Z jednej strony naukowcy w Polsce nie są przygotowani do roli doradców naukowych, z drugiej – politycy i urzędnicy nie widzą wartości dodanej wynikającej ze współpracy z naukowcami – o tym, jak to zmienić, pisze dr Anna Plater-Zyberk, dyrektorka Biura Współpracy z Zagranicą PAN.
Pandemia uświadomiła całemu światu, że w przypadku niektórych wyzwań politycy, odżegnujący się od wsparcia ze strony naukowców, są bezradni. W wielu krajach COVID-19 stał się impulsem do szybszych zmian w obszarze budowania polityk opartych na dowodach naukowych (science for policy), w Polsce po pandemii nauka szybko zeszła jednak na dalszy plan.
Pandemie, zmiany klimatu, susze, powodzie, zdrowie publiczne, migracje, demografia czy bezpieczeństwo – to tematy, które nie tylko decydują i decydować będą o jakości życia Polaków, ale wymagają też budowania długofalowych polityk opartych na rzetelnych dowodach naukowych. W Polsce niechętnie jednak sięga się po doradztwo naukowe, a sami naukowcy nie wiedzą, jak mówić, by ich przekaz był dla polityków czytelny i atrakcyjny.
Wiosną ubiegłego roku Polska Akademia Nauk wraz z Joint Research Center zorganizowały w Warszawie dwa warsztaty – jeden skierowany do naukowców, drugi do pracowników ministerstw i Kancelarii Premiera Rady Ministrów. Warsztaty poprzedzone były spotkaniem szefów kilku resortów, prezesa PAN oraz przedstawicieli JRC, w wyniku którego Polska przystąpiła do drugiego europejskiego konsorcjum na rzecz science for policy (o pierwszym można poczytać tutaj).
Kolejnym krokiem, jaki podjęliśmy w PAN, była organizacja szkolenia dla naukowców z europejskiego systemu doradztwa naukowego, które odbyło się pod koniec ub.r. w Brukseli. I wreszcie kilka tygodni temu Akademia wraz z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyjęła w Pałacu Staszica w Warszawie delegację pracowników resortów nauki z ponad dwudziestu krajów członkowskich oraz przedstawicieli Dyrekcji Generalnej ds. Badań KE, którzy przyjechali wymienić się informacjami na temat funkcjonujących w Europie dobrych praktyk w systemie doradztwa naukowego.
Z tych spotkań płyną dwa wnioski. Po pierwsze, można przyjąć różne modele doradztwa naukowego – od najprostszych typu sieć doradców naukowych w każdym resorcie, po w pełni rozwinięte systemy doradztwa działające w KE czy w Hiszpanii. Po drugie, większość krajów UE ma lepiej działający system doradztwa naukowego niż Polska.
Jak z doradztwem radzą sobie najlepsi?
Najlepiej rozwinięty ekosystem doradztwa naukowego w Europie mają Hiszpanie, a kluczową jednostką zajmującą się u nich doradztwem jest ONAC (Officina Nacional de Asesoramiento Ceintifico) ulokowana przy Biurze Premiera. Biuro składa się z 5 osób, których rolą jest „produkowanie” jednostronicowych notek dostępnych wyłącznie na potrzeby kancelarii premiera Hiszpanii. Przy tworzeniu tekstów ONAC współpracuje m.in. z siecią doradców naukowych działających we wszystkich ministerstwach Hiszpanii, ale i ze środowiskiem naukowym (towarzystwa naukowe, akademie, konferencje rektorów etc.) oraz z agencją finansowania badań FECYT.
Rząd Hiszpanii powołał 22 doradców ds. nauki – po jednym w każdym ministerstwie. Kandydaci na doradców wybierani są przez 5-osobowe komisje składające się z reprezentantów odpowiedników naszych KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich) i PAN (Polska Akademia Nauk), czyli tylko i wyłącznie z naukowców. Kandydaci wybierani są na podstawie trzech czynników: doskonałości naukowej, doświadczenia w rolach doradczych, tematycznej zbieżności doświadczenia kandydata z obszarem działania ministerstwa.
Komisja składająca się z pięciu ekspertów ze świata nauki wybiera tzw. short listę z 10-12 kandydatami i przedstawia ją ministrowi. Z tej listy minister wybiera swojego doradcę, który będzie oficjalnym członkiem gabinetu politycznego ministra. System ten zapewnia zarówno doskonałość naukową doradcy, jak i swobodę ministra, który powinien doradcę darzyć zaufaniem.
Prócz doradców naukowych w ministerstwach Hiszpania ma jeszcze 17 doradców na szczeblu regionalnym, po jednym w każdym regionie. Poza tym działa tam National Council for Science and Innovation z udziałem przedstawicieli wszystkich ministerstw, których działalność ma cokolwiek wspólnego z nauką lub innowacjami. Ponadto FECYT (agencja finansująca badania) stworzyła schemat finansowania naukowców zainteresowanych doradztwem naukowym. Dzięki temu mogą pracować w wybranym ministerstwie, jeśli tylko wyrazi ono zgodę na przyjęcie ich do kadr (pełne finansowanie zapewnia agencja finansująca).
Kolejnym aktorem w hiszpańskim ekosystemie wsparcia doradztwa naukowego jest Officina C, czyli biuro parlamentarne, które z jednej strony tworzy raporty dla członków parlamentu na wybrane tematy (np. zapobieganie samobójstwom, cyberbezpieczeństwo, starzenie się etc.), z drugiej – prowadzi matchmaking, dzięki któremu 10 naukowców przez rok współpracuje z 10 członkami parlamentu. Naukowcy zgłaszają się w otwartym konkursie, a selekcję zgłoszeń i matchmaking z posłami organizuje biuro Officina C. Raporty, które powstają w Officina C, są publicznie dostępne, a „Executive notes” prezentowane są parlamentowi na zamkniętych spotkaniach.
Hiszpański ekosystem doradztwa naukowego na rzecz polityki jest imponujący. Na jego podstawie moglibyśmy tworzyć podobne rozwiązania w Polsce.
Jak zacząć tańczyć?
Z naszych dotychczasowych spotkań, warsztatów i dyskusji wyciągnąć można jeszcze kilka wniosków. Choć wiemy już, że mamy wiele do nadrobienia i że mamy się od kogo uczyć, to nie do końca wiemy, od czego zacząć.
Z jednej strony naukowcy w Polsce nie są przygotowani do roli doradców naukowych, ale wykazują chęć do szkolenia i życzliwość względem samego procesu. Z drugiej – politycy i urzędnicy nie dostrzegają wartości dodanej wynikającej ze współpracy z naukowcami, a spotkania z nimi kojarzą im się raczej z lobbingiem na rzecz większego budżetu na naukę. Jak podczas warszawskiego spotkania powiedział socjolog Michał Kotnarowski, prezentujący dane dotyczące zaufania do nauki i decydentów, w doradztwie naukowym, niczym do tanga, potrzeba chętnych z obu stron. Nie wystarczą sami zainteresowani tym (choć nieprzygotowani) naukowcy, musi być jeszcze wola ze strony polityków oraz bezpieczna przestrzeń, w której oba światy mogłyby się spotkać i w której – co podkreślił szef ONAC-u – to politycy prowadziliby ten „taniec”.
Naukowcy muszą więc zrozumieć, że w procesie doradztwa naukowego nie chodzi o wpływanie na polityków, ale o informowanie ich o tym, co na dany temat mówi nauka. Inny z uczestników warszawskiej debaty, wirusolog Krzysztof Pyrć, zaznaczył, że „doradcy naukowi muszą również zaakceptować to, że prawda naukowa płynąca z badań nie zawsze jest efektywnym rozwiązaniem politycznym”. Natomiast politycy i urzędnicy muszą przyjąć do wiadomości to, że uprawianie polityki bez znajomości dowodów naukowych skazuje kraj na polityczne dryfowanie.
Polska Akademia Nauk nadal będzie organizować szkolenia dla naukowców z procesu doradztwa naukowego. Najbliższe, współorganizowane z Komisją Europejską,zaplanowano na 17 czerwca w Warszawie, a dotyczyć będzie doradztwa naukowego dla dyplomacji (science diplomacy). Mamy nadzieję, że na to spotkanie uda nam się zaprosić polityków i że zaczniemy jednak w Polsce „tańczyć”.
dr Anna Plater-Zyberk
Polecam artykuł - Czy Polska traci swoją szansę w IT?
https://academia.pan.pl/czy-polska-traci-swoja-szanse-w-it/
w którym też dyskutuje się potrzeby budowy doradztwa naukowego w zakresie diagnozy i strategii w obszarze informatyki = Ministerstwa niestety wolno "dochodzą" do chęci współpracy
Także więcej na
https://www.linkedin.com/posts/jerzy-stefanowski-b3a89731b_czy-polska-traci-swoj%C4%85-szans%C4%99-w-it-portal-activity-7313515782569713665-M6De?utm_source=share&utm_medium=member_desktop&rcm=ACoAAFEcXp4BinG5OJ-8IaY-uue1bxEsNUnxqqE
Ministerstwa nie korzystaja nawet z PIBow, ktore finansuja przeciez.
Żeby wykorzystać badanie naukowe, trzeba umieć ocenić jego wiarygodność, zrozumieć jego treść, poprawnie ocenić zakres stosowalności i możliwość uogólnienia wyników. Ponadto jest jeszcze daleka droga między samym badaniem, które opisuje jakieś zależności w zachodzącym świecie, a tym, jakie z nich wyciągnąć wnioski dla działania, organizacji, ustawodawstwa.
Niestety wszystkie te kwestie potrafią koncertowo zlekceważyć politycy powołujący się na badania naukowe. W ten sposób nauka staje się dla nich jeszcze jednym tworzywem do demagogii i plecenia bzdur. Obserwowałem kiedyś w akcji jakąś panienkę z lewicy, która jakimiś tam przyczynkarskimi badaniami chciała uzasadnić wprowadzenie czterodniowego dnia pracy, głośno (tak, żeby przypadkiem nie dopuścić adwersarza do głosu) krzycząc, że oto my tu działamy na podstawie badań naukowych. Cyrk był przedni. Niebezpieczeństwo nadużyć w "polityce opartej na dowodach" jest niestety olbrzymie.
A czy jest to ryzyko większe niż polityka oparta na 'widzimisię' i chłopskim rozumie? Doprawdy - z pewną przesadą - ale to argument jak u antyszczepionkowca: ryzyko powikłań przesłania mu daleko większe ryzyko przechodzenia choroby. Polskiej polityce dramatycznie potrzeba osadzenia na faktach.
Polityka jest sztuką, i jako taka rzeczywiście jest oparta na 'widzimisie' i chłopskim rozumie. Kto tego nie rozumie, może tylko machać rękami i krzyczeć o więcej nauki w polityce, zamiast najpierw dobrze się zastanowić na poziomie fundamentalnym, ale konkretnie, gdzie jest miejsce nauki w tej działalności. Polecam cytowane w tym artykule słowa prof. Pyrcia.
@ Fidelio,
Polityka nie jest sztuką, która jest oparta na widzimisie i chłopskim rozumie. Polityka jest strategią planowania rozłożoną na kilkadziesiąt lat do przodu. Po to w krajach anglosaskich powołano tajne stowarzyszenia działające przy uniwersytetach, jak chociażby Skull and Bones Yale w New Haven. Rzecz rozbija się o przygotowane do polityki kadry, a nie tak, jak w dyzmokratycznej Polsce, gdzie do polityki trafiają przypadkowi ludzie z widzimisie i chłopskim rozumem. Dlatego żadna dziedzina życia, nie funkcjonuje u nas prawidłowo.
Polityka to działanie, działalność, więc nie jest strategią, to innego rodzaju byty. Czy powinna angażować strategię, to zupełnie inne pytanie. Musimy zacząć od precyzji sformułowań i nie mieszać opisu z postulatami, bo do niczego nie dojdziemy.
@ Fidelio,
Niezupełnie. Polityka to decyzyjność mająca przełożenie na życie codzienne, ale oparta jest o strategię, która ustanawia metody działania polityki i zarazem jest konkretnym planem, ukierunkowanym na osiągnięcie określonych celów politycznych.
Żeby wykorzystać badanie naukowe, trzeba umieć ocenić jego wiarygodność, zrozumieć jego treść, poprawnie ocenić zakres stosowalności i możliwość uogólnienia wyników. Ponadto jest jeszcze daleka droga między samym badaniem, które opisuje jakieś zależności w zachodzącym świecie, a tym, jakie z nich wyciągnąć wnioski dla działania, organizacji, ustawodawstwa.
Niestety wszystkie te kwestie potrafią koncertowo zlekceważyć politycy powołujący się na badania naukowe. W ten sposób nauka staje się dla nich jeszcze jednym tworzywem do demagogii i plecenia bzdur. Obserwowałem kiedyś w akcji jakąś panienkę z lewicy, która jakimiś tam przyczynkarskimi badaniami chciała uzasadnić wprowadzenie czterodniowego dnia pracy, głośno (tak, żeby przypadkiem nie dopuścić adwersarza do głosu) krzycząc, że oto my tu działamy na podstawie badań naukowych. Cyrk był przedni. Niebezpieczeństwo nadużyć w "polityce opartej na dowodach" jest niestety olbrzymie.