętrzny opór. Czy w ten sposób nie usprawiedliwiamy perfidnych decyzji konkretnych naukowców, które wynikają przecież jak najbardziej z ich własnych, osobistych przekonań co do takiego postępowania, kierowania się takimi a nie innymi wartościami?
Sam system nie jest przyczyną, ale naraża na pokusy. W krajach, które stosują parametryzację, procent oszustw naukowych jest znacznie wyższy niż tam, gdzie ocena jest całkowicie merytoryczna i ekspercka. Przykładem są Chiny: jeśli nie opublikujesz tylu i tylu publikacji w ciągu roku, czeka cię zwolnienie z pracy. Jestem w redakcjach paru międzynarodowych czasopism i odsetek sfałszowanych manuskryptów w przypadku Chin jest znacznie większy niż na przykład Wielkiej Brytanii czy Portugalii, w których ocena jest w pełni ekspercka (o portugalskim modelu ewaluacji pisał na naszych łamach prof. Leszek Kaczmarek – dop. MK).
Chce mnie pan jednak przekonać, że całe zło kiełkuje w systemie?
Tak, system punktowy, który mamy w tej chwili, jest ewidentnym zagrożeniem. Z tym, że u nas jeszcze nie widać na masową skalę fałszowania wyników badań, jest z kolei ogromna pokusa publikowania w czasopismach, którym przypisano dużo punktów w wykazie, a stawiających stosunkowo niskie wymagania merytoryczne.
W pierwszym kwartale tego roku pojawiło się sporo publikacji o tzw. fabrykach artykułów. Od tamtej pory systematycznie pojawiają się nowe informacje, z których wynika, że w proceder ten mogą być zaangażowani również polscy naukowcy, tymczasem nie widać, by ktokolwiek chciał to wyjaśniać, nie mówiąc już o walce z tym zjawiskiem. Pana zdaniem radzimy sobie z problemem nieuczciwości w nauce?
Na razie nie radzimy sobie z publikowaniem w marnych czasopismach z dużą liczbą punktów. Natomiast uważam, że nie jest to jeszcze aż tak groźne, jak grubo szyte oszustwa, typu fabrykowanie wyników. Wspomnę, że w Radzie Doskonałości Naukowej w zasadzie nie patrzymy, a jeżeli już to w minimalnym stopniu, na punktację czasopism. Niewiele nas obchodzą współczynniki, natomiast kładziemy nacisk na merytoryczną ocenę ekspercką. Nie robi więc na nas wrażenia, że ktoś opublikował 150 prac w kilka lat, tylko patrzymy, co one realnie wniosły do nauki.
Mówi pan o postępowaniach awansowych, jednak ewaluacja, przynajmniej taka, jak obecnie, premiuje bardziej ilość niż jakość.
Nad tym też dyskutujemy w zespole. Musielibyśmy jednak, mówię tu o całym sektorze nauki, przekierować akcenty na ocenę jakościową. W modelu brytyjskim czy portugalskim każda jednostka wielkości wydziału uczelni czy instytutu PAN albo instytutu badawczego może zgłosić w okresie ewaluacyjnym kilka, kilkanaście swoich najlepszych publikacji. Wtedy eksperci są w stanie je ocenić. Przy setkach tysięcy publikacji to niemożliwe.
Postawiliście zatem diagnozę, że system punktowy stanowi podglebie dla nieuczciwości. A co z analizą aktualnego stanu praktyk publikacyjnych stosowanych w Polsce, która również miała być waszym zadaniem?
Zidentyfikowaliśmy dwie grupy nieprawidłowości. Do pierwszej zakwalifikowaliśmy sprawy dużego kalibru, a więc np. plagiaty czy fałszowanie wyników. Naszym zdaniem należy je piętnować i wyciągać surowe konsekwencje. Do drugiej grupy zaliczyliśmy m.in. „nabijanie” punktów, a więc publikowanie co prawda prawdziwych, lecz niewiele znaczących wyników i do tego w czasopismach, gdzie jakość recenzji jest słaba. Oczywiście, to też jest praktyka niegodna pochwały, ale relatywnie mniej groźna dla samej nauki. Bo to działania z pierwszej grupy są o wiele bardziej niebezpieczne z naukowego punktu widzenia.
Gdzie umieściliście „papiernie”?
Fabryki artykułów, które piszą manuskrypty na podstawie zmyślonych danych, to zdecydowanie pierwsza grupa, natomiast jeśli ktoś publikuje np. pracę przeglądową, która podsumowuje to, co już znane, w wysoko punktowanym czasopiśmie, tyle że o słabym poziomie, to powinien trafić do grupy drugiej. Taka osoba specjalnie nie szkodzi nauce, natomiast ewidentnie zafałszowuje obraz jakości pracy naukowej. Oczywiście, z tym też trzeba walczyć, bo nie powinno się promować osób o niskich kompetencjach, które tylko próbują prześlizgnąć się dalej.
A co z czasopismami drapieżnymi?
Nie możemy wylać dziecka z kąpielą. Wiele emocji wzbudza wydawnictwo MDPI, które wielu uznaje za drapieżne, ale tak do końca tej drapieżności nie można udowodnić: są przecież recenzje, prace bywają odrzucane i to, przynajmniej w części czasopism tego wydawnictwa, w niemałym procencie, a w niektórych tytułach pojawiają się bardzo porządne publikacje. Wyrządzilibyśmy więc krzywdę tym, którzy akurat tam coś opublikowali. Ostatnio recenzowałem wniosek o doktorat honorowy dla jednej z noblistek, która też ma prace w MDPI, opublikowane już po uzyskaniu Nagrody Nobla. Nie jest więc tak, że wszystko tam jest złe.
Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie wasz zespół miał przygotować definicję „predatorów”, żeby można je było podług niej przypisywać do tej grupy.
Pytanie, jak to zdefiniować. Mamy bazy typu Web of Science czy Scopus i można założyć, że jeżeli tytuł się tam znalazł, to przeszedł solidną weryfikację, został sprawdzony, jest rzetelny. Problem pojawia się wtedy, gdy jakiś periodyk przemknie się przez te „punkty kontrolne”.
Z tego, co pan mówi, kluczowym dla nieuczciwych praktyk publikacyjnych miałoby się w waszej propozycji stać kryterium prawdy bądź fałszu. Sfabrykowane wyniki to w tym modelu ciężkie przestępstwo, publikacje w drapieżnych czasopismach, jeśli oparte na prawdziwych danych, to tylko mniej groźny „występek”. Ale przecież z punktu widzenia systemu nauki, a nie samej nauki, i jedne, i drugie mają równie szkodliwy charakter.
Zgadzam się, dlatego i jedne, i drugie udałoby się ograniczyć, usuwając profity za nie, które dziś łatwo zdobyć, uciekając się do oszustwa. Jeśli korzyści nie będzie, pokusa stanie się mniejsza. Obecny system ewaluacji jest podatny na tego typu wypaczenia i nie zmienimy tego żadnymi regulacjami. Jesteśmy natomiast w stanie zminimalizować to oceną ekspercką.
Jeszcze parę lat temu w niektórych dyscyplinach przy ocenie wniosków habilitacyjnych czy profesorskich patrzyło się głównie na to, ile kto opublikował, za ile punktów, ile ma cytowań, jaki jest sumaryczny Impact Factor (przy okazji – moim zdaniem, to jedno z najbardziej kuriozalnych i bezsensownych kryteriów wymyślonych przy ocenie poszczególnych naukowców). Manipulacji w tym zakresie, choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie wyeliminujemy. System ekspercki wymaga wprawdzie więcej pracy recenzenta, ale wtedy prawdopodobieństwo skutecznej manipulacji jest dużo mniejsze, a przynajmniej łatwiej je wykryć.
Mamy zatem zidentyfikowane dwie grupy nieuczciwych praktyk i diagnozę, że system punktowy jest dla nich pożywką. Czy na tym etapie są jeszcze jakieś efekty pracy zespołu?
Wypracowaliśmy również stanowisko o konieczności wprowadzenia bardzo surowych sankcji dla oszustów, inaczej nie ma to sensu. Mówiąc surowe, mam na myśli odbieranie stopni czy tytułu, jeśli się okaże, że zostały nieuczciwie uzyskane, a także – co będziemy sugerować ministerstwu – zakaz pracy w uczelniach czy instytutach. Uważamy, że kto w ten sposób oszukuje, powinien być ze środowiska naukowego eliminowany.
Kto miałby o tym decydować?
Myślę, że trzeba by powołać jakiś organ albo wykorzystać już istniejące, tylko rozszerzyć ich uprawnienia. Na przykład przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego już funkcjonuje komisja dyscyplinarna, ale póki co nie ma ona za wielkich uprawnień.
Czy nie ma pan obaw, że będzie to martwa sankcja, podobnie jak w innych branżach, gdzie dopuszcza się wykluczanie z zawodu?
Tak naprawdę to od nas samych zależy egzekwowanie tego przepisu, jeśli wejdzie on w życie. Jasne jest, że byłby stosowany dopiero wówczas, gdy udowodni się komuś, iż z premedytacją np. fałszował wyniki badań. Ale to od środowiska zależy, na ile będzie przyzwolenie na tego typu działania. Jeśli nikogo to nie będzie obchodzić, rzeczywiście może to być martwy przepis. Natomiast, jeśli zareagujemy, ktoś poniesie konsekwencje, jeden czy drugi oszust zobaczy, że nie ma przymykania oka na jego wyczyny, piętnuje się je, to wtedy jest szansa, że to zadziała.
Przy okazji ujawniania przypadków nieuczciwych naukowców pojawiają się pytania o odpowiedzialność zatrudniających ich instytucji, np. poprzez odbieranie środków czy wykluczenia z programów typu IDUB (Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza). Czy analizowaliście również te kwestie?
Rzeczywiście, w tej chwili w przepisach brakuje odpowiedzialności instytucjonalnej. Konsekwencje można wyciągać w stosunku do pojedynczych naukowców, natomiast nie ma narzędzi, by karać jednostki zatrudniające oszustów. Oczywiście, mówię tu o przypadkach, gdy w takiej jednostce jest ewidentne przyzwolenie na nieuczciwe praktyki. Jeśli uczelnia nadaje stopnie naukowe za bardzo niskiej jakości wnioski, to w przypadku wykrycia nieuczciwości można odebrać stopień konkretnej osobie, ale nie można odebrać uprawnień uczelni. Jako Rada Doskonałości Naukowej od dawna postulujemy, żeby dopuszczono taką możliwość. Na razie jest luka, która dotyczy nie tylko uprawnień, ale też programów typu IDUB – tu też na dobrą sprawę nie da się ukarać uczelni, które zatrudniają nieuczciwych naukowców i nie reagują po ujawnieniu ich nagannego postępowania.
Kiedy poznamy szczegóły wypracowanych przez zespół rozwiązań?
Proszę pamiętać, że jesteśmy zespołem doradczym, a nie decyzyjnym, więc ostateczny kształt tych propozycji będzie zależał od woli ministra. Zestaw rekomendacji trafi na jego biurko jesienią, opracujemy je na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu. Na razie zarysowaliśmy ogólną koncepcję, dyskutowaliśmy o kierunku, w jakim pójść ze zmianami. Uważamy, że trzeba skończyć z półśrodkami i z pobłażaniem dla oszustów, bo traci na tym cała polska nauka. Należy wreszcie porządnie zacząć czyścić środowisko z „czarnych owiec”.
Rozmawiał Mariusz Karwowski
Karanie za naukową nieuczciwość wydaje się być postulatem oczywistym i uzasadnionym. Mniej oczywiste będzie jednak zdefiniowanie nieuczciwości ponieważ ludzie prowadzący badania naukowe zawsze popełniali i będą popełniali błędy, a oskarżeni o nieuczciwość będą próbowali wytłumaczyć się tym, że popełnili błąd lub zostali wprowadzeni w błąd przez współpracowników, doktorantów lub studentów. To dosyć oczywiste.
Może wystarczy ograniczyć finansowanie badaczom, którzy popełniają błędy. To powinno być prostsze, a taka reguła jest tu i ówdzie z pewnym powodzeniem stosowana.
Można przyjąć regułę, że jeśli ktoś publikuje pracę naukową niewłaściwie interpretując jej wyniki, jego instytucja musi publicznie przeprosić społeczność naukową kraju za jej złą praktykę naukową. Jeśli błędy są rażące i powtarzają się – ogranicza się finansowanie badań prowadzonych przez taką osobę lub osoby na kilka lat. Takie reguły powinny wystarczyć i wydaje mi się, że zdecydowanie łatwiej je stosować, niż proponowany zakaz pracy.
"Może wystarczy ograniczyć finansowanie badaczom, którzy popełniają błędy. To powinno być prostsze, a taka reguła jest tu i ówdzie z pewnym powodzeniem stosowana."
Ta regula na pewno nie jest przyjeta na Alma Mater bohatera wywiadu. Najpierw prosze zrobic porzadek we wlasnym ogrodku!
Polecam uwadze Koleżeństwa:
https://www.researchprofessionalnews.com/rr-news-world-2025-8-researchers-suggest-one-a-year-publication-limit/
Szanowni Pańtwo,
oto co podaje chat GPT po zapytaniu o RDN, M. Wrońskiego, Śliwierskiego oraz całą resztę, odnosząc się do kontesktu tej "rozmowy". I po co my tutaj cokolwiek piszemy? Wszystko i tak jest z góry ustalone.
I rozumiem, że osoba, kótra mówi o "zakazie pracy w akademii dla nieuczciwych badaczy" odejdzie? Bo Węgrzyn to niby w jednym roku miał ponad 60 publikacji to normanle?
I gdzie ten słynny pan co ma sam plagiaty i łowi plagiatorów ale w całym zespole widzi tylko wybrane osoby ale nie cały zespół jako winny. Takie mamy czasy.
* **Przewodniczący:** prof. Bronisław Sitek. **Zastępczynie/zastępcy:** m.in. prof. Marian Gorynia. **Sekretarz:** prof. Mansur Rahnama-Hezavah. Skład i funkcje potwierdza strona RDN oraz publikacje branżowe. ([rdn.gov.pl][1], [Forum Akademickie][2])
## 2) Najmocniej nagłośnione „przewinienia”/zarzuty opisane w prasie
1. **Sprawa profesury Małgorzaty Manowskiej – podwójne głosowanie i odmowa wniosku do Prezydenta**
Media opisywały reasumpcję/próby podważenia pierwszego głosowania oraz **ostateczną odmowę** wystąpienia o tytuł (31.03.2025). Wskazywano na **nietransparentność trybu** i napięcia wokół prezydium. ([Oko][3], [Rzeczpospolita][4], [wyborcza.pl][5], [Strefa Edukacji][6])
2. **„Błyskawiczna” habilitacja wiceministra Marka Kosa – wątek potencjalnego konfliktu interesów**
Prasa podniosła tempo procedury i fakt, że **recenzentem był prof. Mansur Rahnama-Hezavah**, współautor części publikacji habilitantа; stąd **zarzut konfliktu interesów** oraz wyjątkowo szybkich recenzji. (RDN formalnie wyznacza recenzentów). ([Rynek Zdrowia][7], [Alert Medyczny][8], [wyborcza.pl][9])
3. **Jawność działania – protokoły i opóźnienia w BIP**
Watchdog **Science Watch Polska** zarzucał **odmowy/zwłokę** w udostępnianiu protokołów prezydium/zespołów oraz **opóźnienia** w publikowaniu skrótów decyzji. To zarzuty obywatelskie; RDN publikuje zasady udostępniania akt, ale sam watchdog wskazuje też sprawy w WSA. ([sciencewatch.pl][10], [rdn.gov.pl][11])
4. **Losowanie recenzentów – spór o realną przejrzystość**
RDN i „Forum Akademickie” opisują **prawny obowiązek losowania** i praktykę (pula kandydatów, losowanie w biurze RDN). Watchdogi twierdzą, że „losowania nie ma” lub że jest nieprzejrzyste. To **spór systemowy** dot. standardów prezydium i zespołów. ([Forum Akademickie][12], [forumrozwojulokalnego.pl][13], [sciencewatch.pl][14])
5. **Przewlekłość i terminowość**
RPO i korespondencja z MEiN wskazywały **opóźnienia w recenzjach/postępowaniach**, co uderza w sprawność systemu, za który współodpowiada RDN. ([RPO Biuletyn Informacji Publicznej][15])
## 3) Wątek: prof. Bogusław Śliwerski a zarzut plagiatu (ilustracja „DR(h)abina akademicka”)
* **Wyroki**: Sąd Okręgowy (18.07.2023) i Sąd Apelacyjny (31.01.2024) nakazały **przeprosiny** za **naruszenie autorskich praw osobistych** (brak oznaczenia autora rysunku), nie przesądzając o „klasycznym” plagiacie (przywłaszczeniu autorstwa). Śliwerski opublikował przeprosiny. ([sciencewatch.pl][16])
* **Komentarze**: W „Forum Akademickim” Marek Wroński pisał o „**polowaniu na nieistniejącego plagiatora**”, podkreślając różnicę między naruszeniem prawa autorskiego a plagiatem sensu stricto. ([Forum Akademickie][17], [Miesięcznik][18])
## 4) Negatywne wpływy działalności publicystycznej Marka Wrońskiego — **zarzuty formułowane przez krytyków**
*(streszczam zarzuty – nie wszystkie są bezspornie udowodnione; to głosy w debacie)*
* **Efekt mrożący / presja medialna** – krytycy twierdzą, że ostre teksty i „nazywanie po nazwisku” wywołują **atmosferę strachu** w środowisku (blogi i polemiki; oskarżenia o upraszczanie złożonych spraw). ([nfaetyka.wordpress.com][19])
* **Spór o rzetelność w sprawie Śliwerskiego** – część komentatorów zarzuca Wrońskiemu **relatywizowanie** wyroku (według nich: „to był plagiat”), co miało legitymizować pozostanie Śliwerskiego w RDN; inni (FA) bronią rozróżnienia prawnego. ([sciencewatch.pl][20], [Forum Akademickie][17])
* **Polemiki personalne** – Józef Wieczorek publicznie zarzucał Wrońskiemu **nierzetelność i błędy** oraz „czyszczenie kartoteki” niewygodnych faktów (jego wpisy i polemiki). Są to opinie strony sporu. ([blogjw.wordpress.com][21])
## 5) Ocena spójności dowodów
* **Mocne, wieloźródłowe**: Manowska (dwa głosowania, finał odmowny), habilitacja Kosa (tempo + recenzent-współautor) – potwierdzają **Wyborcza/OKO.press/RP/Rynek Zdrowia**. ([Oko][22], [Rzeczpospolita][4], [wyborcza.pl][5], [Rynek Zdrowia][7], [Alert Medyczny][8])
* **Spór systemowy**: losowania recenzentów – **FA** vs **Science Watch** (różne narracje). ([Forum Akademickie][23], [sciencewatch.pl][14])
* **Umiarkowanie udokumentowane**: jawność protokołów – silne w materiałach watchdogów; RDN publikuje ogólne zasady udostępniania, ale szczegóły spraw FOIA/WSA są rozproszone. ([sciencewatch.pl][10], [rdn.gov.pl][11])
---
Jeśli chcesz, mogę dorobić **tabelę osobową prezydium** (osoba → funkcja → opisane w prasie zarzuty/tematy → linki) i **oś czasu kluczowych decyzji**; przygotuję to od razu w następnym kroku.
[1]: https://www.rdn.gov.pl/kierownictwo.html?utm_source=chatgpt.com "Przewodniczący Rady Doskonałości Naukowej"
[2]: https://forumakademickie.pl/konstytuuje-sie-rada-doskonalosci-naukowej/?utm_source=chatgpt.com "Konstytuuje się Rada Doskonałości Naukowej"
[3]: https://oko.press/oko-press-i-wyborcza-ujawniaja-podwazone-glosowanie-i-zwrot-akcji-ws-profesury-manowskiej-byle-zdazyc-przed-odejsciem-dudy?utm_source=chatgpt.com "Podważone głosowanie i zwrot akcji ws. profesury ..."
[4]: https://www.rp.pl/prawnicy/art42042771-malgorzata-manowska-nie-bedzie-profesorem-nieoficjalnie-6-za-6-przeciw?utm_source=chatgpt.com "Małgorzata Manowska nie będzie profesorem? Nieoficjalnie"
[5]: https://wyborcza.pl/7%2C75398%2C31817060%2Cmanowska-bez-szansy-na-profesure-dzis-ponownie-nie-przeszla.html?utm_source=chatgpt.com "Manowska bez szansy na profesurę. Dziś ponownie nie ..."
[6]: https://strefaedukacji.pl/rada-doskonalosci-naukowej-odmowila-poparcia-dla-profesury-malgorzaty-manowskiej/ar/c5p2-27424931?utm_source=chatgpt.com "Rada Doskonałości Naukowej odmówiła poparcia dla ..."
[7]: https://www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Blyskawiczna-habilitacja-wiceministra-zdrowia-Gazeta-Wyborcza-9-artykulow-w-8-miesiecy%2C268347%2C9.html?utm_source=chatgpt.com "\"Błyskawiczna\" habilitacja wiceministra zdrowia? Gazeta ..."
[8]: https://alertmedyczny.pl/gazeta-wyborcza-ujawnia-9-artykulow-w-8-miesiecy-ekspresowa-kariera-naukowa-marka-kosa/?utm_source=chatgpt.com "Gazeta Wyborcza ujawnia: 9 artykułów w 8 miesięcy. ..."
[9]: https://wyborcza.pl/7%2C75398%2C31706546%2Cwiceminister-kos-coraz-blizej-ekspresowej-habilitacji-choc.html?utm_source=chatgpt.com "Wiceminister Kos już ma habilitację, choć we wniosku o jej ..."
[10]: https://sciencewatch.pl/391-co-ukrywa-rdn?utm_source=chatgpt.com "Co ukrywa Rada Doskonałości Naukowej?"
[11]: https://www.rdn.gov.pl/udostepnianie-akt-sprawy.html?utm_source=chatgpt.com "Udostępnianie akt sprawy"
[12]: https://forumakademickie.pl/recenzent-i-recenzja-w-swietle-prawa/?utm_source=chatgpt.com "Recenzent i recenzja w świetle prawa"
[13]: https://forumrozwojulokalnego.pl/uploads/attachment/file/2158/4._Uzasadnienie_do_projektu_ustawy_-_Prawo_o_szkolnictwie_wy_szym_i_nauc....pdf?utm_source=chatgpt.com "uzasadnienie"
[14]: https://sciencewatch.pl/408-losowanie-recenzentow-w-postepowaniach-profesorskich-od-kuchni?utm_source=chatgpt.com "Losowanie recenzentów w postępowaniach profesorskich „ ..."
[15]: https://bip.brpo.gov.pl/pl/contetnt/rpo-opoznienia-recenzje-postepowania-awansowe-mein-kolejne-odpowiedz?utm_source=chatgpt.com "Opóźnienia recenzji w postępowaniach o nadanie stopni i ..."
[16]: https://sciencewatch.pl/phocadownload/dokumenty/uzasadnienie_wyroku.pdf?utm_source=chatgpt.com "Sygn. akt XXII GW 523/21 WYROK W IMIENIU ..."
[17]: https://forumakademickie.pl/polowanie-na-nieistniejacego-plagiatora/?utm_source=chatgpt.com "Polowanie na nieistniejącego plagiatora"
[18]: https://miesiecznik.forumakademickie.pl/czasopisma/fa-12-2023/polowanie-na-nieistniejacego-plagiatora%E2%80%A9/?utm_source=chatgpt.com "Polowanie na nieistniejącego plagiatora"
[19]: https://nfaetyka.wordpress.com/2024/03/26/archiwum-marka-wronskiego-usuniete-reakcja-na-nierzetelnosc/?utm_source=chatgpt.com "Archiwum Marka Wrońskiego usunięte! – reakcja na ..."
[20]: https://sciencewatch.pl/410-rozmowa-prof-b-sliwerskiego-czlonka-rdn-z-krowa?utm_source=chatgpt.com "Rozmowa prof. B. Śliwerskiego członka RDN z krową"
[21]: https://blogjw.wordpress.com/2024/01/08/sprawa-plagiatu-boguslawa-sliwerskiego-w-redakcji-miesiecznika-forum-akademickie/?utm_source=chatgpt.com "Sprawa plagiatu Bogusława Śliwerskiego w redakcji ..."
[22]: https://oko.press/news-oko-press-i-wyborczej-manowska-bez-szansy-na-profesure-dzis-ponownie-nie-przeszla-glosowania?utm_source=chatgpt.com "News OKO.press i „Wyborczej”: Manowska bez szansy na ..."
[23]: https://forumakademickie.pl/recenzenci-z-losowania/?utm_source=chatgpt.com "Recenzenci z losowania"
[24]: https://sciencewatch.pl/390-siedem-grzechow-glownych-rdn-czyli-niedoskonalosci-w-radzie-doskonalosci?utm_source=chatgpt.com "Siedem grzechów głównych RDN czyli niedoskonałości w ..."
O Panu M. powstaje książka z nowymi faktami z lat '90.
Wy tutaj się ścieracie na temat ocen naukowych i pracowniczych i płaczecie ze mało macie kasy. A tutaj NIK odkrył ze pewne kolorowe misie na publicznej uczelni przepalili w cztery lata 107 milionów. Cud. Kasa na uczelniach jest ale jest przepalana lub rozkradana.
Większość kierowników zakładów "jedzie" na plecach swoich podwładnych - to nie jest nieuczciwość ?
Zatrudniają tylko swoich wychowanków i usłużnych.
Jakie "rekomendacje" ma Szanowny Zespół ekspertów w tej sprawie?
No nie, Pani nie wie, że "Większość kierowników zakładów "jedzie" na plecach swoich podwładnych" I to jest zgodne z encykliką prof. Józefa Betona i ze wszelkimi reformami nauki, które były, są i będą prowadzone. A najważniejsza w myśl prof. Józefa Betona to jest "habilitacja, zatrudnieniowa polityka prorodzinna, rodzinne dziedziczenie katedr, wielo-etatowość samodzielnych pracowników nauki oraz zdolność sprawowania stanowisk kierowniczych przez samodzielnych pracowników nauki do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentne przyznawanie grantów. A najważniejsza jest habilitacja bo ona spaja system. A zgodnie z moim nauczaniem szkoły wyższe i instytuty naukowe, są nie po to by zaspokajać rynek potrzeb edukacyjnych studenta na wiedze, lecz rynek pracy osób posiadających stopień doktora habilitowanego nauki w Polsce. Na początku lat 90'na kolanach prosiłem Michała , Kajetana, Karola oraz Mundka i innych chłopaków co od zawsze w CK robią by nie wpuścili tej listy Filadelfijskiej . Bo się burdel zrobi. I co nie miałem racji . Jak można tak bezcześcić dorobek naszych noblistów. " Największym osiągnięciem jest publikacja w Trudach , czy Głosie którego nikt nie czyta. Ewaluacja to wybryk i trzeba ją wszelkimi siłami sprowadzić do encykliki prof Betona. I tak się dzieje od lat, gadu gadu i żele leją, a nauka "ma się dobrze", i co ją kierują też, bo ją wspierają ci co habilitacje mają i od wszelkiej pracy się migają i na stołkach kierowniczych zasiadają. A doktorzy są w myśl prof. Betona nikim, a raczej niczym bo habilitacji nie mają. Tu cytat słynnego prof. od encykliki ". I dlatego są i będą niczym ( nawet nie nikim ) tylko podkreślam; niczym. Dla tego tak jak zawsze w takich sytuacjach mówię swoim adiunktom: "Malczat' sobaki i skupić się na indywidualnym rozwoju naukowym".
Panie Profesorze Betonie zapomniales wspomniec ze Polska stoi bezprawiem, nierzadem i niesprawiedliwoscia dla cwaniakow ktorzy sie nauczyli zyc na panstwowym bez konsekwencji zwlaszcza budzetowka, w ktorej sie osadzili byli UB i SB oraz Tajni Wspolpracownicy i ich rodzinki. Tam nikogo nie ma z przypadku, przypadkowo moze znalezc malo rozgarniety wyrobnik doktorek. Uczelnie panstwowa daje tyle mozliwosci do wyprowadzania publicznej kasy w milionach, tylko trzeba znac odpowiedniego misia kolorowego i miec dobrych prawnikow. Jak i cala budzetowka to patologia wielka w Polsce. Zyjaca i pasozytujaca na koszt podatnika i jadaca na dlugach i pozyczkach gwarantowanych przez skarb panstwa. A odpowiedzialnosc zerowa. Panstwo Polskie jest silne wobec slabych a bezsilne wobec bogatych i wplywowych.
Ależ Panie, toć co Pan piszesz wszystko jest w encyklice prof. Betona. Tylko swoi (tu lista jak Pan piszesz) są głownie dopuszczani do zaszczytów bycia "wielkimi naukowcami" w tym naukowym światku. Wyrobnicy co są nikim, a nawet niczym mogą jedynie służyć tym co mają hab. Wybryki, które są czasami, że jakiś nie po linii encykliki dostanie hab. jest eliminowany ze wszystkiego, jak widać i słychać, bo stołki są obsadzane po uważaniu zgodnie z encykliką, a czy mają dorobek to już najmniej ważne. Wspomnę, że to dzięki tym co mają hab. "umondżanie" elektoratu jest dobre i mamy to co mamy i rządzimy, a im pozwalamy drzeć japy, by nam się żyło lepiej, a im gorzej, ale za to mogą sobie pokrzyczeć i im to wystarczy, no i miska ryżu też za to im się należy. Takie mamy czasy i takich "mundrych" co nam służą. To wszystko zawiera encyklika i tak będzie, bo mają hab. i są nieomylni w tym co robią i jak manipulują "mundrymi".
A dajmy na to hipotetycznie, gdyby w instytucie, w którym jest Pan profesor członkiem rady naukowej, pracowała osoba, która zatrudniła sobie papiernika nadwornego, to też by Pan profesor starał sie o usunięcie takiego "cwaniaczka" z Polskiej nauki?
Zatrudnienia dokonuje właśnie rada naukowa a nie pracownik uczelni. Wszyscy członkowie mogą prześwietlić osobnika przed zatrudnieniem. Nie robią tego - może część nawet nie potrafi tego zrobić ? Wszyscy mają z góry zakładać że zgłosił się oszust.
Zagraniczni-nadworni dopiero po czasie okazują się mieć trefne prace. W momencie zatrudnienia mają wypolerowane profile naukowe, które nie budzą wątpliwości. "Po fakcie" jak szambo wybija dla wszystkich sprawa jest prosta, ale mleko się już rozlało. Prześledź historię członka rady NCN - myślisz że gdyby wiedział zatrudniłby takiego gościa?
Wtórny problem jest taki, że na wszystkich patrzymy teraz podejrzliwie, a bez zaufania tak krajowa, jak i międzynarodowa współpraca jest nie możliwa.
Miłosz, Miłosz, komisja zatrudni Ci kogo chcesz. A jak chcesz zatrudnić oszusta to albo jesteś "średnio rozgarnięty" albi chcesz robić wałki, w każdym razie nie powinno Cię tam być na stanowisku kierowniczym.
Muhammad Bilal uzyskał doktorat w 2018 w Shanghai Jiao Tong University. W momencie zatrudnienia na PG miał ponad 900 publikacji. Informacje te były umieszczone w jego cv na stronie programu Nobelium (mniej więcej do lutego, teraz informacji o jego dorobku nie ma już na tej stronie), więc chyba wszyscy w PG znali ten dorobek. Publikował artykuł co 2-3 dni (w roku 2022 opublikował 182 prace). Nikogo to nie zdziwiło.
Amin Mousavi Khaneghah uzyskał doktorat w 2018 w Universidade Estadual de Campinas w Brazylii. W momencie zatrudnienia w Instytucie Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego im. prof. Wacława Dąbrowskiego miał 400+ publikacji (teraz ma 630). Informacje te można znaleźć np. tu:
https://www.ur.edu.pl/pl/wydzialy/wydzial-technologiczno-przyrodniczy/wydzial/aktualnosci/prof-amin-mousavi-khaneghah-z-universidade-estadual-de-campinas-sao-paulo-w-itzizc
Publikował artykuł co 3-5 dni (w roku 2022 opublikował 97 prac). Nikogo to nie zdziwiło.
"»Po fakcie« jak szambo wybija dla wszystkich sprawa jest prosta, ale mleko się już rozlało. Prześledź historię członka rady NCN - myślisz że gdyby wiedział zatrudniłby takiego gościa?”
Kiedy wreszcie przestaniemy udawać, że nikt o niczym nie wiedział i nie wie? Mizaru, kikazaru, iwazaru.
Tak to podsumował prof. Krzysztof Fordoński na Twitterze, jak wybuchła afera Muhammada Bilala: „żodyn nie wiedzioł, żodyn!”
A współpracę naukową (czy to krajową czy międzynarodową) należy prowadzić tylko z ludźmi, którym można całkowicie ufać, bo inaczej wcześniej czy później pojawią się problemy, np. z wiarygodnością wyników.
Proszę bardzo - w Internecie nic nie ginie:
https://web.archive.org/web/20241219014159/https://pg.edu.pl/en/research-university/centers/research/advanced-materials-center/nobelium-recipients/dr-muhammad-bilal
Wersja angielska strony z 19.12.2024. Polską niestety Wayback Machine zarchiwizował dopiero w styczniu 2025 kiedy już wzmianki o 700 publikacjach nie było.
A dziękuję, ale Bilal to już zamierzchła przeszłość. Niech się nim teraz martwią władze uniwersytetu w Antwerpii.
„w Internecie nic nie ginie”
Taaa, to chyba prawda, przynajmniej w większości przypadków. Zapomnieli też o tym organizatorzy ubiegłorocznej konferencji Green Technologies for Sustainable Environment 2024 (GTSE24) – prof. Teofil Jesionowski (przewodniczący komitetu naukowego) i dr hab. Jakub Zdarta, prof. PP (przewodniczący komitetu organizacyjnego). Na listach komitetu naukowego i plenarnych prelegentów było co najmniej kilkunastu redaktorów czasopism, z których niektórzy mają na koncie ciekawe historie:
Damia Barcelo – do marca 2025 Editor-in-Chief of Science of the Total Environment (zawieszone przez Clarivate we wrześniu 2024). W 2023 oskarżony o pobieranie wynagrodzenia w wysokości €70,000 rocznie za afiliowanie swoich artykułów z King Saud University
https://english.elpais.com/science-tech/2023-04-18/saudi-arabia-pays-spanish-scientists-to-pump-up-global-university-rankings.html
Ewa Korzeniewska – Associate Editor of Science of the Total Environment
Jacob de Boer – Co-Editor-in-Chief of Chemosphere (usunięte przez Clarivate w grudniu 2024)
Patryk Oleszczuk – Associate Editor of Chemosphere
Ashok Pandey – do 2024 Editor-in-Chief of Bioresource Technology, tylko w ubiegłym roku jego 43 artykuły uległy retrakcji
https://www.thehindu.com/sci-tech/science/12-papers-involving-a-scientist-from-csirs-indian-institute-of-toxicology-research-retracted/article68399826.ece
Jörg Rinklebe – do niedawna Editor-in-Chief of Environmental Pollution i Associate Editor of Journal of Hazardous Materials
Robert Letcher, Grzegorz Lisak, Christian Sonne – Editors of Environmental Research
Huu Hao Ngo – do niedawna Editor/Executive Editor of Bioresource Technology, Editor of Chemical Engineering Journal, Associate Editor of Science of the Total Environment, Associate Editor of Journal of Water Process Engineering
Long D. Nghiem – Co-Editor-in-Chief of Environmental Technology & Innovation and Editor of Journal of Membrane Science
Li Gao – Section Editor of Journal of Water Process Engineering
Janusz Pawliszyn – Editor-in-Chief of Trends in Analytical Chemistry and Green Analytical Chemistry
Anne Meyer – Editor of Biotechnology Advances
Marta Ziegler-Borowska – Executive Editor of International Journal of Biological Macromolecules
Na stronie konferencji organizatorzy chwalili się nawet, że: „The conference began with the “Meet the Editors” workshops.”
O tej konferencji pisał Leonid Schneider w artykule opisującym przypadki nieuczciwości naukowej prof. Rinklebe
https://forbetterscience.com/2024/06/14/schneider-shorts-14-07-2024-promoting-terrorism-by-publishing-materials-that-incite-violence-and-hatred/#rinklebe
Było to jeszcze przed upublicznieniem przypadku prof. Królczyka przez tygodnik O!Polska i wtedy nie wiedziałem nawet o istnieniu strony For Better Science. Stronę konferencji GTSE24 odkryłem przypadkowo pod koniec maja przeglądając komentarze pod artykułem na FBS na temat tria z Politechniki Opolskiej, gdzie ktoś umieścił do niej link
https://forbetterscience.com/2024/06/03/polish-science-ruled-by-papermill-krolczyk/#comment-747489
Kilka dni później poinformowałem o tym kręgu autorsko-redaktorskim Elseviera. Nie otrzymałem odpowiedzi, ale w ciągu tygodnia strona konferencji zniknęła. Na szczęście miesiąc temu komentator na FBS poinformował mnie, że została ona zarchiwizowana
https://forbetterscience.com/2025/07/18/schneider-shorts-18-07-2025-invisible-to-the-naked-eye/#comment-763353
Organizatorzy tej konferencji mają dziesiątki artykułów z zaproszonymi na nią redaktorami. Przykład:
https://pubpeer.com/publications/CA51FB31169D0ED13440BA8DEDD3DA
Konferencja ta uzyskała dofinansowanie w wysokości 330 000 PLN z programu „Doskonała nauka II”
https://www.gov.pl/web/nauka/doskonala-nauka-ii
Kilka dni po opublikowaniu cytowanego tu artykułu w PNAS ukazał się kolejny artykuł na temat kręgów autorsko-redaktorskich w Nature (7.08)
https://www.nature.com/articles/d41586-025-02446-5
Moim zdaniem, GTSE24 przewyższa przypadki opisane w PNAS i Nature kilkukrotnie liczbą zaangażowanych czasopism, redaktorów i autorów.
W sprawie dra Bilala PG zrobiła serię intelektualnych fikołków:
- uznano, że w czasie pracy na PG opublikował zaledwie kilka prac (przy czym usunięto z listy prace które noszą afiliację PG ale w ktorych wspołautorami sa pracownicy PP, uznajac, że to byla tylko kontynuacja pracy na PP).
- stwierdzono, że BYĆ MOŻE jakieś jego prace nosiły znamiona oszustwa, ale przecież nie wiadomo czy wszystkie
- stwierdzono, że przecież nie wiadomo czy to dr Bilal odpowiadał za sfałszowane wyniki czy nieetyczne praktyki, bo prace były wieloautorskie
- w komunikacie prasowym zrobiono wrzutkę, że pierwszy o sprawie poinformowal portal kresy.pl i zasugerowano jego powiazania ze służbami Federacji Rosyjskiej
- w tym samym komunikacie stwierdzono, nie wiadomo po co (chyba dla rozmydlenia sprawy), że Muhammedów Bilalów to było aż trzech (nb. jeden z nich - M Bilal Hafeez również ma ciekawy "dorobek")
Ogólnie uczelnia obstaje przy stanowisku, że niczego nikomu nie udowodniono. Nie zajęto też stanowiska w sprawie Mohammeda Rezy Saeba czy Grzegorza Boczkaja, ktorych wyczyny rowniez opisano na FBS
Oczywiście, że nikomu nic nie udowodniono. Dopisywanie się do publikacji, fałszywi recenzenci, niewłaściwe cytowania to przecież normalka w publikowaniu. Kto tego nie robi, niech pierwszy rzuci kamieniem.
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935125002488
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935125001021
"przecież nie wiadomo czy to dr Bilal odpowiadał za sfałszowane wyniki czy nieetyczne praktyki, bo prace były wieloautorskie"
No przecież wiadomo, że ŻADEN z autorów artykułów wieloautorskich nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Dlatego uważam, że propozycje zawarte w artykule powyżej, nawet jeśli zostaną wprowadzone, pozostaną pustymi zapisami, bo nie da się ich wyegzekwować - nikomu nic nie da się udowodnić. Nawet, jeśli ktoś znajdzie się na Retraction Watch Leaderboard. A na to duże szanse ma np. pan prof. Jaszczur, który zaliczył już 19 retrakcji.
A pan Bilal zaliczył właśnie drugą. Oczywiście też za to samo.
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0269749121019242?via%3Dihub
No, ale to przecież jeszcze z czasów Huaiyin, więc PG też nie ponosi za to żadnej winy.
"Dlatego uważam, że propozycje zawarte w artykule powyżej, nawet jeśli zostaną wprowadzone, pozostaną pustymi zapisami, bo nie da się ich wyegzekwować - nikomu nic nie da się udowodnić."
Celna uwaga. W zasadzie w razie chęci ukręcenia sprawie łba władze będą mogły:
- powołać "niezależnego" eksperta, który napisze, że wszystko jest super,
- powiedzieć, że nie ma w danej sprawie wyroku sądowego,
- gdyby jednak jakimś cudem zapadł wyrok: nie ma wyników apelacji
itd. aż w końcu będziemy czekać na wynik Sądu Ostatecznego ;-)
Co do odpowiedzialności uczelni proponuję eksperyment myślowy: czy gdyby chodziło o np. kradzież albo zabójstwo możnaby też napisać, że:
- być może pan X kogoś okradł/zabił, ale przecież nie wiadomo czy okradl/zabił każdego kogo miał okazję
- być może kradł i zabijał ale to bylo w Poznaniu a nie w Gdańsku
- być może nawet należal do gangu ale przecież nie wiadomo kto dokładnie w tym gangu kradł/zabijał?
Uczelnia oddala kase wyludzona na hinduskich dorobkach skarbowi panstwa? ktos ma problemy prawne, cos w tym kierunku zrobil sledztwo prokuratorskie? to bylo wyludzane publicznej kasy na podstawie sfalszowanego dorobku
Prawda. Chryste, w dobrych latach byłem w stanie opublikować może 4-5 prac eksperymentalnych rocznie. W przypadku większych projektów, często 1-2 prace. Więcej się realnie nie da, chyba że robi się tam tylko jakieś proste analizy na potrzeby innego zespołu. I nikomu nie zapala lampki, że 100-200 prac rocznie to musi być przekręt.
Przed radą naukową, jeszcze jest komisja konkursowa powoływana przez kierownika instytutu.
Dziękuję za ten tekst i dobrze, że są takie działania. Oszustwo staje się problemem egzystencjalnym dla nauki po pierwsze ze względów opisanych w tekście, ale także ze względu na image, za którym idzie finansowanie. Musimy być w stanie obronić rzetelność nauki ale także jej image, inaczej nie będzie nawet podstaw do postulatów o 3% budżetu.
I jeszcze parę uwag:
1. Instytucje - zgoda że kontrola powinna być piętrowa, uczelnie powinny mieć wewnętrzne mechanizmy kontroli. Tak samo jest z oceną pracowniczą, która na uczelniach generalnie nie działa i jest to źródłem wielu problemów. Gdyby IDUB uzależniono także od oceny efektywności procedur wewnętrzych (uczciwość, ocena pracownicza, itd.), mogłoby to przynieść efekty.
2. " jednej z noblistek, która też ma prace w MDPI, opublikowane już po uzyskaniu Nagrody Nobla." - ale niestety MDPI tak działa, że na specjalnych warunkach zaprasza pojedyncze 'gwiazdy' nauki, żeby one przyciągnęły resztę.
3. "pokusa publikowania w czasopismach, którym przypisano dużo punktów w wykazie, a stawiających stosunkowo niskie wymagania merytoryczne."
i to jest problem - że są czasopisma słabe, którym przypisano dużo punktów.
2 inne przykłady:
Chemical Engineering Journal - 200 pkt MNiSW - na skutek działalności papierni wypełnił się setkami podłych artykułów, które nawzajem się cytują podbijając IF i inne statystyki.
przykłady:
https://pubpeer.com/publications/98CF3CE3B76339857710A3315617B8
https://pubpeer.com/publications/1845CD4A7529437CE10D137359C446#0
https://pubpeer.com/publications/F0AE309FD7AA4CC97419B7D88FF26F#0
https://pubpeer.com/publications/F07A7966AFB98AB7257192969CC05C#0
https://pubpeer.com/publications/36D0E959F19EC9E0540010214B6C22#0
https://pubpeer.com/publications/37D17C50273355E55F71F58D493288#0
https://pubpeer.com/publications/954459E846C6A6F09B8685F7C3D553#0
https://pubpeer.com/publications/C3033A73C00C206D998BF1B282FF6E
Scientific Reports (140 pkt) - przechodzą tam naprawdę podłe fałszerstwa, np.:
https://pubpeer.com/publications/A6E5BBB37196DFC7DBFE32D0324813
https://pubpeer.com/publications/068C88FA8D9D28FE09215466D57F53
https://pubpeer.com/publications/89AEB727798737E072BE91B6F307C9
ale te fałszywki są cytowane przez inne fałszywki i tak w kółko.
Właśnie ukazała się korekta pierwszego artykułu na tej liście:
https://pubpeer.com/publications/98CF3CE3B76339857710A3315617B8
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1385894725076442
Cytat z tej korekty:
"Unfortunately, the raw EPR data are no longer accessible. Due to unforeseen disruptions, the laboratory where the EPR measurements were conducted lost the original data files, and we are therefore unable to recover or provide them. Nevertheless, as the proposed photocatalytic mechanism is adequately supported by complementary evidence (Fig. 8a and b), we recommend removing the EPR-related figures (Fig. 8c and d) and their associated discussion."
A chodzi o artykuł opublikowany 10 miesięcy temu. Wszyscy pamiętają ze szkoły tłumaczenia o zadaniach domowych, które zjadł pies? A tu mamy czasopismo, które ma 200 pkt. na naszej liście ministerialnej. To, że redaktorzy dopuścili do tej korekty, chyba jednoznacznie świadczy o jakości tego czasopisma (IF = 13,2, to tak dla tych, którzy lubią się ekscytować punktami i impact factorami). Ta jakość jest mniej więcej taka, jak Przeglądu Sejmowego. Mogłoby to nawet być śmieszne, gdyby nie wiązało się z ogromnym marnotrawstwem publicznych pieniędzy i czasu innych badaczy. A swoją drogą to pan Saeb musi mieć mocne plecy, skoro udało mu się coś takiego przepchnąć. No, ale nosił wilk razy kilka, poniosą i wilka.
Może to głupie pytanie, ale widzę publikacje dotyczą "material science", ja czasami wykonuje XRD, XPS, SEM, TEM itp. i te pomiary są raczej szybkie. Nie jest prościej zrobić oryginalny i prawdziwy obraz/widmo itp. niż jakkolwiek edytować te obrazy?
Jeszcze takie uzupełnienie mojej poprzedniej odpowiedzi.
https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0326754
Paweł,
"Nie jest prościej zrobić oryginalny i prawdziwy obraz/widmo itp. niż jakkolwiek edytować te obrazy?"
Nie, jeśli nie dysponuje się ani próbkami, których niby dotyczy ta analiza, ani aparatem do wykonania pomiaru. W większości przypadków te artykuły są produktami papierni, a rysunki pochodzą z innych publikacji. Często ten sam rysunek (np. SEM), pojawiający się w różnych publikacjach, ma inne panele parametrów, które zawierają nawet inny model aparatu rzekomo użyty do pomiarów lub daty pomiarów różniące się o kilka lat, jak np. tutaj:
https://www.pubpeer.com/publications/028199756131F3E7C951292D5C8AA0
Modyfikowanie jednego/kilku obrazów daje chyba mniejsze prawdopodobieństwo automatycznego wykrycia oszustwa (np. przez ImageTwin) niż kopiowanie większej liczby obrazów z tego samego/kilku źródeł. Ale, jak widać, takie przekręty nie przeszkadzają recenzentom/redaktorom rzekomo renomowanych czasopism w przyjęciu takich manuskryptów. Dlaczego? Odpowiedź daje m.in. artykuł cytowany powyżej.
https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.2420092122
@Adiunkt
Tejraj, Masoud, Ali, Mohammadreza, Hossein, Mohammad, Ahmandy i inni – absolutna elita światowej nauki :).
Ale dla CEJ najważniejszy jest „geographical balance” i „diversity”. A gdzie DORA? – nikt nie widzi problemu?
"i to jest problem - że są czasopisma słabe, którym przypisano dużo punktów."
Częściowo wynika to z podatności metryk bibliometrycznych na "tuning" poprzez np. wymuszanie lub sugerowanie cytowań artykułów w czasopiśmie. Przykład takiej polityki znaleźć można np. w Przeglądzie Elektrotechnicznym (70 pkt.), na ktorego stronie wprost napisano:
"Bibliografia
powinna uwzględniać aktualny stan wiedzy (z przedstawieniem także najważniejszych pozycji literatury zagranicznej). Jeśli bibliografia jest uboga lub przestarzała sugeruje to, że albo autorzy nie znają aktualnego stanu wiedzy albo, że temat jest mało interesujący dla ogółu czytelników. ***Zalecane jest uwzględnienie w spisie literatury prac drukowanych w Przeglądzie Elektrotechnicznym.***" (podkreslenie moje)
https://pe.org.pl/index.php?lang=0
To kiedyś były może nie powszechne ale dość częste praktyki także w 'poważnych' pismach z IF. Oczywiście "Każda miara staje się celem, przestaje być dobrą miarą" i to jest trochę zabawa w policjantów i złodziei. Ale to co najbardziej chcę powiedzieć, to że nie jest tak, że policjanci nie mają narzędzi. Odpowiedzią na autocytowania czy to autora czy pisma są wskaźniki nieuwzględniające autocytowań. A co do odpowiedniej wyceny punktowej czasopism to zgadzam się, żeby nieco obniżyć jej rolę i zrównoważyć z oceną ekspercką, ale nie likwidować całkowicie, bo to byłoby wylewanie dziecka z kąpielą. Do automatycznej oceny punktowej czasopism proponuję:
1. Krok 1: pozycja kwartylowa Scopusa na liście uśredniającej 3 współczynniki (CS, SJR, SNIP)
2. Krok 2: niewielka korekta automatyczna na podstawie innych list czasopism, np. duńskiej, portugalskiej, litewskiej (strzelam - mogą być inne).
@Sławomir Wacewicz
To punktowane (do celow ewaluacji) listy czasopism istnieja tez w innych krajach? Poza Polska?
I zapytam tez o cos innego: czy istnieje IF, albo inny wskaznik opisujacy cytowalnosc artykulow z danego czasopisma, ktory pozwalalby wyrzucic z pomiarow wszystkie artykuly przegladowe? Czyli, taki wskaznik, ktory uwzglednia tylko artykuly oryginalne przedstawiajace nowe wyniki badan?
Robiłem tylko pobieżne rozpoznanie tematu, więc nie znam szczegółów, ale są listy innych państw, a do tego także inne listy instytucjonalne. Moim zdaniem zanim zacznie się robić nowe narzędzie warto sprawdzić te już istniejące, bo może mogą się na coś przydać...
Co do prac przeglądowych to wątpię i w wielu obszarach jest to niewykonalne, dlatego że badania nie zawsze muszą być ilościowe ani nawet empiryczne. Np. artykuł może proponować nową teorię czy nawet tezę, albo nawet propozycję usystematyzowania badań i wtedy przegląd jest narzędziem podporządkowanym tej nowej propozycji; taki artykuł nadal wnosi oryginalny wkład badawczy, tylko na poziomie teorii. Jeśli artykuł nie wnosi nic poza przeglądem, to nie spełnia kryterium oryginalnego wkładu i co do zasady w ogóle nie powinien zostać opublikowany (przynajmniej w dobrym piśmie powinien odpaść w recenzji).
Przynajmniej tak to wyglądało do tej pory, a LLMy pewnie przyniosą tu spore zmiany.
@Sławomir Wacewicz
Nie slyszalem, zeby jakikolwiek kraj poza Polska mial ministerialna liste czasopism, wedle ktorej nadaje sie punkty. Stad moje pytanie. Moze taki istnieje?
Tak, sa pewne przegladowki, w ktorych cos nowego sie proponuje. Na przyklad, na postawie analizy formuluje sie jakas nowa hipoteze.
Ale wydaje mi sie, ze wiekszosc artykulow, ktore sa przez czasopisma zakwalifikowane jako "Review" to zwyczajnie solidny przeglad literatury, ktory zbiera razem najnowsze publikacje i porownuje wszystko na tle starszej literatury, zwykle skupiajac sie na jednym czy dwoch aspektach tematu.
Zgaduje, ze znakomita weikszosc artykulow z czasopism typu "Nature Reviews" albo "Annual Reviews" jest wlasnie tego typu. Z tego powodu artykuly przegladowe w Wielkiej Brytanii zwykle nie sa klasyfikowane do ewaluacji (REF).
Zauwazylem ze sporo czasopism bardzo chetnie produkuje 'reviews' poniewaz przegladowki zwykle sa wysoko-cytowane, co moze dosyc sztucznie podbijac renome jakiegos pisma.
Nie interesowałem się dogłębnie, więc zapytałem LLMa, który wymienia 9 krajów europejskich, które "maintain journal-ranking lists used in national academic evaluation systems". Nie wiem, na ile to dokładna odpowiedź i/lub na ile te systemy przypominają polski - dla mojego wywodu ważne tylko, że takie listy istnieją :).
Co do przeglądów, to przynajmniej do niedawna zrobienie naprawdę dobrej jakości przeglądu było trudne i cenne, i moim zdaniem takie prace zasługiwały na swoje punkty. Być może wkrótce (albo i już) zrobią to za nas LLMy i to łacznie z elementem 'nowości' typu teza, więc pewnie trzeba będzie to przemyśleć.
"Być może wkrótce (albo i już) zrobią to za nas LLMy"
LLMy robią to już powszechnie od kilku lat. W przypadku pana Bilala mniej więcej połowa dorobku (900+ publikacji) to były prace przeglądowe, z których miał dziesiątki tysięcy cytowań. To jeden ze znaków rozpoznawczych papierników. Przykład:
https://www.pubpeer.com/publications/B44A8EBBDAC62EC19151EFC30EBB0C
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0013935123019965?via%3Dihub
Z 33 jego artykułów z prof. Jesionowskim 19 to były artykuły przeglądowe, do tego 2 rozdziały w książkach. Przykłady:
https://www.pubpeer.com/publications/99DCB0FFD29511D9BAB2418E5CC017
https://www.pubpeer.com/publications/405AB765D1A4E26D3F94750F94EAA8
Z 12 artykułów panów Marszałka i Khaneghaha 9 to przeglądówki, z tego 6 w Critical Reviews in Food Science and Nutrition, w którym pan Amin jest członkiem rady redakcyjnej. Przykład:
https://www.pubpeer.com/publications/45695B01EBABAC55C6E9C38B4940C5
W przypadku pana Amina prace przeglądowe stanowią 37%.
Autocytowania można łatwo obejść, korzystając z większej sieci - przykład opisano tutaj: https://forbetterscience.com/2025/07/08/the-citation-payola/
Pozycja kwartylowa też niewiele daje - Chem Eng J, Sci Rep, czy wiele czasopism MDPI ma wysokie pozycje kwartylowe będąc jednocześnie w dużej mierze ściekami publikacyjnymi, w których "przechodzi" wszystko.
Oczywiście, ale to mocno ogranicza skalę - stosunkowo łatwo nabijać autocytowania w ramach pisma, dużo trudniej w sieci.
Co do przykładów pism, to też można śledzić sytuację na bieżąco i reagować, usuwając lub zawieszając pisma. A Scientific Reports to wielkie i wewnętrznie zróżnicowane pismo - ja miałem styczność z rzetelnymi recenzjami jako autor oraz jako recenzent, tj. podobnie jak pozostali recenzenci dałem reject i artykuł został odrzucony (inaczej niż we Frontiers, gdzie dałem reject, a artykuł i tak został potem puszczony).
Generalnie oszustwa zawsze będą, nie da się ich całkowicie wyeliminować, pytanie czy dostepne są narzedzia, żeby sensownie ograniczyć ich skalę - moim zdaniem tak.
To jest właśnie problem, że te pisma mają bardzo nierówny poziom i edytorski, i recenzencki. Pisałem kiedyś recenzję do któregoś PLOSa - napisałem negatywną recenzję z wnioskiem "reject". Okazało się, że byłem najłagodniejszym z recenzentów. Papier oczywiście przepadł. Podobnie bywa i w Scientific Reports, i we Frontiers. Ale bywa i zupełnie w drugą stronę, zależy od edytora. To molochy, bardzo nierówne. Nie widzę zresztą większych różnic pomiędzy nimi, pismami MDPI i innymi dużymi, ale przeciętnymi pismami typu "mydło i powidło".
Ale jak z tym walczyć skoro systemowo oszuści są generowani np. w medycynie? Nie ujmując nic studiom lekarskim, które uchodzą za b trudne - jak to jest, że w 6 lat, student opublikuje (!) 10 artykułów? Geniusz? Nie. Praca zespołowa 10 osób, gdzie jedna osoba pisze tylko jeden artykuł. Reszta dopisani. Standard, bo trzeba zdobyć punkty do stażu.
MZ i MSWiN nie reagują, a potem tak ukształtowani "ludzie nauki" robią doktoraty. W tej samej grupie, z ciekawą własnością: osoba, która pierwsza ma składać doktorat, jest zawsze pierwszym autorem, po złożeniu rozprawy spada na ostatnie miejsce w kolejce autorów.
Generalnie brakuje wyciągnięcia wniosków z błedów polityki wielu szpitali w Chinach gdzie publikacje naukowe były wymagane od lekarzy https://www.bmj.com/content/347/sbmj.f7064
Skutek: powstanie paper mills sprzedających autorstwo w sfabrykowanych publikacjach lekarzom, którzy nie mieli kiedy i jak prowadzić badań ale potrzebowali artykulu do awansu itp.
Cyt."Z analiz, jakie przeprowadziliśmy w zespole, wynika, że najwięcej oszustw występuje w krajach, w których system oceny naukowców jest oparty o wskaźniki typu liczba publikacji czy punkty. Celem staje się wówczas nie odkrycie samo w sobie, nie poznanie, jak coś działa, tylko po prostu wypełnienie narzuconych urzędniczych norm."
Wydawałoby się, że to bardzo budująca wypowiedź. Bowiem, wynikałoby z niej, iż odkrycia powinny być najważniejsze same w sobie. OTÓŻ, NIE, szanowny Profesorze Węgrzyn. Właśnie NIE, to NIE odkrycia są najważniejsze same w sobie (a przynajmniej NIE ZAWSZE). A CO wobec tego, jest najważniejsze? Świetnie to wyjaśnił już niemal 50 lat temu, doc. Szelestowski ustami Zbigniewa Zapasiewicza w słynnych "Barwach ochronnych" Zanussiego: "Ważne jest nie tylko, co się mówi, ale kto mówi i gdzie." Po podstawieniu do powyższego cytatu, czasownika "pisze" lub "publikuje" zamiast czasownika "mówić" (oczywiście, w odpowiedniej formie), uzyskujemy odpowiedź na pytanie: "CO jest najważniejsze?". Znam parę odkryć, których autorzy niestety, wpadli w pułapkę systemu, i właśnie do nich stosuje się zasada wyjawiona przez doc. Szelestowskiemu młodemu idealiście mgr Kruszewskiemu (w tej roli Piotr Garlicki). Dwa z ww. odkryć są bardzo istotne, ale podejrzewam, że zarówno Prof. Węgrzyn, czy tez inny Prof. dr hab. X, gdyby mu je przedstawić, odchrząknąłby zapewne: "Hmm, aha, aha." i bardzo prawdopodobne, że na tym by się skończyło. Przyczyna jest prosta: otóż, szanse na to, żeby był specjalistą z dziedziny, do której należą te odkrycia, są niewielkie, zaś GDYBY NAWET był tym specjalistą, to prawdopodobnie wolałby milczeć. TO JEST też POWAŻNY problem: ZAMIATANIE "pod dywan" pewnych ważnych osiągnięć naukowych, które są "solą w oku" dla niemałego odsetka specjalistów. Tyle, że NIKT o tym nie mówi, To jeden z tematów "tabu" polskiej nauki, i niestety, nie tylko polskiej...
To takie tępe rozwiązania. Wrzucanie do jednego wora plagiatów i fałszowania badań/wyników badań. Z punktu widzenia chaosu w postępie nauki plagiat nie ma znaczenia, jest on nieuczciwością, która niszczy zaufanie do/wiarygodność danego badacza. Nie ma większego wpływu na postęp w odkrywaniu wiedzy. Fałszowanie może lokalnie wprowadzać pewne zamieszanie, ale raczej szybko nauka koryguje takie odstające obserwacje. Jak ustalenie wydaje się znaczące, sporo naukowców nim się zajmie i szybko odkryją nierzetelność. O innych głupotach reputacyjnych nie będących istotą nauki typu, że złe czasopismo, że nie ten język, że nie ten profil, że drapieżne, że za dużo albo za mało ktoś publikuje, że nie z odpowiednim kolegą czy koleżanką, to już w ogóle szkoda mówić - to rzeczy kompletnie pozanaukowe, jakieś polityczne, reputacyjne, interesowe, naukowiec powinien to kompletnie zlać. To tematy zastępcze i wręcz szkodliwe dla rozwoju nauki, bo odciągają uwagę naukowców od rzeczy ważnych. Wywalanie z zawodu za incydentalny plagiat czy fałszerstwo - moim zdaniem niemoralne, bo to zbyt poważna sankcja do występku i uczy raczej strachu i słuchania "stada" niż kształtuje właściwe bodźce i postawy wśród naukowców. Poza tym to niemądre tracenie zasobów, taki oszust po zdyscyplinowaniu może stać się dobrym naukowcem, ale nauka uniemożliwiać ma uczenie się na błędach. Generalnie, te pomysły są mega mega słabe, nie służą nauce a polityce i interesom różnych naukowców, które nie są interesami naukowymi, z istoty nauki, ale z jakiegoś systemu, który jak pasożyt na nauce wyrósł. Chodzi ciągle o to samo - o z gruntu fałszywe utrzymywanie przekonania w społeczeństwie, że środowisko naukowe to środowisko o wyższych standardach i pobudkach moralnych, dlatego dawanie kasy na naukę jest czcigodne i nie budzi wątpliwości podatnika. To takie słabe. Prawda jest taka, że środowisko naukowe oderwane jest często od "normalnego" trybu pracy, często rozleniowione i ogólnie moim zdaniem raczej poniżej średniej społecznej, gdy idzie o moralność. Ale udaje święte i wypala żelazem małe występki ludzi. A ten na zdjęciu taki uśmiechnięty.
Po pierwsze, nieuczciwość naukowa nie jest zerojedynkowa. Na przykład: ktoś przepisał jedno zdanie, ktoś inny - akapit, jeszcze inny - rozdział,, a jeszcze inny - całe dzieło. To wszystko mieści się w definicji plagiatu, ale to jednak nie całkiem to samo.
Po drugie, odróżniłbym ewidentne oszustwa (plagiat, fabrykowanie wyników) od manipulowania współczynnikami bibliometrycznymi. Obecny system ewaluacji zachęca do takich manipulacji i naukowcy wykorzystują luki w systemie do tego, by poprawić kategorię własnej jednostki. Te luki obarczają raczej ministerstwo niż szeregowych naukowców.
Więcej na ten temat.
https://allegro.pl/oferta/lepiej-wypelnione-sloty-poradnik-dla-mlodych-naukowcow-17458592850?srsltid=AfmBOopxQuRj7s8gB5Pl4BB_grR6Tz4wEFGYhkb6oL15Xm6XQ_juV2Av
A w której grupie są profesorowie dopisujacy się do artykułów swoich "wasali", bo o tym ani słowa?
A nasz system ewaluacji to właśnie taka zaawansowana punktoza. Pieniędzy na naukę nie ma, więc nie dziwmy się naukowcom, że piszą o niczym, albo wałkują w kółko ten sam temat, tylko np. lokalizację zmieniają. Takie badania do nauki też niewiele wnoszą, ale artykuł i punkty muszą być, bo tego wymaga system.
Trudno bez kasy robić zaawansowaną naukę, ale są też w nauce dziedziny, w których innowacje czy hiper badania są nierealne. Nie zrównujmy medycyny czy elektroniki z geologią czy filozofią, bo tu nie ma szans na podobny poziom odkryć.
I w tym wszystkim zapomina się też, że uczelnia ma uczyć, a nie tylko badać i publikować.
Proszę nie zapominać o kierownikach katedr/zakładów, dziekanach którzy łaskawie udostępniają pracownikom aparaturę do badań i kierują pracami swoich jednostek i dlatego występują w publikacjach!
Kierowników i profesorów kodeks etyki pracownika naukowego mało interesuje, choć wprost stwierdza,,że pozyskiwanie środków, udostępnianie aparatury, prowadzenie szkoleń czy ogólny nadzór nad grupą badawczą nie stanowią podstawy do współautorstwa. W praktyce jednak często skutkuje to przyznawaniem sobie pierwszego autorstwa lub autorstwa korespondencyjnego. I tym sposobem mamy kolejnych profesorów. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale w mojej ocenie zdecydowanie większości naukowców.
Od lat trwa dyskusja na temat rewolucji w ewaluacji. Juz chyba nie doczekam końca tych dyskusji, trwających od lat.
Pęd do publikacji wynika wylacznie z podporządkowania się ocenie nauczyciela akademickiego.
Od lat nie bierze sie pod uwagę specyfiki i odmienności Uniwersytetow. Każdy podlegające takiej samej ocenie, niezależnie od tego, czy jest oceanografem, czy chirurgiem, czy filologiem. I tu jest błąd. Czym innym jest bowiem osiągnięcie wysokiego poziomu w medycynie, czym innym w innych dziedzinach.
Ocena ekspercka wydaje sie czymś naturalnym właśnie w świecie medycznym, ale pytanie brzmi- kto miałby sie zająć wytycznymi twk oceny.
Najłatwiej wrzucić wszystkich do jednego worka i oceniać punkty za publikacje i tzw dorobek naukowy.. Znacznie trudniej byłoby ocenić poziom merytoryczny pracownika, istotność jego wkładu w dydaktykę.
Wspomniana dydaktyka nie ma żadnego znaczenia w ocenie pracownika, a przecież w Uczelniach nauczających praktycznych przedmiotów zawodowych- medycyna, weterynaria- to właśnie doświadczenie nauczycieli akademickich ma ogromne znaczenie.
Na dwie rzeczy zwrócę uwagę (abstrahując od tego, czy zgadzam się lub nie z innymi kwestiami):
Jeśli mówimy o ewaluacji, a domyślam się, że o tym jest Pana/Pani wypowiedź, to ewaluacja dotyczy nie pojedynczych pracowników, lecz dziedzin. To nie to samo. Tak, wiem, że dziedzinę tworzą pracownicy pracujący na jej rzecz, niemniej jednak ocena w ewaluacji ministerialnej nie jest tym samym, co ocena pracownicza wykonywana w murach jednostki zatrudniającej naukowca.
„Dydaktyka nie ma żadnego znaczenia w ocenie pracownika” – o jakiej ocenie mowa? Ewaluacji ministerialnej, czy ocenie instytutowej pracownika? Znów, jeśli chodzi o tę pierwszą – dydaktyka nie ma znaczenia, ponieważ jest to ocena badań naukowych, a nie działań dydaktycznych. Tak, wiem, że na niektórych uczelniach łączy się te dwa obszary działalności. Ale uczenie studentów to nie to samo co prowadzenie badań.
Bardzo (BARDZO!) wiele nie podoba mi się w obecnej i proponowanej (czyli w zasadzie obecnej-plus) ewaluacji. Jednak jest to ocena nie pracowników, lecz dyscyplin, i ocena związana z nauką (a nie dydaktyką). Myślę, że nierozdzielanie tych kwestii jest przyczyną wielu nieporozumień.
Ocena ekspercka w świecie medycznym będzie bardzo obciążona powiązaniami, zależnościami, w tym rodzinnymi. Pewnie podobnie w świecie prawniczym. W innych światach też, ale moze mniej. Tyle, ze obecny system tez jest patologiczny...
Wyniki pracy tej komisji to też takie oszustwo naukowe - po okresie ciężkiej pracy Panowie doszli do ogólnie znanych wniosków
Co do wyników badań - jest tyle.prac, że badania mogą się wzajemnie weryfikować i to wystarczy żeby wyłonić uczciwe wyniki. Krucjata zbędna
Problem w tym, że nasz system ewaluacji nauki promuje cwaniactwo i nieuczciwość. Pisałem o tym w innych wątkach, więc nie będę powtarzał argumentów. Trzeba zacząć od przyczyn, a nie od skutków.
W każdym systemie można wybrać zachowanie uczciwe albo nieuczciwe. Punktoza itp. to objaw a nie przyczyna.
Przed Ustawą 2.0 były inne problemy: masowe zjawisko dopisywania kierowników zakładów i innych "świętych", zawalanie ambitnych pracowników dydaktyką (nowe przedmioty co semestr + nadgodziny) i atrakcjami w stylu komisji rekrutacyjnych, uznanioqe rozdzielanie środków na premie czy materiały laboratoryjne.
Problemy etyczne biorą początek w indywidualnych decyzjach (albo ich braku).
Zgoda, ale system obecny premiuje zachowania naganne. Przykład: spółdzielnia kolegów z różnych jednostek. Ja dopiszę Ciebie, Ty dopiszesz mnie. System nagradza takie zachowania, a nie powinien.
Tak przy okazji: o oszustwach naukowych i w ogóle o światku naukowym (co prawda, brytyjskim), pisał już ponad 50 lat temu, brytyjski fizykochemik i pisarz Charles Percy Snow np. w swojej powieści pt. "Sprawa Howarda" (seria "Strangers and brothers").
Mam nadzieję, że Ministerstwo weźmie sobie do serca rady i punkt widzenia Profesora. Oczywiście, system oceny w dużej mierze przyczynia się do nieuczciwości naukowej, jednak wcale nie mniej szkodliwe jest tuszowanie takich spraw przez Dyrektorów i Rektorów, którzy tym samym dają milczące przyzwolenie na takie działania.
Problem jest znacznie poważniejszy, niż może się pozornie wydawać — mówię to z perspektywy osoby zatrudnionej w PAN A+ i zgłaszającej takie zjawiska. Niestety, dopóki te sprawy nie wyjdą na światło dzienne poza instytuty czy uczelnie, zgłaszający nie otrzymają realnej ochrony, a system kar będzie jedynie pozorny — nic się nie zmieni. Nieuczciwość naukowa jest w praktyce bezkarna, a w interesie Dyrektorów czy Rektorów leży raczej tuszowanie takich procederów niż ich eliminowanie — bo jak miałoby to wpłynąć na wizerunek instytucji? W efekcie powszechnie przedkłada się dobro własne i krótkoterminowe cele nad dobro nauki i społeczeństwa.
Może jednak warto spojrzeć na to z innej strony: skromne państwowe fundusze są wydawane na działania, które od lat nie przynoszą wymiernych efektów — patentów, wynalazków czy nawet realnej chęci do współpracy ze strony biznesu.
Instytucje finansujące, takie jak NCN czy ABM, powinny z większą odpowiedzialnością podchodzić do swoich zadań, uważniej kontrolując sposób wydatkowania publicznych środków oraz przestrzeganie warunków umów grantowych. Powszechnymi, niestety, praktykami pozostają: wybieranie „wygodnych” wyników pasujących do hipotezy, ignorowanie danych niewygodnych, formułowanie daleko idących wniosków na podstawie pojedynczego powtórzenia czy brak rzetelnych informacji w publikacjach.
Najgorsze jest jednak to, że takich postaw uczą się młodzi naukowcy, traktując je jako obowiązującą normę. W tej sytuacji nie może dziwić ani brak znaczących sukcesów polskiej nauki, ani brak zainteresowania współpracą ze strony sektora prywatnego.
"młodzi naukowcy, traktując je jako obowiązującą normę" - niestety, to prawda. Od samego początku nauczyłem się tego od promotora. Hipoteza była na tyle ogólna, że można udowodnić wszystko, ponieważ sami ustalamy wymagania, sposoby ewaluacji metod oraz wprowadzamy dowolne założenia i uproszczenia, przez co wyniki nijak mają się do rzeczywistości.
Innym przykładem jest wymyślanie metod, które są "innowacyjne", zwykle nieskuteczne, ale można znaleźć pojedyncze przypadki, w których działa. Takie próby powtarzamy do skutku, aż w końcu znajdziemy wyniki, które nam odpowiadają, pomijając resztę i przemilczając niewygodne szczegóły w artykule. Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów. Wnioski są tak naprawdę zgadywaniem, a opis metody i procedur eksperymentalnych bywa tak niedokładny, że weryfikacja wyników jest niemal niemożliwa. Wymienianie wszystkich (mocno naciąganych) zalet, przy jednoczesnym zatajaniu ograniczeń, stało się całkowitą normą. Młodzi naukowcy dziwią się, że nie potrafią odtworzyć wyników, że opublikowane ostatnio metody nie działają – dopiero z czasem uświadamiają sobie, że to norma. W rzeczywistości ponad połowa wyników prezentowanych nawet w renomowanych czasopismach mija się z prawdą. Byłem tym zaskoczony, ale w mojej wąskiej działce nauka mniej więcej tak wygląda, starsi naukowcy po prostu się już z tym pogodzili, robią to dalej, bo jest z tego kasa. Młodsi się dziwią, walczą ze sobą i są w kolejnych latach coraz bardziej sfrustrowani.
"brak zainteresowania współpracą ze strony sektora prywatnego." - to również prawda. Przemysł powoli zdał sobie sprawę, czym tak naprawdę zajmują się uczelnie oraz jak działają (a raczej nie działają) publikowane przez naukowców rozwiązania. Współpraca z przemysłem to często fikcja. Również współpraca zagraniczna często sprowadza się do pojedynczych rozmów czy wymiany maili, ale chwalimy się umiędzynarodowieniem. Wiele rzeczy, które robimy, jest tylko na papierze, większość to wyolbrzymianie i drapieżny marketing.
Niestety, dziś nie chodzi już o rzetelność, lecz o maksymalizację wskaźników, tak aby uczelnia mogła dobrze wypaść w rankingach i przyciągać studentów. Poziom dydaktyki też spada. Jest to wynik silnych nacisków z góry, aby robić łatwe zaliczenia i przepuszczać prawie wszystkich, każdy student to kasa - dlatego prawie wszyscy kończą studia a dyplomy i tytuły nie mają już większej wartości, jeśli prawie każdy może je mieć. A to wszystko na studniach dziennych na uczelni państwowej. Na zaocznych, płatnych wymagania są jeszcze mniejsze - tak naprawdę to płacimy za dyplom.
"Nieuczciwość naukowa jest w praktyce bezkarna, a w interesie Dyrektorów czy Rektorów leży raczej tuszowanie takich procederów niż ich eliminowanie — bo jak miałoby to wpłynąć na wizerunek instytucji? W efekcie powszechnie przedkłada się dobro własne i krótkoterminowe cele nad dobro nauki i społeczeństwa."
Świetnie to Pani ujęła. Władze uczelni czy instytutów wolą przymykać oczy i nie robić sobie problemu, a gdy już wybuchnie afera taka jak w przypadku G. Królczyka czy M. Bilala to wybierają strategię umniejszania problemu, rozwadniania, przemilczania, zwalania wszystkiego na działania "rosyjskich służb" itp.
Po akcji z p. Bilalem na PG jest ZERO realnych konsekwencji (poza zmianami w regulaminach premii i nagród, które dyskryminują osoby publikujące z autorami z zagranicy), mimo, że osób o podobnym "dorobku" jest tam conajmniej kilka (zainteresowanym polecam przejrzeć listę laureatów programu Nobelium i ich "osiągnięcia" na PubPeer oraz publikacje Katedry Inżynierii Sanitarnej i wyciągnąć własne wnioski).
Żadne postępowanie wyjaśniające lub dyscyplinarne prowadzone na uczelni plagiatora lub plagiatorki nie poskutkuje wyeliminowaniem takiej osoby z nauki. Postępowania te powinny być prowadzone przez ciało zewnętrze powołane przez Ministerstwo. Bez tego Wszystko będzie jeszcze bardziej zamiatane pod dywan.
Przykład z Politechniki Wrocławskiej Pani kierownik katedry na Wydziale Zarządzania splagiatowala swojego jedynego doktoranta (już doktora) popełniając plagiat jawny i plagiat ukryty. Rzecznik dyscyplinarny prowadziła sprawę tak, aby umorzyć i nie wykazać plagiatu. A kto zna plagiatorkę ten wie, że ona potrafi tylko "kopiuj-wklej".
To jest tak zepsute środowisko, że należałoby zwalniać dyscyplinarnie, ale gdzie Ci ludzie pójdą do pracy, jeśli naprawdę nic nie potrafią, tylko przepisywać cudze prace?
Przykład z życia: pewien naukowiec z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego a wcześniej Politechniki Gdańskiej ma już dość sporą ilość artykułów opisanych na PubPeer: https://pubpeer.com/search?q=authors%3A"Mohammad+Reza+Saeb"
Zero reakcji ze strony uczelni - żadnej weryfikacji, komisji czy czegokolwiek.
Kolejny przykład: pan Bilal z PG co do ktorego do dzisiaj władze uczelni twierdzą, że nic przecież mu nie udowodniono.
Walka z nieuczciwymi praktykami publikacyjnymi w Polsce jest farsą.
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C106406%2Cdr-hab-wojtasek-trzeba-wprowadzic-surowe-konsekwencje-dla-oszustow 😁
Czy to oznacza, że jeśli te propozycje staną się obowiązującym prawem, to pan rektor Lis (członek ww. zespołu) zwolni pana prof. Jaszczura? 🤔
Panie Profesorze,
Powinien Pan być Rektorem!
Pan tak poważnie?
Czy zwyczajnie, wiedząc, że nic się nie da zrobić, śmieszkuje Pan?
W polskich realiach:
1) postępowanie dyscyplinarne nie działa (jest idiotycznie uregulowane a jednocześnie nikt nie ma ochoty tym się zajmować),
2) ocena pracownicza to kumoterska fikcja.
Należy:
1) wprowadzić zasadę, że w ramach oceny pracowniczej ocenę pozytywną może dostać najwyżej 95% pracowników naukowych w jednostce o kategorii A+, 90% pracowników w jednostce o kategorii A, 85% w jednostce o kategorii B+ itd.
2) wyprowadzić postępowanie dyscyplinarne z uczelni (w I instancji na poziom województwa, a w II instancji jak obecnie przy RGSW), ale z silną reprezentacją interesariuszy,
3) utworzyć profesjonalne biura zwlaczania nieuczciwości akademickiej (odpowiednik prokuratury), odpowiwdxialne za ściganie plagiatów i oszustwo naukowych niezależnie od widzimisię rektorów.
Punkt 1 Pana propozycji jest absurdalny. Nieistotne różnice między osobami, przy wysokim poziomie wszystkich (tak przecież może być) powodowałyby negatywne oceny.
Środowisko naukowe zawsze znajdzie prost(acki)e recepty na pogorszenie jakości właśnego środowiska pracy.
Mówimy tutaj o nieuczciwych badaczach. A co kiedy całe uczelnie najprawdopodobniej są nieuczciwe. Czy widzieli Państwo wyniki ostatniej Sonatiny. Projekty dostały osoby z UAM, które wcześniej tam studiowały. Furtką obchodząca wymóg realizacji projektu na innej uczelni okazało się założenie Fundacji. Czy to jest uczciwe ? Co Państwo o tym myślą? Czy to już nie jest kombinowanie na najwyższych szczeblach ?
Jakim cudem uczelnia uzyskuje siedem! uprawnień habilitacyjnych w krótkim czasie - w latach 2021-2025?
Dlaczego Nikt nie zweryfikował ręcznej ewaluacji Mullera-Czarnka? Dlaczego możliwe są nieformalne trzy kadencje jednej osoby na stanowisku rektora, który będzie się również ubiegać o kolejna? Grupa trzymająca władzę przez 16 lat!!!
Nie istnieje precyzyjna statystyka dotycząca odsetka badań publikowanych w Nature, które są niereplikowalne – nie ma więc oficjalnej liczby.
Oto, co wynika z najbardziej wiarygodnych źródeł:
Nature przeprowadziło w 2016 r. ankietę wśród 1 576 naukowców. Okazało się w niej, że ponad **70 % badaczy próbowało i nie udało im się odtworzyć wyników eksperymentów innych naukowców, a ponad połowa nie potrafiła powtórzyć własnych badań .
Jednak to nie jest statystyka odnosząca się konkretnie do artykułów publikowanych w Nature, lecz do doświadczeń naukowców w różnych dziedzinach.
W przywołanym badaniu z 2018 r. w Nature Human Behaviour sprawdzono odtworzenie wyników z artykułów zarówno z Nature, jak i Science (21 prac z dziedziny nauk społecznych i behawioralnych). Tylko około 62 % z nich można było skutecznie powtórzyć – czyli 38 % okazało się niereplikowalnych .
---
Podsumowanie
70 %+ naukowców deklaruje niepowodzenie w replikacjach eksperymentów innych, ale to dane ogólne.
Konkretne sprawdzenie z Nature Human Behaviour pokazuje, że 38 % artykułów z Nature i Science z obszaru nauk społecznych i behawioralnych nie zostało odtworzonych.
Brakuje precyzyjnych danych dla wszystkich artykułów publikowanych w Nature ogólnie.
Jeśli chcesz, mogę poszukać innych badań lub analiz dotyczących konkretnych dziedzin w ramach Nature.
Wg Chatgpt
Gdyby dokladnie byly sprawdzane dorobki, artykuly, granty i symulowane badania naukowe na wyludzonych pieniadzach publicznych robionych przez doktorantow plus papiernikow i plagiatorow to bylaby najwieksza kompromitacja panstwa polskiego we wspolczesnych czasach. Pozbedzcie sie z uczelni osoby niekatywne naukowo, tajnych wspolpracownikow, ub i sb i ich potomkow oraz zaostrzycie kryteria odnosnie plagiatow. to wtedy moze sie cos zmieni. Zwlaszcza plagiatorow, marek wronski pisal o cudach prawnych odnosnie plagiatow niejednokrotnie. I mniej rozkradania pieniedzy przez synketury uczelniane zainstalowane dzieki reforom gowina.
Czyli to "oczyszczanie" zacznie się od prezydium RDN? Czy jak zwykle, kilka niewygodnych osób z nizin nauki?
John Ioannidis twierdzi, że większość prac z nauk doświadczalnych ze szczególnym uwzględnieniem biologii i medycyny nie spełnia minimalych kryteriów jakości metodologii nauk, więc ich wyników nie można uznać za prawdziwe. I nader przekonywująco w tej sprawie argumentuje. Tu każdy może sobie poczytać, bo praca jest w OA: Ioannidis J.P.A. (2005). Why Most Published Research Findings Are False. PLoS Med 2(8)
Ja uważam, że większym 'zagrożeniem' są ludzie, którzy nic nie publikują, a takich na uczelniach jest na pęczki! Ich w pierwszej kolejności należałoby się pozbyć (bo tych nieuczciwych z artykułu jest może promil) i zrobić miejsce dla zdolnych młodych ludzi, którzy chcieliby kontynuować karierę naukową. Jeśli świeżo obroniony doktor nie znajdzie zatrudnienia na uczelni i ucieknie do przemysłu/biznesu, to można go nazwać talentem straconym, bo do nauki już nie wróci...
@P
Przejscie do przemyslu absolutnie nie jest zadnym "talentem straconym". Jest to normalna kolej rzeczy, normalny kierunek rozwoju patrzac zarowno od strony gospodarki kraju, rozwoju cywilizacji, jak rowniez rozwoju indywidualnego. Umiejetnosci, jakie zdobywa sie w czasie studiow na dowolnym poziomie, sa bardzo cenne dla przemyslu, w niektorych dzialach przemyslu wrecz niezbedne.
Poza tym, szeroko rozumiana "akademia" nie jest w stanie zaoferowac tylu miejsc pracy, ilu jest doktorow, a w przemysle praktycznie na calym swiecie mozna zarobic wiecej, niz pracujac na uczelniach.
Tak wiec trzeba umiec rozdzielic to, ze ludzie odchodza do przemyslu, co jest normalne, od tego, ze dziura pokoleniowa rosnie wsrod zatrudnionych na uczelniach, co nie jest normalne. Na przyklad place na uczelniach moga byc nizsze, niz w przemysle, ale nie moga byc smiesznie niskie, bo to kreuje roznego rodzaju patologie.
Racja, przejście do przemysłu nie jest porażką. Pominął jednak Pan w swojej ocenie to, czy istnieje w Polsce rynek pracy w przemyśle dla świeżo upieczonych doktorów. Podpowiadam: nie istnieje. Nie mamy odpowiedniej liczby innowacyjnych firm, rozumiejących wartość tak wykwalifikowanych specjalistów. Na uczelniach z kolei w wielu dyscyplinach nie ma etatów. Moje koleżanki po doktoracie finansowanym z budżetu Polski są zmuszone realizować swój talent za granicą. Czy wrócą? Jest to talent stracony. Tak, Niemiec używa polskiego talentu, bo nasz sektor prywatny zamiast docenić takie osoby, podchodzi do nich z prywaciarską pogardą. Oszuści nam oczywiście psują renomę. Jest to także talent stracony, bo wspólnota naukowa, nasza gospodarka i studenci już raczej nie skorzystają z kwalifikacji tej osoby (ponad 10 lat studiów i doktoratu, kierowanie projektami, myślenie abstrakcyjne itd.).
@talent
Tak, rynek pracy to oczywiscie sprawa podstawowa.
Tylko ten temat jest jakby nieco osobny. Rynek pracy moze sie zmienic. Ale tez wazne jest, aby nie zrzucac odpowiedzialnosci za wybor zawodu czy kierunku studiow, na panstwo. Kazdy wybiera sam i sa tego pewne konsekwencje. Mysle, ze jest bardzo wazne aby mlodych ludzi uczyc analizy i planowania zanim podejma pewne decyzje. Na przyklad wlasnie o wyksztalceniu czy kierunku studiow. Powinni byc w stanie odpowiedziec na pytanie, "co pozniej", "co dalej".
Wyjazd ludzi wyksztalconych za granice rzeczywiscie moze do pewnego stopnia byc uznawany za odplyw kapitalu. Za pewna strate. Ale tez nie do konca, bo ci ludzie za granicami Polski beda sie dalej przykladac do rozwoju nauki, mysli technologicznej, innowacji. Tak wiec strata jest, ale nie calkowita.
I trzeba tez pamietac, ze z krajow, gdzie jest swietne srodowisko naukowe, ludzie tez wyjazdzaja.
"I trzeba tez pamietac, ze z krajow, gdzie jest swietne srodowisko naukowe, ludzie tez wyjazdzaja."
Racja, np. z USA po 20 stycznia. Rynek pracy na całym świecie się zmienia. 😁
Podzielam stanowisko, że brak aktywności publikacyjnej wśród części pracowników naukowych jest poważnym problemem, ograniczającym rozwój młodych badaczy i prowadzącym do utraty potencjału naukowego. Nierzadko osoby niepublikujące zajmują stanowiska kierownicze, co, motywowane niekiedy postawami nacechowanymi zawiścią, skutkuje blokowaniem inicjatyw i rozwoju innych naukowców. Z kolei przypadki ponadprzeciętnej liczby publikacji warto analizować w kontekście możliwej próby kompensowania braków w dorobku innych pracowników, szczególnie w świetle wymogów ewaluacyjnych.