Aktualności
Życie akademickie
29 Lipca
Opublikowano: 2026-07-29

Bezsens (obecnej) matury

Ciekawym rozwiązaniem byłoby opracowanie przez uczelnie ogólnopolskich kryteriów wstępnych, sprawdzanych egzaminem. Byłby dostosowany do oczekiwań uczelni, dotyczył jedynie osób, które naprawdę chcą iść na studia i był pierwszym etapem rekrutacji. W dalszej kolejności kandydat musiałby spełnić kryteria określone indywidualnie przez poszczególne uczelnie. Dawałoby to uniwersytetom od razu pojęcie o tym, z jaką wiedzą i umiejętnościami przychodzą do nich absolwenci szkół średnich – pisze dr Przemysław Piotr Damski, adiunkt w Katedrze Teorii i Historii Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego.

Przy okazji tegorocznych matur pojawiło się wiele głosów krytycznych. Ich autorzy wytykali błędy w arkuszach egzaminacyjnych, zwracali uwagę na zasadność zdawania matematyki i mnóstwo innych kwestii. Głosy te koncentrują się na maturze jako czymś, co decyduje o życiu abiturientów. Tymczasem egzamin maturalny, przynajmniej w obecnej formule, jest zbędny. Wypowiadam się z pozycji nauczyciela akademickiego reprezentującego nauki społeczne i humanistykę. Nie zamierzam wchodzić w obszar nauk przyrodniczych oraz ścisłych i wypowiadać się na temat kompetencji potrzebnych studentom tych dziedzin wiedzy. Jednocześnie nie jestem nieopierzonym belfrem, lecz nauczycielem z trzynastoletnim stażem i doświadczeniem zdobywanym na uczelniach prywatnych i publicznych. Regularnie biorę udział w konferencjach dydaktyki akademickiej i mogę o sobie mówić jako pasjonacie dydaktyki. Nie czyni to mojego poglądu jedynie słusznym, lecz wyrobionym w zderzeniu z realiami i licznymi rozmowami w środowisku akademickim.

Tak zwana „nowa matura” z 2005 roku miała być ramą obiektywnego, ogólnokrajowego systemu sprawdzania i oceny wiedzy oraz umiejętności uczniów. Stała się także głównym kryterium rekrutacji na studia po likwidacji egzaminów wstępnych i w praktyce je zastąpiła. Obiektywizm oceniania miał zapewnić klucz odpowiedzi. W praktyce jest on jednak ograniczający, gdyż zmusza uczniów do przewidywania odpowiedzi, a nie poszukiwania dobrej drogi do rozwiązania zadania. Krytyka klucza nasiliła się, gdy do matury w ramach zabawy przystępowali znani twórcy i badacze (np. Wisława Szymborska czy ostatnio Tomasz Rożek). Podczas egzaminu analizowali oni teksty, których byli autorami, a następnie sprawdzano zgodność ich odpowiedzi z kluczem. W rezultacie często uzyskiwali wyniki przeciętne lub niedostateczne. Egzaminatorzy bronili się przed zarzutami, wskazując, że uznają poprawne odpowiedzi spoza klucza. Nie dysponujemy jednak statystykami, które pozwoliłyby sprawdzić, jak często się tak dzieje bez konieczności odwoływania się od ich decyzji.

Kolejną kwestią jest przygotowywanie egzaminu oraz jego ewaluacja przez nauczycieli szkół średnich, tj. osoby, które nie wiedzą, jakich kompetencji oczekuje się od studentów. Matura sprawdza to w sposób znikomy. Wymaga informacji zbędnych, a umiejętności przydatne na studiach sprawdza nieprawidłowo.

Uczelnie często organizują drzwi otwarte, aby zachęcić uczniów do studiowania w ich murach. Często słyszałem od nich pytanie: „Czy będziemy musieli zawsze zgadzać się z nauczycielem tak jak jest to w szkole?”. Jaki jest zatem sens aby uczniowie opisywali coś „własnymi słowami”, skoro i tak nie mogą zgadzać się z nauczycielem i muszą wpisać się w oczekiwania egzaminatora? W dodatku „własne zdanie” może być wyrobione dopiero, gdy umie się korzystać ze źródeł, powoływać się na nie i argumentować za lub przeciw zawartych w nich tezom. Tego jednak się nie wymaga.

Szkoły średnie stały się maszynami przygotowującymi, i to kiepsko, do zdania egzaminu maturalnego. Jego istnienie zdaje się stanowić uzasadnienie ich bytności, a konkretnie sposobu, w jaki nauczają. Sposobu opartego na konformizmie, obawie przed stosowaniem rozwiązań kreatywnych i niesztampowych. Tym samym szkoły wymagają, aby uczniowie wpisywali się w sztywno określony wzorzec rozwiązywania problemów obecny na maturze, lecz nieprzydatny po ukończeniu szkoły średniej.

Osoby, które przychodzą na studia licencjackie są często przestraszone. Znajdują się w nowej rzeczywistości, wśród nowych ludzi, wśród nauczycieli akademickich, o których często słyszeli w szkołach średnich, że ci ich „przeorają”. Często boją się odezwać, zaprezentować własne zdanie, nie wiedzą, jak mają to zrobić. W dodatku studia dają dużą swobodę, która bywa przytłaczająca, zwłaszcza że oceny numeryczne zdobywa się rzadko lub wcale. Pierwsze dwa lata na uniwersytecie polegają zwykle na otwieraniu studentów, wydobywaniu ich potencjału, pozyskiwaniu zaufania. Ich lęki są często powiązane konstatacją, w jak niewielkim stopniu umiejętności i wiedza ze szkoły średniej przydają im się na studiach. Wdrożenie w nową rzeczywistość jest zatem trudniejsze.

Skoro zatem matura nie przygotowuje do studiów i studiowania, to jakie argumenty mamy za jej istnieniem? Często słyszymy, że „przecież bez matury nie będą się uczyć”. Strach bywa silnym motywatorem, jednak jeżeli wiedza i umiejętności nie są utrwalane, to sprowadzają się do „zakuć, zdać, zapomnieć”. Ponieważ zaś z takim zjawiskiem mamy do czynienia przed i po maturze, argument ten upada. Jak już wspomniałem, matura w niewielkim stopniu przygotowuje do studiów. Poloniści mogą zakrzyknąć, że bez matury uczniowie nie będą umieli pisać. Tylko, że studenci na ogół nie umieją pisać. Mają problemy z przelaniem swoich myśli na papier, z argumentacją czy wspomnianym już korzystaniem ze źródeł. Historycy mogą podnosić argumenty z patriotyzmu, konieczności znajomości „pewnych faktów, dat i nazwisk” oraz umiejętności „krytycznej analizy źródeł”. Widząc jak łatwo nasze społeczeństwo ulega dezinformacji w zakresie historii, myślę, że z pierwszego zadania matura wywiązuje się kiepsko. W drugim przypadku informacje można sprawdzić, choć absolwenci szkół średnich często nie wiedzą, gdzie i czym się charakteryzuje rzetelne źródło. To zaś prowadzi do trudności z krytyczną analizą materiału.

Obiecałem, że nie będę podnosił zagadnień związanych z dziedzinami ścisłymi, ale zrobię jeden wyjątek. Nie chciałbym, aby marginalizowano wiedzę i umiejętności matematyczne. Może warto jednak zastanowić się nad nieco innym rozłożeniem akcentów w zakresie podstaw tej dyscypliny. Położyć większy nacisk na logikę, która wespół z podstawami filozofii pozwoliłaby na poprawę umiejętności argumentacji, a z podstawami ekonomii lepiej zrozumieć mechanizmy gospodarcze. Nade wszystko zaś każdemu studentowi humanistyki i nauk społecznych przydałaby się umiejętność pracy z arkuszami kalkulacyjnymi i etycznym wykorzystaniem AI. Dziś na uczelniach musimy wszystkie te kwestie przekazywać studentom od podstaw, gdyż nie przekazano im ich wcześniej.

W tym ujęciu egzamin maturalny jest całkowicie zbędny, a trud – także nauczycieli, którzy nie ulegają presji systemu i starają się rozwijać kreatywność uczniów – idzie na marne. To syzyfowa praca. Nie dziwię się, że wielu z nich nie widzi sensu swoich działań. Zostali postawieni przed zadaniem, które jest zbyt trudne, a czasem niemożliwe do realizacji. Wyzwolone spod ciężaru matury szkoły średnie mogłyby się skoncentrować na dwóch zadaniach. Pierwszym powinno być kształtowanie umiejętności podstawowych, w tym samodzielnego pozyskiwania rzetelnych informacji. Zadanie to powinno być realizowane interdyscyplinarnie, a poszczególne problemy należałoby rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Na przykład zagadnienia związane z feudalizmem można analizować pod kątem kultury, historii, gospodarki i ustroju w sposób holistyczny i komplementarny, ukazując ich złożoność, a nawet różne poglądy badaczy odbiegające od podręcznikowych schematów. A takich przypadków można znaleźć zdecydowanie więcej. Podobny model wprowadzono w Finlandii.

Realizacja tego zadania pozwoliłaby także na lepszą identyfikację uczniów szczególnie uzdolnionych. Tutaj przechodzilibyśmy do drugiego zadania, to jest rozwijania pasji i talentów uczniów. Nauczyciele mogliby pracować z nimi indywidualnie lub w grupach, angażować ich w kontakty z uczelniami i innymi instytucjami naukowymi. Wreszcie część zajęć mogłaby być realizowana na poziomie zaawansowanym w ramach opcjonalnych przedmiotów modułowych. Pozwalałoby to stworzyć ścieżkę indywidualnego rozwoju, a uczniowi sprawdzać, który z obszarów jest dla niego najciekawszy, i w którym najlepiej się czuje.

Likwidacja matury spowodowałaby jednak istnienie próżni, którą należałoby czymś wypełnić. Rekrutacja na studia musi odbywać się według wyznaczonych kryteriów. Myślę, że rozwiązania są dwa. Pierwszy to powrót do swobodnego ich określania przez uczelnie. To one powinny samodzielnie decydować, czy chcą przeprowadzać egzaminy pisemne czy rozmowy ustne, oceniać projekty czy stosować metody mieszane. W takim przypadku pojawią się głosy o trudności porównania efektów nauczania poszczególnych szkół oraz braku jednolitych kryteriów. Ciekawym rozwiązaniem byłoby opracowanie przez uczelnie ogólnopolskich kryteriów wstępnych, sprawdzanych egzaminem. Nie byłaby to jednak „matura wyższego rzędu”, lecz egzamin obejmujący wiedzę i umiejętności z różnych przedmiotów (np. historia, WOS, język polski w przypadku nauk społecznych i humanistyki). Zakładam, że uwzględniałby obowiązujący konsensus naukowy, co byłoby pewną odpowiedzią na fakt, że wielu nauczycieli zakończyło swoją przygodę z literaturą naukową wraz z ukończeniem studiów.

Egzamin byłby zatem dostosowany do oczekiwań uczelni, dotyczył jedynie osób, które naprawdę chcą iść na studia i był pierwszym etapem rekrutacji. W dalszej kolejności kandydat na studia musiałby spełnić kryteria określone indywidualnie przez poszczególne uczelnie. Dawałoby to uniwersytetom od razu pojęcie o tym, z jaką wiedzą i umiejętnościami przychodzą do nich absolwenci szkół średnich. Obecne procenty maturalne niewiele mówią.

Tego rodzaju podejście stwarza nową rzeczywistość. Przystąpienie do egzaminu wstępnego i spełnienie dodatkowych kryteriów wymagałoby osobnego przygotowania. Dla części osób oznaczałoby to dodatkową naukę w ostatniej klasie szkoły średniej. Inni zdecydowaliby się na popularny w Europie Zachodniej rok przerwy (gap year). Rynek usług maturalnych zastąpiłby rychło rynek usług przygotowujących do egzaminu wstępnego i studiów. Stwarza to problem równości szans. Jednakże w obecnej sytuacji on też istnieje i premiuje osoby, których rodzice mają zasobniejsze portfele (stać ich na opłacenie kosztownych korepetycji). Natomiast w proponowanym przeze mnie rozwiązaniu można się zastanowić nad uruchomieniem funduszy (i ich źródłem) na organizację na samych uczelniach stosownych kursów przygotowawczych, które pozwoliłyby już na tym etapie zwrócić uczniom uwagę, na czym polega studiowanie. Tak, jest to w pewnym sensie powrót do tego, co funkcjonowało przed wprowadzeniem reformy z 2005 roku, jednak moim zdaniem zasadne.

Likwidacja matury stwarza też inne wyzwania, jak nakładanie się niżu demograficznego na mniejszą liczbę osób, która po roku przerwy od ukończenia szkoły średniej zechce podjąć studia. Uczelnie na pewno powinny przemyśleć swój pomysł na edukację w nowych realiach. Są to jednak problemy nieco innego rodzaju i nie wiążą się z tym, czy matura jest potrzebna oraz jak poradzić sobie bez niej.

Trudno mi sobie wyobrazić, aby takie zmiany weszły teraz w życie. Nie widzę natomiast przesłanek, które przemawiają za pozostawieniem matury w obecnym kształcie. Być może moje koleżanki i koledzy, w tym nauczyciele szkół średnich, widzą inne rozwiązanie. Chętnie zapoznam się z ich argumentami, co pozwoliłoby mi być może przychylniej spojrzeć na utrzymanie matury, choć na pewno w innej formule.

Przemysław Piotr Damski

Dyskusja (15 komentarzy)
  • ~Fidelio 08.09.2026 18:21

    Tekst bazuje na argumencie, że po co ta matura, skoro uczeń i tak nic nie umie. Chyba nie tędy droga. To przywróćmy prawdziwą maturę.

    Matura współczesna stała się parodią głównie ze względu na iluzję "ujednolicenia", "obiektywizmu", osiąganemu przez ocenę na punkty. W skrócie mówiąc, daje to podobny teatrzyk absurdu jak przy ewaluacji nauki, wielokrotnie tu opisywanej. Ostatnio zbladłem słuchając w radio o proteście nauczycieli, których głównym zarzutem - poza ewidentnymi przekrętami przy ocenie matur - była niestabilność INTERPRETACJI kryteriów oceny, że nauczyciele co innego słyszą na SZKOLENIU z tej interpretacji, a co innego jest potem stosowane przy rzeczywistej ocenie. Co to w ogóle za język? Zamiast uczyć, nauczyciel zastanawia się, jak się tu ustawić pod punktację .... no szkoda słów. Taka matura jest główną przyczyną drastycznego obniżenia poziomu absolwenta szkoły średniej.

    Co złego było w modelu z PRL, że uczeń zdaje maturę (którą ocenia szkoła ucznia), a potem egzamin na studia? Argument był taki, żeby nie narażać młodego człowieka na podwójny stres. Czy ja wiem, czy nie gorszy jest stres pojedynczy, ale dużo silniejszy, bo od takiej matury, od chwilowej dyspozycji ucznia, zależy wszystko - i wykształcenie średnie i dostanie się na dobre studia, jeśli jeszcze komu na tym zależy (a pamiętajmy, że dziś matura to nie rycerska walka o pokazanie swej prawdziwej wiedzy, tylko gra w bambuko o maksymalizację kretyńskich punktów)?

    Oczywiście zgadzam się, że wszystko domykają inne patologie - płacenie uczelni za studenta (niezależnie od jakości kształcenia), w ogóle dogmat podnoszenia wskaźnika skolaryzacji za wszelką cenę - z lat 90-tych.; ankiety studenckie. No i ja też drżę o to, jacy lekarze będą mnie leczyć, gdy będę stary i schorowany.

  • ~Lekarz 30.07.2026 14:42

    Matury powinny być bardziej standardowe, a nie są. W tym roku były trudniejsze, wyniki są niższe. Mamy 1,5 rocznika, stres i nerwy, a niższe wyniki niż w ubiegłym roku stawiają ubiegłorocznych maturzystów w lepszej pozycji. Patrząc na ten chaos wymyśliłem, że co roku w rekrutacji maturzyści z danego roku powinni mieć mnożnik razy 1,1 - jeśli z innych lat poprawiają - to tak samo mnożymy i będzie uczciwie.

    Teraz kolejna wisienka. Po tegorocznej komisji rekrutacyjnej dopowiem, że uznawanie matur spoza Unii to skandal! Są niemiarodajne, w dodatku nie ma żadnej gwarancji ich rzetelności (tzw. kupione na targu). Na kierunku lekarskim w X. mamy 25% innostrańców, z tego 50% pierwszej dziesiątki z kosmicznymi wynikami. Dzięki temu, będziemy kształcić na bardzo kosztownych i reglamentowanych studiach wątpliwej jakości studentów kosztem Polaków. Nie oblejemy ich, bo stracimy w kolejnych latach subwencję.
    Jak ktoś zapyta, czemu system nie działa, to dlatego, że uczelnia liczyła na... Polaków z Uk/USA/Kanada, bo podnoszą wskaźnik umiędzynarodowienia.

  • ~Ireneusz 30.07.2026 13:54

    Co za bzdury. Ze stopniem doktora.

  • ~Tjanko 30.07.2026 11:46

    Nie zgadzam się. Matura ma znacznie lepiej określony standard niż większość egzaminów przeprowadzanych na studiach. Na poziomie rozszerzonym wcale nie jest zbyt łatwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby uczelnie organizowały własne egzaminy wstępne. Jeżeli jednak ich jakość miałaby być podobna do jakości wielu egzaminów oraz prac licencjackich i magisterskich, to nie widzę w tym większego sensu.
    Od studentów coraz trudniej jest czegokolwiek wymagać, ponieważ wymagający wykładowca natychmiast zostaje negatywnie oceniony w ankietach. Dopóki podobny mechanizm nie pojawi się w liceach i szkołach podstawowych, dopóty nie trzeba się nadmiernie martwić o poziom matury.

    • ~olek 30.07.2026 13:22

      Egzamin wstępny miałby sens w przypadku tych kandydatów, którzy np. nie zdawali matury z przedmiotu, który jest jednym z głównych na danych studiach, np. bez fizyki na fizyce czy bez chemii na kierunki tak czy inaczej związane bezpośrednio z chemią (nawet jesli tak się nie nazywają). Mozna by powiedzieć, po co uczelnia przyjmuje takich? Cóż, przyjmuje, bo o ile może w politechnikach tego problemu nie ma, to większość uniwersytetów, nawet naprawdę dobrych, zmaga się z problemem małej liczby kandydatów, których chętnie by widziała, szczególnie w dziedzinach ścisłych. To czemu przyjmuje? Bo jesli ich nie przyjmie, to np. kierunek nie zostanie otwarty w ogóle, nawet dla tej garstki, która spełnia wymagania i chce studiować. Rozmowa czy egzamin pozwoliłby zweryfikować, czy pomimo braku matury kandydat jest w stanie poradzić sobie ze studiami czy nie. Kiedyś, gdy była matura podstawowa i rozszerzona, przynajmniej część osób zdawała podstawową, teraz już nie. To usunęło z systemu uczniów, którzy interesowali się przedmiotem, ale nie byli gotowi na rozszerzenie. Natomiast sama matura jest bezwzględnie konieczna, choćby dla uznania wykształcenia za granicą, gdzie nikogo jakies świadectwa szkolne nie interesują.

  • ~Maria 30.07.2026 09:34

    Powinno być więdej szkól zawodowych i techników.
    Matura jest zaliczona od 30 % , czego jeszcze państwi chcą.
    Nie wszyscy muszą miec mature. A studia, mamy za dużo magistrów bezwartosciowych kierunków.

    • ~dr-On 30.07.2026 14:10

      Cyt."A studia, mamy za dużo magistrów bezwartosciowych kierunków."

      Eeee tam, jak tak może Pani pisać, "bezwartościowych"? Ojej, toż te wszystkie kierunki, te "hotelarstwa", "kosmetologie", "turystyki i rekreacje", ba! "psychologie" itp. itp. są przecież lubiane przez kandydatów na studia. Taaa, a pewien odsetek tych absolwentów takiej "psychologii" się, to takie "sieroty" intelektualne. Zatrudniają się potem w poradniach, i wypisują nierzadko FARMAZONY i DYRDYMAŁY w dokumentacji medycznej... A interes kręci się nadal.
      W międzyczasie od 20 lat rozkwitnęły kariery dumnych z siebie dr-ów, dr hab.-ów i prof. dr hab.-ów takich np. nauk prawnych, czy historycznych, filozoficznych, politycznych itp., bo dla nich były zajęcia. Potem "złota żyła" się tu i tam zaczęła kurczyć, a niekiedy się skończyła, ale jeszcze tu i ówdzie jest.

      Oczywiście, RÓWNOLEGLE jest tak, że uprawianie badań naukowych w astronomii, chemii, fizyce, czy matematyce, to w Polsce nadal trochę takie "luksusowe hobby", na które w pełnym wydaniu może sobie pozwolić tak ok. 30 % - 40 % zainteresowanych... reszta musi zamienić się w programistów, inżynierów oprogramowania itp. itp.
      A potem te larum: "Co z tą nauką polską?" Jak już to pisałem, tak też napiszę JESZCZE RAZ: odpowiadam na to pytanie: "Nic. Wszystko dobrze. Mamy tysiące studentów, oni biorą się do nauki przed sesją, i... to jest duża część nauki polskiej".

  • ~Średniak 30.07.2026 08:59

    Szkoda słów. Poza trzema.
    1. Jak się żyje w bańce (akademickiej), to takie pomysły przychodzą do głowy...
    2. Nie wyważajmy otwartych drzwi. CKE uzgadnia wymagania ze środowiskiem naukowym.
    3. Zabawa z autointerpretacją jest rzeczywiście zabawą. Autor stworzył dzieło, ale ono żyje własnym życiem, już nie jest jego/nim. Pamiętamy Mickiewicza, który, pytany o to, kogo miał na myśli ("a imię jego czterdzieści i cztery"), dawał różne odpowiedzi, by w końcu zasłonić się niepamięcią.
    Rafał Janus

    • ~Ireneusz 31.07.2026 20:07

      44 książąt i królów Rzeczypospolitej Polskiej

  • ~Agnieszka 30.07.2026 08:30

    Przede wszystkim problemem jest brak zaangażowania ogromnej liczby nauczycieli w pracę. Doszło do tego, ze są wręcz przekonani, że jeżeli uczniowi albo rodzicom zależy na zdobyciu miejsca na uczelni o określonym profilu, to znajdą pieniądze na korepetycje. Oni zaś wykażą się dobrą średnia z ocen maturalnych robiąc naprawdę niewiele. I to nie zależy od profilu szkoły. Córka skończyła klasę IB, a to jest system nauki, który wprawdzie rzeczywiście otwiera drzwi na świetne uczelnie przy dobrym wyniku matury, ale z drugiej strony jest idealnym miejscem do pracy dla nauczycieli, których ambicje skończyły się na zdobyciu uprawnień do pracy w takich klasach, bo opiera się na założeniu o dużej samodzielności ucznia.. W efekcie częsc pedagogów w pierwszych dwóch klasach liceum nie robi dosłownie nic, a i w klasach przygotowujących do matury niektórzy idą tą drogą. I nie chodzi o prowadzenie ucznia za rączkę, ale o minimum pomocy, gdy uczeń o nią prosi. W IB maturę zdaje się z 6 przedmiotów i tylko ich się uczy przez ostatnie 2 lata. Córka uczyła się j.polskiego na poziomie SL ( podstawowym) i naprawdę jej brak wiedzy jest porażający. Można powiedzieć, że nie wie nic. Przez 2 lata w dziwny sposób "przerobili" kilka mało znanych wierszy , a z poważnych lektur "Lalkę". Dostała się na dobre studia, a ja się zastanawiam, w jaki sposób ona będzie się komunikować. Liczę na to, że wystarczy nauka wyniesiona z domu. Chyba taki mamy świat, że sukcesy edukacyjne będą odnosić tylko ci z mocno dbających rodzin albo mądrzy i dojrzali od dziecka, którzy potrafią o siebie zadbać. Jednak matura jest niezbędna jako element systemowego sprawdzenia wiedzy. A jak ktoś nie wierzy, to niech poczyta, jak wygląda sytuacja w Szwecji, gdzie nie ma ogólnokrajowego egzaminu, za to są szkoły prywatne zawyżające oceny swoim uczniom, bo oceny na świadectwie weryfikują szansę na dostanie się na studia...

    • ~M 30.07.2026 12:18

      "Przerabiają" tylko Lalkę, bo ta lektura jest przedstawiana jako ta, którą da się wykorzystać w odpowiedzi na każdy temat maturalny. I ją sie czyta (lub ogląda) w całości. Reszta we fragmentach. Wierszy to chyba już nie czytają, nawet nie są wrażliwi na nie (Miłosz, Herbert), jak sprawdzilam na córce- tegorocznej maturzystce dobrego liceum ( profil ścisły odrobine usprawiedliwia, ale podstawowy polski na 92% zdany). Ale rozszerzone profile ścisłe są trudne i walka o miejsca na dobre kierunki się odbywa. To chyba tak pomyślane, podstawa dla każdego jak świadectwo ukończenia szkoły, a rzeczywista ocena po rozszerzeniu ( nie wiem jak przedmioty humanityczne).

  • ~don kichot 29.07.2026 16:07

    kiedyś był egzamin maturalny i egzamin wstępny
    dyplom maturalny świadczył o ogólnym wykształceniu i otwierał drzwi do studiowania na różnych kierunkach, także zagranicą
    dopiero egzamin wstępny tak naprawdę profilował kandydatów na studia
    z perspektywy czasu, matura to była bajka, szokiem był egzamin wstępny, gdy widząc tłok pod salą egzaminacyjną delikwent uświadamiał sobie, że dostanie się tylko co 5-ty, a może nawet co 10-ty.
    taki egzamin uczy pokory i odpowiedzialności, egzamin to nie tylko sprawdzenie wiedzy

  • ~komentator 2 29.07.2026 15:20

    Cyt."Krytyka klucza nasiliła się, gdy do matury w ramach zabawy przystępowali znani twórcy i badacze (np. Wisława Szymborska czy ostatnio Tomasz Rożek). Podczas egzaminu analizowali oni teksty, których byli autorami, a następnie sprawdzano zgodność ich odpowiedzi z kluczem. W rezultacie często uzyskiwali wyniki przeciętne lub niedostateczne. Egzaminatorzy bronili się przed zarzutami, wskazując, że uznają poprawne odpowiedzi spoza klucza. "

    A to dobre...

    Cyt." Może warto jednak zastanowić się nad nieco innym rozłożeniem akcentów w zakresie podstaw tej dyscypliny. Położyć większy nacisk na logikę, która wespół z podstawami filozofii pozwoliłaby na poprawę umiejętności argumentacji, a z podstawami ekonomii lepiej zrozumieć mechanizmy gospodarcze. Nade wszystko zaś każdemu studentowi humanistyki i nauk społecznych przydałaby się umiejętność pracy z arkuszami kalkulacyjnymi i etycznym wykorzystaniem AI. "

    A to OWSZEM.

    Generalnie, gdyby fizyka i matematyka BYŁY NAUCZANE w szkole, to nawet i obecna matura miałaby duży sens. NIESTETY, fizyka i matematyka są często OŚMIESZANE w szkole, na dodatek, SAMO WYCHOWANIE przyszłych studentów jest NIEWYSTARCZAJĄCE. W efekcie, mamy "dzieci pomaturalne", takich 19-latków, nierzadko z mentalnością 14-to, czy 15-latka. W dużej mierze jest to roszczeniowe, niekiedy wręcz bezczelne w swoich oczekiwaniach pokolenie, które nie waha się "obsmarować" prowadzącego zajęcia w ankiecie studenckiej.

  • ~Z.K. 29.07.2026 15:00

    Bzdura. Matura jako egzamin, za którego jakość ręczy dane państwo jest bardzo ważny, choćby dla osób, które chcą studiować za granicą. Pomijam całkowicie sensowność zadań maturalnych, niemniej rezygnacja z egzaminu jako takiego skazałaby wielu zdolnych licealistów, którzy widzą swoją szansę na studiach poza Polską, na miernotę rodzimego szkolnictwa wyższego lub szukanie alternatyw (szkoły z IB, A-levels itp).
    Osobiście jestem jednak za dodatkowa formą kwalifikacji przez rozmowy kwalifikacyjne. Wyeliminowałoby to z pewnością osoby, które wynik, owszem, mają, ale do danego zawodu kompletnie się nie nadają.

    • ~Kk 29.07.2026 20:52

      Jak rozmowa kwalifikacyjna miałaby to zweryfikować? Jak 10-15 min spotkanie ma ocenić, że ktoś będzie świetnym inżynierem/lekarzem/artystą, a ktoś fatalnym?