Pod koniec lutego w Instytucie Spraw Publicznych odbędzie się konferencja pt. „Nierównowagi płci w środowisku naukowym i eksperckim: Jak osiągnąć balans bez eskalacji konfliktów?”. Wydarzenie, współorganizowane przez Polskie Towarzystwo Nauk Politycznych i Komitet Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk, będzie okazją do debaty o tym, czy równowaga płci w ramach dyscyplin jest ważna – zarówno od strony kobiet, jak i mężczyzn.
Dyskusje o nierównościach płci w nauce zazwyczaj sprowadzają się do rzadszych awansów kobiet. We wszystkich dziedzinach więcej tytułów profesorskich zdobywają mężczyźni niż kobiety (Gulczyński 2023) i to oni – nie trzeba o tym nikogo przekonywać – stanowią większość na stanowiskach władzy w nauce. W 35-letniej historii III RP ministrami nauki były tylko dwie kobiety – przez łącznie 8 lat rządów PO-PSL. Kobiety stanowią tylko 24% rektorów uczelni. W 14-osobowym prezydium Rady Doskonałości Naukowej są tylko dwie.
Ale same nierównowagi płci w ramach poszczególnych dyscyplin też są przedmiotem dyskusji i działań. Kilkadziesiąt uczelni przyjęło już plany równości płci, w których odnoszą się do tego problemu – często ze względu na wymogi programu ramowego Unii Europejskiej Horyzont 2020. Plan równości Uniwersytetu Warszawskiego zakłada na przykład „kampanię promocyjną, odpowiedni język, wizualizację promującą podejmowanie kariery naukowej przez kobiety na kierunkach zmaskulinizowanych oraz przez mężczyzn na kierunkach sfeminizowanych”.
Czy te nierównowagi w polskiej nauce się zmniejszają, czy przeciwnie – pogłębiają? W tym artykule odpowiadam na to pytanie, korzystając z danych o nauczycielach akademickich (w przeliczeniu na etaty) na dzień 31 grudnia 2023 roku z podziałem na dyscyplinę, płeć i wiek (w dziesięcioletnich grupach), które otrzymałem z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji i Nauki z 11 października 2022 roku mamy obecnie 56 dyscyplin w 10 dziedzinach. W jednej z dyscyplin – ochronie dziedzictwa i konserwacji – w całym kraju nie pracuje… żaden naukowiec.
Pokoleniowe proporcje płci
Podzieliłem naukowców na grupy poniżej 50 lat i od 50 lat wzwyż, żeby sprawdzić, jak zmieniają się proporcje płci między pokoleniami. Na wykresie 1 (poniżej) na osi poziomej przedstawiam odsetek kobiet wśród starszych naukowców, a na pionowej – odsetek kobiet wśród młodszych. Czerwona linia wyznacza brak różnicy w proporcjach płci między pokoleniami. Jak łatwo zauważyć, tylko w jednej dyscyplinie – sztukach muzycznych – odsetek kobiet jest mniejszy wśród młodszych naukowców niż wśród starszych. We wszystkich pozostałych to wśród młodszych naukowców jest więcej kobiet.
Wykres 2 na osi poziomej przedstawia to samo, co wykres 1, czyli odsetek kobiet wśród starszych naukowców, a na osi pionowej – o ile większy jest odsetek kobiet wśród młodszych niż wśród starszych naukowców (w punktach procentowych). W ten sposób możemy zobaczyć, czy „przyrost” liczby kobiet w danej dyscyplinie jest związany z odsetkiem kobiet wśród starszych naukowców.
W tym miejscu muszę zastrzec, że na podstawie porównania pokoleń nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że „kobiet przybywa” w jakiejś dyscyplinie. Dwa czynniki powodują, że proporcje płci wśród starszych nie odpowiadają temu „jak było kiedyś”. Z jednej strony mężczyźni umierają wcześniej, przez co odsetek kobiet wśród naukowców z danego rocznika może być większy obecnie niż był przez większość ich kariery naukowej (co może mieć znaczenie zwłaszcza w grupie 70+, nawet jeśli wśród osób z wyższym wykształceniem różnica długości życia to „tylko” 3 lata). Z drugiej strony niski odsetek kobiet wśród starszych naukowców może wynikać nie tylko z ich małej liczebności „na wejściu” (ile kobiet rozpoczęło pracę na uczelni kilkadziesiąt lat temu), lecz także „wypychania z systemu” (o ile więcej kobiet niż mężczyzn przestało pracować na uczelni).
Dane w systemie POL-on są jednak zbierane dopiero od kilku lat, przez co nie do końca wiadomo, jakie były nierównowagi wśród ówczesnych młodych, gdy obecne starsze pokolenie miało mniej niż 40 lat. Można jednak zakładać, że uczelnie coraz lepiej radzą sobie z problemem wypadania kobiet z nauki. W artykule w Nauce pokazywałem, że w ostatnich dwóch dekadach rzeczywiście przybyło awansujących naukowczyń: w latach 2004–2021 odsetek habilitacji nadawanych kobietom wzrósł z 31,3% do 46,4%. Z kilkuletnim opóźnieniem przekłada się to na wzrost odsetka kobiet wśród nowych profesorów tytularnych: z 26,5% do 37,0%. Tak więc jeśli interesuje nas, jak w przyszłości będą wyglądały proporcje płci w dyscyplinach, możemy przyjąć, że będą one znacznie bliższe do tych, które widzimy w młodszych, niż w starszych pokoleniach.
„Genderowa rewolucja” i status quo
Jakie wnioski można więc wyciągnąć z danych? Po pierwsze, wiele dyscyplin pozostaje „zmaskulinizowanych” – w 15 dyscyplinach odsetek kobiet wśród młodych naukowców jest niższy niż 40%. Najmniejsza zmiana w odsetku kobiet dotyczy m.in. tych dyscyplin, które pojawiają się w najróżniejszych politykach równościowych: w obu dyscyplinach informatycznych i automatyce ponad 80% młodych pracowników naukowych to mężczyźni. Podobnie wolne tempo zmian w informatyce odnotowują Marek Kwiek i Łukasz Szymula w badaniu publikujących naukowców z 38 krajów. Warto jednak odnotować, że wśród krajów OECD jesteśmy w czołówce pod względem odsetka kobiet wśród naukowców publikujących w dyscyplinach STEMM (przyrodniczych, ścisłych, technologicznych, inżynieryjnych i medycznych) z niemal dokładną równowagą płci (Kwiek i Szymula 2023).
Niektóre dyscypliny przechodzą za to „genderową rewolucję”. Podczas gdy wśród starszych naukowców dominują mężczyźni, w młodym pokoleniu jest już więcej kobiet. Klasycznym przykładem jest weterynaria. To oczywiście również nie tylko polskie zjawisko – w miarę jak zapotrzebowanie na weterynarzy przesuwa się z dużych na małe zwierzęta, siła fizyczna czy gotowość do służby przestaje mieć w tym zawodzie znaczenie. Wśród starszych naukowców-weterynarzy kobiety stanowiły tylko 31%, a wśród młodszych – aż 68%. Warto przy tym zauważyć, że młodych naukowców jest w tej dyscyplinie wyraźnie więcej niż starszych, co nie jest regułą.
Podobną różnicę (34 p.p.) między pokoleniami widać w naukach o bezpieczeństwie tradycyjnie zdominowanych przez mężczyzn. Duże zmiany nastąpiły też w inżynierii chemicznej oraz mniejszych liczebnie dyscyplinach: naukach leśnych, astronomii, biotechnologii, naukach o rodzinie i prawie kanonicznym.
Międzypokoleniowe zmiany – poza wspomnianymi informatykami i automatyką – są stosunkowo małe tam, gdzie kobiet już było względnie dużo: w naukach farmaceutycznych, naukach o zdrowiu, biologii medycznej, językoznawstwie czy literaturoznawstwie. Ale są też dwie ważne dyscypliny, które tradycyjnie były sfeminizowane i w młodym pokoleniu są sfeminizowane jeszcze bardziej, a płeć może mieć w nich znaczenie dla prowadzonych badań – to pedagogika i psychologia. Odsetek kobiet wśród młodszych naukowców wynosi odpowiednio 79% i 70% – w obu przypadkach to ok. 10 p.p. więcej niż w starszym pokoleniu.
Są dyscypliny, w których następuje spora zmiana, dzięki której w młodszym pokoleniu znajdujemy się blisko równowagi płci. Należą do nich: nauki polityczne i administracja, sztuki plastyczne, inżynieria biomedyczna, inżynieria środowiska, nauki leśne, inżynieria środowiska, górnictwo i energetyka, nauki o Ziemi i środowisku, sztuki plastyczne i konserwacja dzieł sztuki. W dyscyplinach takich jak nauki prawne, archeologia (ok. 43-44%), historia czy inżynieria lądowa (po ok. 39%) nastąpiły spore zmiany i odsetek kobiet istotnie się zwiększył, przybliżając te dyscypliny do równowagi płci.
W niektórych dyscyplinach utrzymuje się równowaga. Na przykład w ekonomii czy socjologii różnica między pokoleniami jest nieznaczna i odsetki kobiet i mężczyzn utrzymują się bardzo blisko 50%. W innych większy odsetek kobiet nie spowodował dotychczas powstania znaczącej nierównowagi – jak na przykład w stosunkach międzynarodowych, naukach o kulturze fizycznej, naukach chemicznych czy geografii.
Przestrzelenie równości
Ale nie jest przecież powiedziane, że równowaga to naturalny stan rzeczy. Gdyby następowało „równanie do średniej”, obserwowalibyśmy mniejsze odsetki kobiet wśród młodych naukowców w tradycyjnie sfeminizowanych dyscyplinach. Tak nie jest. Nierzadkie są przykłady dyscyplin, w których następuje „przestrzelenie równości”, czyli zastąpienie jednej nierównowagi drugą – poza wspomnianą weterynarią to także rolnictwo i ogrodnictwo, biotechnologia, nauki o sztuce, zootechnika i rybactwo czy etnologia i antropologia kulturowa. W inżynierii chemicznej, naukach o zarządzaniu i jakości, architekturze i naukach o komunikacji społecznej i mediach odsetek kobiet jest bliski 60%. To także przypadek zdecydowanie największej dyscypliny – nauk medycznych, w których kobiety stanowią 45% starszych i prawie 60% młodszych naukowców. Łącznie w 16 dyscyplinach wśród młodych naukowców pracuje mniej niż 40% mężczyzn.
Podsumowując, jeśli uważamy względną równowagę płci w dyscyplinach naukowych za pożądaną i wartościową – trzeba zwrócić uwagę na dwa końce rozkładu. Z jednej strony – w dyscyplinach takich jak informatyka, automatyka czy nauki teologiczne kobiet było i jest mało. Z drugiej strony – trzeba zauważać zachodzące zmiany i zwrócić uwagę na dyscypliny sfeminizowane i feminizujące się; zwłaszcza te, w których płeć może mieć znaczenie, jak pedagogika i psychologia.
Michał Gulczyński
Konferencja pt. „Nierównowagi płci w środowisku naukowym i eksperckim: Jak osiągnąć balans bez eskalacji konfliktów?” odbędzie się 27 lutego w Instytucie Spraw Publicznych. Patronami wydarzenia są: FemGlobal. Kobiety w polityce międzynarodowej oraz Stowarzyszenie na rzecz Chłopców i Mężczyzn.
Do ~Profesor 1987
Co za dziwactwa Pan wypisuje? Regulaminy wynagradzania na uczelniach (jawne) pokazują jakie jest wynagrodzenie zasadnicze na konkretnym stanowisku. I płeć zatrudnionego nie ma tam żadnego znaczenia. Pan i Pani adiunkt mają identyczne wynagrodzenia zasadnicze.
Widzę sporo zdroworozsądkowych komentarzy.
Czy Polska nauka nie ma prawdziwych problemów?
Wyłącznie
Cenzura odrzuciła moj komentarz. Tylko dlatego, że ujawnił prawdę o faktycznej dyskryminacji kobiet w uczelniach publicznych.
To jakiś horror czy komedia?
Dyskryminacja kobiet nie polega na mniejszej ich ilości w śród naukowców ale na tym, że pracując na takich samych stanowiskach pracy a często nawet osiągając lepsze osiągnięcia w pracy otrzymują niższe wynagrodzenia zasadnicze. A skandal ten jest powiększony tym,, że za taki sam okres pracy otrzymują niższe dodatki za staż pracy, bo są one uzależnione procentowo od wynagrodzenia zasadniczego. W ten sposób czas kobiet jest "gorszy" niż czas mężczyzn.
Co Pan tutaj wypisuje? Jawne regulaminy wynagradzania na uczelniach wskazują jakie jest wynagrodzenie zasadnicze na każdym stanowisku. I tam nie ma podziału według płci. Każdy adiunkt, profesor uczelni, profesor na jednej uczelni zarabia tyle samo.
Mają większość w radach wydziału (nawet jeśli nie we władzach wydziału). Niech reagują.
Mają większość w kolegiach elektorów, niech reagują.
Proponuję, żebyś sam oddawał część pensji koleżankom.
Kobiet wśród pracowników naukowych jest więcej.
Są programy grantów tylko dla kobiet i programy stypendialne tylko dla nich.
Do wszystkich innych programów mają taki sam dostęp jak mężczyźni.
Komentarz młodego pracownika nauki? Noż k# mac! Zdefiniujcie najpierw to, co ma być celem tej „rewolucji”, a potem szukajcie narzędzi. Narazie tacy jak ja zastanawiają się czy nie uciąć sobie kuśki, żeby robić naukę w Polsce. I jeszcze rektorem zostanę (nie z wyborów ale z parytetów).
Ta rewolucja nie ma celu, jest tylko małpowaniem tych, których uznajemy za lepszych. Jak to prawie dwa stulecia temu pisał Adam Mickiewicz: "Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi, A co Francuz wymyśli, to Polak polubi." Tym razem to nie Francuz a Amerykanin ale zasada się nie zmieniła.
Naśmieszniejsze jest to, że Amerykanom rozum wraca i kończą z polityczną poprawnością ale my zauważamy rzeczy z pewnym, niestety sporym, opóźnieniem. Śmieszny jest taki biegacz, który biegnie w pewym oddaleniu za pozostałymi.
Mam ogolnie ostatnio takie zyciowe przemyslenie ze jako 38 latka ja juz chyba bym chciala na emeryture….
A gdzie parytety leworęcznych w stosunku do praworęcznych? Wszystko ustawić po równo tylko aktywność naukowa zostawić tym nielicznym sfiksowanym.
A co z pozostałymi płciami kulturowymi? Podobno jest ich 56. Mają być prześladowane?
Łysi-włochaci, niscy-wysocy, blodyni-bruneci... Te parytety to ciężka robota.
To co. Idziemy w parytety 50 do 50. A wiedzę kompetencje i umiejętności zostawiamy bez znaczenia przy zatrudnianiu osób, czyli pań oraz panów.