Dr hab. Aleksandra Rutkowska z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego znalazła się wśród blisko pięćdziesięciu kobiet z całego świata, których wkład w rozwój nauki przedstawiono na wystawie „Women in Science”. Zorganizowało ją uruchomione właśnie Wirtualne Muzeum Nauki UNESCO.
Wystawa, otwarta wirtualnie 15 grudnia, pokazuje dokonania badaczek na przestrzeni dziejów. Podzielono ją na trzy części, obejmujące przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W pierwszej (The Past – Foundations in the Shadows) zaprezentowano 12 bohaterek, które położyły fundamenty nauki i z podziwu godną wytrwałością wnosiły swój wkład w kształtowanie ludzkiego rozumienia świata. To m.in. Maria Skłodowska-Curie, Ada Lovelace czy Caroline Herschel. W kolejnej sekcji (The Present – Redefining Frontiers) znalazło się 19 kobiet, które współcześnie poszerzają granice wiedzy i otwierają nowe ścieżki dla następczyń, m.in. Luisa Torsi, Lucie Loyal, Ángela Nieto. Wreszcie trzecia sekcja (The Future – Inspiring Generations) podkreśla znaczenie inkluzywności i widoczności, stanowiąc zachętę dla każdej dziewczyny, by zobaczyła siebie w nauce i przekształciła płynącą stąd inspirację w innowacyjne pomysły. Tutaj w gronie 15 kobiet znalazła się dr hab. Aleksandra Rutkowska z Zakładu Anatomii i Neurobiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
W centrum jej zainteresowań naukowych znajdują się mechanizmy powstawania chorób ośrodkowego układu nerwowego wywołanych infekcjami wirusowymi. Przed dwoma laty zdobyła stypendium L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki za opracowanie metod stymulacji potencjału regeneracyjnego mieliny w ośrodkowym układzie nerwowym. Odkrycie to może w przyszłości dać nadzieję pacjentom ze stwardnieniem rozsianym i innymi chorobami neurologicznymi. W najnowszym projekcie próbuje zrozumieć, w jaki sposób wirus Epsteina-Barr (EBV) wpływa na rozwój stwardnienia rozsianego oraz jakie czynniki genetyczne i środowiskowe mogą potęgować to ryzyko. Jej naukowym celem jest przełożyć wyniki badań laboratoryjnych na terapie stymulujące naprawę mózgu i tym samym zaoferować pacjentom pełniejsze i bardziej aktywne życie.
Do nauki przyciągnęło mnie robienie doświadczeń i zdobywanie własnych danych. Pamiętam, że zwłaszcza na pierwszym etapie mojej kariery, potrafiłam spędzać w laboratorium 7 dni w tygodniu, pracując od rana do nocy. Wszystko dlatego, że chciałam zrobić jak najwięcej w możliwie najkrótszym czasie. Był we mnie wówczas, i zresztą nadal jest, pewien rodzaj niezaspokojonego głodu wiedzy, który powoduje, że ciągle szukam nowych rzeczy do odkrycia – mówiła kilka miesięcy temu w wywiadzie udzielonym w ramach cyklu „Nauka przez duże K”.
W rozmowie z Anetą Zawadzką opowiadała między innymi o tym, jak postrzega pracę naukową.
Naukowcy na całym świecie żyją tak naprawdę od grantu do grantu. Czy to ma tylko same złe strony? Nie sądzę. Taki rodzaj pracy gwarantuje nam niezależność. Sami możemy decydować, co i jak chcemy robić. Nikt nie narzuca nam swoich warunków. Z drugiej strony oczywiście nie mamy pewności, że nam się powiedzie i dostaniemy grant, który jest podstawowym źródłem utrzymania. Ja zdecydowałam się podjąć ryzyko i za cenę bezpieczeństwa wybrałam wolność. Ale to nie znaczy, że takie rozwiązanie jest dobre dla każdego. Zdaję sobie sprawę, że wiele zależy choćby od sytuacji rodzinnej, odpowiedniego zaplecza finansowego.
Opowiadała też o tym, jak istotną częścią jej zawodu jest pasja.
Pomaga w jakimś sensie zaimpregnować się na otaczające warunki, a te, jak wiadomo, bywają trudne. Jesteśmy przecież wystawiani na ciągłą krytykę, musimy się wielokrotnie zmagać z odrzuceniem naszych artykułów, przełykać gorycz porażki, kiedy nasz wniosek nie dostanie finansowania albo godzić się z rozczarowaniem, jeśli wyniki naszych badań nie spełnią założeń. Bez pasji nie dałoby się tego wszystkiego przetrwać…
Wystawę z udziałem badaczki GUMed można oglądać na stronie internetowej UNESCO.
Mariusz Karwowski
Dr hab. Aleksandra Rutkowska: Praca w nauce przypomina sinusoidę