W akademii, jak w każdej innej sferze życia społecznego, musimy dbać o równe traktowanie i sprawiedliwą reprezentację, bowiem żadna płeć ani nie gwarantuje, ani nie stoi w sprzeczności z wysokimi kompetencjami, wiedzą i doświadczeniem. W trzeciej dekadzie XXI wieku nie znajdujemy żadnego merytorycznego uzasadnienia dla pomijania w gremiach doradczych i decyzyjnych przedstawicielek nauki i szkolnictwa wyższego – pisze w apelu do środowiska akademickiego Rada ds. Kobiet w Szkolnictwie Wyższym i Nauce.
Na początku kwietnia minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek powołał 16-osobowy Zespół do spraw opracowania założeń do nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej. Według reguł przygotowanych przez to gremium ma się odbyć najbliższa ocena (za okres 2026–2029).
Ogłoszenie składu zespołu wywołało prawdziwą burzę w środowisku. Krytyka dotyczyła m.in. liczby kobiet powołanych do tego ciała doradczego. Rzeczywiście, wśród 16 osób znalazły się tylko trzy panie – obok przewodniczącej dr Karoliny Zioło-Pużuk (wiceministra nauki) także inna reprezentantka resortu dr inż. Kinga Kurowska-Wilczyńska (z-ca dyrektora Departamentu Nauki w MNiSW) oraz prof. Ewa Krogulec (prorektorka Uniwersytetu Warszawskiego ds. rozwoju). Dodajmy, że członków zespołu wskazywały instytucje reprezentujące środowisko naukowe, czyli Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Komisja Ewaluacji Nauki, Polska Akademia Nauk, Konferencja Rektorów Publicznych Uczelni Zawodowych, Krajowa Reprezentacja Doktorantów i Rada Młodych Naukowców, a także Rada Główna Instytutów Badawczych. Oznacza to, że środowiskowe rekomendacje do zespołu otrzymali wyłącznie mężczyźni. Na sytuację tę zareagowała właśnie Rada ds. Kobiet w Szkolnictwie Wyższym i Nauce.
Przyjęłyśmy tę informację z zaskoczeniem i dezaprobatą. Nasze zastrzeżenia kierujemy przede wszystkim w stronę instytucji, które wytypowały więcej niż jedną osobę do składu nowego zespołu doradczego, jak również do tych, w których kobiety stanowią większość, a mimo to na reprezentanta wskazano mężczyznę – czytamy w apelu do środowiska akademickiego.
Mówiła też o tym kilka dni temu w wywiadzie dla „Forum Akademickiego” przewodnicząca Rady prof. Anna Pacześniak. Jej zdaniem, w akademii jest w tym względzie jeszcze wiele do zrobienia.
Pytanie podstawowe jest takie: dlaczego, kiedy mamy wskazać osobę do jakiegoś gremium, jako pierwszy przychodzi z reguły na myśl mężczyzna? Moim zdaniem, nie chodzi nawet o to, że istnieje w dużej części środowiska przeświadczenie, że mężczyźni są mądrzejsi od kobiet. Nie, nie posądzam naukowców o takie postrzeganie świata, bo świadczyłoby ono o uprzedzeniach, a nie o właściwym oglądzie rzeczywistości. Działa tu raczej mechanizm oglądania się na innych. Jeśli wiemy, że kandydatów wyznaczają różne podmioty reprezentujące uczelnie i instytuty, to sami z większym spokojem nominujemy mężczyznę, zakładając, że kobietę na pewno wystawi ktoś inny. I finalnie nikt tego nie robi – zwracała uwagę.
Rada zaapelowała do wszystkich instytucji akademickich o większą uważność i uwzględnianie zasad równości, równowagi i sprawiedliwej reprezentacji kobiet i mężczyzn przy udzielaniu tego typu rekomendacji w przyszłości.
W akademii, jak w każdej innej sferze życia społecznego, musimy dbać o równe traktowanie i sprawiedliwą reprezentację, bowiem żadna płeć ani nie gwarantuje, ani nie stoi w sprzeczności z wysokimi kompetencjami, wiedzą i doświadczeniem. W trzeciej dekadzie XXI wieku nie znajdujemy żadnego merytorycznego uzasadnienia dla pomijania w gremiach doradczych i decyzyjnych przedstawicielek nauki i szkolnictwa wyższego – napisano w dokumencie.
Odniesiono się w nim także do zapewnień kierownictwa resortu dotyczących poszerzenia składu ministerialnego zespołu. Obietnicę taką złożyła w mediach społecznościowych wiceministra Karolina Ziołó-Pużuk.
Stojąc na stanowisku, że zrównoważona reprezentacja płci w każdym tego typu gremium zapewnia różnorodność perspektyw, podejść, pozwala na uwzględnienie doświadczenia funkcjonowania w nauce i szkolnictwie wyższym mężczyzn i kobiet, a także umożliwia wykorzystanie potencjału każdej płci, w pełni popieramy decyzję Ministerstwa dotyczącą zaproszenia do zespołu naukowczyń i badaczek – podkreślono w apelu Rady ds. Kobiet w Szkolnictwie Wyższym i Nauce.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że nowe osoby, w większości kobiety, w tym reprezentantki nauk społecznych, zostaną powołane do Zespołu ds. nowej ewaluacji tuż po majówce.
Mariusz Karwowski
Od początku przyznawania Nagród Nobla w 1901 roku do 2024 roku, wyróżniono łącznie 65 kobiet i 1 055 mężczyzn. Marie Curie jest jedyną kobietą, która otrzymała Nagrodę Nobla dwukrotnie: w dziedzinie fizyki w 1903 roku oraz chemii w 1911 roku.
Oznacza to, że kobiety stanowią zaledwie około 6% wszystkich indywidualnych laureatów tych prestiżowych nagród. Dyskproporcja ta jest szczególnie widoczna w dziedzinach nauk ścisłych:
Fizyka: 5 kobiet (2,2% wszystkich laureatów w tej dziedzinie).
Chemia: 8 kobiet (4,1%).
Fizjologia lub medycyna: 13 kobiet (5,7%).
W dziedzinach takich jak literatura i pokój sytuacja wygląda nieco lepiej, ale nadal kobiety są w mniejszości:
Literatura: 18 kobiet (15% wszystkich laureatów).
Pokój: 19 kobiet (16,3%).
W dziedzinie ekonomii, której nagroda została ustanowiona w 1968 roku, wyróżniono dotąd 3 kobiety (2,17%).
Ta nierównowaga płciowa wśród laureatów Nagród Nobla odzwierciedla historyczne bariery, z jakimi kobiety spotykały się w dostępie do edukacji i kariery naukowej. Chociaż w ostatnich latach obserwuje się pewne postępy, nadal istnieje potrzeba działań na rzecz większej równości i reprezentacji kobiet w nauce i innych dziedzinach nagradzanych Noblem.
TO INFO Z CHATGPT.
Może tak było, skoro AI takie informacje znalazła :-) AI nie potrafi chyba jednak głębiej przeanalizować sytuacji i wyciągnąć dodatkowych wniosków poza istnieniem "historycznych barier", cokolwiek to znaczy. A może panie w tym procencie bez nagrody Nobla wcale nie dążyły do tej nagrody? Bo im ona była obojętna? W obecnych czasach pełno jest stanowisk do zajmowania, nagród do zdobywania, możliwości do docenienia się. A czy te możliwości jakoś pchają naprzód naukę, rozwój społeczeństw, poprawiają byt? Jaki mają w tym udział kobiety pracujące w nauce? Znów wyjdzie, że nikły procent, bo mierzony nagrodami Nobla? Tak czy siak, innymi miernikami powinniśmy się chyba posłużyć, jeśli chcemy wykazać udział kobiet w nauce. Tyle, ze trudno jest porzucić punktomanię.
Powinny decydować tylko i wyłącznie kompetencje. Płeć nie powinna mieć żadnego znaczenia.
"zrównoważona reprezentacja płci" czy mądra czy głupia, oby było po równo. A co tam nauka, niech gnie! Po nas to choćby i potop, aby była "zrównoważona reprezentacja płci". Gdy są wybory i głosowania, jak nie ja mam być wybrana, to wolę chłopa, niż te co to obnoszą się jakie to nie one są.
Melchior Wańkowicz pisał, że zamiast troszczyć się o to, by wszystkie konie równo wystartowały, ludzie zabiegają o to, by razem dobiegły do mety.
Rada powinna zrezygnować bo jest zaprzeczeniem wartości o które walczy.